Posted on

Dotyk, który zmienia życie [fragment]

Jeśli chcesz to poznaj zarys fragmentu kolędowej książeczki „Dotyk, który zmienia życie”

Kawiarniany stolik

To nie była ich pierwsza randka. Raczej klasyczni niż nowocześni, może nawet staroświeccy. Spotkali się w ulubionej kawiarni, przy „ich” stoliku. Mocno zakochani, zapatrzeni w siebie.

Kultura i zasady dla obojga ważne, ale przecież krew nie woda. Można i trzeba na siebie patrzeć, i trzeba się wzajemnie słuchać, ale to nie wystarczy. Ci, którzy się kochają potrzebują czegoś więcej.

Talerzyk, filiżanka, łyżeczka – tego dotykają i tym się teraz bawią ich ręce, ale to nie przynosi ukojenia. To nie to, czego potrzebują w tej chwili.

On: Czy już, czy jeszcze poczekać? Ale jak czekać, gdy czekanie jest męką? Czy wypada, czy można, czy nie za wcześnie?

Ona: Dlaczego czeka? Czy nie widzi, czy nie czuje? Zrób to wreszcie.

I zrobił TO wreszcie: Niby przypadek, niby niechcący, spotykają się ich dłonie. I  w tym złączeniu, dotknięciu pozostają.

Tak! Miłość potrzebuje dotyku. Nie wystarczy na siebie patrzeć, nie wystarczy ze sobą rozmawiać.

Potrzeba dotyku, złączenia dłoni, przytulenia, pogłaskania, pocałunku.

Ci którzy się kochają „karmią się” widokiem siebie, „piją” słowa, które wypowiada ukochana osoba, i… tęsknią za dotykiem. Dotyk uspokaja, upewnia, wiąże mocno ze sobą.

Dziecko bez przytulania umiera, miłość bez dotykania więdnie.

Bardzo pragniemy dotyku, choć oczywiście nie każdemu pozwalamy się dotykać. Dotyk zarezerwowany jest dla bliskości, dla rodziny, dla tych, którzy się kochają.

Bez miłości dotyk staje się zły, staje się przemocą i gwałtem. Tylko ten kto kocha ma prawo dotknąć i też tylko wtedy, gdy druga strona przekonana jest o tej miłości.

Na koniec, gdy w miłości oddają się sobie na całe życie, ich dotyk staje się tak mocny, że nie są już dwoje, ale jedno ciało.

  

       Czytaj także: Kazanie - Błogosław...

 

Kobieta

A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. (…) On zaś rzekł do kobiety: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!” (Łk 7,37-50)

Dla faryzeusza najważniejsze w tym spotkaniu było to „co za jedna i jaka jest ta kobieta”. Dla Jezusa zaś najważniejsze było to, czego ona potrzebowała. A potrzebowała dotyku.

Zanadto jesteśmy oswojeni z tekstem Ewangelii, by zrozumieć jej sens. Przemykamy po powierzchni z błyskiem „znamy to”. Może i znamy, ale czy rozumiemy? Czy czujemy?

Kobieta przypadła do stóp Jezusa na które obficie kapały jej łzy. Było ich na tyle dużo, że można było te stopy obmyć. Czujesz to? Wycierała je swoimi włosami i namaszczała olejkiem. Rozumiesz? I nie przestawała tych stóp całować.

Pojmujesz? Jakby nie patrzeć na to co zrobiła ta kobieta, to trzeba uznać, że była w tym niezwykle intymna, wyrafinowana pieszczota.

Niejeden uczestnik tej uczty był zgorszony, że Jezus pozwala na „takie rzeczy”. A on pozwolił. Ta zgoda pokazała dużo więcej niż jakiekolwiek słowa. Na „takie rzeczy” możemy pozwolić osobie, która jest niewiarygodnie blisko nas.

I to właśnie „powiedział” Jezus tej prostytutce: „Jesteś blisko mnie!” Oczywiście nie przez swoje uczynki i profesje, ale przez swoją miłość.

I pozwala się dotykać, bo wie, że tej kobiecie jest niezwykle potrzebne. Ewangelia nie opisuje dalszego ciągu jej życia, ale ja wierzę i jestem przekonany, ze po tym spotkaniu, po tym dotknięciu Jezusa, jej życie nie mogło wrócić w swoje cudzołożne koleiny. Musiało się zmienić. Bo dotyk Jezusa zmienia ludzkie życie.

Trędowaty

Oto zbliżył się [do Jezusa] trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. /Jezus/ wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast został oczyszczony z trądu.” (Mt 8,2-3)

Ten człowiek także potrzebował dotyku Jezusa. Wcześniej „dotknął” go trąd. Cierpiał w chorobie, ale nie przestawał marzyć o innym życiu.

Przyszedł do Jezusa i prosił o uzdrowienie. I znowu więcej niż słowa powiedziały czyny i gesty Jezusa.

Wyciągnął rękę i dotknął go. Powiedział tym samym: „Jestem z tobą, jesteś mi bliski, nie boję się ciebie, nie brzydzę się tobą”.

Dotknął i uzdrowił go. I zaczęło się inne życie tego człowieka. I nie mogło być inaczej, bo dotyk Boga zmienia ludzkie życie.

Dotknięci grzechem i cierpieniem

Kim my jesteśmy? Każdy z nas ma prawo i obowiązek utożsamić się z prostytutką i trędowatym.

Różni nas rodzaj grzechu, ale nie sam fakt grzeszności. Różni nas rodzaj cierpienia, ale cierpimy. Takie jest ludzkie życie – naznaczone grzechem i cierpieniem.

To nasze życie ma jeszcze inny wymiar – pragnie miłości, pokoju i szczęścia. Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, który jest Miłością, pragniemy kochać i być kochanym. I doświadczyć prawdzi-wego szczęścia, które płynie z autentycz-nej miłości.

I tacy a nie inni idziemy na Eucharystię. Po pierwsze inni nie będziemy, nie czekajmy aż uporamy się z grzechem i cierpieniem. Po drugie – właśnie po to idziemy na Eucharystię, by Jezus swoim dotknięciem zmazał nasz grzech i uwolnił nas od cierpienia.

Zbita jak pies

Posłuchaj teraz tego świadectwa:

Eucharystia jest dla mnie nadal wielką, niepojętą tajemnicą. Niby wiem, o co chodzi, a jednak nie pojmuję, nie ogarniam umysłem, czuję, że tylko muskam tak jakoś powierzchownie. Instynktownie czuję coś, czego nie jestem w stanie zwerbalizować. Wiem, że w Eucharystii przychodzi żywy Jezus, i wszystko na raz się odbywa – Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie – naprawdę mój rozum tego nie ogarnia.

Na Mszy jestem zazwyczaj 3 – 4 razy w tygodniu. Gdybym mogła, byłabym codziennie. Przekonałam się niejednokrotnie, że gdy Jezus mówi „przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”, to zawsze mówi prawdę. Wiele razy przychodziłam na Mszę czując się jak zbity pies, łykając łzy, bojąc się różnych rzeczy, a wychodziłam pełna radości i pokoju – takiego Chrystusowego. Otrzymałam też wiele łask, cudów – może dla innych, którzy popatrzyliby na nie z boku małych – ale dla mnie wielkich, przemiany serca, uzdrowień. Wiele razy też podczas Eucharystii Bóg miał mi do powiedzenia coś ważnego, dawał mi zrozumienie różnych rzeczy, podsuwał proste rozwiązania moich – jak mi się wydawało – nierozwiązywalnych problemów.

Moc Eucharystii odkryłam kilka lat temu nieco przypadkowo. Wykryto u mnie guza na tarczycy i było podejrzenie, że może to być rak, którym byłam obciążona genetycznie. Następnego dnia miałam jechać do Centrum Onkologii w Warszawie. Do tego momentu dawałam radę, mówiłam „bądź wola Twoja” i wydawało mi się, że jestem gotowa przyjąć to, co mnie czeka. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej byłam daleko od Boga, żyłam w grzechach ciężkich i Pan Jezus mnie uzdrowił i zaczęłam się nawracać. I tak sobie myślałam, że to uzdrowienie i nawrócenie dał mi Bóg, by mnie przygotować do tej choroby. I dziękowałam Mu za to wszystko. Ale w przeddzień, pod koniec pracy nie byłam już tak spokojna, prawie zaczęłam panikować. A nie było nikogo, z kim mogłabym porozmawiać, bo nikomu o tym guzie nie mówiłam. I pojawiła się myśl, by pójść na Mszę Św. Wtedy jeszcze nie zdarzało mi się bywać na Eucharystii w dni powszednie.

Pojechałam. Msza była odprawiana w małej kaplicy przy plebani i okazało się, że poza mną nikt na tę Mszę nie przyszedł. Tylko ksiądz i ja. Byłam tak zestresowana tą sytuacją, że miałam ochotę uciec, zapomniałam odpowiedzi i kiedy należy uklęknąć – czułam się jak ogłupiała, nie bardzo wiedziałam, co się dzieje. Jednak pomimo tego, po Eucharystii, odczułam tak niezwykły spokój i radość, że było to dla mnie coś niezwykłego i niepojętego. Teraz wiem, że gdy jest mi ciężko, powinnam iść do Jezusa i nakarmić się Jego Ciałem i Krwią. Czasem też idę, by Mu po prostu za coś podziękować. Chciałabym innych zarazić moją miłością do Eucharystii.

Maria

6 thoughts on “Dotyk, który zmienia życie [fragment]

  1. Dziękuję. Czytając uśmiechałam się do siebie. Bo ta kobieta to ja. Tak mi się jakoś dobrze zrobiło na sercu. Że w moim wieku 46 lat można chodzić do kościoła częściej niż raz na tydzień i być NORMALNYM. Bo tu na tygodniu raczej mało ludzi w moim wieku. Dziękuję

  2. Dziękuję Bogu i wszystkim ludziom których spotkałam,a także moim kapłanom- spowiednikom odmieniłam swoje życie i nie umiem spędzić dnia bez Chrystusa ,chociaż bardzo często spotyka mnie wiele przeszkód.

  3. Zawsze czekam na dobre słowo od ojca jest wyjątkowe i budujące. To ważne dla mnie bo daje mi radość i pogłębia wiarę. Jeśli masz kłopoty idź do Jezusa jeśli masz radość biegnij do niego tam zawsze jest cudownie.Eucharystia to największy dar od BOGA.

  4. Dziękuję. Te słowa były mi bardzo potrzebne dzisiaj.

    I cieszę się, że ksiądz robi to co mówi/zapowiada/obiecuje. Nie za rok, czy za dziesięć lat, ale od razu.

  5. Piękna zapowiedź- z niecierpliwością czekam na resztę. Pozdrawiam autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *