Posted on

Bozia

V niedziela zwykła, C, Iz 6,1-2a.3-8; Ps 138,1-5.7-8; 1 Kor 15,1-11; Mt 4,19; Łk 5,1-11, Winnica 10 lutego 2013 roku.

Biblia mówi, że Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. (Rdz 1,26-27)

A człowiek odpłacił się tym samym – stworzył Boga na swój obraz i podobieństwo.

Bóg i człowiek to jednak stworzyciele innej kategorii – każdy jest z innej półki. To co stworzył Bóg jest dobre i piękne. To co stwarza człowiek jest często tylko karykaturą Boga. To co człowiek myśli o Bogu, to jak go sobie wyobraża, jaki nosi obraz Boga często nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Nasze wyobrażenie Boga nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale jednocześnie wywiera ogromny wpływ na nasze życie.

To jak wyobrażamy sobie Boga ma wpływ na to jak go traktujemy, jak się zachowujemy, jak żyjemy.

Podam jeden przykład. Przykład jednego słowa, które jest świadectwem ludzkiego wyobrażenia Boga, świadectwem jak prawda o Bogu zostaje zamazana i jak przez to Bóg staje się błahostką.

To słowo, to „bozia”.

Przyznam się, że mam z tym słowem duży kłopot. Nie lubię go, irytuje mnie.

Dlaczego tak jest? Najpierw dlatego, że nie wiem co ono znaczy. W trzytomowym Słowniku języka polskiego (PWN) nie ma tego słowa. To nie jest jednak najważniejsze.

Słowo „bozia” używane jest na określenie medalika, krzyżyka, obrazka. Słyszymy: pokaż bozię, pocałuj bozię. Także modlimy się do bozi: „dobranoc Ci Boziu, ja już idę spać, bo jutro raniutko znowu muszę wstać”.

To słowo należy wyrzucić ze swojego języka. Tego słowa nie powinno się używać przy dzieciach. Wytłumaczę dlaczego.

Są dwa powody. Pierwszy to zamieszanie, drugi to zdrobnienie.

Jeśli mówimy dziecku, wskazując na Jezusa, że to jest bozia. I mówimy dalej, wskazując na Maryję, że to jest bozia. To niczego dziecku nie wyjaśniamy, tylko mieszamy.

  

       Czytaj także: Kazanie - Błogosław...

 

Znalazłem taki tekst, który to pięknie ilustruje: >>[ktoś pisze] Mój kolega, u którego mieszkałem, pokazywał swemu 5-letniemu bratankowi fotoalbum z zabytkami Lwowa. Maluch pokazał palcem na obraz Madonny i pytał: „Co to?”. Uzyskał odpowiedź: „bozia”. Następnie przy karcie z Ukrzyżowanym, pyta: „A to?”. Ponownie padło: „bozia”. Przy kolejnej karcie na której było zdjęcie pomnika [poety] Tarasa Szewczenki już sam wykrzyknął: „bozia”!<< [http://goo.gl/B0Rza]

Dziecku świat trzeba wyjaśniać a nie mieszać. Jezus to Jezus, Maryja to Maryja, anioł to anioł. Nie wrzucajmy tego wszystkiego do worka z napisem „bozia”.

Druga racja za nieużywaniem słowa „bozia” to infantylność tego słowa, zdrobnienie i pieszczotliwość tego słowa. Kimkolwiek lub czymkolwiek jest „bozia, nie można tego traktować poważnie.

I tylko chwila a cały świat wiary stanie się dziecinny i niepoważny: Pójdziemy do bozi, do kościółka. Odmówimy paciorek i modlitewkę. I damy księżulkowi na tacę pieniążek. A jeśli będzie odpust to na straganie kupimy sobie aniołka.

W tym wszystkim tylko taca brzmi poważnie, to co na tacy już nie.

A prawda o Bogu jest inna. Prawda o Kościele jest inna. Prawda o modlitwie jest inna. I prawda o aniołach jest inna.

Zrobiliśmy z aniołów kukiełki, maskotki i zabawki. Tymczasem, gdy anioł objawiał się człowiekowi, to ten człowiek często padał na twarz i drżał.

Posłuchajmy tekstu z apokalipsy: „Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię, a nastąpiły gromy, głosy, błyskawice, trzęsienie ziemi. A siedmiu aniołów, mających siedem trąb, przygotowało się, aby zatrąbić. I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień – pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona.” (Ap 8,5-7)

Zostawmy w spokoju pozostałe anielskie trąby…

W czasie pewnego kazania do dzieci ksiądz zapytał co oni by czuli, gdyby do nich przyszedł archanioł. Jedno dziecko powiedziało do mikrofonu, że ze strachu by się zesr…..

Wielka radość zeszła na wszystkich w kościele, ale to dziecko było bliższe prawdy.

I pójdźmy dalej. W dzisiejszym czytaniu ci potężni aniołowie – serafini zasłaniają skrzydłami swoje twarze, by nie patrzeć na Boga: „Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie […]. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.” (Iz 61-4)

To jest Bóg. A niektórzy mówią na to bozia. Wyrzućmy słowo „bozia” z naszego języka. Wyrzućmy na zawsze.

Chciałbym jeszcze podjąć krótko wątek powołania, bo powołanie właśnie jest tematem wiodącym dzisiejszej liturgii słowa – słyszymy o powołaniu proroka Izajasza i o powołaniu apostołów.

Chcę powiedzieć bardzo krótko, puentując jednocześnie rozważania o naszym obrazie Boga, naszym nazywaniu Go.

Powiedziałem już – to jak wyobrażamy sobie Boga ma wpływ na to jak go traktujemy, jak się zachowujemy, jak żyjemy.

Gdy wielki, potężny i święty Bóg ci powie: „wybieram cię, idź za mną” to zostawisz wszystko i pójdziesz za Nim.

Gdy to samo – „wybieram cię, idź za mną” – powie ci bozia, to nawet tego nie usłyszysz. A jeśli nawet usłyszysz to nie potraktujesz poważnie.

Ani Izajasz, ani Szymon Piotr, ani Jakub i Jan nie wiedzieli nawet co to jest bozia.

Nie uważasz, że inni także powinni przeczytać to kazanie? Udostępnij je innym!

65 thoughts on “Bozia

  1. Zgadzam się z księdzem Pan Bóg,bo Pan Bóg to BÓG a BÓG jest wielki i wszystko może i nie możemy Jego obrażać słówkiem bozia,które ujmuje Jego wielkości i chwale.

  2. I tak trzymać! Bóg TAK, bozia NIE! 🙂

  3. W wymawianiu słowa „bozia” kryją się dwie pułapki. Pierwsza najważniejsza, o której wspominał ks Maciejewski to nieświadome umniejszanie chwały Boga. Może dla dziecka jest to łatwiejsze do zrozumienia, może… Tylko, że wielu z tego nigdy nie wyrasta.
    Druga pułapka to zrównywanie w godności Najwyższego Boga, Stwórcę wszechrzeczy z Jego Stworzeniem , czyli Matką Jezusa. My nigdy nie dorównamy Marii w jej świętości i umiłowaniu Boga, i dlatego to właśnie Ją wybrał sobie Bóg Ojciec na Matkę swego Syna. I chociaż Bóg w swej nieskończonej miłości ofiarował Jej nieprzemijającą chwałę, to jednak jest (jak my wszyscy) Jego umiłowanym Stworzeniem.
    Rz 11,36 Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen

  4. Zgadzam się z księdzem całkowicie. Jeśli my rodzice wiemy kim jest Bóg, to nie przyjdzie nam do głowy aby mówić dziecku o Bogu „bozia”. Tak to jest , że później i dzieci i dorośli i starzy z tej „bozi” nie mogą wyrosnąć.

  5. Całkowicie zgadzam się z Księdzem ! Słowo „bozia” jest beznadziejne. AMEN

  6. no ludzie opamiętajcie się Bóg to Bóg a nie kumpel o ksywce bozia. To bardzo dobrze, że nareszcie ktoś mówi o tym głośno!!! dziękuję księdzu !!!

  7. Całkowicie zgadzam się z Księdzem ! Słowo „bozia” jest beznadziejne.

  8. I mnie mocno irytuje słowo przekaz bozia.Moje dzieci od takiego maluszka słyszą o Bogu jako Panu Tacie Przyjacielu-Wielkim,Wszechmogącym Potężnym Miłosiernym pełnym Mocy i w wieku 5 i 7 lat modlą się i rozumieją wiarę niezwykle głęboko.Nie lubię też wyrażenia „odmówmy pacierz”.My z mężem się z dziećmi modlimy, rozmawiamy z Panem,następuje na miarę ich możliwości komunikacja one po kanonie Aniele, Ojcze,Zdrowaś spontanicznie się modlą, wznoszą ręce gdy potrzebują uwielbiają Go,przepraszają, dziękują,proszą.One nie mają kompletnie znajomości słów: bozia pacierz bo po co im martwe niefunkcjonujące skutecznie twory. wiara to dla nich nie praktyki tradycje a żywa relacja z Żywym kochającym je Jezusem.Maryja a tak naprawdę Miriam to imię też znają to Matka Jezusa.Pytam się 2 tygodnie temu na próbę swej pięciolatki która jest powiem tak urzeczona Maryją na razie ze względu na piękno i dobroć i Jej potęgę nad szatanem o której 5 latka wie: Maryja to Bogini?a Ona nie mamo, to człowiek ale Mama Jezusa, Mama Boga.Można można dzieci są na tym etalie chłonne duchowo jak gąbki.Kasia

  9. W 100% zgadzam się z księdzem.Mój wnuk nie był uczony „boziowania”i mając teraz lat 7,5 potrafi stwierdzić , że Święta Wielkiej Nocy są ważniejsze niż Bożenarodzenie:) Nie mieszano mu.Wie kim jest Jezus, kim Maryja.
    Ale, ale…taki infantylizm jest powszechny, niestety!Co słyszę w radiu , w którym słuchacze na własny koszt/hehe w Czechach jest to za darmo/przestrzegają o utrudnieniach na drogach?Zacytuję:”jest wypadeczek i wahadełko”-i zgrozo mówił to dojrzały mężczyzna…
    P.S. Pocieszę Księdza:)U nas księża się żalą na kazaniach , że w spowiedzi słyszą u b. starszego pana taki oto grzech „„NIE ODMAWIAM PACIORA”-to jest pokłosie „boziowania”Niestety

  10. Uwielbiam Księdza poczucie humoru, chodzi o historyjkę z malcem i aniołem. Na początek podzielę się historyjką, z przygotowania mojej córy do Pierwszej Komunii. Dzieci były zebrane w Kościele na jednym ze spotkań przygotowawczych i Ksiądz zapytał: „A teraz kochane dzieci powiedzcie, co to jest Tabernakulum?” Na twarzach dzieci zaistniało zamyślenie i nagle jeden z chłopców wystrzelił z łapą do góry. Ksiądz powiedział: „No, powiedz nam wszystkim”. A chłopczyk wypalił – „to jest ten sejf za Księdzem” 😉 .
    A tak na poważnie, to ma Ksiądz 100% racji i nie tylko w odniesieniu do dzieci. Jak kilka razy pisałam, ja do Boga wróciłam niedawno, teraz niepełne 3 lata temu. Ale wróciłam do Boga – Kogoś kogo albo pojąć nie mogę – za małe moce przerobowe mózgu, albo w chwilach modlitwy, gdy pojmuję to wali mnie na kolana.
    Jakoś tak się stało, że Bóg od razu dał mi robotę. Zanim jeszcze pierwszy raz Pismo przeczytałam, pojawiła się koleżanka, starsza Pani ze Wspólnoty, chorująca ciągle na coś, a głównie na depresję. Nie wiem, nie znam się wiem, że Ksiądz jej powiedział na Spowiedzi, że to pewnie depresja, lekarz potwierdził i tak zachorowała na depresję.
    Zaczęłyśmy się spotykać i rozmawiać o uzdrowieniu. Mijały miesiące, rozmawiałyśmy, rozmawiałyśmy, rozmawiałyśmy. W międzyczasie były Msze o Uzdrowienie, mnie Bóg z jednych rzeczy uzdrowił, z innych nie – wiem dlaczego, wiem co muszę zrobić, aby dostać to uzdrowienie. (I żeby nie było, oporna jestem 🙁 ). Więc może nie dostałam takiego cudu, jak chciałam, ale dostałam sens, który pozwala mi wreszcie rano uśmiechać się mówiąc „Dzień dobry Boże, dziękuję, że dajesz mi czas na poprawę i wierzysz we mnie, że potrafię to zrobić”. Natomiast u koleżanki wszystko stoi w miejscu i nawet jakby pogłębia się. Zaczęłam analizować, o co kaman i zwróciłam uwagę na jej słownictwo.
    Modli się do bozi, chodzi do kościółka, prosi o pomoc Jezuska itd. Pisma nie czyta, bo to za trudne, (no pewnie, bo tam nic nie ma o bozi), gdy Ksiądz z ambony mówi o grzechach potrafi się rozpłakać, bo odczuwa, że to do niej, a ona wolałaby, aby tak delikatnie …
    Nie naśmiewam się z niej, to fajna i mądra osoba, ale z kompletnie zaburzoną wizją Boga. Mimo wielu dni modlitwy i wielu Różańców, skuteczek mizerniuchny, bo przecież jaka bozia, takie uzdrowionko. Skoro bozia jest mała, to i ona siebie postrzega jako kompletnie bezsilną, w dłoniach malutkiego „bożka”, niewiele silniejszego od niej.
    Zwróciłam jej na to uwagę. Na początku nie rozumiała, co to za różnica, ale wracałam do sprawy i od jakiegoś czasu coś jakby drgnęło. Rzadziej słyszę o bozi, częściej widzę jej uśmiech. Koleżanka zaczęła nawet sama krótkie fragmenty z Pisma czytać. Nie wiem, jak daleko zajdziemy, ale jedno wiem z pewnością, bozia i Bóg to nie jest to samo dla naszej świadomości.
    I moim zdaniem dzieciom też nie jest potrzebne zdrabnianie Imienia Boga. My to robimy z własnej infantylności i z tego powodu, że sami często nie mamy świadomości kim jest Bóg. Więc tak aby Bogu świeczkę i diabłu ogarek, mówimy dzieciom o bozi, co nas zwalnia z poważnej rozmowy o Bogu.

  11. Bog to Bog a nie bozia i te wszelkiego rodzaju spieszczenia i zdrobnienia Dobre to co ksiadz napisal o kratkach konfesjonalu i paciorku swietnie odzwierciedla jak pewne slownictwo zakorzenia sie w ludziach az do smierci Zgadzam sie z Wioletta ze to moze niektorzy sie wstydza nazwac Jezus Bog Maryja Zauwazcie taki procent wierzacych w kraju a o Bogu ciezko jest rozmawiac jakby byl tematem tabu Mam prawie 5-letniego wnuka ale nie slyszalam zeby corka mowila bozia Jest Pan Jezus Bog Maryja i niech tak pozostanie

  12. Księże Zbyszku, przepraszam, że tylu podniosło krzyk o słowo bozia. Jestem starszą kobietą. Dzieci na swoim. Nigdy nie uczyłam ich o bozi, ale o Bogu. Niezależnie czy miały kilka miesięcy, czy kilka lat. Bóg to Bóg. Pan wszechświata, pełen mocy i chwały. Jakie tam porównywanie Go do mamusi, mamulki, tatuńcia. To nie człowiek, ale Ten, który człowieka stworzył i należy Mu się szacunek jako Najważniejszemu w całym wszechświecie. Dzieci nie miały problemu z odróżnieniem Boga, Jezusa, czy Maryi, bo od maleńkiego były tak prowadzone. To my mamy problem, a nie dzieci. Infantylność nie musi być dobra dla dziecka tylko dlatego, że mamuni i tatuńciowi, albo babusi i dziadziusiowi tak się podoba. Bóg jest jeden i też nie znoszę bozi i boziuchny. Amen

  13. A mi się zdaje że ci którzy mówią bozia wstydzą się powiedzieć Jezus, czy Bóg. Szczerze? To też mnie to bardzo denerwuje…

  14. Siedziałem kiedyś w kościele – trochę z boku. Letni dzień, pełne słońce; pół godziny do Mszy św. Cisza – nikt do konfesjonału nie udawał się.
    Wchodzi mama – z dzieckiem w wózeczku, drugie prowadziła za rękę. Pokazuje w różne miejsca świątyni i mówi „Bozia to, Bozia tamto, Bozia jest dobra, aja Bozinka.” W ten wieczór było kilka osób dorosłych z takimi tekstami – zarówno rodziców jak i dziadków/babcie.
    Ale zaraz za drzwiami kościoła – Nie rób, bo Cię Pan Bóg skarze!!! I to jest największy dramat. Bozinka jest dobra ale Bóg zawsze karze, mści się…

    Mijają lata – Bozinka to ta dobra bozia, która daje, jest dobra, aja aja – i „Matka Bozia” staje się albo wyraźnie częścią „Czwórcy Świętej” albo przejmuje rolę Boga. Pan Bóg jest od karania. Od wymierzania sprawiedliwości. Nigdy od miłości.
    Bozinka to w konsekwencji urojona rzeczywistość bajkowa – na równi w umyśle dziecka z gwiazdorem, dobrą wróżką, Kopciuszkiem itp. Czasem pod bozinką odkrywa się Maryję, która nigdy nikogo nie karała ani piorunami nie rzucała. Ale bozinka nie przeistacza się w Boga.

  15. Nigdy nie używałam słowa „bozia” w przekazywaniu wiary moim dzieciom ( a mam ich troje), bo wydaje mi się to strasznie infantylne, za to słyszałam je w ustach wielu, zdawałoby się, poważnych katolików, i to nie tylko w stosunku do dzieci. Niektórzy ludzie mówią tak po prostu np. „jak bozia da zdrówko, to pojadę” itp. . A Bóg jest wielki, Bóg jest święty! Kto raz odczuł wielkość Jego Majestatu, nigdy nie powie „bozia”. Razi mnie też kucanie przed Nim zamiast klęku, a nieraz widzi się całkowitą ignorancję Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Ma Ksiądz całkowitą rację i to jest dobry, potrzebny temat na niedzielną homilię w każdej parafii.

  16. Księże Zbyszku!!!
    Całym sercem jestem za tym,co Ksiądz tak zręcznie,, wyłuścił”.Powiem bez ogródek,że dostaję jasnej ognistej cholery,gdy słyszę ,,bozia” na określenie Pana Boga czy Maryi.To samo dzieje się,gdy widzę kucanie w kościele zamiast klękania,machanie przy klatce pierśowej lub w jej okolicy zamiast godnego znaku krzyża.Kiedyś znajomy ksiądz powiedział mi,że czasem od ołtarza widzi niezłe ,,kino”,gdy paniusie w mini kucają na podniesienie…. ,Wrrrr (że zacytuję księdza).Przypuszczam,że te machające znak krzyża( albo coś innego) i te kucające osoby to właśnie wychowane na ,,bozi”i niemające poczucia Majestatu Bożego.Popieram ,drogi Księże, wywód i proszę o równie odważne i potrzebne kazania.

    1. Zgadzam się, zgadzam się. Moje dzieci widząc machających przy klatce piersiowej same zaczęły to robić. Od razu była moja reakcja: „robisz znak krzyża czy odganiasz muchy?” To był koniec początku ich machania. Nie pozwoliłam nigdy na wprowadzanie słowa „bozia”, absolutnie! Babcia musiała się dostosować. Przerobiłam pioseneczkę: dobranoc BOŻE, ja idę już spać…. spokojnie i zdrowo pozwól przespać noc…. Nie mogę wyjść ze zdziwienia na przyzwolenie dla słowa bozia. … Księdzu gratuluję tematu, trzeba o tym mówić i … edukować.

  17. Zastanawiając się nad tym słowem ,,bozia,, z niczym mi się nie kojarzy ani z Jezusem ani z Maryją. Pamiętam gdy byłam mała, i coś źle zrobiłam to słyszałam że jak się nie uspokoisz to ,,bozia,, cię skrzyczy.

  18. Jak określana jest Trójca Św?

    Ojciec -starszy dziadek z siwą brodą
    Jezus – przystoiny młodzieniec z owieczką na ramionach
    D.Św-gołąbek

    Jak wyjaśnić , przedstawić dziecku Trójcę Św?

    1. Obrazy są ułomne, nawet te biblijne, ale są:
      Iz 6:1
      1. W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię.
      (BT)
      Mr 9:2-3
      2. Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich.
      3. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła.
      (BT)
      Łk 3:21-22
      21. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo
      22. i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.
      (BT)

  19. Czuje ogromne przewrażliwienie na tle słowa ,,bozia,,. Będąc mała dziewczynką często je słyszałam . Odnosiło się do Boga , nie do Maryi i aniołów . To nie przeszkadzało w kształtowaniu mojej wiary . Zawsze uważałam Go za Świętego, Potężnego. Wiele zależy od rodziców jak przedst. dziecku Boga , Jego przymioty. Ważne by malucha nie straszyć Bogiem, jako surowego , karcącego , karzącego Ojca ( w świecie dorosłych zauważam to samo zjawisko) To jest b. złe, gdyż utrudnia otwarcie serca na przyjęcie Jego łaski.

    ,,Przyznam się, że mam z tym słowem duży kłopot. Nie lubię go, irytuje mnie,;

    Każdy z nas jest inny , każdego coś irytuje , są słowa których nie lubimy ( wydarzenia , zachowania). Bóg mnie nauczył oddawć Jemu niezrozumienie , irytacje i nie rozważać tego. Tak jest najlepiej . Każdy jest inny , inaczej myśli , działa przez pryzmat swojej osoby.

    Przyznam, rozgraniczenie musi być zachowane: Bóg, Maryja,anioły.
    Myślę ze za bozię, by Bóg się nie obraził, gdy serce malucha przepełnione jest miłośćią zaufaniem do Niego

  20. Szczęść Boże i pozdrawiam księdzu słyszałam i znam dobrze, napisałam wyżej 🙂

  21. Nie rozumiem tych którzy się upierają żeby małym dzieciom mówić bozia a nie BÓG w całej rozciągłości popieram ks. ja swoim wnuczkom od małego mówię  BÓG brzmi poważnie a tym samym to nie jest misio lala czy inna zabawka,  samo słowo BÓG wymaga szacunku i dziecko to rozumie bardziej niż nam dorosłym się wydaje.

  22. puryści  :)….elitarni ?   pozdrawiam  Was też 🙂  Iza

  23. Tak się składa, że słowo „bozia” i mnie mocno irytuje, więc dorzucę swój komentarz. W moim otoczeniu używają go najczęściej osoby starsze czyli nasi rodzice i dziadkowie, tym samym przekazując taki obraz Boga dzieciom od najmłodszych lat. Tutaj nie chodzi o żadną zdolność pojmowania czy percepcji dziecka, bo każdy pedagog wie, że do małego dziecka mówi się słowami normalnymi, aby wiedziało co jest czym, zwłaszcza w rzeczach istotnych i ważnych. Proszę się zastanowić – jest ostatnio taka moda (ja to tak nazywam), aby już małe dzieci uczyć języka angielskiego, dlaczego więc przywiązujemy taką wagę do prawidłowej wymowy i kojarzenia obcych słów, a „bozie” tak łatwo akceptujemy.  Moi rodzice nie używali w stosunku do mnie takich słów i dzięki im za to. Natomiast w przypadku mojej żony, często kiedy była dzieckiem „karmiono ją bozią”.  Opowiem teraz taki przypadek, który często słyszałem jako dobry żart. Otóż jako mała dziewczynka ok. 4 latka, moja żona była z rodzicami w kościele na Mszy Św. i trochę się kręciła jak to małe dziecko. W ramach przywrócenia grzeczności jej tata niepostrzeżenie ją uszczypał.  Kto to zrobił ? –  zapytała dziewczynka,  tata odpowiedział – bozia.  Boźkaaaa- krzyknęła dziewczynka i pogroziła palcem w stronę najbliższej figury Maryi.  Po latach, kiedy tak sobie teraz rozmawiamy, żonka sama przyznała jak wiele szkody wyrządziła jej taka edukacja. Niby wielkie nic, ale to również pomogło zagmatwać jej jakąś relację z Bogiem i patrzenia na niego. Niby wszystko w porządku ale człowiek taki: „ani zimny ani gorący …..

  24. Całkowicie się z księdzem zgadzam, to słowo nie tylko nie wiadomo co określa ale tez jest rodzaju żeńskiego co jeszcze bardziej gmatwa sprawę, do tego przez niektórych było wykorzystywane (a być może, o zgrozo, jest nadal..) do wprowadzania dyscypliny w stylu "bozia patrzy" "bozia widzi i ukarze", szkoda tylko że z powodu braku umiejętności pedagogicznych tracił na tym Pan Bóg i jego prawdziwy wizerunek
    myślę że to jest szerszy problem, bo okazuje się że to jak coś lub kogoś nazywamy ma ogromne znaczenie,
    mam dwoje małych dzieci i zupełnie dobrze radzimy sobie bez słowa "bozia"

  25. Ja też odnoszę wrażenie, ze Ksiądz  nie rozumie. Być może zamiast rozumie trzeba by użyć słowa "czuje".  Ja rozumiem i czuję. Natomiast nie rozumiem pytania Księdza " czy nazywanie Jezusa bozią jest dobre? Czy nazywanie Maryi bozią jest dobre?" i uważam, ze jest nie na miejscu. Zapytam wiec Księdza, bo to ważne. Dla wiary też. Czy nazywanie Jezusa bozią jest złe? Czy nazywanie Maryi bozią jest złe? Być może Ksiądz odpowie choć już zakończył dyskusję bowiem cierpliwość to wielka w  życiu i w wierze cnota 🙂 . Dodam jeszcze, że kategoryczne określanie tego, co jest Bogu miłe a co nie, delikatnie mówiąc, jest nadużyciem. Tak samo jak występowanie w Jego obronie, i w obronie wiary! Przecież  Bóg Jest Nieśmiertelny, Wszechmocny, Wszechobecny, Wszechwiedzący i Wszechmiłosierny !
    A pryncypialni i zagorzali obrońcy Boga i wiary doprowadzali i doprowadzają do wojen.

    Ego duchowe jest najgorsze ze wszystkich możliwych. Gdy tylko sądzisz, że zbliżasz się coraz bardziej do Boga, wówczas stajesz się coraz bardziej egoistyczny…

    Pozdrawiam serdecznie Anię i Izę

    1. Czy nazywanie Jezusa bozią jest złe?

      Tak – jest złe

      Czy nazywanie Maryi bozią jest złe

      Tak – jest złe, jeszcze gorsze

      A gdybym wziął na serio resztę pana wywodów to nigdy juz bym nie wyszedł na ambonę i nie poszedł na katechezę.

      Skończmy już to

  26. 😉 nie o to chodzi…. nie o to………………….
    dziecko wprowadza się w świat i świat pojęć sukcesywnie…  jeżeli rodzice mają poczucie, że dziecka percepcja jest już na takim poziomie, że można dokonać klasyfikacji np. ok. 1,5- 2 r. ż….
    Czemu biczować ludzi, kórzy mówią kikmiesięcznemu dziecku ,, Bozia".  Tego ja nie rozumiem….
    Istotne, że mówią i jak mówią…. , jak sami świadczą, jak wprowadzają dziecko w świat wiary…….. jak pisałam powyżej…
    Kończę. Przesyłam ucałowania 🙂 i piękny uśmiech!

  27. Aniu piszesz pięknie rozumiesz istotę Odnoszę wrażenie ,ze  Ksiądz nie rozumie.Przykro mi .

  28. >>dla starszego owszem sądzę, że należy dokonywać rozgranicznia….

    czyli w pewnym momencie powiedzieć, że Maryja to jednak nie bozia?

    z mojej strony koniec dyskusji

  29. To nie to słowo,, bozia" jest dobre, czy złe,
    ale nasze przekonania na ten temat..
    Dla kilkumiesięcznego dziecka wspomniałam powyżej nie ,, biczowałabym" za to rodziców…., dla starszego owszem sądzę, że należy dokonywać rozgranicznia….

  30. Aniu, to proszę cię, wytłumacz mi (ręce mi opadają) co to jest bozia.

    I powiedz, czy nazywanie jezusa bozią jest dobre?

    I czy nazywanie Maryi bozią jest dobre?

  31. Chcę jeszcze dodać,że takie zaufanie Panu Bogu jakie miały moje śp. babcie
    chciałabym tak wierzyć… tak kochać… tak być otartym na drugiego człowieka i pomagać widzieć  w nim Boga….
    była to wiara wiejskich, prostych kobiet… równocześnie takie słownictwo…
    jednakż jestem przekonana, że TAKA wiara, była tą ktora podobała się Bogu….

  32. jak moj synek mówi mamusiu, tatusiu to też jest infantylizowanie słowa mama,tata nie sądzę…
    Ale rozumienc ,że jeśli ktoś ma pejoratywne doświadczenia ze zdrobnieniami, wtedy można się,, zafiksować "… tak uważam
    a jak ja mówię nie Ojcze, tylko Ojczulku do kogoś kogo szanuję i kto jest dla mnie ważny…. to też infantylizacja…  dla mnie te słowo wyraża powagę, ale i czulość…
    Ja osobiście uważam, że słowa mogą drażnić, niemniej można też słyszeć wiele elokwentnych słów pod którymi nic się nie kryje, albo regres moralny….
    i mnie osobiście takie postawy ,, rozwalają"….
    człowiek, który nie ma osobowego kontaktu z Bogiem bez względu na werbalizację…
    Na zakończeniet jako ostatni argument czysto emocjonallny dodam, że pamiętam z dzieciństwa ,,przez mgłę",  mogłam mieć wtedy 3-4 lata jak moje: babcia i prababcia mówiły mi o Boziulce, paciorku…, jak z babcią nad książeczką do nabożeństwa odmawiałam nieznany mi paciorek, śpiewaliśmy piosenki o Bozi…i są to jedne z moich najpiękniejszych wsponień z dzieciństwa i chyba moje pierwsze świadome wspomnienia na tematy sakrum…
    Więc może dlatego tak bardzo bronię tego słowa, króre dla mnie ma inny , nośnik"… bo nie słowa tu są kluczowe…..
     ciepło, miłość i wzruszenie z nimi związane pozostało….
     
     

  33. sie trzeba cieszyc ,ze przyszedł synulek mamusi .. :)a  w ramch pokuty studiowanie naprawdę świetnych  kazan ks ZP Maciejewskiego  może cos zrozumie  ) a mówiac juz bardzo serio nie przywiazywałabym sie tak bardzo do słów  chodzi raczej   o, męstwo , madrość ,świadectwo wiary  ojców , matek ,księzy ,  katecheze,  etc   

    1. No właśnie, " nie przywiązywałabym się tak bardzo do słów,  chodzi raczej  o męstwo , mądrość ,świadectwo wiary  ojców , matek ,księży,katechezę,  etc" 
      a przede wszystkim czyż nie chodzi o miłość? Czy nie jest tak, że gdy zwracamy się do Boga z miłością, gdy mówimy o nim z miłością to wszystkie słowa, nazwy, imiona  są Mu miłe? Przypomina mi się w tym miejscu "infantylna" modlitwa rybaków ze "Śpiewu ptaka"  Anthony'ego. de Mello: " Ty jesteś trzej, my jesteśmy trzej. Zmiłuj się nad nami". Poza tym, czyż jeśli nie staniemy się jak dzieci, to nie wejdziemy do Królestwa?  🙂

      1. Leszku, to chodzi o czystość serca, ufność i miłość tę, która pochodzi od Boga.
        Nie ma to związku z "lelkaniem". Ufność taką, jaką dziecko pokłada w matce, taką jak "wlepione" w matkę oczy dziecka, gdy ona je karmi.

        1. Jacku, kiedy dziecko  z miłością"lelka" do matki: mamusiu, mamuniu lub jeszcze inaczej lelkowatopodobnie to czy godzi to w autorytet i powagę matki… ?

  34. Ani wypowiedzi są  jest są wyczerpujące  Podpisuję pod nimi 🙂 Duzo radości zyczę , luzu wiecej 🙂

    1. A wiesz, Izo, po co są kratki w konfesjonale?

      By ksiądz nie udusił piećdziesięcioletniego penitenta, który paciorka nie odmawiał.

  35. Rozumiem księdza oburzenie. Dzieci uczą się przecież przez naśladowanie i dlatego tak  ważne są prawidłowe wzorce. Od p o s t a w y rodziców – chociaż często nie są tego świadomi –  zależy to, jak żyją ich dzieci, jakimi kierują się zasadami, jakie są ich priorytety.
    Ale… małe dziecko, z racji swoich możliwości artykulacyjnych, nie powie "Boże daj zdrówko" tylko "Bozie daj źdlówko", a niestety rodzice i dziadkowie często takim spieszczonym językiem porozumiewają się z dzieckiem, chociaż jest to błędem, ponieważ dzieci uczą się od nas języka a nie odwrotnie. Dlatego uczmy dzieci od małego tego co jest ważne, one są naprawdę mądre i rozumieją, i czują, i widzą więcej niż nam się wydaje. 🙂   
     

  36. Jestem w trakcie wychowywania niemałej gromadki dzieci. Moje dzieci nigdy nie słyszały słowa bozia. Zawsze mieliśmy z mężem podobne odczucia względem tego określenia. Ono niejako odziera potężnego Boga z należnej mu czci. A gdyby miało jeszcze być odnoszone do wszystkich Osób i przedmiotów z wiarą związanych, to faktycznie w głowie dziecka powstaje niezły bałagan:) Zdarza mi się natomiast używać określenia Mamusia Jezusa (w rozmowie z dwulatkiem). Inna sprawa, że często nam rodzicom brakuje odpowiednich słów, żeby w zrozumiały sposób przekazywać dzieciom prawdy wiary. Stąd chyba ta bozia…A dziecko rozumie szybciej i więcej, niż nam się wydaje. 

  37. "Dorosłe życie" inaczej wygląda niż świat widziany oczyma dziecka. Samochodzik to mały samochód, ale czy bozia to mały BÓG? Nie należy zdrabniać istoty Boga. To wprowadza w rozumieniu dziecka, a potem w "życiu dorosłym", możliwość stopniowania zła. Kłamstwo, kłamstewko bo przecież tak mówiła mama, babcia. Na karby precepcji nie można zrzucać uproszczeń, to rozmywa rzeczywistość.   Unikajmy takiego "lelkania", a w sprawach istotnych nie można tego robić.  Do czego to prowadzi wystarczy spojrzeć na ul. Wiejską.

  38. Witam serdecznie! Ja kiedyś spotkałam się z omawianiem tego problemu infantylizowania Boga, chyba na drodze neokatechumenalnej. Zapadło mi to głęboko w sercu, bo nieraz zetknęłam się jak dorośli mówili swoim dzieciom w ten sposób, tak naprawdę sami Boga nie traktując poważnie. Może dlatego, gdy moje dzieci były małe nigdy nie miałam problemu mówić dzieciom o Nim poważnie, tyle ile są w stanie coś uchwycić, co do reszty stawiałam je z moim mężem przed Tajemnicą. Przyjdzie czas będą dorastać i mam nadzieję doświadczać Boga we własnym życiu na własnej skórze. Gdy byłąm na liturgii moja trzyletnia wtedy córeczka zobaczyła na ladzie krzyż z wizerunkiem umęczonego Chrystusa. Wzięła, przytuliła i pytała dlaczego to Mu zrobiono, kto tak skrzywdził Jezusa? Nie było mi łatwo mówić, mając świadomość, że ja gdy grzeszę, gardzę, nie słucham Go robię, to co zrobili Mu kiedyś inni. Trudno patrząc na tak wymowny wizerunek Ukrzyżowanego mówić Bozia. To naleciałości ludowe, sentymentalno-pobożnościowe. 

    1. A pamiętajmy, że stopień „wyższy” od bozia to boziulka
      brr…

  39. zgadzam się  Anią  Ksiądz przesadza i to jak  🙂

    1. Przesadzam? Proszę uzasadnić swoje twierdzenie.

    2. Ksiądz nie przesadza! nasza mowa nas zdradza – tu zdradza w swojej wierze pozostaliśmy na poziomie „kościółka”…
      A swoją drogą… przypominam sobie wywiad arcybiskupa Palermo (jakieś 40 lat temu w „Osserwatore Romano” – pytany o religijność swoich wiernych powiedział, że to poganie o chrześcijańskich przesądach; dają „na mszę” , aby udało się zabójstwo np. …

  40.  
    Naturalnie z perspektywny dorosłego człowieka można to nazwać mieszaniem.
     
    I pewnie by tak było jeśli nie byłoby rozgraniczenia, które jak wspomniałam trzeba w okresie, kiedy dziecko zaczyna świadomie odbierać rzeczywistość, wtedy można jasno dokonać kategoryzacji i ponazywać. Uważam, że dla tak małego dziecka jak np. (0-2 lat),gdzie następuje rozwój senso-motoryczny stosować rozróżnienie na Pana Boga, Maryję, Pana Jezusa to za wiele.
     
     To tak jakby osobie, która nigdy nie słyszała żadnego dźwięku nagle włączyć trzy utwory muzyczne i kazać je nazywać… absurd. Wszystko musi być sukcesywnie. A ponadto nie słowa tu odgrywają rolę, ale to ,, niewidoczna dla oczu”, uszu…. takiego dziecka…, tylko innych zmysłów.
     
    Można naturalnie sukcesywnie zapoznawać z osobami Boskimi, pojęciami, ale dziecko powinno kształtować w sobie przekonanie, że te,, postaci”, to nie osoby równoznaczne z ciocią Marysią, wujkiem Józkiem, czy wujkiem Bodziem, czy zabawką. Ale osoby ze sfery, płaszczyzny sacrum…. A tak trywializując by było…
     
    W mojej ocenie słowo ,, Bozia" dla takiego malucha, na takim etapie percepcji nie zaszkodzi.
     
    Niemniej ja patrzę także na emocję, ponieważ nastawienie rodzica/rodziców osób znaczących dla dziecka, ich przeżywanie wiary, wszelkie aspekty komunikacji z dzieckiem kiedy rodzic opowiada o Bogu, Maryi, Panu Jezusie, które dziecko wychwytuje, wiele więcej znaczą i dają niż nazewnictwo w tym okresie. Dla dziecka dużo bardziej istotne od samego słowa jest to, co dla dziecka kryje się pod tym słowem. A co się kryje to…. właśnie rola rodziców by to ukazać.
     
    Rodzic, który nie ma osobowej relacji z Bogiem,  taki obraz dziecku przekaże nie zależnie, czy będzie mówił,, Bozia”, czy ładnie z dykcją akcentował Pan Jezus, Maryja, Pan Bóg…i tu słowo ,, Bozia” nie ma nic do rzeczy.
     
     Czy słowo ,, rodzice" jest czymś gorszym niż mama i tata z osobna. Albo ,,rodzina" od Jasia, Basi i Stasi… Niezaprzeczalnie należy dbać o poprawność języka i zdrobnia są niewskazane, ale nie przesadzajmy…Może
    tutaj nie kwestia słowa jest istotna, ale tego co się dla dziecka z tym słowem kryje, jakie emocje z tym są związane. Kwestia uczenia właściwej osobowej relacji do Boga, Maryi, Pana Jezusa od początku… a to nie zaczyna się od ,, słowa” u takich maluchów, ale od przykładu, obserwacji o naśladowania rodziców, asymilacji…. .. Zaś te kwestie są o wiele trudniejsze niż słowa.
     
    Nie było moją intencją bojkotowanie puenty kazania( ponieważ większość czytam z wielką radością ku ,, pokrzepienia” serca i ducha), natomiast przedstawienie mojego przekonania, że wszystko trzeba dostosować do możliwości dziecka. Większe efekty daje słuchanie dziecka i  wprowadzanie go w świat wiary na miarę jego rozwoju i chęci… Nie wyobrażam sobie jak tłumaczę kikumiesięcznemu dziecku po kolei co to jest Pan Bóg, Pan Jezus, Maryja… Więcej mu da jak się włączy do codziennych rytuałów złożenie rąk, dotknięcie obrazu, który wisi nad jego łóżkiem, pójście na spacer do kościoła… , naśladowanie rodziców podczas modlitwy itd. Dla przykładu podam pewną sytuację – otóż nasz synek , kiedy miał rok i kilka miesięcy, wszędzie zaczął dostrzegać kościoły, nie mówił natomiast bezbłędnie pokazywał gestem wskazującym, następnie składając ręce do modlitwy.  Dla nas to była ważna, wzruszająca chwila…odczytaliśmy to, że załapał, że to ważne miejsce…… w domu i tam składamy ręce do ,, Bozi” , by się  do niej modlić. Jestem przekonana, że na tamtą chwilę to mu wystarczyło… teraz już mówi i w jego słowniku jest Pan Jezus, Maryja, Pan Bóg… Ja natomiast żywię nadzieję, że słowo ,, Bozia” nie namieszało w jego relacjach z Bogiem….   
     
    Wprowadzanie dziecka w świat  wiary to wielka i trudna sztuka… Ale jak nauczyć kogoś kochać, jak się samemu nie kocha… Najpierw trzeba samemu ciągle uczyć się kochać i zarażać dzieci tą miłością…
     
     

    1. Z wszystkim się zgadzam, z wyjątkiem bozi. Zgadzam się, że istotna i kluczowa jest wiara rodziców.
      Trzymam się jednak upacie, że bozia jest kompletnym nieporozumieniem.

      Bo co to, kto to jest bozia?

      Argumenty

      Czy słowo ,, rodzice” jest czymś gorszym niż mama i tata z osobna. Albo ,,rodzina” od Jasia, Basi i Stasi…

      tak naprawdę przemawiają przeciw tobie
      bo chyba nie spotkałem sytuacji, gdy dziecko wprowadzano najpierw w pojęcie rodzina czy rodzice przed wprowadzeniem mama tata baba Jaś Basia

    2. Myślę, że masz rację (to Księdza odbieram tu fundamentalistycznie 😉 . Zwrocilbym jeszcze uwagę na spustoszenie jakie słowo „Bozia” może – dłużej podtrzymywane – wywołać w samych rodzicach. . . .

  41. Pamiętam jak moja mama powiedziała moim dzieciom ,jak byli maleńki to powiedziała, ,,Bozia daj zdrówko za mamusię za tatusia… '' albo ,,Bozia Amen'' ,,Bozia papa'' itd  Wiem że dzieci jeszcze nie rozumieją tego słowa Bóg Jezus Maria… dopiero później jak pójdzie do przedszkola to wtedy już zrozumieli i nauczyli się modlić… Pierwszy raz słyszę to co ksiądz napisał, nie bardzo rozumiem, jak mamy tłumaczyć dzieciom maleńki skoro nie rozumieją kto to jest ,,Bóg'' ? Jezus  Maryja, anioła itd ? hmm

    1. A jak tłumaczysz bozia?

      1. Hmm, jak dzieci byli maleńki to więc pokazałam dzieciom lub moja mama podnieś rączki do góry do Boga i mówi Bozia daj zdrówko…

        1. A dlaczego nie "Boże daj zdrówko"

          1. Nie wiem, tego słyszałam jak dziadkowie powiedzieli dzieciom, Ksiądz ma racje, przepraszam, przyznam że pierwszy raz to słyszę.  

      2. Piękne kazanie .
        Podzielam zdanie księdza
        Sama mam małą córkę ,napewno skorzystam z tego kazania opowiadając jej o Bogu

  42. Podzielam zdanie ks. Pawła w kazaniu.
    Pozdrawiam.

  43. Bozia to tylko mieszanie, nic więcej.

    Rozumiem prawa percepcji i stopniowania, ale w imię czego mamy mówić "bozia" a nie Pan Bóg, Pan Jezus? W imię czego?

    1. "Bozia" to jeden z przykładów, które Księdza irytują. Czy mógłby Ksiądz podać ich więcej? Dla mnie to wierzchołek wierzchołka potężnej góry lodowej… Mam  przy okazji  inne pytanie, którym pewnie wywołam jeszcze większą irytację i zgorszenie. Mnie irytuje, odkąd pamiętam,  zniekształcenie pięknego imienia Maria na " Maryja". Czy to grzech bardzo ciężki?

      1. Maria to Kowalska, Nowakowa itd. a Maryja to Matka Boża.

      2. Nie, to nie jest grzech ciężki. To tylko kwestia gustu, estetyki, przyjętych tradycji. Ja czasem mówię Maria, czasem Maryja. Maryja na pewno nie jest zdrobnieniem, to odróżnienie.
        A inne irytacje przekraczają ramy tych komentarzy.

      3. A czy nie lepiej wrócić pierwowzoru? Myślę, że najlepszą formą pozdrawiania Matki naszego Pana to Jej właściwe imię Miriam, którym to pozdrowił Ją Wysłannik Najwyższego.
        Miriam – imię żeńskie pochodzenia hebrajskiego (hebrajski: מִרְיָם, hebrajski standardowy: Mirjam, hebrajski tyberiadzki: Mirjām), które oznacza „być pięknym lub wspaniałym” W języku syryjskim oznacza „Pani” (także: „, orędowniczka, piękna, napawająca radością”,

  44. Rozumiem istotę  kazania. Zgadzam się, że niektórze ludzie zatrzymują się w swojej wierze na poziomie Bozi, paciorka, kościólka, grzeszków, diabełka. Znam takich co mają 60 lat, a tak funkcjonują….
    Osobiście jednak nie widzę nic złego we wprowdzaniu dziecka w świat wiary ze słowem ,, bozia", ale pragnę podkreślić, że do czasu. I tak jak następuje rozwuj dziecka, kształtowanie stałości przedmiotu, percepcji siebie i świata, kształtowanie autonomii,tak z wyczuciem należy sukcesywnie wprowadzić rozgraniczenie. Rocznemu dziecko codzienne wprowdzanemu w świat sakrum, w ,,świat Bozi", kościoła. Jemu to wystarczy natomiast już u 2-3 latkya można zastosować rozróżnienie i tłumaczyć jak te ,, Bozie" się nazwywają. Naturalnie rozumiem problem i zgadzam się, że generalnie infantylizacja, czy zdrbonienia wobec dziecka nie są rozwojowe zarówno na poziomie poznawczym, jak i werbalnym. Niemniej w mojej ocenie na początku rozwoju małego dziecka obserwacja rodziców, codzienny kontakt z modlitwą, maleńkie rytuały, nawet wspólne pójście do kościoła, dadzą większe efekty, bowiem dziecko eksploruje świat  i poznaje wszytkimi zmysłami i jestem przekonana, że wyraz ,, Bozia" mu nie zaszkodzi, jeśli będzie w świat wiary wprowdzane od pierwszych chwil życia. A pożegnanie, powitanie  z ,, Bozią" będzie takim samym rytuałem jak pożegnanie z rodzicem,czytanie bajki.  Jestem przekonana, że w tym tkwi cała esencja problemu, aby w świat z  wprowadzać dziecko, tak jak w inne aspekty pozawania prze nie świata. Tylko wtedy dziecko  ,,nasiąka" powagą wiary, Wówczas  intuicyjnie czuje, że w kościele się dzieją ważne rzeczy i nie można tam jeść( bo jemy gdzie indziej), do kościoła zakłada się odświętne ubrania. A do Matki Bożej, Pana Jezusa mówimy nie tylko,, paciorek", ale  możemy też przepraszać, że coś nam się nie udało , dziękować za jedzenie, dobrą pogodę, zdrowie,prosimy ją o zdrowie dla babci, dziadka, cioci, misia. To tak w skrocie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *