Posted on

Dlaczego nie płaczesz?

II niedziela po Narodzeniu Pańskim, Syr 24,1-2.8-12; Ps 147,12-15.19-20; Ef 1,3-6,15-18; 1 Tm 3,16; J 1,1-18; Winnica, 03 stycznia 2010 roku.

„A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.” (J 1,14a) Te słowa z dzisiejszej ewangelii doskonale znamy. Trafiły do modlitwy „Anioł Pański”, trafiły do kolędy. Znamy te słowa i powtarzamy. Co one znaczą? I… czy cokolwiek znaczą?

Słowo zamieszkało… Różne mogą być warunki mieszkaniowe. Można mieszkać bogato, można skromnie a nawet biednie. Można mieszkać wśród znajomych i życzliwych sąsiadów a można i anonimowo, w jakimś wielkim blokowisku, za jednym z setek jednakowych drzwi.

Gdzie mieszka i jak mieszka słowo, które stało się ciałem?

Gdyby grecki tekst przetłumaczono dosłownie to usłyszelibyśmy: „Słowo stało się ciałem i rozbiło swój namiot wśród nas”. Tekst powstawał w środowisku, któremu bliskie było koczownicze życie. Abraham (także wielu jego potomków) tam mieszkał, gdzie rozbił swój namiot. Jezus też rozbił swój namiot. Po łacinie tabernakulum znaczy dokładnie namiot.

Zagadka rozwiązana – tu, w kościele, jest jego zamieszkanie, ale wiemy przecież, że pragnie On także zamieszkiwać w ludzkim sercu. I tu rodzi się problem. Jedni Go przyjmują, inni zamykają przed nim swoje serce.

Warto pomyśleć nad swoim życiem eucharystycznym. Święta są czasem, gdzie bardzo wielu wiernych przystępuje do Komunii Świętej. To piękne. W ciągu roku jest jednak, niestety, inaczej – wielu z nas pozostaje w ławkach. Czym zatem jest dla ciebie Komunia Święta? CZYMŚ, co trzeba od czasu do czasu przyjąć, bo tak wypada? Czy KIMŚ, kogo z miłości zaprasza się do swojego życia i daje mu się mieszkanie? Nie „od święta”, ale zawsze!

Chcę dzisiaj także mówić o innej obecności Boga w naszym życiu. Bóg jest dla nas Eucharystią – wcielonym słowem, ale jest także tym słowem, które dociera do nas w Biblii. To słowo czytane jest w kościele. Lektor, gdy kończy czytać, mówi: „Oto Słowo Boże”.

To Słowo mieszka w Biblii, w Piśmie Świętym, ale to słowo chce także zamieszkać w naszym sercu. To Słowo chce być usłyszane, przyjęte, wcielone w nasze życie.

Czy to się udaje? Mam poważne wątpliwości. Ile pamiętamy z usłyszanego Słowa? Jak często sięgamy po te Słowo, by czytać je samodzielnie? I wreszcie – dlaczego tak mało się tym Słowem przejmujemy?

Dlaczego nikt z nas – ani ja, ani ty – nie zapłakał dzisiaj nad usłyszanym Słowem?

Usłyszeliśmy, choćby w drugim czytaniu, że mamy wszelkie błogosławieństwo duchowe (por. Ef 1,3). Jesteśmy w Bożych myślach i w Bożym wybraniu już zanim świat powstał (por. Ef 1,4). Bóg nas kocha i czyni swoimi przybranymi dziećmi (por. Ef 1,5). Słyszmy TAKIE rzeczy i… nie dzieje się w nas nic, albo niewiele. Dlaczego nie płaczemy wzruszeni? Dlaczego nie powalają nas te Słowa na ziemię?

Dlatego, że nie wierzymy? Nie traktujemy ich poważnie? Nie uznajemy siebie za adresatów tych słów?

Różne mogą być odpowiedzi. Tak czy inaczej nie dajemy pomieszkać Słowu w naszym sercu i życiu, albo dajemy mu marną klitkę pod schodami…

  

       Czytaj także: Kazanie - Błogosław...

 

Potrzeba czegoś innego. Potrzeba, by Słowo poruszało nasze serce.

Jest takie opowiadanie o niezwykłym uczniu żydowskich chasydów żyjących na polskich ziemiach imieniem Zusja. To moje ulubione opowiadanie. Pozwolę sobie zacytować fragment:

„Ale był to bardzo niezwykły uczeń, ten Zusja! Przez te wszystkie lata spędzone w Międzyrzecu nigdy nie usłyszał z ust swego sławnego nauczyciela ani jednego komentarza słowa Bożego.

Bogobojny rebe reb Ber otwierał księgę i zaczynał czytać: "I rzekł Pan…" – i to już wystarczało naszemu Zusji. Gdy słyszał te trzy słowa, ogarniała go taka ekstaza, że już nie mógł słuchać dalej. Tak się działo za każdym razem. Kiedy tylko usłyszał słowa: "I rzekł Pan…", porywało go uniesienie. Zaczynał wtedy wołać wniebogłosy: "Pan przemówił… Pan przemówił!" i nie przestawał, aż inni uczniowie, jego sławni koledzy, żeby mieć trochę spokoju, musieli wyrzucać go na podwórze. Zusja się nie opierał. W ogóle nie wiedział, co się dokoła dzieje. Drżał na całym ciele. Na podwórzu dalej krzyczał: "Pan rzekł, Pan rzekł!", i rzucał się jak epileptyk.

I zawsze długo trwało, zanim się uspokoił. Kiedy wreszcie mógł wrócić – mistrz już dawno skończył komentować i nauczać.

No i tak właśnie Zusja nigdy nie słyszał ani jednego komentarza bogobojnego rebe reb Bera.” (I. Langer, 9 bram do tajemnic chasydów, Znak 1988, s. 155-156).

Może nie usłyszał żadnego komentarza do Słowa, ale robił to co robić należy – otwierał na Słowo swoją uwagę i serce, był na przychodzące Słowo wrażliwy.

Obyśmy my tacy byli wrażliwi – ja i ty. Obyśmy mogli zapłakać nad Bożym Słowem…

Teraz praca domowa.

Gdy wrócisz do domu weź do ręki Pismo Święte i przeczytaj fragment. To nie musi być dużo. Nie ilością się to mierzy, ale wrażliwością twego serca. Mniej świadomość, że to Bóg mówi do ciebie – słuchaj Go.

A jeśli nie masz Biblii to weź przynajmniej to słowo, które znasz: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Powtarzaj je, rozważaj, medytuj. Proś Boga, by czułym uczynił twoje serce, byś mógł zapłakać ze szczęścia.

„Bóg się rodzi, moc truchleje / Pan niebiosów obnażony / Ogień krzepnie, blask ciemnieje / Ma granice – Nieskończony.

Wzgardzony – okryty chwałą / Śmiertelny król nad wiekami / A Słowo Ciałem się stało / I mieszkało między nami.

Cóż masz, niebo, nad ziemiany? / Bóg porzucił szczęście twoje / Wszedł między lud ukochany / Dzieląc z nim trudy i znoje / Niemało cierpiał, niemało / Żeśmy byli winni sami / A Słowo Ciałem się stało / I mieszkało między nami.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *