Posted on

Cztery tezy o Kościele przyszłości

Chcę podzielić się z tobą czterema tezami na temat Kościoła przyszłości. Mówiąc inaczej, chcę powiedzieć kim powinien być, w co powinien być wyposażony wierzący, by ostał się w Kościele, by przetrwał trudne czasy.

wersja wideo (3’22”):

Teza pierwsza: Perspektywa męczeństwa. Kto wchodzi świadomie do Kościoła musi wiedzieć, że po ludzku musi tylko stracić. Stracić poważanie, stracić karierę, czasem stracić środki utrzymania czy wreszcie życie. I nie chodzi tu o wychowanie do cierpiętnictwa, ale takie ukazanie Chrystusa i Kościoła, że te wszystkie doświadczenia to będzie „pikuś”.

Teza druga: Potrzeba decyzji. Tylko ten zostanie w Kościele, kto podjął decyzję związania swojego życia z Chrystusem. Świadomą, wolną i dojrzałą decyzję wiary. Nikt nie rodzi się chrześcijaninem. Chrześcijaninem się każdy staje przez decyzję. Jeśli nie ma decyzji, nie ma wiary. Może być tylko kultywowanie jakiś ludzkich tradycji i sentyment dla folkloru.

Teza trzecia: Samodzielność. Nie można rozwoju i trwania w wierze opierać na księżach, którzy wszystkiego nauczą, o wszystkim przypomną, wszędzie zaprowadzą. Trzeba szanować prezbiterów, ale jednocześnie umieć przeżyć bez ich posługi dziesięć, dwadzieścia czy czterdzieści lat. I nie tylko zachować wiarę, ale także ją przekazać innym. Będzie to możliwe wtedy, gdy wierzący mieć będzie umiejętność studiowania Biblii, modlitwy i przeżywania wiary w domowym kościele – w gronie rodziny, sąsiadów, przyjaciół.

Teza czwarta: Miłość. To co pociąga i jest atrakcyjne, co jest wielką potrzebą każdego człowieka to miłość. Kościół powinien dawać wielkie doświadczenie wspólnoty, a w niej doświadczenie miłości człowieka i Boga. Kościół wreszcie powinien rozumieć pierwszy sens swojego istnienia jako dawanie miłości. Dawanie tej miłości Bogu, bliskim i wszystkim ludziom. Miłość pokona świat i miłość przyciągnie świat.

W myśl tych zasad należy kształtować duszpasterstwo, kształtować wiarę ludzi.

W myśl tych zasad głosiłem rekolekcje „Jak wierzyć w trudnych czasach?” Liczyłem, że przez te rekolekcje a dzisiaj przez wydawaną książkę pomogę choć niektórym zrobić mały krok ku dojrzałości w wierze i przygotować Kościół na czasy, które będą wielką próbą wiary nas wszystkich.

Co sądzisz o tych tezach? Napisz w komentarzu.

Możesz też, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, poznać treść moich rekolekcyjnych konferencji. Znajdziesz PDF [TUTAJ]

Jeszcze raz cztery tezy: perspektywa męczeństwa, potrzeba decyzji samodzielność, miłość.

Cztery tezy dla przetrwania Kościoła.


Jesteś zdecydowany kupić książkę z rekolekcjami „Jak wierzyć w trudnych czasach?” – skorzystaj z formularza poniżej.

Jeśli chcesz mieć więcej informacji, poznać treść, to kliknij [TUTAJ]

12 thoughts on “Cztery tezy o Kościele przyszłości

  1. Przy okazji warto by było wyjaśnić czym jest prawdziwy kościół, wydaje się że jest to fundamentalna sprawa! Kościół to wspólnota ludzi wierzacych Jezusowi Chrystusowi a nie koniecznie tych którzy chodzą do jakichkolwiek kościołów!Pozdrawiam i zachęcam do szukania Prawdy!

  2. Może to nie jest dokładnie w temacie, choć nie wiem. Wypowiadam się za siebie, bo nie wiem, jak to jest u innych.
    Do Kościoła wróciłam 4 i pół roku temu, z serca obozu przeciwnika. Jednym z pierwszych Kazań, które wysłuchałam w necie, było Księdza Kazanie. Przepraszam nie pamiętam dokładnie treści, ale pamiętam, że wówczas powiedział Ksiądz coś, co wbiło się w moją głowę. Powiedział Ksiądz, że ja (oczywiście, jak każdy słuchacz), jestem Kościołem. Że to nie jest „coś”, co jest obok, poza mną, do czego mogę się zbliżyć lub jak zasłużę, nie wiem – konsekruję się etc., to wejdę. Przekaz był jasny, skoro tylko decyduję, że chcę być w Kościele, to jestem i przynajmniej ja tak to odebrałam, że skoro jestem „w”, jako część, to jestem też Kościołem. Nie całym, ale tak jak moja dłoń jest mną, tak ja – część Wspólnoty, jestem Wspólnotą.
    Znając siebie wiem, że to co się ostatnio zadziało mogło mnie odsunąć od instytucji, co ja zrozumiałabym jako odsunięcie od Kościoła. A jednak, czy odzyskawszy siebie, poprzez ten cudowny czas po powrocie, mogłam odejść sama od siebie?
    Może to trochę zaplątane, ale po prostu, tak czuję.
    1. Męczeństwo. Bałam się bezsensownego męczeństwa, dla jakiegoś Boga, który z jakiegoś powodu lubuje się w składaniu przez ludzi ofiary z samego siebie. Głoszonego przez bezmyślnych ludzi, którzy głoszą prawdy w stylu – jak kogoś Bóg kocha, to go doświadcza cierpieniem.
    Zaczęłam czytać Biblię, żywoty świętych, ich książki i ich dzieła. Chyba zaczęłam czaić sens tego co się kryje pod słowem „męczeństwo”, powody, sens i to, że nawet jeśli droga jest męczeństwo, to i tak wybawia mnie z mojego największego strachu, przed samotnością w tłumie.
    Nie wyrywam się do męczeństwa, ale się go już panicznie nie boję. Bardziej natomiast boję się życia bez Boga.
    2. Decyzja. Decyzję to ja podjęłam, ale … niestety nadal często ciągnę się za włosy przed Najświętszy Sakrament, by prosić Boga, by zabrał moją wolność i nie przeszkadzał sobie, w przymuszeniu mnie do całkowitego nawrócenia. No cóż mam słabą silna wolę.
    3. Samodzielność. Z tym było najtrudniej. Tak sobie wyobrażałam, że jak wrócę do Kościoła, to „ktoś” się mną zajmie, poprowadzi we właściwym kierunku. A skończyło się na tym, że wypaliłam w rozmowie z Proboszczem, że ja się Bogu spowiadać będę z siebie, a nie z jego przekonań.
    Przy czym spokojnie, to nie była sprzeczka, mam fajnego Proboszcza.
    4. Miłość. Całe życie uważałam siebie za osobę, która nie potrafi kochać. Teraz wiem, że tylko nie spełniałam standardów, które miłością nazywają plątaninę emocji, seksu i uzależnienia. Zaczynam czaić, o czym mówił Jezus, ale czy potrafię świadczyć miłość? Zobaczymy. Po pierwsze mam jeszcze trochę życia przed sobą, a najwyżej jak coś nie wyjdzie trzeba się będzie naprawiać w Czyśćcu.
    Co jeszcze mnie trzyma w pionie? Słowa. „Na początku było słowo”. Realizacja jakiejkolwiek emocji, zamiaru w człowieku zaczyna się od nazwania jej słowem, choćby w myśli.
    Od dwóch lat robię własny słownik znaczenia słów używanych w Biblii, a tak przeinaczonych w świecie współczesnym Także w Kościele, z różnych powodów. Od braku refleksji osób posługujących się słowami, a które chcą być nowoczesne, aż po politykę, prowadzona przez człowieka, który nie chcąc skłamać, prawdy nie chce lub boi się powiedzieć.
    Swój „słownik” zaczęłam od takich pragmatycznych spraw jak ta, że „sól ziemi”, to nie przyprawa w zupie – jak tłumaczy się na wielu Kazaniach, ale zapisany w Księdze Kapłańskiej „nośnik” uświęcania, aż po wyjaśnienie sobie, że życie to nie egzystencja, nawet bardzo dostatnia, a śmierć to nie koniec egzystencji i czym właściwie jest. Najważniejsza była definicja tego, co to jest prawda, która nie jest jedynie powszechnie przyjętą zasadą dowiedzioną naukowo lub wynikającą z jednostkowego doświadczenia kogoś kreującego się na autorytet, uważaną aktualnie za niepodważalną, ale rzeczywistością. I czym jest rzeczywistość.
    Gdy gubię wątek, gdy zły się koło mnie kręci, a kręci się bydle nieustannie, skupiam się na słowach Słowa. Taki mam priorytet. To rozjaśnia mi ciemność.
    Podsumowując zgadzam się z tezami Księdza, ale dodałabym jeszcze konieczność pracy nad percepcją słów. Pracy nie tylko przy biurku z książkami i ze słownikami, ale także w czasie Adoracji. To tam miałam największe olśnienia, szczególnie jak się zaparłam, że nie wyjdę, dopóki Bóg mi nie da światła. (I – taka moja uwaga – trzeba zapisywać to co się „odkrywa”, bo zapisując jeszcze bardziej porządkujemy to, czego się dowiadujemy i dlatego trzeba nosić ze sobą notes, także na Adorację).
    Wyszło długo, ale sam Ksiądz chciał, aby napisać własne uwagi, no to napisałam. Szczęść Boże 😉

    1. Tak, wyszło długo. I bardzo dobrze!
      🙂

  3. Ja czuję lek przed cierpieniem, ale mam pewność, że z Bogiem góry można przenosić. A więc Panie Boże „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”
    A co teraz mogę zrobić, a więc „to Wam nakazuję, abyście się wzajemnie miłowali” Uderza mnie słowo „nakazuję”

  4. 
    „Gdzie miłość wzajemna i dobroć,
    tam znajdziesz Boga żywego.

    1. Zgromadziła nas tu razem miłość Chrystusa
    weselmy się w Nim i radujmy.

    2. Z pokorą szczerą kochajmy Boga
    i czystym sercem miłujmy się nawzajem.

    3. Skoro wszyscy się tu gromadzimy – strzeżmy się
    tego, co nas rozdziela.

    4. Niech ustaną gniewy i spory
    a pośrodku nas niech będzie Chrystus.

    5. Obyśmy oglądali Twoje oblicze, Chryste Boże
    razem ze świętymi w chwale Twego Królestwa.

    6. To będzie naszą radością czystą i bez granic
    przez nieskończone wieki wieków. Amen.”

    Zgadzam się z księdza czterema tezami, choć uważam, że miłość jest najważniejsza. Fundamentem Kościoła przyszłości jak i Kościoła obecnego jest Jezus Chrystus. Trzeba poddać się Bożej Woli, ewangelizować przez uczynki, miłować się wzajemnie. Spotykać, radować się, dzielić chlebem. Nie dzielić!, nie wytykać palcami, chleb dawać każdemu. Wielu jest głodnych i wielu jest zagubionych. Przez miłość wzajemną możemy budować piękny Kościół. „Wiele jest serc, które czekają na Ewangelię”.

  5. Szczęść Boże.
    Tezy: perspektywa męczeństwa, potrzeba decyzji samodzielność, miłość.
    A może: potrzeba samodzielnej decyzji podjęcia zadania miłości w obliczu perspektywy męczeństwa?
    Ale decyzja podjęta tylko w Duchu Świętym.

  6. Bardzo trafne, ale powinno być skierowane również, a może głównie do księży

  7. Dziękuję za kazanie, zwięźle, krótko.Dotyka sedna,jeśli idę za
    Jezusem Chrystusem, będę się zmagac z tym ,z czym On się
    zmagał. Dobrze sobie uświadomić to .
    Pozdrawiam serdecznie
    Emilia Forysiak

  8. Wielebny Księże, żyjemy w czasach ostatecznych. Ludzie głupieją a świat przyspiesza w głupocie, zdziczeniu, zezwierzęceniu i degeneracji. Ludzie nie są w stanie rozpoznać rzeczy ważnych i nieistotnych, nie rozróżniają dobra od zła, wszyscy wpadli w samozachwyt i wierzą w bajki o ludzkiej samowystarczalności i Boskiej twórczości. Relatywizm, bogactwo i dobrobyt przyczyniły się do upadku. Na zachodzie społeczeństwo jest doszczętnie upadłe i wyzute wszelkich ludzkich uczuć. Kiedy widzę w pracy na codzień, w jednej z większych i renomowanych klinik uniwersyteckich w Niemczech lekarzy wytatuowanych, żyjących rozwięźle, pozbawionych wszelkiej etyki ludzkiej, działających na polityczne polecenia, tworzących pseudo naukę, świadomie zacierających prawdę to jestem bardziej orzeświadczony że żyję w czasach ostatecznych i żałuję że nie urodzi) em się 100 lat wcześniej.
    Myślę że już w niedługim czasie przyjdą prześladowania dla wierzących i wiernych katolików.
    Myślę że podejmowane są próby stworzenia „uniwersalnego” wygodnego kościoła, kosztem wyzbycia się wiary prawdy, a nawet Boga obecnego w sakramentach.
    W krótce nastąpi bo musi podział kościoła, na wierny i konserwatywny oddany Bogu i kościół bezbożny, wygodników i pseudo postępowców.
    Tylko modlitwa i cud może uchronić nas ludzi od zbliżającej się apokalipsy, upadku i w niszczenia.

    1. Chciałam zapytać, czy Diakon Marek w swojej pracy ewangelizuje uczynkami? Czy podział Kościoła musi nastąpić? Czy Pan Jezus podzieliłby Kościół?
      Polecam 53 min dobrego wykładu.
      https://www.youtube.com/watch?v=XmTnGcYy-Yc

    2. Drogi Diakonie!
      Czy nie za mocno, emocjonalnie, a więc i niesprawiedliwie? Proszę wystrzegać się uogólnień. Czy rzeczywiście: ludzie?; wszyscy?; doszczętnie?; wszelkich? A co daje żałowanie, że nie żyje się 100 lat wcześniej? Dla chrześcijanina, który nie zna dnia, ani godziny, przekonanie o życiu w czasach ostatecznych powinno być niemal oczywiste. Proszę dokładnie wczytać się w jakże słuszne cztery tezy Księdza Zbigniewa, a na otaczających ludzi popatrzeć z większą miłością.
      Pozdrawiam
      PJ

    3. Drogi Diakonie, jestem za, a nawet przeciw. Świat jest wypełniony zachowaniami dalekimi od ewangelicznych – prawda. Jednak choć jest trudno, to właśnie w tych czasach nasze Chrześcijaństwo ma bardzo widoczny sens, a udział każdego z nas w powszechnym Zbawieniu ma bardzo namacalny wymiar. Nie jest tylko bezpieczną rytualnością tego lub innego rytu, ale rzeczywistym udziałem w Planie Bożym. Za każdego nawróconego dostaniemy nagrodę zwycięzcy. A kogo mielibyśmy nawracać? Nawróconych?
      Jesteśmy posłani do trudnych przypadków i w trudne czasy, zatem trzeba docenić zaufanie Ojca, jakie w nas pokłada. Wszystko było zapowiedziane, zatem jest pod Bożą kontrolą, razem z Kościołem.
      Nie przesadzajmy, z epatowaniem się złem, które widzimy, bo nie żyjemy w takiej np. Syrii. To Syryjczycy lub Katolicy chińscy mogliby naprawdę rozpaczać nad czasami. Nam w Europie dostało się lepsze życie, niż naszym braciom. A ludzie urodzeni 100 lat temu przechodzili dwie wojny, nie mieli więc życia usłanego różami. Czyli zamienił stryjek siekierkę na kijek.
      Czy będzie podział Kościoła? Jeżeli chodzi o kościół instytucjonalny, to wystarczy poczytać historię, cały czas jest ktoś, kto zwiastuje kolejny podział, albo nawet się odrywa. Ale my jesteśmy w Kościele Chrystusowym, a ten ziemski jest tylko organizacją. Tak, jak napisał Ksiądz Zbyszek, trzeba nauczyć się samodzielności. Tak, jak za czasów Apostołów. Ci to dopiero mieli pod górkę w kwestii Kościoła na Ziemi. Wystarczy poczytać listy apostolskie i listy do Kościołów w Apokalipsie. A jednak Jezus ogarnął i ogarnia od 2000 lat.
      Aby nie było, że potępiam sposób myślenia, przyznaję ja też mam takie momenty bezsilności. Chyba każdy je ma. Mieli i Apostołowie, i Święci. Dlatego napisałam to, co uświadamiam sobie w takich chwilach. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *