Posted on

Dwie pokusy

Czwartek I tygodnia zwykłego, rok II, 1 Sm 4,1-11; Ps 44,10-11.14-15.24-25; Mt 4,23; Mk 1,40-45; Winnica 11 stycznia 2018, Wieczernik Winnicki

Bogactwo różnych pokus dotyka nas. Silniejsze i słabsze, z tej i tamtej strony. Chciałbym dziś zatrzymać się przy dwóch. Z pozoru niegroźnych, ale przez to diabelsko skutecznych.

Pokusa pierwsza.

Zacznę od sytuacji małego dziecka. Bywa tak, że małe dziecko przechodzi przez okres stanowczej samodzielności. Wyraża się to kategorycznym wołaniem „ja siama”. Taka „Zosia samosia”. Nie wiem czy brak męskiego odpowiednika sugeruje, że to problem bardziej kobiecy. Moje doświadczenie wskazuje, że to dotyka wszystkich. Oczywiście nie chodzi mi o czas dziecięctwa – dziecko odkrywa prędzej czy później, że potrzebuje innych ludzi. Chodzi mi o cechę, którą mamy już w dojrzałym życiu. Jest to chęć takiego ustawienia się w życiu, by nie potrzebować niczego i nikogo, w tym wszystkim także nie potrzebować Boga.

Jest w nas taka pokusa niezależności, która każe zerwać więzi. Nie potrzebujemy ludzi, nie potrzebujemy Boga. Najlepiej ogrodzić się murem a przy bramie zawiesić kamerę.

Nie oznacza to, że stajemy się gburami, możemy ulegać tej pokusie a jednocześnie pozostać bardzo eleganccy wobec Boga i ludzi. Zawsze „dzień dobry” i „do widzenia”, „co słychać” i „jaka piękna (lub straszna) pogoda”. Zawsze pacierz, zawsze kolęda, ochrzcić dziecko i pochować dziadka z księdzem.

Wszystko to jednak nie rzeczywiste więzi, ale czysta konwencja. W środku zaś siedzi mały bóg, który myśli, że wszystko może sam.

Ta pokusa może dosięgać ludzi, których może byśmy nie podejrzewali, że ich życie toczyć się będzie bez Boga. Na przykład księży.

Opowiem jak ja uległem takiej pokusie. Gdy byłem młodym księdzem trafiłem do pewnej parafii. Jako swój cel postawiłem odbudować młodzieżową oazę i pociągnąć muzycznie parafię – założyć scholę i zespół młodzieżowy.

Naprawdę chciałem, naprawdę się starałem, naprawdę byłem pełen dobrych myśli. Pełen dobrych myśli… i pychy. „Co ja nie założę oazy? Z takim doświadczeniem, z taką otwartością proboszcza dla którego oaza była bardzo bliska i ważna? Zobaczycie, pokażę wam wszystkim, co to znaczy oaza!”

Rok starania, rok szarpania, wytężonej pracy, namawiania. Po roku dwie dziewczyny pojechały na wakacyjną oazę, po oazie jedna z nich od razu się wycofała. Totalna, absolutna klęska. Totalne zniechęcenie.

I podobnie na muzycznym poletku. Jakoś tam śpiewałem, grałem na gitarze. I myślałem sobie „Co myślicie? Nie dam rady założyć scholi? Co, ja nie dam rady, JA nie dam rady?” Rok starania, rok szarpania, wytężonej pracy, namawiania. I nic, dosłownie nic.

Odpuściłem jedno i drugie. I dokładnie wtedy kiedy odpuściłem, kiedy przestałem wierzyć, że to się uda, przyszła do mnie grupa młodzieży, sama z siebie, i powiedziała, że chcą się spotykać. Nie bardzo chciałem, nie wierzyłem w sens, ale… zgodziłem się. I powstała pierwsza grupa a potem kolejno następne grupy. Dosłownie jak grzyby po deszczu. Nigdy nie ogłaszałem naboru, zapisów. Sami przychodzili. Więcej nawet, bo przyprowadzili swoich rodziców i powstały kręgi domowego kościoła a jak nie dało się przyciągnąć obojga rodziców, to dla „singli” założyli Odnowę w Duchu Świętym.

Ze scholami było podobnie. W ciągu kilku dni, niezależnie od siebie, zgłosiły się dwie grupy dziewcząt, które chciały śpiewać. Powstał z tego super zespół i super schola dziecięca.

Chciałem być bardzo „brawo ja”. Bardzo uwierzyłem, że mogę wszystko. A Bóg cierpliwie odrabiał ze mną lekcję. Pokazał mi, że „bez Boga ani do proga”. Pokazał mi, że to on buduje, nie ja. Pozwolił mi przekonać się, że nie jestem Bogiem.

Jak to ktoś powiedział: „Nie przejmuj się tak, to kto inny jest Panem Bogiem”.

Zastanawiam się teraz, czy czasem nie za bardzo przejmuję się naszą parafią. Może trzeba odpuścić? Łatwo wpaść w pokusę, nawet pragnąc rzeczy dobre, że robić je będziemy samemu, bez Boga, któremu przydzielamy co najwyżej rolę zwieńczenia naszego czoła laurem zwycięzcy.

Przypuszczam, że trędowaty z Ewangelii próbował wszystkiego – maści i ziół, odwiedził wszystkich lekarzy i znachorów, wydał wszystko co miał. Dopiero gdy doszedł do ściany, upadł u stóp Jezusa.

Zobaczcie jak w naszym doświadczeniu, w sytuacji trudnej i bez wyjścia, karierę robi wyrażenie, zdanie typu: „teraz została nam już tylko modlitwa”.

To była pierwsza pokusa. Pokusa robienia rzeczy dobrych samemu, bez Boga.

Czas na pokusę drugą. Tej także łatwo ulec, bo to bardzo pobożna pokusa.

Jest to pokusa potraktowania Boga jako narzędzie albo w nieco łagodniejszej formie jako pomocnika.

Tej pokusie ulegli Izraelici.

Pierwsze czytanie to epizod z nieustającej wojny między Izraelitami a Filistynami. Była ona toczona ze zmiennym szczęściem. Tu widzimy Izraelitów w defensywie, przegrywających bitwę. Chcąc zaradzić klęsce sprowadzają do obozu arkę przymierza.

Arka Przymierza to była największa świętość Izraela. Była to drewniana skrzynia obłożona złotem i niesiona na drążkach. To niesienie było potrzebne, bo arka powstała w czasie wędrówki Izraelitów przez pustynię.

Mojżesz umieścił w arce kamienne tablice z dekalogiem, był to dokument przymierza zawartego między Bogiem a narodem wybranym. Arka zatem towarzyszyła Izraelitom w ich drodze do ziemi obiecanej.

Jednak ważniejsze od arki, od jej zawartości, było przekonanie, że arce towarzyszy Boża obecność. Tam gdzie była arka tam miał być sam Bóg.

Gdy więc Izraelici dostali „łomot” od Filistynów postanowili posłużyć się arką przymierza, posłużyć się samym Bogiem, by losy wojny odwrócić.

Ważne tu jest słowo „posłużyć”. Posługujemy się bowiem narzędziami. Służą nam także ludzie. Nie możemy jednak w ten sposób traktować Boga. Nie możemy z Niego robić narzędzia, nie możemy robić sługi, chłopca na posyłki, realizatora własnych koncepcji, własnej woli.

Wniosek jest jeden – nie używaj Boga. Izraelici użyli Boga i Filistyni spuścili im kolejny, jeszcze większy łomot.

I to była druga pokusa. Pokusa robienia rzeczy dobrych, „przy pomocy” Boga.

Jest w tym wszystkim ważna lekcja. Nie wystarczy być blisko Boga, nie wystarczy być tuż obok, nie wystarczy mieć go „pod pachą”. Bóg dalej będzie za daleko, Bóg dalej będzie na zewnątrz.

Bóg nie uznaje dystansu – ja sobie i On sobie. Ja mam swoje terytorium i On swoje terytorium. Czasami, owszem, składamy sobie wizyty, ale moje pozostaje moje a twoje pozostaje twoje.

Jakie są skutki? Ano takie: Co jest moje, to nie twoje. Co jest moje, tego nie rusz. Możesz Boga czasem wpuścić w gości, ale nigdy nie będzie domownikiem.

A Bóg właśnie chce stać się domownikiem. On chce do środka, w twój umysł i serce. On daje ci wszystko, daje siebie, ale także chce wszystkiego.

Nie wystarczy mieć Boga obok, blisko, trzeba go mieć w środku.

I to jest, tak mi się wydaje, istota chrztu w Duchu Świętym. Chrzest przez fakt polewania dzieciom głowy wodą wydaje nam się pokropieniem. Tymczasem greckie słowo oznaczające chrzest to zanurzenie. Potrzebujemy zanurzenia w Duchu Świętym. On ma nas ogarnąć, przemoczyć. Mamy nasiąknąć Bogiem.

Wtedy wszystko co twoje jest moje a co jest moje to jest twoje. I wtedy zupełnie zmienia się styl życia.

Najpierw ciągniemy po piachu sanki z worem kamieni. Gdy odkrywamy jaki to bezsens zwalamy kamienie, siadamy sami na sanki a pustynię zamieniamy na ośnieżony stok. I śmigamy.

Porzućmy życie bez Boga. Porzućmy też życie, w którym próbujemy wykorzystać Boga. Niech zacznie się życie „W” Bogu.

A to oznacza życie w Duchu Świętym.

„Jezus rzekł [do Apostołów]: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego!” (J 20,21-22)

Duch wieje kędy chce, nie mamy przepisu na zrobienie duchowego przebudzenia. Na pewno jednak trzeba bardzo chcieć, tęsknić i budzić w sobie pragnienie.

Gdy będzie pragnienie, to Bóg je zaspokoi.

Poniżej jest miejsce na twoje komentarze…




28 thoughts on “Dwie pokusy

  1. Też wiele razy coś zaczynałam myśląc: ,,co ja nie dam rady?” I faktycznie nie dawałam rady. Nieraz tyle na siebie brałam bo myślałam, że powinnam i muszę, że to będzie coś dobrego i nie wychodziło. Często się przyłapywałam na myśleniu, że coś muszę sama wymyślić, nawet na siłę, bo na pewno Panu Bogu się spodoba. Kiedyś myślałam że coś tam zrobię i naszarpałam się, sfrustrowałam i tyle z tego. Czasem warto usiąść w spokoju i dać Panu działać i wtedy jest o wiele lepiej.

  2. Jest ksiądz naprawdę wielkim w swojej misji brawo oby zdrowie dopisywało , dalej tak tworzyć i zachęcać ludzi do czytania i mądrego dialogu głębokich przemyśleń. Oto prawdziwe życie

  3. Ja podchodziłam podobnie jak Ksiądz do tej oazy, i myślę że miedzy innymi wynikało to z tego jak mnie wychowano. W mojej rodzinie był jakiś paniczny lęk przed „nadużyciem” Pana Boga, co chyba było wtedy (mam prawie 50 lat) dość powszechne, również w nauce religii. Może to chodziło właśnie o potraktowanie Go jako narzędzie, naprzykrzanie, zużywanie boskiego czasu i uwagi, i w sumie z szacunkiem trzymano go za drzwiami. Moja babcia modlitwę nazywała (żartobliwie ale znamiennie) „zawracaniem głowy Panu Bogu”. Ideałem było radzenie sobie samemu i nie niepokojenie rodziców, babci, nauczycieli i Boga. Czułam, że to jest nie fair, prosić Go o pomoc w codziennych kłopotach albo np. przy maturze – przecież to mój psi obowiązek nauczyć się, i nie mam prawa nikogo więcej obarczać. Jeśli czegoś nie mogę zrobić albo się nie udało, to tylko moja wina, bo „powinnam móc”. Dodam, że za swoje wpadki i upadki też trzeba było brać 100% odpowiedzialności i nie zasłaniać się ani współudziałem innych osób ani np. kuszeniem przez szatana, którego uważano za wymysł na usprawiedliwienie dla tchórzy. Kiedy pojawiła się myśl, że mogłabym, może… ewentualnie… włączyć Boga do tak przyziemnych spraw jak zawodowe czy rodzinne, długo się z tym oswajałam. Czy wypada? Bo to będzie „jak trwoga to do Boga”, bardzo się wstydziłam, że Pan Bóg stanie nade mną i powie (jak mój tata i wielu znanych mi rodziców): znowu coś chcesz, a zasłużyłaś? Więc może tym razem nie, najpierw „się poprawię”, zasłużę, a potem go wezwę, za kilka dni, jak już będę bardziej „godna”. Trudno mi było to odkręcić. Początkiem była właśnie ta myśl, którą dosłownie usłyszałam, jakby ktoś szepnął mi do ucha, że Bóg przychodzi do różnych ludzi bo chce, a nie dlatego że są „godni”. Jeśli przemówił do Mojżesza, który był pastuchem na zadupiu pustyni, to równie dobrze może się odezwać do mojej sąsiadki pani Jadzi, dlaczego nie. I po chwili napłynęła naprawdę wstrząsająca myśl, że On mógłby odezwać się do mnie. Mógłby tego ZECHCIEĆ. To było ziarenko, które stopniowo kiełkowało itd i rozrosło się w przekonanie, że Pan Bóg chce bliskości, i to większej niż sobie wyobrażam na wzór ludzkich relacji. Moja słabość nie jest dla niego żadną niespodzianką, on wie o niej kiedy ja w najlepsze tworzę jakieś iluzje. Nie da się ustawić w roli pomagiera, ale nie robi fochów z powodu urażonej dumy. Żałuję tych lat kiedy myślałam, że mój Ojciec jest taki daleki, obojętny i obrażalski jak… człowiek.

    1. Pani Joanno świetny tekst i polemiczny. Spytałam ojca o jego przemyślenia. Ma swoje lata.
      Nasi rodzice uważam byli bardziej wyraziści. Post przed komunią był 24 godziny później 3, jedna godzina, teraz wcale.( Ja niczego nikomu nic nie zarzucam). Dla rodziców kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną. Jeżeli dziecko przynosi ze szkoły „ nie ma różnicy między mężczyzną a kobietą” to czuję że mój Świętej Pamięci dziadek resztkami butów wali w wieko trumny ze śmiechu. Zaraz by mnie się spytał to, czemu kobiety rodzą a mężczyźni nie. (K. Rodz. 27, 18) „Potem rzekł pan Bóg niedobrze człowiekowi, gdy jest sam uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego”. To ja kobieta wybieram potrzebę bycia pomocą, dla niego, przez co staję się synonimem jego domu, co by to nie oznaczało. Tak tłumaczę dzieciom. Tata jest zewnętrzny a mama wewnętrzna. Tak jak zewnętrzny jest świat a człowieka osobowość wewnętrzna. Dla moich rodziców Bóg był Sprawiedliwy i Miłosierny. Dla nas Miłosierny i bardziej podobny do nas. Nasi rodzice mieli silniejsze poczucie kontroli nad własnym życiem tym większe poczucie wartości i wiary w swoje role w rodzinie. Każde pokolenie przekazywało historię dla następnego. To dawało poczucie zaufania. Dzieci wiedziały, kim są. Rodzice są ludźmi, którzy przyszli przede mną a ja jestem ich potomkiem. To są korzenie z których wyrosłam w kierunku słońca. Wiem kto jest moim ojcem. W przykazaniu jest „ Szanuj ojca i (a drugie) Matkę swoją. Dlatego, że nie można szanować ojca, który nie jest moim ojcem i jest to trudne, wymagające zrozumienia. Nie można zbudować zdrowego społeczeństwa za pośrednictwem emocjonalnie niezdrowych rodzin, a także wściekłych i skonfliktowanych dzieci. Wiara zaczyna się w rodzinach. Nadzieja rodzi się w domu.
      Rodzice znali tajemnicę. Ludzie są smutni, ponieważ wszystko idzie im źle, ale nie zdają sobie sprawy, że to dlatego nie idzie dobrze, że są smutni.
      Nie opuszczaj społeczności. Nie czuj się pewna siebie aż do dnia twojej śmierci. Nie osądzaj swojego bliźniego, dopóki nie będziesz na jego miejscu. ”
      Z pomocą Bożą te dzieci zrozumieją. Tak ufam.
      Bóg wymienia TRZY osiągnięcia, które są najczęściej cenione przez ludzi i umożliwiają im doznawanie uczucia wyższości wobec innych: INTELIGENTNI i wykształceni mają tendencje do pogardzania mniej błyskotliwymi i mniej wykształconymi, a możni, POTĘŻNI i BOGACI najczęściej czują się lepsi od ludzi bez władzy i pieniędzy.

      Tymczasem Bogu to WCALE TO NIE IMPONUJE. Bóg ceni tych, którzy Go ROZUMIEJĄ i – poprzez to rozumienie – ZNAJĄ Go. A rozumienie i poznanie Boga polega na dostrzeżeniu, w czym ma On „upodobanie”, czyli co On uważa za najistotniejsze w przeciwieństwie do wiedzy i inteligencji, do stanowiska i władzy oraz do bogactwa.

      Kto tego nie wie – kto nie wie, że wartościami najwyżej CENIONYMI przez Boga są „MIŁOSIERDZIE, SPRAWIEDLIWOŚĆ I PRAWORZĄDNOŚĆ”, ten konsekwentnie – wedle słów Boga przekazywanych przez proroka Jeremiasza – nie rozumie i nie zna Boga.
      Takie Jeremiaszowe 9:22-23. przemyślenie. Ferie, jadę z ukochanym domem na narty.

  4. Duchu Święty przyjdź do tych, którym się wydaje, że Cię znają. I ześlij im rumieniec otrzeźwienia. Tchnij nowe życie we mnie i wszystkich, którzy do Ciebie wołają!

  5. Ten nasz swiat ma wiele pokus ale myśle ze z Bogiem wszystko się uda!

  6. Duchu Święty przyjdź ze światłem miłości do tych, którzy jeszcze ciebie nie znają. Przyjdź Duchu Święty. Z modlitwą za wszystkich z tego portalu. B.

  7. Nie ufam ludziom
    Wiem ze kochając Boga muszę otwierać się budować relacje z ludzmi
    Jest to dla mnie trudne
    Z Bogiemiem to możliwe
    Bez Niego było by to nie wykonalne

  8. Dawno temu w czasie ogromnych problemów poległam! Oddałam je Bogu i …wpadłam w totalną apatię – przestałam robić cokolwiek zaniedbania na wszystkich płaszczyznach życia (duchowe, codzienne, zdrowie, sen, w pracy, odsunęłam się od ludzi … nikt mi nie pomógł to po co mi oni teraz!) Ułożyłam swoje życie w/g kolejności uzależnień : nałóg nikotynowy, uzależnienie od komputera, gier komputerowych, książek coraz podlejszego autoramentu, wszystko byle nie myśleć. Stałam się więc bezwolną istotą! Jedynym wyznacznikiem dni, miesięcy był grafik dyżurowy (pełny etat + samozatrudnienie – czasami do 300godz./m-c ) Życie pomiędzy wypełniałam w/w nałogami i podstawowymi czynnościami – jedzenie, toaleta, pranie itd. Tylko czasami tęskniłam za Ramionami Boga, których miłości już nie raz doświadczałam przedtem. Teraz jestem na emeryturze i chciałabym wrócić, ale prawdę mówiąc nie wiem jak? Siły woli ani krzty, a przyzwyczajenia mocno się mnie trzymają i wyłażą demony podpowiadające „po co się męczyć i tak nie dasz rady przecież już próbowałaś nie raz i co ? – jest coraz gorzej! Pan Bóg jest Święty , Doskonały, a ty z takim bagażem nędzy nie masz szans”!!
    Czy jest jakaś nadzieja dla mnie? Od czego zacząć? – wiem, że wszystkiego na raz nie ogarnę co najwyżej jeszcze szybciej się zniechęcę!. Tylko bardzo proszę nie pisać, że powinnam zacząć od spowiedzi – na ostatniej nie zdążyłam wyznać większości grzechów i już dostałam rozgrzeszenie!
    W parafii nie mam z kim porozmawiać – „proboszcz” mojej parafii jest modelowym administratorem parafii – kościół i obejście nigdy nie był tak piękny! Ale ojcem rodziny parafialnej raczej nigdy nie będzie. Tak jak ja jest ofiarą opisanych w kazaniu zagrożeń – po 10 latch jego „pasterskiej posługi” ilość wiernych „skurczyła się o połowę”.

    1. Myślę, że sam twój wpis jest nadzieją. Mimo pogrążenia nie jest ci z tym dobrze.

    2. To jest dokładnie nasz problem. Wszyscy jesteśmy duchowo leniwi, ponieważ naturalne jest przyzwyczajenie się do otoczenia, do papierosa, kieliszka wódki a nawet ciemności. Ale to tylko część obrazu. Ty użyłaś farb, beztroski alkohol, nikt mi nie pomógł..Inne farby są w zasięgu twej myśli. Wewnątrz wszyscy odczuwamy potrzebę, tak jak ty Ireno poruszania się i odkrywania nowych horyzontów.
      Mój Św. Pamięci dziadek mówił mi na takie problemy.
      Wiesz Ula jak nie możesz tego rozwiązać to użyj postu. Jeśli to nie pomaga to zmień imię. (Na pewno masz dwa imiona i trzecie z bierzmowania). To drugie imię po to Ireno ci dano. Możesz wyreżyserować siebie taką, jaką chcesz, bez zobowiązań Ireny. Jeśli to nie pomoże, to pomyśl, że stoisz nad własnym grobem. To ty masz wygłosić mowę pogrzebową o sobie.
      Uda Ci się. Będę się modlić.

  9. Najpierw pomyślałam.
    Pragnę światła. Pragnę miłości. Pragnę aktów dobroci i piękna. Później przeczytałam, że ktoś to zrobił. Rzekł (K. Rodz. 1,4)”… on wiedział, że to było dobre…”. Potem odłożył to światło a ja szukałam tego światła nie innego. Jako osoba, która odkłada swoje marzenia. Aby móc; aby móc rozpocząć naukę, pracę która pozwoli mi na to co możliwe…Mąż, dzieci…. Więc Stwórca odłożył wizje…
    – Najpierw twoje życzenia…
    I uczynił świat jakbym była całym punktem świata w imię bycia w świecie. Dopiero później w mej historii ktoś szepnął….
    – Czy znasz prawdziwy cel, dla którego zrobiłem ten świat?
    Teraz już wiem, dlaczego rzeczywistość jest twarda a miłość jest miękka. Co płynie z łatwości apatii, gdy dobroć musi wspinać się w górę. Dlaczego światło jest zawsze intruzem w nieskończonym Imperium ciemności. A jednak w końcu światło jest ukryte jak przeznaczenie wszystkiego, co jest.

  10. Bóg zapłać Księże, kolejne kazanie i kolejne przypomnienie nam, co i Kto jest w życiu naszym najważniejszy! Nasze „chcenie” po „swojemu” i liczenie na ludzkie siły jest dla mnie jak a Bóg i tak jest z Nami:) Czasami Jego obecność odkryjemy w trudnym doświadczeniu życiowym i jeśli zgodzimy się z Jego wolą w naszym życiu, wtedy zobaczymy wyraźniej…jacy mali byliśmy ze swoimi celami i dążeniami. A On chce dla nas rzeczy większych i wspanialszych niż my sami oczekujemy….Potrzeba nam wiary i zaufania, takie to proste w słowach, a jakże trudne do realizacji. Potrzeba ciągłego przypominania o tym, abyśmy nie stali się samowystarczalni….

  11. Tych dwóch pokus doświadczył chyba każdy chrześcijanin. Jeśli chodzi o pierwszą, do uległam jej (zresztą nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni) całkiem niedawno. Byłam bardzo zaangażowana, również emocjonalnie, w pewne dzieło. Wiedziałam że jest ono oddane Jezusowi przez osobę, której najbardziej dotyczyło. Sama również oddałam je Jezusowi, modliłam się o jego powodzenie. Ale nie byłam w stanie oprzeć się „snom o potędze”. I tak mi się marzyło, że dzięki wkładowi mojej pracy, zaangażowaniu, itp., w jakiś znaczący sposób przyczynię się do jego realizacji. Robiłam, co mogłam, ale moje działania nie przynosiły oczekiwanych efektów. Przywoływałam się do porządku niemal każdego dnia, walczyłam z rozżaleniem, że osoby, na które liczyłam, pozostają obojętne i na nowo oddawałam wszystko Jezusowi. Cel został osiągnięty, ale zupełnie innymi drogami, niż ja to sobie wymyśliłam i nie ma w tym mojej zasługi. Była to dla mnie lekcja pokory.
    Jeśli chodzi o drugą pokusę, to chyba w chwili obecnej mam z nią nieco mniejszy problem, niż z pierwszą, ale też nie jest mi obca.
    Izraelici zaczęli dobrze: „Dlaczego Pan dotknął nas klęską z ręki Filistynów?” Ale sami sobie bardzo szybko odpowiedzieli na zadane pytanie, nawet nie spróbowali rozmawiać na ten temat z Bogiem. I nie w samym Bogu szukali ratunku, ale w Arce: ”Sprowadźmy sobie tutaj Arkę Przymierza Pańskiego z Szilo, ażeby znajdując się wśród nas, wyzwoliła nas z ręki naszych wrogów”. Większy szacunek i bojaźń okazali Bogu Filistyni, niż Izraelici, którzy uważali, że da się Go zamknąć w Arce i niejako wymusić na Nim określone zachowanie.
    Cóż, marzy się nam „Instrukcja obsługi Pana Boga”. Tu litania, tu jakaś nowenna, różaniec, pielgrzymka, pompejanka, itp. Ale Bóg nie ma „przycisków”, po wciśnięciu których będzie robił to, czego sobie życzymy. To my winniśmy służyć Bogu, a nie On nam. My tylko powinniśmy dążyć do tego, by stać się wobec Niego jak małe dzieci, świadome całkowitej zależności od rodziców, ale też bezgranicznie ufające w ich miłość i opiekę.
    Bóg zapłać za kolejne, pobudzające do refleksji, kazanie!
    Szczęść Boże!

    1. Dziękuję za kazanie o pokusach. I za refleksję. Tylko w Bogu, z Bogiem i dla Boga. Innej drogi nie ma. Pozdrawiam W Bogu Krystyna

  12. Dzisiaj wróciłam z pracy a moja dwunastoletnia Elżbietka podarowała mi taki wiersz.
    Śnieg
    Delikatnie zsuwa się z dachu
    Zostawia białe ślady
    Pokrywa sady, pola
    Szur, szur
    Widzi chłopca ciepło ubranego
    I ojca niosącego dziewczynkę
    Za nimi choinka przewrócona
    A z niej opada biała płachta
    Widok niesamowity tworzy
    Opłatka drżącego
    W suchej dłoni babci.
    Łza w oku dziadka
    Mówi, że dzięki niej Święta powstały
    A dzięki Niemu gasną spory
    I rozpoczyna się kolacja wigilijna
    Lecz, w końcu znika
    Topnieje
    Szara smugę zostawia
    A w pamięci bałwanek zostaje
    Co bezwładnie opada, opada, opada…

    W końcu przydał by się ten śnieg na ferie. Proszę księdza proszę zadzwonić do Krainy Śniegu.

    1. Piękne…
      Pozdrowienia dla Elżbietki 🙂

  13. Ważne gdy stajemy w prawdzie i widzimy swoje często wojowanie jako bezcelowe, gdyż to Bóg jest naszym Panem chcenia, bycia i działania. Bardzo cenię księdza, za taką osobistą ocenę swoich czynów. Za świadectwo swojego życia, swoich trudności na forum, to bardzo buduje. Dziękuję.

  14. Bardzo ważne sprawy- postawione w sposób jasny, Jestem dzieckiem Boga . On ma dla mnie dobry plan – na moje życie. Wszystko co mam i kim jestem – mam od Niego – to jest Jego – tak jak ja. Świadomie oddałam swoje życie Jezusowi – i nic bez Niego nie mogę uczynić . Wszystko jest laską , a ja ciągle proszę – przymnóż mi Wiary . Trzeba postawić Boga na pierwszym miejscu i żyć z ufnością – bo On może wszystko dla dobra swoich dzieci. Oddawać Mu wszystko , radzić się i słuchać …. Szczęść Boże !

  15. Tak, to chyba o mnie. Tak mi się zdaje. Tylko jak zacząć „w Bogu” zamiast „z Bogiem”?
    Modlić się żeby Bóg zrobił? I czekać na efekt prośby? Trochę trudno wyważyć gdzie jest to „święte zaufanie” a gdzie zaniedbanie. I jak rozeznać co jest faktycznie wolą Boga?

    1. Św. Ignacy Loyola powiedział „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”. Dla mnie to najlepsza droga i sprawdza się.

  16. Jeśli chcemy doświadczać tu i teraz (praca, dom, rodzina, sąsiedzi, relacje z innymi) Królestwa Bożego czyńmy wszystko przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Innej drogi nie ma. Inna droga to pokusa i manowce. Moje codzienne wezwanie u progu dnia to ,,Niech wypełnia się Jezu Twoja wola w moim życiu. Prowadź mnie i moich bliskich do zbawienia”.

  17. Czyli mamy zapraszać i czekać, że kiedyś przyjdzie? Jak zabierać się do rozwiązania problemu z Bogiem? Nie rozumiem kiedy nasze staranie jest bez Boga, a kiedy Bóg działa mimo braku naszego starania na skutek zniechęcenia?

  18. Od kilku lat czytam Księdza książki,korzystam z materiałów do bierzmowania i słucham kazań .Za każdym razem Ksiądz mnie zadziwia, że o ważnych i trudnych sprawach można mówić jasno i zrozumiałe.Bóg zapłać i za to kazanie, które rzuciło mi nowe spojrzenie na sytuację,w której jestem obecnie.

  19. Wszystko prawda ,przekonałam się o tym w swoim życiu. Pierwszy raz ,gdy bardzo chciałam zajść w ciążę po raz trzeci -nic się nie udawało (pomimo pomocy ginekologicznej i usilnych prób). W tym wszystkim zapomniałam kto życie daje ,zapomniałam o ufności i konieczności pogodzenia się z Bożymi decyzjami. I w momencie gdy „dotarło” to do mnie i powiedziałam Panu Bogu -Zgadzam się z Twoimi planami ,niech będzie wolą Twoja. Po kilku miesiącach byłam w ciąży i urodziłam wspaniałego trzeciego syna. Pozwoliło mi to zrozumieć ,że moje dzieci są darem od Boga ,a nie realizacją moich planów na życie ?

  20. Jeżeli mam wielkie zmartwienie i powiem w duszy: „Jezu, oddaję to zmartwienie Tobie, Ty się tym zajmij”. I odwracam myśli od tego problemu licząc na pomoc, to czy dobrze robię?

    1. „Międolenie” problemów w głowie nie ma sensu. Nawet jak się nie modlimy.
      Natomiast mamy swoje siły i zasoby, by problem rozwiązać. Jeśli ich zaniechamy to mamy zaniedbanie.

  21. Bóg zapłać za kazanie. Te dwie pokusy są zawsze i niestety im ulegamy, nie zdając sobie z tego sprawy. Tak bardzo potrzebujemy Kościoła, potrzebujemy Wspólnoty – zdrowej, w której Duch Boży przez miłość poucza i prowadzi. Obyśmy w tym roku otworzyli swoje serca i dali się napełniać Duchem Świętym i prowadzić się Jemu. I może tak na koniec, trwajmy mocno w wierze, by nadziei nie tracić z oczu czyli Zmartwychwstałego naszego Pana Jezusa Chrystusa i miłować bo Bóg jest Miłością. Dziekuję – Elżbieta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *