Posted on

Ja sam!?

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Czwartek, 28 tydzień zwykły, I; (Ha 1, 2-3; 2, 2-4); (Ps 95 (94), 1-2. 6-7ab. 7c-9); (2 Tm 1, 6-8. 13-14); Aklamacja (1 P 1, 25); (Łk 17, 5-10); Winnica 17 października 2019.

Jest coś niezwykle sympatycznego, gdy jakiś maluch uczy się chodzić, albo próbuje jakiejś czynności, której do niedawna jeszcze nie umiał – samodzielnie jeść łyżką czy zawiązywać buty.

Często przy tej edukacji dziecko stanowczo odtrąca oferowaną pomoc i mówi: „Ja sam”.

To piękne, mądre i właściwe, jak dziecko uczy się samodzielności.

Głupie i błędne, gdy tej samodzielności nie ma.

Skrajny przypadek to jak mamusia przychodzi z synkiem do kancelarii i mówi mi, że synek chce się żenić. Nic nie zmyślam, scena z życia wzięta.

Jest tylko jeden obszar, w którym samodzielność szkodzi i jest absolutnie błędnym wyborem.

Ten obszar to nasze zbawienie.

To zadziwiające jak rzecz najważniejsza w wierze jest tak niezrozumiana przez ludzi wierzących a przynajmniej za takich się podających.

Pokutuje mniej więcej takie myślenie, taka koncepcja zbawienia: Masz do dyspozycji życie i trzeba je dobrze wykorzystać. Masz je dobrze przeżyć i uzbierać po drodze możliwie dużo dobrych uczynków.

Gdy umrzesz to sprawdzają ile tego uzbierałeś. Uzbierałeś wystarczająco dużo, to wchodzisz do nieba. Zabrakło ci, to nie wejdziesz.

W koncepcji tej dokonuje się pewnego bilansu, waży się grzechy i dobre uczynki, i co przeważy to wygrywa.

Czy wszystko w tej koncepcji jest błędne?

Nie!

Prawdziwe jest to, że mamy do dyspozycji życie i warto je dobrze wykorzystać. Warto i trzeba pełnić dobre uczynki i oby było ich jak najwięcej.

Pamiętajmy jednak o tym mocno, że dobre uczynki nie są ceną naszego zbawienia.

Tak, na progu nieba dokonuje się ważenie, ale na szalach wagi nie kładziemy naszych grzechów i naszych dobrych uczynków, by zobaczyć w którą stronę się „gibnie”.

Waży się zupełnie inaczej. Na jednej szali stajesz ty sam, w całości, a na drugiej Pan Bóg.

I co? Jak się czujesz? Czego się spodziewasz?

W którą stronę się gibnie? Jak myślisz?

Naiwnością jest myślenie, że przeważysz Boga.

Jest taka scena starotestamentalna, która mocno działa na ludzką wyobraźnię, weszła też do zasobów ogólnoludzkiej kultury.

Myślę o „uczcie Baltazara”.

Oto babiloński król Baltazar organizuje ucztę. Nie tylko po to, by najeść się, ale przede wszystkim po to, by nakarmić swoją pychę.

W czasie uczty każe przynieść sobie naczynia zagrabione w świątyni jerozolimskiej, by pić z nich wino.

I w czasie tej uczty pokazuje się ręka, która na ścianie pałacu wykonała tajemniczy napis.

Nie było wiadomo co jest tam napisane, nikt nie mógł tego odczytać, ale król czuł, że nie jest to dyplom uznania.

Biblia mówi: „Twarz króla zmieniła się, myśli jego napełniły się przerażeniem, jego stawy biodrowe uległy rozluźnieniu, a kolana jego uderzały jedno o drugie.” (Dn 5,6)

Napis odczytał i przetłumaczył prorok Daniel: „Oto nakreślone pismo: mene, mene, tekel ufarsin. Takie zaś jest znaczenie wyrazów: Mene – Bóg obliczył twoje panowanie i ustalił jego kres. Tekel – zważono cię na wadze i okazałeś się zbyt lekki. Peres – twoje królestwo uległo podziałowi; oddano je Medom i Persom.” (Dn 5,25-28)

Słowa te wypełniły się w przypadku Baltazara, ale mają one także, a może przede wszystkim, sens uniwersalny, pasujący do każdego z nas.

Można, opierając się na tej historii, powiedzieć o każdym z nas: „Przyjdzie twój kres. Położą cię na wadze i okażesz się zbyt lekki. Zabiorą i rozszarpią ci wszystko co masz.”

I co wtedy?

I wtedy, i nie tylko wtedy, bo od samego początku, trzeba mieć jasną koncepcję zbawienia.

Zbieraj przez całe życie dobre uczynki, ale przy każdym dobrym uczynku miej świadomość, że zawsze będziesz miał tego za mało.

Można wypaść korzystnie na tle innych ludzi, ale na tle świętości Boga zawsze wyjdziemy blado.

Żyjąc na tym świecie trzeba nam wszelką nadzieję pokładać w Bogu, w Jego łasce i miłosierdziu.

Żyjąc na tym świecie trzeba nam ciągle uznawać w sobie swoją słabość i grzeszność.

Trzeba tępić pychę a budować pokorę.

Pokora to jasna świadomość, że zawsze i wszędzie będziesz za lekki. Taka pokora otwiera cię na najmądrzejszą decyzję, jaką możesz podjąć w życiu – uchwycenia się kogoś o większej wadze.

Wiara, która zbawia, to twoje zjednoczenie z Jezusem.

Cena twojego zbawienie to nie twoje dobre uczynki, ale krew Jezusa.

Gdy żyjesz z Jezusem, gdy jednoczysz się z Jezusem, gdy jest to mocne i trwałe, to po swojej śmierci, wchodzisz na szalę, która cię waży, z Jezusem.

Rozumiesz to? Nie jesteś na tej szali sam, ze swoimi uczynkami, ale jesteś tam z Jezusem. Na jednej szali Bóg a na drugiej… Bóg… i ty.

W sposób klarowny mówi o tym cały List do Rzymian, także w tym urywku, który dzisiaj czytaliśmy w liturgii: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi.” (Rz 3,23-25a)

Zamieńmy to na katechizmowe pytania.

Kto jest grzesznikiem? Grzesznikiem jest każdy człowiek.

Ile kosztuje zbawienie? Zbawienie jest za darmo, nic nas nie kosztuje.

Jak to się dzieje, że jesteśmy zbawieni? „Narzędziem” zbawienia jest Jezus, jego przelana na krzyżu krew.

Jak dostępujemy zbawienia? Przez wiarę.

Proste, ale tak trudne do przyjęcia, że do przyjęcia faktów musimy dorobić ideologię.

Myślę w tym momencie o fakcie jakim jest łotr proszący Jezusa o zbawienie i słyszący obietnicę raju.

I myślę o ideologii, która każe wymyślać uprzednią historię łotra, w której ów łotr co prawda rabuje, ale tylko bogatych, dla ubogich jest dobry, ponadto bezinteresownie grzebie umarłych. A w innej historii ów łotr przekupuje swojego towarzysza za 40 drachm, by ten zostawił w spokoju Świętą Rodzinę uciekającą do Egiptu.

Czyli zawsze coś za coś. Nie mieści się w głowie, by zbawienie mieć za darmo.

A jest za darmo.

To jednak wcale nie takie proste i łatwe, jak myślą niektórzy zgorszeni takim postawieniem sprawy.

W to wszystko bowiem ładuje się ta nasza samodzielność. Ja sam. Ja sam wszystko. Ja nikogo i niczego nie potrzebuję. Ja sam zapracuję na zbawienie.

Nie zapracujesz, a postawa, którą przy takim myśleniu masz to klasyczna pycha.

Kto ma tę pychę w sercu, nigdy nikogo o nic nie poprosi. Nawet w godzinę swej śmierci, nie poprosi Boga o zbawienie.

Nigdy, nikogo, o nic.

Nigdy, nikogo, o nic – to piekło.

Zawsze, Boga, o wszystko – to niebo.

Jezus mówi: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie.” (J 14, 6)

Jedna jest tylko droga do Boga – przez Jezusa. Nie kombinujmy po bokach, nie kombinujmy po swojemu, nie twórzmy swoich koncepcji zbawienia.

Zbawienie to Jezus i Jego łaska.

Tylko wtedy nie okażesz się zbyt lekki.

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

8 thoughts on “Ja sam!?

  1. „Prawdziwe jest to, że mamy do dyspozycji życie i warto je dobrze wykorzystać. Warto i trzeba pełnić dobre uczynki i oby było ich jak najwięcej.”

    „Zbieraj przez całe życie dobre uczynki, ale przy każdym dobrym uczynku miej świadomość, że zawsze będziesz miał tego za mało.”

    No ale co z tymi dobrymi uczynkami? Po co je zbierać? Jaka jest motywacja do ich zbierania? Dlaczego warto dobrze życie wykorzystać skoro nie od tego zależy zbawienie?

    1. Motywacja zewnętrzna? Pan Jezus kazał.
      Wewnętrzna? Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu.

  2. Dlatego właśnie Dobra Nowina jest tak prosta, a jednak głoszenie królestwa Bożego tak trudne… W gąszczu przekazów i natłoku słów – genialne i ewangeliczne w swej prostocie przypomnienie, że tylko w Bogu jest zbawienie. Dziękuję! Biech Księdz Bóg błogoslawi i nieustannie inspiruje! 🙂

  3. Wszystko to prawda. Tak, „zbawienia dostępujemy przez wiarę”, ale wiara nie jest za darmo. Nie przychodzi sama. Trzeba się nieraz natrudzić, by powiedzieć sobie: wierzę, mimo, że to, albo to; wierzę, bo przecież On nie mógł mówić nieprawdy, bo gdyby było inaczej – to by nam powiedział.
    Próbuję wierzyć, ale: Panie przymnóż mi wiary! A te gromadzone uczynki podejmowane są w imię wiary.

  4. Jak zawsze Biblijna prawda. Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę ( w Jezusa Chrystusa). A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynkow, aby sie nikt nie chybił. Ef 2,8-9

  5. Dziękuję 👍

  6. Tak właśnie jest.Super!A o tej dorabianej ideologii do dobrego (?!) łotra ( na szczęście) nie słyszałam

    1. Większość katolików tak myśli, utwierdzana w tym, niestety, przez wiele kościelnych homilii…
      Zbierają dobre uczynki, liczą, ile ich nałapali w przeciągu lat, i gorszą się przypowieścią o robotnikach najętych do pracy w winnicy. Jakie to niesprawiedliwe, że ci najęci pod koniec dnia, którzy najmniej się napracowali, dostali taką samą zapłatę, jak ci najęci z samego rana.
      Tak, jakby zapłata całości tym ostatnim cokolwiek ujmowała tym z początku dnia.
      Zresztą to żadna „zapłata”, Pan winnicy nikomu nie jest nic winien.

      Bo przecież to żadna łaska ze strony np. samochodu, że jeździ. Skoro jest (ma być – zgodnie z projektem) samochodem, to ma jeździć, a nie stać na parkingu albo w garażu i migać światełkiem albo pyrkać z rury.
      Ma jeździć, skoro nazywa się samochodem!
      Jak powiedział Pan Jezus – słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co do nas należało. Tacy mamy być: dobrzy, święci, doskonali. Jak Bóg. Nie da się wejść do nieba, gdy się nie jest doskonałym, dobrym i świętym.
      Cóż komuś po zgromadzonych dobrych uczynkach z przeszłości, skoro potem zboczył z drogi i w chwili śmierci nie jest kimś dobrym i świętym? A jeśli nie jest (chyba większość z ludzi nie jest wtedy od razu gotowa na dojście do nieba), to na szczęście Bóg dał nam taką dojrzewalnię – czyściec. Miejsce, gdzie można ostatecznie dojrzeć do nieba. Zrozumieć wszystkie swoje grzechy, nauczyć się wreszcie kochać do końca, przyznać Bogu rację we wszystkim, prawdziwie żałować za swoje zło, itd.

      Łotr na krzyżu obok Jezusa wszystko zrozumiał w mig, nawrócił się w kilka sekund, to i migiem pewnie znalazł się w raju 🙂 Nie miał nic na obronę, wziął WSZYSTKO od Jezusa, Jego przebaczenie i miłość i dar życia wiecznego, i w podskokach wkroczył do nieba.
      A każdy, który gromadzi sobie swoje (rzekome) zasługi jest jak samochód, który oczekuje pochwał od właściciela, że działa, że jeździ, że nie zgubił jeszcze koła albo innej śrubki – i arogancko żąda przywilejów i pochwał za to. Czyli – na sam koniec jeszcze grzeszy pychą.

      Jak to ktoś gdzieś kiedyś powiedział – jeśli mam puste ręce, to mam gdzie przyjąć dar Boży, lecz jeśli mam je pełne uczynków i „zasług”, to gdzież mi Bóg położy swój dar?
      Puste ręce nie dlatego, że nic dobrego nigdy nie uczyniłam, ale puste, bo w nich tych (ewentualnych) uczynków nie trzymam kurczowo, by się nimi przed Bogiem wykazać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *