Posted on

Hamartia

XI Niedziela Zwykła, C; 2Sm 12,1.7-10.13; Ps 32,1-2.5.7.11; Ga 2,16.19-21; 1 J 4,10b; Łk 7,36-8,3; Winnica, 13 czerwca 2010 roku.

Człowiek ma taką naturę, że dąży do szczęścia. Pragnie szczęścia i stara się je osiągnąć. To pragnienie jest zgodne z wolą Bożą. O zbawieniu mówimy: "szczęście wieczne w niebie".

Czy człowiek zawsze osiąga szczęście? Niestety nie. Przekonuje nas widok wielu ludzi, którzy przekonani są o swoim braku szczęścia. Przekonuje nas także Biblia i nauka Kościoła, która przypominając nam o niebie przypomina nam o piekle, które jest odwrotnością szczęścia.

W pewnym mieście żyła kobieta, która pragnęła szczęścia. Mówi o niej dzisiejsza Ewangelia. Niewiele o niej wiemy. Wiemy tylko, że została w tym mieście prostytutką. Może lubiła seks? Może cenne dla niej były męskie oczy patrzące na nią z pożądaniem? Może lubiła pieniądze? Może ich nie lubiła, ale zwyczajnie były jej potrzebne, by nie umrzeć z głodu? Może była do tej profesji zmuszona? Nie wiemy.

Wiemy tylko, że przyszła do Jezusa. Zatrzymajmy się nad tym wersetem: "A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że [Jezus] jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku". (Łk 7,37)

Życie grzeszne to określenie zbyt ogólne, by wskazać na profesję kobiety, ale kontekst sytuacji a także rozpuszczone włosy, na które w tamtych czasach nie pozwoliłaby sobie żadna szanująca się kobieta wskazują na to.

Ta grzeszność została określona w greckim oryginale słowem "hamartolos". Pochodzi on od rzeczownika "hamartia", który oznacza grzech. To jest słownikowe znaczenie, ale głębsze znaczenie słowa "hamartia" to "minięcie się z celem".

I jest to bardzo ciekawe – grzech to minięcie się z celem. Mamy cel – tym celem jest szczęście, ale oto mijamy się z celem, mijamy się ze szczęściem.

Wielu ludzi wyobraża sobie grzech jako coś milutkiego i niestety przez Boga zakazanego. Nawet jak nie grzeszą to za tym grzechem tęsknią jak za skarbem.

Tymczasem grzech to nieszczęście, to błąd, to minięcie się z celem, zbłądzenie, zejście na manowce, czasem wpadnięcie w przepaść – śmierć.

Pierwsze czytanie jest puentą ciekawej historii, która wydarzyła się królowi Dawidowi i jest doskonałą ilustracją tego co powiedzieliśmy.

Dawid podejrzał z królewskiego tarasu kąpiącą się kobietę – Batszebę. Dawid pragnął szczęścia. W tym momencie to szczęście nazywało się "mieć to piękne ciało w swoim królewskim łóżku". Bóg mówi "nie cudzołóż", czyli nie bierz żony bliźniego swego, bo to będzie "hamartia" – zbłądzisz, miniesz się z celem, nie osiągniesz w ten sposób szczęścia którego pragniesz.

Dawid nie posłuchał Boga i zlekceważył Jego przykazania. Popieścił piękne ciało na tyle skutecznie, że Batszeba poczęła dziecko.

I już nie trzeba udowadniać, że to "hamartia", że to co miało być szczęściem jest dramatem. Dawid do cudzołóstwa chce dodać kłamstwo i oszustwo. Wzywa z frontu walki męża Batszeby, by wrobić go w dziecko. Plan się nie udaje. Zdesperowany Dawid pisze więc do dowódcy list: "Załatw, by Uriasz poległ". Joab, dowódca wojska załatwia sprawę. Jest to jednak nic innego jak morderstwo cudzymi rękami. Cudzołóstwo, oszustwo, zabójstwo. A miało być tak pięknie. Na koniec urodzone dziecko umiera. Miało być szczęście a jest dramat.

  

       Czytaj także: Kazanie - Przestań chodzić do kościoła...

 

Grzech to "hamartia", grzech to minięcie się z celem. W grzechu nie ma nic pięknego.

Gdy Bóg mówi: "nie grzesz" to podpowiada drogę do prawdziwego szczęścia, strzeże nas przed manowcami, przepaścią i zatracaniem. Nie schodź ze szlaku, choćby ci sie wydawało, że znasz lepszą drogę, ale idź wyznaczoną drogą. Nie bądź mądrzejszy od Pana Boga.

Gdy kobieta podeszła do Jezusa zmieniło się jej serce, zrozumiała swój błąd, zobaczyła, że jej życie mija się z prawdziwym szczęściem, którego, jak każdy, szukała.

Usłyszała: "Twoje grzechy są odpuszczone." (Łk 7,48b) Czyli: "Prostuje się twoja droga".

Nie wiemy co się z nią stało. Może siedzi w kasie w Auchan, może stanęła przy taśmie w jakiejś fabryce tekstylnej? Ciężka praca i bez kokosów, ale sumienie czyste i chleb jakoś inaczej smakuje. Może poszła do szkoły, może spotkała mężczyznę, który zapragnął nie tylko jej ciała na chwilę, ale jej całej na zawsze. Wierzę, że znalazła swoje szczęście.

Gdy my podchodzimy do Jezusa także zmienia się nasze serce, rozumiemy swoje błędy, widzimy jak życie nasze mijało się z prawdziwym szczęściem. Gdy my podchodzimy do Jezusa znajdujemy w nim prawdziwe szczęście. Może nie znajdziemy życia łatwego i przyjemnego, ale odkryjemy to, co ma sens i daje szczęście trwałe.

Gdy znajdujemy w życiu Jezusa do nas odnoszą się słowa Apokalipsy: "Ujrzałem niebo nowe i ziemię nową (…). Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już /odtąd/ nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. (…) Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. " (Ap 21,1a.3bc-4.6b)

Prawdziwe i wieczne szczęście w niebie.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *