Posted on

Graj w małże…

Z jednej strony mamy dzieci i młodzież coraz bardziej niezdarną. Łamiącą ręce i nogi gdzie sie tylko da, niepotrafiącą się przewracać.

Z drugiej strony coraz więcej bzdurnych przepisów, których szczytem jest zakaz przynoszenia twardych piłek do szkoły – na razie w Kanadzie [tutaj].

A my (rocznik 1965) całe dzieciństwo przeżyliśmy w grze w małże – w sezonie każda przerwa, często zostawaliśmy po lekcjach.

Gra ostra, choć z zasadami. Rwały się rękawy, czasem nawet lała się krew. Oni (nauczyciele) musieli to widzieć i mądrze tolerowali. Dzisiaj? Też są mądrzy, ale o tym za chwilę.

Boisko:

Boisko o wymiarach w miarę dowolnych – na przykład 6 x 8. Dwie drużyny na polach BB, musiały wybiec wąskim korytarzem unikając wypchnięcia lub wciągnięcia (ucho – CC było enklawą, chroniło od osób na polu BB – za krótkie ręce). Następnie drugim korytarzem wbiegało się na pole przeciwnika. Wygrywała ta druzyna, której zawodnik jakąkolwiek częścią ciała dotknął małży (AA). Oczywiście od strony otwartego pola.

To był szał!

Znalazłem opis tej gry u nauczycielki, która lansują ją i dzisiaj:

drozdek12 30.07.10, 10:43 zarchiwizowany

ktoś tu wcześniej pytał o grę, którą nazwał mesa. Chyba wiem o którą chodzi.
Znam ją pod nazwa „Małża”. Grałam w nią godzinami na moim podwórku,na śniegu, na
plaży, wszędzie tam, gdzie spotykały się dzieciaki w różnym wieku: od wczesnej
podstawówki do liceum. Ubieraliśmy się wtedy w ciuchy, których nie było żal
rozciągnąć czy naderwać (czasem leciały guziki), ale zabawa była przednia.
Teraz jestem nauczycielką gimnazjum z nastoletnim stażem smile i uczę moich uczniów
tej zabawy. Niektóre roczniki załapują ją bardzo szybko i chętnie się w nią
bawią. Grupa zaawansowana potrafi w nią grać niemal wszędzie, nawet na trawie
jak prawie linii nie widać.
Trudność polega na tym, że trzeba umieć narysować trochę skomplikowane pola. Są
to 2 boiska wielkości nieco mniejszej niż pole do siatkówki. Każde z pól
otoczone jest korytarzem tak by wyjście w ten korytarz było z własnego pola,
biegło przy dwóch prostopadłych liniach pola przeciwnika i na końcu miało jedno
wyjście. Każdy z dwóch korytarzy jest wyposażony w dwa koła („uszy”): jedno przy
wyjściu z własnego pola, drugie na narożniku. Narożniki wewnętrzne boiska mają
są zaznaczone- to miejsce, którego musi dotknąć (ręką, nogą czy inną częścią
ciała)przeciwnik zdobywając pole i musi krzyknąć „Małża!” (i zdobywa punkt), a
którego zaciekle broni drużyna, na której to miejsce się znajduje.
Zabawa rozpoczyna się tym, że obie drużyny stają na swoich boiskach i ktoś
rzuca hasło „start”. Należy rozegrać strategicznie zabawę tak, by wyjść ze
swojego pola jednym korytarzem, nie dać się wypchnąć czy wciągnąć na linię przez
pilnującego korytarzy i swojego pola przeciwnika. Po szczęśliwym wyjściu ze
swojego terenu należy wejść w korytarz prowadzący na pole przeciwnika, przejść
nim po to by zdobyć małżę (punkt). To „przejście” nie jest łatwe bo przeciwnik
jest z drogiej strony linii i nie pozwala na to.
Uszy (koła) są po to by można było w nich stanąć (tam nie dosięgnie przeciwnik)
i wyczekać na odpowiedni moment do przebiegnięcia korytarza.
Wspomniałam, że to gra strategiczna…drużyna musi ze sobą współpracować,
pomagać sobie. Aby umożliwić współgraczom wyjście z własnego pola, pozostali
„wywołują na pojedynek” przeciwnika lub na zbiorowe przeciąganie ich przez
linię. Kto stanie na linię, czy przekroczy ją, odpada do momentu zdobycia
punktu. Później znów drużyny stają na swoich polach i zabawa rozpoczyna się na
nowo, do następnego, liczonego punktu.
Czasem dochodzi do tzw „zmasowanego ataku” czyli wtargnięcie kilku osób na pole
by zdobyć punkt. Wtedy zabawa przypomina rugby gdy kłębi się masa zawodników smile.
Jest też dopuszczalne „kamikadze”, czyli wpadania w biegu na przeciwnika po to,
by wybić go z równowagi i zmusić do przekroczenia linii. Wtedy najczęściej się
go wyklucza, ale i samemu się odpada bo zwykle obydwaj zawodnicy przekraczają linię.
Ten opis może wydać się zagmatwany, ale z pewnością ci, którzy w nią grali,
przypomną sobie o co w nią chodziło. Można też odnieść wrażenie, że to brutalna
gra…pozornie. Jak wspomniałam, grałam w nią gdy w drużynie były i małe i duże
dzieciaki, chłopcy i dziewczyny… ta gra uczy sprytu, kombinowania, współpracy
w zespole, ale i umiejętnego unikania ostrych starć z przeciwnikiem. Ustala się
zasadę: gra z z wyczuciem i bez mocnych pchnięć by uniknąć przewrócenia itp.

źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/w,576,85578753,,Pamietacie_stare_zabwy_.html?v=2

Napisz w komentarzu, jeśli grałeś w tę grę lub ją znasz!

12 thoughts on “Graj w małże…

  1. Umorusani, rozczochrani, upoceni, rozgrzani do czerwoności, ze śladami krwi i błota, z garderobą potarganą i rozchełstaną ale przeszczęśliwi tak wracaliśmy na lekcje po pasjonującej rundzie Małża, niejednokrotnie sporo spóźnieni na początku lat 70tych w SP nr 1 w Gubinie! Pozdrawiam serdecznie wszystkich małżowiczów! ;))

  2. Gralismy z chlopakami na wsi ze 6 lat temu tylko my jescze mielismy przy wyjsciu te zakole, pamietam 12vs12 sie przepychalo na ulicy💪💪

  3. Na poprawę humoru;)

  4. Witam.Waldek 1972.W małże graliśmy przy starej szkole w Krasnobrodzie(teraz lubelskie) był tam super plac „klepisko” w nowej szkole nie było odpowiedniego miejsca.Zdażało sie że graliśmy nawet w deszczowe jesienne dni i wtedy był największy ubaw.Pozdrawiam wszystkich MAŁŻOWICZÓW.(może założymy ligę?)

    1. …ligę i komitet na rzecz wprowadzenie małży do konkurencji olimpijskich

  5. Jestem z rocznika 72. Urodziłem się nad morzem w Darłowie i tam całe dzieciństwo grałem w małżę. Jako nastolatek przeprowadziłem się do Warszawy i  rozpropagowałem grę na osiedlu i w szkole do której uczęszczałem. Może ktoś nie wierzyć ale ona wyparła z przerw wszystkie inne formy zabaw nie wyłączając piłki nożnej. Gdy moje pokolenie podrosło niestety słuch o niej zaginął. 

    1. Oczywiście, ze wierzę, że małża wyparła pilkę nożną.
      Może stadion narodowy wymaga pewnej przeróbki? 🙂

  6. 1. Pisząc „Wygrywała ta druzyna (…) (CC)” miałeś chyba raczej myśli „(AA)”. „C” to przecież bezpieczna zatoka.

    2. U nas na wsi w Gaci w dolnośląskim w latach 80 tą grę nazywaliśmy „małzer”. I tak należało krzyknąć dotykając pola „A” u przeciwnika. Może to zniekształcona „małża”, ale ja całe życie myślałem że to od niemieckiego „die Mäuse”. Może dlatego że to jakby bieganie po mysich korytarzach żeby dostać się do dziury? Tylko dlaczego nie swojej? Mniejsza. Gra była fpyte :D.

    Serdecznie dziękuję za ten wpis! Teraz już mogę udowodnić kolegom z pracy, że taka gra naprawdę istnieje.

  7. Wtam , jestem rocznik 1976 . Zawsze kiedy opowiadam mlodszym znajomym opwiadam o grze w malże . Gra w malze i kapsle to były dwie najbardziej poluplarne gry za 'moich czasow '  🙂 . Jedna precyzyjna , druga ogolnorozwojowa 🙂 Chodz nasze boisko do gry w malze bylo ciut inne ( dwa malze przy wylocie z głównego pola ) to zasady takie same . Wspaniałe czasy …………..

  8. Pamiętam oberwane, a raczej wyrwane z kawałkiem materiału guziki od fartuszka szkolnego.Zdarte kolana i łokcie. Złość mojej mamy, że bawię się na przerwach jak dzikuska. A ja o niczym innym w szkole nie myślałam tylko o przerwie i grze w małże. Pozdrawiam. Beata rocznik 1963 🙂

  9.  
    Witam!
    Dzisiaj właśnie będąc na spacerze z synami (3 i 9 lat) starszy mnie zapytał, w co graliśmy jak byłem mały. Pierwsze, co mi przyszło do głowy to właśnie gra w małże. Pamiętam, że jak byłem mały dzieckiem, które siedziało na podwórku to starsza pani w wieku około 70 lat wyszła z domu i pokazała jak się bawili przed wojną. I tak gra zrobiła furorę zapadając przynajmniej w mojej pamięci na długie lata 😉
    Pozdrawiam

  10. ależ mnie ksiądz  mile zaskoczył 🙂 Nie myślałam, że ten mój wpis na forum, który zamieściłam ponad roku temu, ktokolwiek zauważy. Tak, grałam w tę grę niemal całe moje dzieciństwo. Będę tu od czasu do czasu zaglądać bo też jestem ciekawa czy ktokolwiek jeszcze ją zna (poza moim rodzeństwem i  "osobistymi" uczniami )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *