Posted on

Czasami trzeba się zamknąć!

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, C; (Dz 2,1-11); (Ps 104,1.24.29-31.34); (Rz 8, 8-17); (J 16,7.13); (J 14, 15-16. 23b-26); Winnica 9 czerwca 2019.

Kazanie dostępne także w wersji mp3:

Bezpośredni link do pobrania tutaj:

https://api.spreaker.com/v2/episodes/18260010/download.mp3

Od chwili wniebowstąpienia Pana Jezusa do momentu zesłania Ducha Świętego minęło dziewięć dni. To była pierwsza nowenna, czyli czas poświęcony na przygotowanie się do jakiegoś wydarzenia. Zwykle trwa dziewięć dni, ale mogą to być też tygodnie, miesiące, czy nawet lata. Starsi z nas pamiętają Wielką Nowennę ogłoszoną przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, trwającą dziewięć lat, przed Milenium Chrztu Polski.

Nie o nowennach jednak chcę mówić, ale o ogólnej myśli, że nasza ludzka natura wymaga rytmu.

Dlatego mamy noc i dzień, spanie i czuwanie. Mamy dni tygodnia i niedzielę. Czasem spinamy się i ostro pracujemy, czasem, pewnie za rzadko, mamy urlop i byczenie się.

I jest to potrzebne. Potrzebny jest rytm, zmiana, czas napięcia i czas odprężenia. Gdyby każdy dzień był taki sam, a każda godzina w dniu jednakowa, to… nikt by tego nie wytrzymał. Nawet gdyby to była tak „ciężka” praca jak rozebranie się i pilnowanie swojego ubrania.

I coś jest na rzeczy. Czasem możemy się czuć jak koń w kieracie. Dopowiedzenie dla młodszych słuchaczy – kierat, zwany gdzie indziej maneżem – to było „urządzenie wykorzystujące siłę pociągową zwierząt (…) do napędu stacjonarnych maszyn rolniczych takich jak sieczkarnia, wialnia czy młocarnia.” [https://pl.wikipedia.org/wiki/Kierat]

Chodziła kobyła w kółko i dawała napęd. Ciężkie i nudne.

I takie potrafi być ludzkie życie – ciężkie i nudne.

I wielka mądrość ludzka i jednocześnie wielka potrzeba człowieka, to móc się z tego wyrwać. Nie można codziennie chodzić w kieracie.

Jeśli Pan Bóg mówi, że mamy święcić niedzielę, to nie dlatego, że nie może się obyć bez naszych modlitw i kadzidła, ale troszczy się o nas – byśmy nie zaharowali się na śmierć.

Daj sobie odpocząć. Daj sobie niedzielę. Daj sobie urlop. Tak zwyczajnie.

Będziesz miał może miej pieniędzy, ale nie martw się, „amerykańscy naukowcy” ustalili, że jak raz w tygodniu nic nie będziesz jadł, to będzie to bardzo zdrowe dla ciebie.

I zobacz – znowu rytm. Czasem jesz a czasem pościsz.

Jeszcze mądrzejsi troszczą się nie tylko o ciało, ale także o swojego ducha. W jaki sposób? Jadą na rekolekcje. Jedni na weekend, inni na kilka dni, jeszcze inni (oaza rodzin) na piętnaście dni.

Ci, którzy pojechali wiedzą, że jest im to potrzebne. To wcale nie marnowanie czasu. Wiedzą, że jest to bardzo wartościowe – gotowi są za to płacić pieniądze.

Niekiedy, rzadko, ale jednak, udaje mi się wypowiedzieć jakąś celną myśl. Śledzi ktoś zwycięstwa a ostatnio porażki Roberta Kubicy? Ja nie, ale wiem, że wszystkim można się fascynować – także wyścigami samochodowymi.

Moja myśl, możecie ją wziąć zupełnie darmo, brzmi: „Nawet bolidy Formuły 1 muszą czasem zjechać do boksu”.

Powtórzę dla utrwalenia: „Nawet bolidy Formuły 1 muszą czasem zjechać do boksu”.

I jest to główna myśl tego kazania: „zjechać do boksu”.

Apostołowie i Maryja zjechali do boksu. Zamknęli się w Wieczerniku i modlili się o Ducha Parakleta. Zjechali do boksu a mieli już przecież nakaz misyjny. Mogli już, zaraz, rozejść się na wszystkie strony świata, mogli głosić Ewangelię, ale nie… zjechali do boksu, zamknęli się, czekali.

Czasem trzeba dać się zamknąć. Uwaga! Nie na zawsze.

Wchodzimy do Wieczernika i wychodzimy z niego odnowieni duchowo. Zjeżdżamy do boksu i wyjeżdżamy z niego, z nowymi oponami. Jedziemy na rekolekcje i wracamy umocnieni.

Zjeżdżanie do boksu, czas zamknięcia, rekolekcje, mogą mieć różny charakter.

Chcę teraz pokazać pewną formę a jednocześnie ogłosić związaną z tym inicjatywę.

Ta forma to życie pustelnicze. Nie chodzi mi w tym momencie o trwały stan i powołanie, ale o formę rekolekcji – na kilka godzin, weekend, kilka dni, tygodni, czy pół roku.

W takim życiu chodzi o radykalne odcięcie się od wszystkiego co nas rozprasza i zagłusza. Ktoś, kto wchodzi w takie rekolekcje, świadomie rezygnuje z radia, telewizji, Internetu, telefonu, kontaktów z ludźmi, rozmów. Są to najczęściej rekolekcje w samotności.

Wielu powie: „jak żyć?” Bez smartfonu? Bez Facebooka?

Wszystko jest dla ludzi, ale jeśli to wszystko bombarduje nas nieustannie i rozprasza, to człowiek nie tylko nie może w tym wszystkim usłyszeć Boga, ale często nie słyszy własnych myśli.

W tym momencie pisania kazania sięgnąłem po wiadomości na Onecie.

Co mamy? „Niemiecka i francuska policja szuka porywaczy polskiej pielęgniarki”, „Rypin: mężczyzna zaatakował siekierą ołtarz w czasie mszy”, „Jacek Saryusz-Wolski Porównał Tuska z Hitlerem”, „Zmarł reżyser Ryszard Bugajski”.

Rzucam okiem na Facebooka: „Środowiska LGBT+ chcą zakłócić pielgrzymkę na Jasną Górę”, „Wystarczył jeden facet w sombrero, by zaorać obchody opozycji”, „Dziś zrobię grilla: 322 komary lubi to, 135 komarów udostępniło to wydarzenie, 567 komarów weźmie udział w wydarzeniu” i oczywiście człowiek z siekierą na Mszy Świętej w moim rodzinnym kościele.

Wszystko dla ludzi, ale jeśli nieustannie zaglądamy, sprawdzamy, przewijamy, to staje się to bardzo trudne, wyczerpujące. Tracimy kontakt z Bogiem, kontakt nawet z sobą samym. Można zwariować.

I co można z tym zrobić? Czas na inicjatywę!

Zbudujemy w naszej Parafii pustelnię. W lesie, dwieście metrów od szosy, w miejscu udostępnionym przez dobrych ludzi. To będzie mały, drewniany domek. Ocieplimy go wewnątrz, by dało się w nim pomieszkać większą część roku.

Co będzie w tym domku? Nic nie będzie, to znaczy coś będzie, ale o tym za chwilę.

Prorok Elizeusz (Stary Testament) miał w mieście Szunem znajomą rodzinę, która go wspierała. Biblia mówi jak żona dzieli się z mężem swoim pomysłem: „Przygotujmy mały pokój (…) i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda.” (2Krl 4,10)

To byli zamożni ludzie, dlaczego dali mu tak mało? Nie ze skąpstwa na pewno. Prorok korzystał z tego miejsca, miał wszystko co naprawdę potrzebne i nic, co by go rozpraszało. I to jest inspiracja dla naszej pustelni.

Chodzi o takie miejsce, gdzie nie będzie NIC. Bez radia, telewizji, Internetu, prądu, telefonu, sąsiadów. Bez gotowania, bez prasowania, bez czytania, bez ludzkiego towarzystwa.

Tylko stół, krzesło, łóżko i lampa. Jak niewiele potrzeba, by mieć wszystko co naprawdę potrzebne.

Zatem w naszej pustelni będzie tylko tyle: stół, krzesło, łóżko i lampa.

Nonsens? Wiem, że wielu tego nie pojmie, ale już ustawiają się w kolejce chętni, by z tej pustelni skorzystać. I będą tu przyjeżdżać z daleka, by w ciszy, spokoju, usłyszeć Boga i odnaleźć samego siebie.

Za czyje pieniądze będzie zbudowana? To dobre pytanie! Na pewno nie za parafialne. Ogłosimy wkrótce zbiórkę w Internecie. Mamy nadzieję, że uda się to wszystko, a gdyby pieniędzy zabrakło resztę dofinansuje Fundacja Nasza Winnica.

Przy okazji, może jest to dobra okazja, by podsumować trzy lata działalności Fundacji. Wydajemy i sprzedajemy książki. To co zarabiamy przeznaczamy na dobre cele – od utrzymania toi-tojki przed kościołem do koncertu chóru z Białej Podlaskiej, od wsparcia remontu wieży, do pomocy w organizacji Marszu dla Życia i rodziny.

Przygotowujemy właśnie sprawozdanie, bo chcemy uzyskać status Organizacji Pożytku Publicznego. Wyszło, że przez trzy lata wydaliśmy na różne cele 154.863,49 zł. Wychodzi z tego 4.200 złotych miesięcznie. Mówiąc bardziej obrazowo – dwie dodatkowe tace w miesiącu. Na wszystko mamy faktury w pięciu segregatorach.

Zbudujemy tę pustelnię.

Problem jest inny.

Polega on na tym, czy uda się szerzej zbudować wśród wiernych Winnicy świadomość tego, że czasem trzeba zjechać do boksu. Pustelnia to nie dogmat i nie jedyny sposób znalezienia Boga.

Można na wiele sposobów, ale trzeba szukać. Trzeba chcieć Go odnaleźć usłyszeć, dotknąć. Trzeba mieć w sobie pragnienie, tęsknotę.

Jeśli to będzie, to znajdziemy sposób, by zjechać do boksu, by choć na chwilę się zamknąć, wyciszyć, skupić. Może wczesnym rankiem, gdy jeszcze wszyscy śpią, z wyjątkiem ptaków za oknem, które drą dzioby?

Może późnym wieczorem, może za dnia?

Tylko czy tego chcemy, czy potrzebujemy, czy nasze serce jest niespokojne i szuka Boga?

„Nawet bolidy Formuły 1 muszą czasem zjechać do boksu”.

Czasem trzeba dać się zamknąć.

A w tym zamknięciu przeżyć swój Wieczernik, doświadczenie Ducha i odnowy.

Przeczytałeś? Skomentuj! I udostępnij dalej!


Skorzystaj z okazji!

Sprawdź aktualne promocje w naszym sklepie internetowym

KLIKNIJ: https://fundacjanaszawinnica.pl/pl/promotions


 

2 thoughts on “Czasami trzeba się zamknąć!

  1. mnie też się marzą rekolekcje ignacjanskie ,albo własnie taki pobyt w pustelni,wiem że na razie to niezbyt realne ale jeśli Pan Bóg ma dla mnie taki plan to może marzenie się spełni

  2. Dziękuję za kazanie. Takie „zjechanie do boksu” jest każdemu od czasu do czasu potrzebne. Niech Bóg błogosławi tej inicjatywie. Mnie od jakiegoś czasu marzą się rekolekcje ignacjańskie. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda mi się pojechać na Fundament.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *