Posted on

Czy Bóg jest mi potrzebny?

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Msza Święta w dzień; Dz 10,34a.37-43; Ps 118,1-2.16-17.22-23; Kol 3,1-4; sekwencja: 1 Kor 5,7b-8a; J 20,1-9; Winnica, 24 kwietnia 2011 roku.

Przed kilku laty, w Płocku, do kancelarii parafialnej, przyszła para narzeczonych chcąc zawrzeć sakramentalny związek małżeński.

Kobieta powiedziała tak: "Proszę księdza, tak naprawdę to ja jestem niewierząca i niepraktykująca. Nie mogę sobie jednak odmówić tak pięknej ceremonii".

Bulwersujące? Być może. Większym jednak zmartwieniem powinno być to, że tego ślubu udzielono.

Może nie chciano się rozstać z ofiarką, którą się składa z okazji ślubu? Może ceniono święty spokój – gdyby odmówiono ślubu zapewne można się było spodziewać potężnej awantury? Może liczono, że ta ceremonia w kościele jednak coś obudzi, że jakaś iskra wiary, mimo zdecydowanej deklaracji, tli się jednak w sercu tej dziewczyny? Co było motywem – nie wiemy.

Tak czy inaczej stanęli przed ołtarzem i kobieta potwierdziła swoją przysięgę małżeńską słowami, które w intencji musiały brzmieć mniej więcej tak: "Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, którego nie ma, i wszyscy święci pomyleńcy".

A co na to Pan Bóg? Na to pytanie możemy odpowiedzieć w dwojaki sposób. Pierwszy to sięgnięcie do naszych oczekiwań, pragnień i wyobrażeń. Wtedy łatwo jest myśleć, że Bóg pewnie wszystko wybaczy, zrozumie, będzie cierpliwy i litościwy. Jakoś to będzie, nie ma co drzeć szat.

Druga możliwość to uparcie szukać Boga, takim jakim objawia się w Biblii. Nie w jakimś jednym wersecie, wyrwanym z kontekstu, wybranym i "skrojonym" znowu na nasze oczekiwania, ale w całości.

Zobaczmy to co czyta dziś, w Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, Kościół.

Możemy zauważyć i wybrać sobie słowa pełne łaski i miłości. Jest mowa o Jezusie, który przeszedł dobrze czyniąc i uzdrawiając (por. Dz 10,38) a po zmartwychwstaniu jadł i pił z apostołami (por. Dz 10,41). Psalmista woła: "Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo Jego łaska trwa na wieki." (Ps 118,1) Paweł naucza, że razem z Nim ukażemy się w chwale (por. Kol 3,4b) Ewangelia przekonuje, że Jezus okazał się silniejszy od śmierci – zmartwychwstał (por. J 20,1-9).

Możemy zatem potraktować Jezusa jako Kamień odrzucony wprawdzie przez niektórych, który jednak dla nas jest on kamieniem węgielnym.

Czy jest się więc czego bać? Jest Bóg. Bóg nas kocha. Ta miłość czynić nam będzie dobro. Włączmy się więc bez obawy w werset psalmu: "W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy" (refren psalmu, por. Ps 118,1)

Rzeczywiście wszyscy? Czytajmy dalej. Czytajmy uważnie. Czytajmy wszystko. Jezus przeszedł dobrze czyniąc, ale po zmartwychwstaniu "Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych" (Dz 10,41b) Sędzią, dodajmy, sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za złe karze. To nie będzie sędzia, który w nieskończoność powtarzać będzie formułę "niewinny", "usprawiedliwiony", "niewinny", "usprawiedliwiony".

A kamień węgielny? Tak, dla jednych jest fundamentem i budulcem, ale dla drugich kamieniem upadku.

  

       Czytaj także: Kazanie - Wspólna kasa z Bogiem...

 

W Ewangelii Mateusza czytamy: "Jezus (…) rzekł: Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go." (Mt 21,42-44)

Mówił to w kontekście tych żydów, którzy go odrzucali, ale czy dziś nie trzeba tych słów widzieć jako skierowanych do tych, którzy dzisiaj, na nowy sposób, Jezusa odrzucają?

Czy ktoś powiedział tej niewierzącej dziewczynie chcącej jednak pięknej ceremonii ślubnej, że właśnie upada na kamień, który ją zmiażdży?

Dzisiaj o Kościele można słyszeć różne opinie. Niektórzy twierdzić będą, że Kościół się czepia, inni, że pełni pożyteczną rolę w społeczeństwie. Jeszcze inni, że to ważny element kultury i tradycji.

Może warto słuchając tych opinii zapytać Jezusa, co myśli o swoim Kościele? W Biblii zachowanych jest siedem listów Jezusa do siedmiu Kościołów w Azji Mniejszej. Zapisane zostały przez Jana, pod natchnieniem Ducha Świętego, i umieszczone w Apokalipsie św. Jana (Ap 2-3).

Okazuje się, że w tych listach wyrażonych jest wiele żali i pretensji Jezusa wobec Kościoła. Zajmijmy się ostatnim listem – Listem do Kościoła w Laodycei.

Znajdujemy tam taką ocenę Kościoła: "Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust." (Ap 3,15-16)

Podkreślmy to, co jest niezwykle ważne, to nie są słowa skierowane do niewierzących, ateistów, wyznawców innych religii, żydów, masonów, komunistów czy kogo tam chcemy jeszcze wyciągnąć. Są to słowa skierowane do Kościoła – do biskupa, do jego księży i do wiernych.

Ocena niedostateczna, wszelkie egzaminy oblane. Ten Kościół zostaje odrzucony.

Pójdźmy dalej. Tłumacze Biblii Tysiąclecia nie chcieli psuć nam dobrego smaku, gdy jednak sięgniemy do oryginału to okaże się, że Jezus nie chce "wyrzucić z ust", tylko "wyrzygać". Mało to eleganckie, ale prawdziwe.

Można powiedzieć, że Jezus patrząc na Kościół – na biskupów, księży i wiernych świeckich mówi: "Jak patrzę na was, to niedobrze mi się robi".

Można oczywiście powiedzieć: "przecież chodzi tu o Kościół w Laodycei, to nie musi być o nas".

Są interpretacje mówiące, że listy do siedmiu Kościołów z Apokalipsy to także prorocka wizja Kościoła powszechnego w siedmiu epokach historycznych. List do Laodycejczyków (ostatni) dotyczyłby zatem Kościoła współczesnego, dotyczyłby nas.

Nie musimy przyjmować tej interpretacji, ale musimy każde słowo Boga przykładać do siebie i pytać, czy jest to słowo o nas i dla nas. I brońmy się przed zbyt szybkim stwierdzeniem, że chodzi o kogoś innego.

Co zatem z zarzutem letniości? Czy nasza niewierząca narzeczona była gorąca? Wątpliwe! Czy była zimna? Chyba nie skoro życzyła sobie pięknej, kościelnej ceremonii.

Nie chcę jednak nikogo sądzić, ale niech każdy z nas, ja i ty, pyta się siebie o swoje odniesienie do Jezusa – czy jesteśmy zimni, czy gorący? Jeśli Jezus ani nas ziębi, ani nas grzeje, to jest to najgorsza z możliwych opcji – jest to dla Boga wstrętne i obrzydliwe.

Lepiej na Bożym sądzie będzie miał ten, kto Boga uważa za bajkę, z Kościoła się śmieje i nigdy nie przekroczy jego progu a wiernych uważa za bandę idiotów, niż ten kto niby w Kościele jest, niby się przyznaje, niby coś tam praktykuje, ale to wszystko na ćwierć gwizdka, z rozpędu, bez przekonania. A co najważniejsze – zasadniczo bez żadnego wpływu na normalne życie.

Wstręt Jezusa wobec Kościoła w Laodycei bierze się stąd, że jest to Kościół, który tak naprawdę nie potrzebuje Boga. Paradoks? Zapewne, ale jednak w naszym liście do Kościoła znajdujemy słowa Jezusa: "Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba." (Ap 3,17a)

Niczego mi nie potrzeba! Kościół, który mówi, że Bóg jest mu nie potrzebny. Kościół odrzucony!

Czy należymy do takiego Kościoła? Na to pytanie, w świetle Bożego Słowa, każdy sam niech odpowie. Czy Bóg ci jest potrzebny? Do czego Bóg ci jest potrzebny? Czy jesteś w Kościele, bo nie możesz sobie odmówić pięknej ceremonii? Jesteś w nim dla zapachów, kolorów, dzwonków i wspomnień z dzieciństwa?

Czy należymy do takiego Kościoła? Czy wydajemy owoce nawrócenia? Mówi się o Polsce, że jest to chrześcijański kraj. A ja się pytam – na czym to polega?

"Jezus (…) rzekł: (…) Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. (…) Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go." (Mt 21,42-44)

Mamy kamień. Kim chcesz być? Wrzucić ten kamień w fundament swego życia? Czy potknąć się na nim?

Być w sercu Boga? Czy być odrzuconym?

Przeżywane dziś święto, zmartwychwstanie Jezusa domaga się decyzji. Wyjść z kościoła i nigdy już tu nie wrócić. Albo każdego dnia sie nawracać i poddawać swe życie Bogu – te opcję polecam. Najgorsza możliwość to pozostać letnim.

Nie bądź tą cząstką Kościoła, którą Bóg odrzuci.

5 thoughts on “Czy Bóg jest mi potrzebny?

  1. Wspaniałe. Trzeba ludziom uzmysłowić , ze Bóg to nie koleżka z tej samej ławki i dlatego nie ma dla niego szacunku. To Sędzia, który zrobi co zechce. Bo wszystko jest Jego. A my robimy wszystko by Pana Boga przyblizyć tak by nikt nie miał się przed nIm na bacznosci bo to taki tatuś dobry co wszystko zawsze przebaczy. No to grzeszmy pomysla ludzie i tak sie wyspowiadamy a On nam przebaczy – czy aby napewno?

  2. Dzięki!!!!!!!

  3. Tak! Napewno! Potrzebny! Ludzie potrzebuja kogos miec,Bog nas wyslucha i pomaga pieknie zyc.Pewnie ze my musimy cos od siebie dac-ofiarowac,przeciez to jest radosc komus cos dac,przeciez jak ja chce cos miec to i dac trzeba i jak sie daje czas i sie modli czy idzie na msze sw.to jest cos pieknego,wtedy ja otrzymuje wiele lask i z tym sie radosnie i pieknie zyje..musze stwierdzic ze ludzie lubia brac a nie dawac i przez to nic nie rozumieja i nie widza tego piekna.Pozdrawiam serdecznie i dziekuje za piekne kazania,przekazuje je kolezance.

  4. Dlaczego zimni będą mieli lepszą sytuację?
    Pozdrowienia.

  5. Bóg zapłać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *