Posted on

Jak formować charakter? [Dariusz Zalewski]

W dniach 20-22 kwietnia 2018 odbyły się w Winnicy i Golądkowie spotkania poświęcone wychowaniu. Spotkania prowadził p. Dariusz Zalewski, promotor i propagator idei edukacji klasycznej.

Jeśli zechcesz to obejrzyj krótki film – refleksję (5 minut), będącą zaproszeniem do rozmowy i dyskusji na temat bankructwa współczesnych nurtów pedagogiki i koniecznością powrotu do edukacji klasycznej.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Poniżej prezentujemy nagrania wieczornych konferencji poświęconych samowychowaniu.

1. Postanowienia

2. Wzmacnianie postanowień

3. Walka z pokusami

Advertisements

31 thoughts on “Jak formować charakter? [Dariusz Zalewski]

  1. Tak cieszę się, że rodzice mnie karali – szczególnie mama – a i tak miałem z nią lepsze relacje niż z tatą. Między innymi dzięki temu wiem co jest dobre a co złe. Pana Zalewskiego i jego publikacje bardzo szanuję, otwierają oczy. Natomiast kiedy widzę słowo psychoterapeuta zapala się lampka kontrolna. Luzactwo, egoizm, próżność, bezrozumna namiętność/uczuciowość to wynik lansowania nowych pesuopedagogicznych teorii. I jeszcze jedno, dzieci nie oddałyby życia za rodziców bo to jest obowiązkiem rodziców (szczególnie ojca), jeżeli zajdzie taka potrzeba. Dzieci kombinują co tu robić aby było im dobrze, łatwo i przyjemnie. Jeżeli będziemy ich w tym wspierać zderzenie w dorosłym życiu z rzeczywistością skończy się dla takich osób fatalnie (oraz dla tych, którzy będą mieli z nimi styczność). Także psychoterapeutom już dziękujemy.

  2. Prelegent porusza w istocie ważny temat. Z pewnością ma on głęboką wiedzę na temat edukacji i sposobów wychowania.

    W mojej opinii zabrakło jednak kilku elementów, ważnych z punktu widzenia edukacji klasycznej:

    1. Przede wszystkim wiele z idei przedstawionych w wykładzie nie pochodzi z edukacji klasycznej, ale z teorii psychologicznych i programowania neurolingwistycznego, które (jak zauważa sam prelegent) opierają się na pewnych ideologiach (zazwyczaj są to filozofie materialistyczne).

    2. Stąd wynika drugi problem: pomieszanie dwóch sprzecznych ze sobą porządków filozoficznych prowadzi do nieuporządkowania i pomieszania sposobów i priorytetów w samym wykładzie.

    3. Walka o cnotę jest wyrwana z kontekstu. Celem życia katolika (jak podaje św. Tomasz z Akwinu w Summa contra gentiles) nie jest życie bez żadnej niedoskonałości (bo to niemożliwe na tym świecie), ale poznanie prawdziwego Boga.

    4. Prelegent skupia się tylko na grzechu łakomstwa, a tym czasem są inne grzechy i trzeba je traktować systemowo. To samo z cnotami – trzeba je rozwijać harmonijnie, a nie skupiać się tylko na jednej i za wszelką cenę o nią walczyć.

    5. To wycinkowe potraktowanie tematu sprawia, że w wykładzie zabrakło trzech zasadniczych elementów niezbędnych dla właściwej formacji: oparcia się na łasce; odwołania do miłości jako naczelnego motywu działania; i intencji, jako ważniejszej dla Boga niż faktyczne efekty naszych czynów.

    6. Przede wszystkim intelekt jest usprawniany do poznawania prawdy, a wola do pożądania dobra za sprawą ŁASKI. Czyli w edukacji katolickiej (której celem jest właśnie usprawnianie rozumu do poznawania prawdy i woli do pragnienia dobra) najważniejsze jest przedstawianie i zachęcanie uczniów do zdobywania łaski. Tylko z nią mogą skutecznie poznawać nawet świeckie przedmioty – matematykę, biologię etc. Czyli łaska usprawnia rozum naturalny, a nie tylko władze nadprzyrodzone. (O łasce p. Zalewski wspomina, ale tutaj waśnie jest problem przekazu: nieuporządkowania i pomieszania priorytetów – temat łaski ginie wśród koncepcji psychologicznych).

    7. Bóg widzi intencję człowieka i jeśli jego intencja jest konsekwentnie dobra, to nawet jeśli jego czyny i postanowienia poniosły porażkę, ma on u Boga zasługę. Jeżeli coś czynimy z miłości do Boga, wówczas nawet niedoskonałości mogą nam posłużyć ku dobru.

    8. Z wykładu p. Zalewskiego wynika, że cnoty zdobywamy głównie dzięki własnym staraniom i „trikom” (jak to ujął prelegent, np. „biała linia” etc.). Jest to oparcie się na sobie i własnych siłach naturalnych. Tymczasem, wszelka cnota jest konsekwencją łaski (a nie na odwrót). Warto więc mówić o sposobach na zdobywanie łaski: Maryja jako Pośredniczka WSZYSTKICH ŁASK, w trudnych chwilach – różaniec, akty strzeliste i przede wszystkim uporządkowane i gorliwe życie sakramentalne (p. Zalewski wspomina o spowiedzi – tu się z nim zgadzam.). W przypadku szkół, najlepsze efekty daje, gdy nauczyciel jest kompetentny w swojej dziedzinie, a w kwestiach duchowych ucznia współpracuje z osobą duchowną.

    9. Reasumując – dbanie o cnoty musi być środkiem a nie celem i trzeba je podejmować z miłości do Boga, bo inaczej nie ma ono dla Boga znaczenia. Przykładem może służyć wiele osób, które mogą się pochwalić wielką wstrzemięźliwością w jedzeniu, ale nie ma to dla Boga znaczenia, bowiem ich intencja nie jest szlachetna, ale egoistyczna (np. ładna sylwetka).

    10. Oczywiście, tylko Bóg zna intencję serca człowieka, więc nikogo nie można w tej kwestii oceniać. Wskazuję tylko, że walka o cnotę (w tym przypadku umiarkowania) nie jest celem absolutnym katolika.

    1. Dziękuję za te uwagi. Spróbuję się do nich odnieść (przepraszam, że trochę chaotycznie)

      Na początku chciałbym nadmienić, że wykłady w godzinach wieczornych dotyczyły zagadnień związanych z formowaniem charakteru w kontekście pracy samodzielnej każdego z nas. Natomiast w szkole (kilka godzin w sobotę) opowiadałem o wychowaniu u dzieci w oparciu o trzy wybrane cnoty. Tam też dokładnie omówiłem wiele zagadnień o których na wykładach kościelnych tylko wspomniałem, np. problematykę formowania cnót.

      Ad. 1,2. Przygotowując wystąpienie otwarte chciałem, żeby było interesujące dla jak największej liczby słuchaczy, stąd jego forma oparta o zestawienie najciekawszych sposobów walki z pokusami, wzmacniania postanowienia itp. Gdybym zaczął omawiać szczegółowo teorię cnót w jej różnych kontekstach, myślę, że nie byłoby to interesujące dla dużej części słuchaczy. Skutkiem takiego podejścia była pewna skrótowość wystąpienia, która może prowadzić do niepełnego zrozumienia moich prawdziwych intencji.

      Z doświadczenia wiem, że o samej cnocie i związanych z nią uwarunkowaniach mógłbym mówić 2-3 godziny, żeby przedstawić tylko najważniejsze zagadnienia. Nie mogłem sobie na to pozwolić.

      Inna sprawa. To, że jakaś technika formowania charakteru ma naturalne korzenie, nie znaczy, że należy ją od razu odrzucać. Zazwyczaj przedstawiane przeze mnie sposoby pracy nad charakterem są znane od wieków i wpisują się w nurt katolickiej etyki wychowawczej, a to, że dzisiaj korzystają z nich, bądź w badaniach potwierdzają je współczesne psychologie nie oznacza, że są złe same w sobie. Nie można tu przesadzać, bo w końcu nie zostanie nam żadna metoda do dyspozycji.

      Ad. 5, 6. 8. O kontekście łaski i „wymiarze nadprzyrodzonym cnoty” mówiłem na zamkniętym spotkaniu. Tutaj również kwestie łaski i kształcenia religijnego poruszam przy różnych okazjach, być może nie za bardzo je akcentuje, ale wynika to głównie z tego, że z wykształcenia jestem pedagogiem, a nie teologiem. Koncentruję się na metodach naturalnych, a nie nadprzyrodzonych. (Trochę też miały na to wpływ kwestie czasowe.) Choć absolutnie tych drugich nie deprecjonuję i generalnie podzielam Pani stanowisko w tej kwestii.

      Niemniej, nie można zapominać o tym, co akcentował o. Jacek Woroniecki, który napisał, że nie należy bagatelizować ani naturalnego, ani nadprzyrodzonego „wymiaru” cnoty.

      Słowa „trik” użyłem z uwagi na to, że chciałem podkreślić praktyczny charakter wystąpienia. Często słyszę od czytelników, że wolą krótkie i konkretne wskazówki, dlatego tu chciałem w ten sposób zainteresować słuchaczy.

      Ad. 3. Zgoda, że celem jest poznanie Pana Boga, ale tu mówię o formowaniu cnót. Gdybym chciał uwzględnić wszystkie konteksty, o których wypadałoby powiedzieć przy tej okazji, nie zająłbym się tematem głównym. Zresztą, ciągle powtarzam, że tak naprawdę głównym celem wychowania, formowania młodych charakterów, jest życie wieczne. Wydaje mi się, że i w Winnicy o tym mówiłem, ale nie mam czasu przesłuchiwać tych wystąpień, żeby to potwierdzić.

      4. Skupiłem się na wadzie łakomstwa, żeby na jej przykładzie pokazać przykładowo jak walczyć z pokusami. Moim celem nie było wyczerpujące omawianie wszystkich wad, poza tym nie było na to czasu.

      Jednocześnie nie można zapominać, że cnoty się wzajemnie pociągają. Nie można być sprawiedliwym bez roztropności itd. Dlatego czasami wystarczy uformować 3-4 główne cnoty, że jednocześnie wzmocnić kilkanaście pozostałych.

      9, 10. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby nie posiadając cnót, np. miłości, wiary, nadziei zbawić się. Nawet przytoczone tu „pospolite” umiarkowanie pomaga nam w pewnym wymiarze zbliżyć się do Pana Boga. Rozumiem zatem intencje, że najważniejszy jest cel a nie środek, ale myślę, że w praktyce trudno to rozdzielić.

      W pkt. 9 przytacza Pani przykład cnoty naturalnej umiarkowania. Sam często przywołuję ten przykład, żeby podkreślić, że powinniśmy otwierać się na nadprzyrodzony charakter cnoty.

      Generalnie trudno mi się zgodzić z zarzutem naturalizmu. Myślę, że ta dyskusja jest sporem o rozłożenie akcentów.

  3. Jestem mamą trzech chłopców-2 jest w wieku wczesnoszkolnym i 1 przedszkolnym. Moim zdaniem dzieciom przede wszystkim potrzebna jest miłość, zasady i konsekwencja. Jestem nauczycielką, ale też człowiekiem i codziennie zmagam się z własnymi ograniczeniami, pokusami. Wychowanie dzieci to najtrudniejsze zadanie, życzę wszystkim wykorzystywania mądrych metod, bo dziecko to też człowiek, szanujmy siebie i jego, ale stawiajmy granice.
    Pozdrawiam:-)

    1. „miłość, zasady i konsekwencja”
      Myślę, że to doskonałe streszczenie edukacji klasycznej.

  4. Od 1980 roku pracowałam w szkole (technikum) i miałam do czynienia z co najmniej kilkoma metodami wychowania i nauczania. Władza się zmieniała i zmieniała się metodyka. Oczywiście przede wszystkim zmieniało się nazewnictwo (im bardziej wymyślne określenia, tym głupsze uzasadnienia nowości i bardziej oderwane od życia). Przykład? – chociażby nazwanie ucznia klientem, tzw. kodeks ucznia to zbiór praw ucznia – gdzieś się zgubiły jego obowiązki . Twórcy tych bubli pewnie na tym zarabiali a szkoła coraz bardziej odchodziła od swoich zadań. Raz zadaniem szkoły było nauczanie i wychowanie , później gdzieś się „zgubiło” wychowanie, no i znów wróciło. Oczywiście cały czas rosła biurokracja. Nauczyciel musiał mieć wszystko „na piśmie”. Tworzenie tej makulatury zajmowało około 8 godzin tygodniowo. To wszystko nauczyło mnie jednego – żadna metoda w czystej formie się nie sprawdza . Młodego człowieka nie można zaszufladkować bo każdy jest inny i inaczej reaguje. Rolą nauczyciela jest znaleźć taką metodę (zazwyczaj jest to kilka metod), która umożliwi mu dotarcie ze swoim przekazem do wszystkich uczniów razem i każdego oddzielnie. Szkoła to nie wojsko nie można rozkazywać. Uczeń to człowiek i trzeba go szanować. Prawie nie ma problemów wychowawczych i dydaktycznych nauczyciel, który potrafi w sposób UCZCIWY zbudować swój autorytet. To co przedstawia Pan Dariusz Zalewski jest dla mnie niestrawne. Jak może nauczać o konsekwencji ktoś, kto sam nie jest konsekwentny – raz mówi wykonywaniu przez dziecko poleceń innym razem o wykonywaniu rozkazów – coś tu nie gra. Na rozkazy jestem uczulona, a autorytet budowany w oparciu o władzę jakakolwiek by ona nie była to nie jest autorytet prawdziwy.

  5. Teoria wzniosła ale i utopia Brakuje mi tu bazy warsztatowej no i jakiś świadectw osób wychowywanych w nurcie wychowania klasycznego. Zastanawiam się czy Pan Dariusz ma swoje dzieci i jak one po latach oceniają ten model wychowania. Czy mają szczęśliwe życie czy moze borykają się z problemami np nie zrozumia itp
    A teraz moje świadectwo ,osoby wychowywanej przez starszych rodziców ( roczniki przedwojenne ) w modelu wychowania klasycznego. Jako dziecko czułam się inna niż rówieśnicy, którzy umieli się rozpychać rękoma i nogami, potem przyszedł czas dorastania i coraz bardziej zaczęłam się zamykać w sobie zła na rodziców że nie nauczyli mnie jak być luzakiem. Początek dorosłości pamiętam jako skupienie wszystkich sił aby się usamodzielnić i wyjść z ucisku rodzicielskiego zakończone nieszczęśliwym małżeństwem. W zasadzie do tej pory (choc za chwilę będę mieć 50 lat ) ,nie mam poprawnych relacji z mamą ( tata nie żyje).

    1. Pan Dariusz ma dwoje dzieci.

      Nie wiem czy to co nazywa Pani wychowaniem klasycznym rzeczywiście takim było. Nie wszystko co dawne można nazwać klasycznym i nie wszystko co dawne było dobre.

      1. Tak to było klasyczne wychowanie, nijak się ono ma do życia obecnego, przy takim rozwoju techniki, itp. Tak jak mówię brakuje mi tu świadectw ludzi dorosłych wychowanych w ten sposób. Poza tym aby takie wychowanie przywrócić to trzeba by było najpierw zmienić wszystkich obecnych i przyszłych rodziców a to nie jest realne. W innym przypadku dzieci wychowane ta metodą będą odrzucone przez rówieśników i nieszczęśliwe.

        1. Przepraszam, ale nie rozumiem co ma rozwój techniki do wychowania klasycznego.

          Wychowanie klasyczne jest pewną ideą. Nasze wspomnienia to wspomnienia jakiegoś konkretnego wychowania. Nie ma czegoś idealnego. Coś mogło być w dużej części, małej lub znikomej części zgodne z ideą.

          Wychowanie klasyczne (każde inne też) zasadza się na tym KIM jest i JAKI jest człowiek, który wychowuje. Wychowanie to nie metody i triki. Za łatwo by było.

          1. Osobiście przekonuje mnie wychowanie w szacunku do siebie i innych samodyscyplinie oraz wolności . Tak aby dziecko a potem dorosły umiał powiedzieć ( nazwać ) o swoich potrzebach i umiało się bronić,aby potrafiło samo myśleć przy zachowaniu ogólnie akceptowanych społecznie zasadach. Rodzice zawsze popełniali błędy wychowawcze i będą popełniać . A źle zrozumiane wychowanie klasyczne ( jak kiedyś teoria wychowania bezstresowego- róbcie co chcecie )może przechylić się w drugą stronę ,w stronę terroru i przymusu a nawet z użyciem siły. Nie ma metody idealnej. Nasze dzieci są takie jak my sami i każdy rodzic rozpoznaje intuicyjnie potrzeby dziecka, więc bazowalabym na pięknej miłości rodzicielskiej bez dodatkowych pouczeń o metodach najlepszych wg nas ale nie do zrealizowania przez daną rodzinę. Najpiękniejsze jest to że każda rodzina jest inna,jedyna w swoim rodzaju więc po co wydeptywać w nią z butami i narzucać im sposób wychowania. Bardziej trzeba pokazać im ich niepowtarzalność, pokazać im że Bóg kocha ich rodzinę,ich jako rodziców,ich dzieci. Jak wiele jest osób które myślą że są gorsze, że Bóg ich nie kocha ,że zsyła na nich kary itp.

            1. A teraz o moich dzieciach. Najgorzej wyszło mi wychowanie starszego syna ( obecnie 21 lat ) gdzie dziadkowie mieli duży wpływ na wychowanie, nigdy nauczyciele nie skarżyli się na jego zachowanie, teraz natomiast on skarży się że jest inny od rówieśników. Drugi obecnie 11 latek , oddany służbie ministrant , wbrew uśmieszkiem kolegów potrafi wyjąć na przerwie różaniec, nie ma usilnej potrzeby podążania za modą rówieśników ( ale to jego decyzja) , był wychowany w wolności, mógł zdecydować o swoich upodobaniach np którędy pójdziemy na plac zabaw, w co się ubierze, jeśli rysował fioletową małpkę na drzewie to znaczy że tak ja widział jako 3 latek,itp. Teraz wie czego chce. O ministranturze też sam zdecydował zaraz po pierwszej spowiedzi.Axha i nigdy po kościele nie biegał poprostu znał zasade że w kościele się nie biega tylko rozmawia z Panem Bogiem. Na koniec przyznam się że czasami chciałabym aby był choć troszkę rozrabiaką a tu nic 😉

  6. Klapsy ?:)Jestem mamą córki-33 lata i syna 26lat:)Jeśli nie pomagały rozliczne rozmowy i argumenty,podkreślam r-o-z-l-ic-z-n-e-to dupa nie szklanka:)Niech mnie ksiądz rozgrzeszy.W Testamencie nie takie kary były….nie były dobre, różnie z tym było.Jeśli syn stacza się i widzimy w nim przyszłego menela , to ja pomodliłam się do św. Charbela i O. Pio -potrząśnijcie nim/wersja łagodna dla wrażliwych, ale słowa były bardziej dosadne/, potrząsnęli….po jakimś czasie zwierzyłam się synowi, że tak powiedziałam….Syn odpowiedział -„Dobrze , mamo, zrobiłaś”.
    Był moment , że przyjechał do nas z dziewczyną/mieszkamy od siebie 130 km/.Nie pozwolilismy na wspólny nocleg pod naszym dachem, dziewczyna brała prysznic i w tym czasie była ostra wymiana zdań między nami a synem. Liczył , że będą spali w jednym łóżku, nie byli małżeństwem.Z naszej strony odmowa:) Powiedział , że nigdy do nas juz nie przyjedzie . Powiedzielismy-TO NIE PRZYJEŻDZAJ.
    Przyjechał wielokrotnie i powiedział , ze razem z dziewczyna szanują nas i rozumieją nasze decyzje i nic do nich nie mają………Trzeba być twardym i myśleć o zbawieniu naszych dzieci, nie poniżać , ale być solą.Sól jest niewidzialna,nadaje jednak smak.
    Należy patrzec na ich zbawienie , na to czy będą dobrymi ludżmi , czy się wczują w kogoś innego….

  7. Ten pan propaguje relację z dzieckiem opartą na strachu i przemocy. Wystarczy poczytać w sieci. WYMUSZANIE (tak- wymuszenie) posłuszeństwa, szacunku i wdzięczności to jego tematy. Kary, stopniowanie kar, groźby i zakazy. Dziecko rodzi się z gruntu złe, absolutnie nie należy wchodzić w nim w głębsze relacje, bo od razu czegoś będzie chciało i wlezie na łeb. Od samego początku trzeba dziecko tresować, żeby wyrosło na „szlachetnego”. W jednym z jego artykułów widzę, że pan bardzo ubolewa nad tym, że w PL zakazane są kary cielesne (!!!!). Pan nie odnosi się do żadnych naukowych badań, ignoruje i wyśmiewa informacje dotyczące chociażby rozwoju mózgu człowieka (a to podstawy), każda nauka sprzeczna z „wychowaniem klasycznym” jest „zideologizowana”. Współczuję, bardzo współczuję wszystkim rodzicom, którzy na podstawie jego teorii będą próbowali budować relacje z dziećmi. Życie takich rodzin musi być koszmarem i orką na ugorze. Zresztą… książki tego pana nie mają dobrych recenzji, czytelnicy piszą, że do końca nie jest wiadomo jak owej „szlachetności” uczyć i że zagmatwane to wszystko co on pisze. Wiem jedno – rodzicielstwo oparte na przemocy, strachu, karach i nagrodach nie zaprowadzi dziecka na szczyt, a najprędzej na kozetkę do mnie – psychoterapeutki. Wytresowani dorośli, nie mający swojego zdania, nie znający swoich granic, bojący się ocen, bez grama wewnętrznej motywacji, z depresjami, z zerowym poczuciem własnej wartości to mój chleb powszedni. No cóż, ja i moi koledzy także mamy kredyty i także musimy z czegoś żyć, więc p.Z zapewnia nam klientów. I to nie są banialuki i moje widzimisie- to są naukowe, twarde badania. Rodzicom zagubionym bardzo polecam lekturę chociażby „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”, książki Jaspera Juula „Nie z miłosci” czy polskiej Agnieszki Stein „Dziecko z bliska”. Polecam także „Pozytywną dyscyplinę”. Blogi „mataja”, „dylematki”. Czytajcie, a sami Wy rodzice, będziecie się ze sobą lepiej się czuli, zrozumiecie jak ważne jest byście sami o siebie dbali. Będziecie wiedzieli jak mówić by dziecko wreszcie posprzątało ten bałagan w pokoju. Będziecie wiedzieli co robić, żeby nie oszaleć, kiedy jest trudno i ręce opadają i chce się uciekać z domu. Zrozumiecie jak bardzo jesteście dla tych małych istot ważni, najważniejsi na świecie. Oni są dla was gotowi życie oddać, wpatrzeni są w was jak w święte obrazy. I te książki otworzą Wam oczy na rodzicielstwo. Obiecuję. Na pytanie „Czy uważasz, że współczesne kierunki pedagogiczne zbankrutowały? Czy nie czas, wrócić do klasycznych metod wychowania?” odpowiadam z całą mocą NIE. Niech nigdy nie wrócą czasy lania dzieci. Klasyczne metody wychowania to tresura i przemoc. O ile człowiek dorosły sam chce się „wychowywać” to luz, kompletnie mnie to nie interesuje (swoją drogą na to też są o wiele lepsze metody, takze bardzo bliskie nam, katolikom). Ale nie mogę przejść obojętnie obok przemocy wobec dzieci. Rodzice- życie jest zbyt krótkie, dzieci z nami są zbyt krótko, żeby im taki koszmar gotować. Cieszmy się czasem z dziećmi, poznajmy czym jest świadome rodzicielstwo. Obiecuję- dzieci będą szczęśliwe, szlachetne, dobre, współczujące a jak będzie trzeba – waleczne. Podziękują Wam w dorosłości. Swoją drogą…Wy, Szanowni Czytelnicy, dobrze wspominacie kary? Lanie pasem? Stanie w kącie? Fajnie było? Uformowało Was to na szlachetnych? Upokarzanie człowieka (przypominam, że dziecko to też człowiek), łamanie go, to nauka „szlachetności”? Niestety, prawda jest taka że owo „klasyczne wychowanie” towarzyszyło nam, naszym rodzicom i dziadkom. Na szczęście jest o wiele lepiej, jest coraz więcej świadomych rodziców, którzy traktują dzieci serio, a nie jak szczury które trzeba wytresować żeby były „grzeczne”. Jestem przekonana, że zaproszenie pana Z.do parafii to pomyłka, błąd przy pracy. Jestem przekonana, że Ksiądz Proboszcz chciał bardzo dobrze, jak zawsze. Liczę, że to po prostu ksiadz nie wie, co ten pan propaguje. Swoją drogą, spotkanie z Wardakami rok temu było świetne i moja cała rodzina dużo do dziś z tego spotkania czerpie. Ale spotkanie z tym panem to jakaś olbrzymia pomyłka i nieporozumienie.
    Nie wchodzę w polemikę- szkoda mi czasu (sama mam dzieci i uwielbiam czas z nimi). Jestem w 100% przekonana, że idę dobrą drogą i nikt mnie nie przekona, że kary, groźby, a nawet nagrody są dobre. Juz zbieram owoce dobrej, głębokiej relacji z dziećmi. Polecam ww. książki i inne z tego nurtu.

    I na koniec… Relacja z Bogiem Ojcem jest ponoć odzwierciedleniem naszych relacji z rodzicami. Mi nadal trudno uwierzyć w ogromną, bezinteresowną miłość Boga do mnie za sam fakt że jestem, w jego ogromne miłosierdzie, Tak, tak, w moim domu także było „wychowanie klasyczne”. Czuję, że ciągle powinnam zasługiwać i zamiast cieszyć się relacją z Bogiem to kombinuję jakby go jeszcze „udobruchac” i boję się jego złości, kiedy zdarza mi się potknąć. W tym kontekście „wychowanie klasyczne” jest dla mnie wręcz zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Wcale mnie nie dziwi, że ludzie opuszczają kościół, skoro na jego czele stoi ktoś na wzór ojca-despoty, który domowe życie oparł na karach i groźbach. Pozdrawiam

    1. Chyba mówimy o kimś innym?

      Rzucasz bardzo ciężkie oskarżenia. Skoro wystarczy poczytać w sieci, to proszę wskazać jakieś miejsca, które udowadniają postawione tezy.

      Choćby „relację z dzieckiem opartą na strachu i przemocy”, „klasyczne metody wychowania to tresura i przemoc”, „szczury które trzeba wytresować”.

      Dariusz Zalewski prowadzi blog http://www.edukacja-klasyczna.pl/ wskaż miejsca, z którymi się nie zgadzasz i powiedz dlaczego.

      Na pewno jego tezy będą budziły kontrowersje i polemiki, ale powiem „ewangelicznie”: „Dlaczego go bijesz?”

      1. Dariusz Zalewski prowadzi blog http://www.edukacja-klasyczna.pl/wskaż miejsca, z którymi się nie zgadzasz i powiedz, dlaczego.
        Proszę księdza ten Pan zaczyna od Sokratesa, więc pojedzmy Sokratesem.
        DIALOG.
        Sokrates-No cóż drogi Zbigniewie, przyznasz, że robić ludziom źle to nic innego jak zbrodnia.
        Ks. Zbigniew-Prawdę mówisz.
        Sokrates-Więc zastanów się i ty bardzo uważnie, czy zgoda między nami, czy moje przekonania podzielasz, ze nigdy nie godzi się ani zbrodni popełniać, ani zbrodnia odpłacać, ani jeśli się zła doznało, złem za złe odpowiadać. Jeśli masz inne zdanie to powiedz, poucz mnie.
        Ks. Zbigniew-Nie umiem ci, Sokratesie, odpowiedzieć na to pytanie, bo nie rozumiem go i nie wiem, dokąd zmierzasz.
        Sokrates-, Jeśli tak to przypatrz się. Ty, który naprawdę dbasz o dzielność. Czy też taki z ciebie mędrzec, a nie dojrzałeś, że od matki od ojca, i od innych przodków wszystkich najcenniejsze jest dziecko. To, co widzisz przed sobą, jest najcenniejszym darem od Boga- nowym życiem, czystym jak śnieg.
        Ks. Zbigniew- Dalibóg, Sokratesie jakiż to ma związek z Dariuszem Zalewskim?
        Sokrates- Powiem ewangelicznie „Dobrze Ci Tak”? Twój retor Pan Zalewski, choć jednym słowem wypowiedział się w obronie prawa zagrożonego dziecka? Przyznasz, że osobę dorosłą kształtują inni ludzie i społeczeństwo, dziecko jest kształtowane przez Boga. Dzięki swej niewinności, ciekawości i czystości dzieci są bliżej Boga niż dorośli.
        Ks. Zbigniew- Ależ Sokratesie do rzeczy!
        Sokrates- Widzisz Zbigniewie, wielka tajemnica dzieciństwa nie polega na tym, że dzieci muszą się wiele od nas nauczyć: to my powinniśmy uczyć się od nich. Jeśli twój retor (pierwsze z brzegu z jego blogu „) Tresowanie czy uświadamianie? A może…
        Stwierdza:
        „Kształtowanie cnoty nie można sprowadzać do behawioralnej tresury, ani do dialogicznego uświadamiania. Człowieka nie da się traktować rozłącznie. Tylko uwzględniając wymiar zmysłowo-popędliwy, intelektualny, a także duchowy, można uformować cnotę.” To nie chodzi mu o cztery cnoty główne:, bo te mają nawet dzieci:
        1. Roztropność.
        2. Sprawiedliwość.
        3. Umiarkowanie
        4. Męstwo
        Jego cnota dotyczy słuchaj „ Zgodnie z tym założeniem: wiedza jest cnotą.”
        Od kiedyż to wiedza jest cnotą? Wiedza jest wiedzą. Czyż nie dokonuje Ten Pan „behawioralnej tresury” i „dialogicznego uświadamiania” swoich „zmysłowo-popędliwych, intelektualnych, a także duchowych” cnót swego portfela a na pewno swego ogromnego EGO. Każde jego zdanie to jego „Jak dzisiaj definiuje się sprawności? „
        Ks. Zbigniew- Nie Sokratesie nie mam, co mówić.

        1. Bełkot. Tworzy pani fikcyjną historyjkę z fikcyjnymi postaciami. Nie wiedzieć czemu jedna z tych postaci dostaje ksywę „Ks. Zbigniew”. Wkłada pani w usta tej fikcyjnej postaci słowa których rzeczywisty Ks. Zbigniew by nie powiedział. Powstaje z tego g***** prawda. (Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i g***** prawda). Nawet nie wiadomo jaki wniosek z tej wypowiedzi wyciągnąć. Pewnie chodzi o to aby czytelnikowi po jakimś czasie w głowie świtało, że gdzieś tam słyszał, że „Ks. Zbigniew” powiedział coś czego nigdy nie powiedział.

          1. Faktycznie nie znam osobiście Sokratesa. Nigdy z nim nie rozmawiałem.
            (Mając uprawnienia admina zamieniłem kilka liter na gwiazdki)

      2. A bardzo proszę, tak na szybciutko:

        https://www.salon24.pl/u/konserwatyzm/81529,dariusz-zalewski-klaps-alkoholizm-i-tyrania

        „Otóż, groźba jest skuteczna tylko wówczas, gdy w powietrzu wisi niebezpieczeństwo kary fizycznej. Gdy jej brak, zawsze możemy usłyszeć: „Co mi zrobisz, jak mimo twych gróźb pójdę na dyskotekę? Użyjesz siły? Przecież przemoc wobec dzieci jest zakazana!”

        Jak widzimy „zakaz klapsa” w istocie ma daleko idące konsekwencje. W praktyce prowadzi do sparaliżowania rodzicielskich oddziaływań, zgodnie zresztą z postulatami antypedagogów, głoszonymi już od czterdziestu lat. Nie można więc bagatelizować ideologicznego wątku sprawy.

        W efekcie paradoksalne będziemy mieli do czynienia ze wzrostem agresji i przemocy. Wbrew temu co twierdzą postępowcy, nie jest prawdą, że syn zaraża się agresją od ojca wymierzającego mu sprawiedliwość paskiem”

        I słówko od naukowców (albo nałkofców, postępowców, jak kto woli;):

        https://mataja.pl/2016/04/czy-klapsy-rzeczywiscie-szkoda-nowe-badania/

        „…analiza dostępnych danych (z zakresu 50 lat) wykazała, że stosowanie klapsów wpływa negatywnie na dziecko. Niespodzianka taka… Dawanie klapsów korelowało z negatywnymi konsekwencjami w 13 z 17 analizowanych obszarów w tym m.in. w zwiększonej ilości agresywnych i antysocjalnych zachowań, eksternalizacji problematycznych zachowań, trudności w odróżnianiu tego co dobre od tego co złe. Dorośli, którzy dostawali klapsy w dzieciństwie częściej też mieli problem z chorobami natury psychicznej.

        Innymi słowy 50 lat badań potwierdziło, że dawanie klapsów może mieć dla dziecka szkodliwe skutki, a co więcej badaczom wyszło także, że dawanie klapsów nie zwiększa u maluchów karności i posłuszeństwa wobec rodziców. Nie zwiększa ani krótko- ani długofalowo, czyli jakby nie działa i nie sprawdza się jako metoda dyscyplinująca. Zatem dając klapsa wcale nie sprawiasz, że następnym razem dziecko „niczego nie przeskrobie”, za to zwiększasz prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych zachowań u dziecka w przyszłości”

        Dziękuję, dobranoc.

        1. „Dziękuję, dobranoc.” Czyli co? Spadaj na drzewo? Nie masz zamiaru już rozmawiać?
          Podzielam opinie p. Zalewskiego wyrażone w cytowanym wpisie. Są uzasadnione i logiczne.
          Rodzina to miniaturka społeczeństwa, państwa. Jeśli zakazujemy klapsa to rozwiążmy oddziały prewencji policji.
          Te jednak są potrzebne. Powinny oczywiście działać w ramach ściśle określonych procedur. Zapewne też zdarzą się nadużycia, które trzeba tępić, ale nie można z nich wnioskować rozwiązania prewencji.
          Tak samo w przypadku dziecka mogą się zdarzyć sytuacje, gdzie klaps (lub inne użycie siły) przywoła je do porządku. I znowu – będą się zdarzać nadużycia, ale nie można z nich wnioskować zakazu klapsa.

          Do drugiego wpisu się nie odniosę – nie mam możliwości zweryfikowania źródła. Zgodzimy się chyba jednak z tezą, że bywają badania skażone ideologicznymi założeniami?

          Pamiętam czasy, gdy szkolna klasa była miniaturką społeczeństwa a PANI była rządem i sądem jednocześnie (w miniaturce takie połączenia są konieczne). I była „łapa”. Bez żadnej wściekłości Pani, przeciwnie, z opanowaniem, pod tablicę, wyciągnięta ręka, trzask. Nie było to przyjemne (bardzo rzadko, ale dostawałem) i życia mi nie złamało.

          Osobiście nie chciałbym mieć tego teraz do dyspozycji. Mi to nie pasuje.

          Na koniec jedno zdanie, z którym chyba się wszyscy zgodzą: Można dziecka nie dotknąć nawet palcem, ale jednocześnie złamać, zeszmacić, sponiewierać i zranić na wieki. Nie o klapsy rzecz idzie, ale o miłość do dziecka i wychowanie samego siebie.

    2. Twierdzi pani, że jakoby ten pan był zdania że:
      „…Dziecko rodzi się z gruntu złe, absolutnie nie należy wchodzić w nim w głębsze relacje, bo od razu czegoś będzie chciało i wlezie na łeb. Od samego początku trzeba dziecko tresować…”
      Ja natomiast byłem na warsztatach, których tu akurat nagrania nie zobaczymy i dobrze pamiętam, że ten pan wpominał, że nie podziela poglądu mówiącego, że dziecko rodzi się z natury dobre. Ale to nie oznacza, że ten pan twierdzi, że dziecko rodzi się z natury złe.
      Co do słowa „tresować”. Na stronie http://www.edukacja-klasyczna.pl/ znalazłem artukół „Tresowanie czy uświadamianie? A może…”, w którym autor krytycznie się odnosi do wychowania poprzez tresowanie. W związku z czym na jakiej podstawie pani twierdzi, że ten pan twierdzi, że dziecko trzeba tresować.
      Podsumowując. W zacytowanym pani fragmencie znalazłem dwa nieprawdziwe stwierdzenia pani na temat „tego pana”. W związku w czym całą pani wypowiedź traktuję jako mijającą się z prawdą. Przeczytałem ją całą, choć przydługa i ciężko się do niektórych rzeczy odnieść bo nie jestem specjalistą, a jedynie poszukującym rodzicem. Ale dzięki temu śmiem twierdzić, że bardziej obiektywnie mogę spojrzeć na temat niż, być może pani psychoterapełtka niepodzielająca metod propagowanych przez „tego pana”.

    3. Tak cieszę się, że rodzice mnie karali – szczególnie mama – a i tak miałem z nią lepsze relacje niż z tatą. Między innymi dzięki temu wiem co jest dobre a co złe. Pana Zalewskiego i jego publikacje bardzo szanuję, otwierają oczy. Natomiast kiedy widzę słowo psychoterapeuta zapala się lampka kontrolna. Luzactwo, egoizm, próżność, bezrozumna namiętność/uczuciowość to wynik lansowania nowych pesuopedagogicznych teorii. I jeszcze jedno, dzieci nie oddałyby życia za rodziców bo to jest obowiązkiem rodziców (szczególnie ojca), jeżeli zajdzie taka potrzeba. Dzieci kombinują co tu robić aby było im dobrze, łatwo i przyjemnie. Jeżeli będziemy ich w tym wspierać zderzenie w dorosłym życiu z rzeczywistością skończy się dla takich osób fatalnie (oraz dla tych, którzy będą mieli z nimi styczność). Także psychoterapeutom już dziękujemy.

  8. Chciałabym się odnieść do wypowiedzi Izy. Zgadzam się , że niestety, większość wychowawców uznało, że wychowanie bezstresowe polega na pozwalaniu dziecku na wszystko, „bo nie można na dziecko krzyczeć”. Ale właśnie o to chodzi, żeby nie krzyczeć, a spokojnie rozmawiać i wyjaśniać bez pretensji i z miłością.
    Myślę, że Kościół mógłby zrobić bardzo wiele, gdyby do nauczania religii przysyłał właściwych ludzi. Niestety, tak potrzebni młodzi księża są kroplą w morzu potrzeb. Większość katechetek to osoby, które nie radzą sobie z dziećmi, nie potrafią ich zainteresować tak piękną tematyką, za to stawiają bardzo dobre oceny za nic. To zły sposób – uczy lekceważenia przedmiotu.

    1. Wydaje mi się, że masz zbyt idealny obraz młodych księży i zbyt krytyczny wobec katechetów. Masz na pewno swoje doświadczenie, ale z części (zapewne małej) trudno wyprowadzać ogólne wnioski.
      Przez trzy lata hospitowałem katechetów. Moje wnioski – księżom łatwiej, świeccy bardziej się starają. Jeśli szukać pasjonatów katechezy, to trudno ich znaleźć wśród księży, łatwiej wśród świeckich.
      Oczywiście na początku banalny wniosek, że i tu i tu jest bardzo różnie.

  9. Mój dziadek Św. P. Stanisław był cieślą. Ściął w swoim życiu wiele drzew. Wspomniał mi o szczególnym dźwięku, jaki zaczyna się rozlegać, gdy niszczycielskie dłonie ścinają drzewo, NIM NADSZEDŁ JEGO CZAS. Ta skarga bez słów okrąża cały świat w bezkresnym biegu i nigdy nie milknie.
    Co musiało się wydarzyć, że dźwięk nieszczęśliwych dzieci (nieukształtowanych, zagubionych w świecie elektroniki) zmieszany z bezradnością rodzica okrąża świat?
    Co stało się z naszym duchowym genem- dzieckiem, dziedzicem fizycznych i psychicznych cech rodziców na drodze do Boga, gdzie każdy rys, doświadczenie i osiągnięcie jest naszym osiągnieciem w dziecku?
    Co? Bóg nas pozostawił takich naćpanych pracą, rozwodem dla dobra dziecka, wyciem w samotności bez dziecka?
    Gdyby Ks. Zbigniew wezwał pierwszych ludzi z pierwszej ławki w kościele, że jutro przystąpią do remontu wierzy kościelnej. Co powiedziałaby mu Pani Joanna?
    -Że trzeba przejść rygorystyczne szkolenie budowlane by remontować wieżę.
    Ks. Zbigniew- Ja jutro zrobię poszerzone szkolenie historyczne, podstaw budowlanych dla Państwa.
    Pani Joanna- Proszę księdza chyba nie muszę tłumaczyć, że teorię trzeba poprzeć praktyką.
    To samo jest w tym wypadku.” Jak formować charakter.(Dariusz Zalewski)”
    Omówienie wychowania jest niczym modlitwa w dobrej intencji. Można ją porównać do nauki budowlanki bez ćwiczeń. Strategiczne „myki wychowawcze, sposoby” padają bez życiowego zmagania i dzięki rzeczywistej wierze w Boga.
    On dał nam klucz do wychowania. Moc dziesięciu przykazań. Chociażby w przykazaniu „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Klucz zrozumienia chociażby:
    -, co to znaczy „czcij”?
    -dlaczego najpierw ojca?
    -, co to znaczy swoją? (może być matka nie mojego ojca i muszę jego czcić)?
    Ojciec – to ktoś, kto służy swoim dzieciom, służy pomaga innym. W tym celu stopniowo czyni się takim, jakiego potrzebują dzieci.
    – odrzuca cudze myśli.
    -on potrafi je odwrócić i wydobyć nasze fale myślenia.
    -chce mieć dzieci. Ilość dzieci jest ilością dzielenia się z innymi. Jest ilością wyrzeczenia się swego egoizmu i dzielenia się sobą. Bogactwo życia. Aby mieć poczucie ciągłości- śmierć to dzieci, nie ostateczne rozwiązanie. Dzieci to ktoś, na kogo możemy przelać naszą miłość i troskę. To umiejętność błogosławieństwa. Radość z tego, co masz i całkowite zaspokojenie wszystkim cokolwiek dostaję.
    To umożliwia mi być kompletnym. Kim jesteś takim będziesz rodzicem. Można tylko tego uczyć, co sam wiesz. Możesz tylko to dać, co masz. Możesz zbudować swoje dzieci przy użyciu narzędzi w tobie. Ciepło, dobroć i wszystko, o czym marzą twoje dzieci.(Prz. Salomona 13,24)
    „Ta skarga bez słów okrąża cały świat w bezkresnym biegu i nigdy nie milknie.” To My sieroty z powodu wygnania Boga. My, którzy nie chcemy „Dziesięciu Przykazań”. Gdyby Bóg chciał dać nam je ponownie. Nie przyjęlibyśmy ich. Nie rozumiemy ich. Jak myślenie niewolnika może przyjąć Tablice? Rozbić je- tańczmy przy cielcu. A, że jest źle? Ale jak wesoło.

  10. Dałam radę dotrwać do 10 minuty drugiego wykładu – nawet zachęta Księdza do obejrzenia przestała działać. Pozdrawiam.

  11. Jestem z zawodu nauczycielką pracującą w duchu pedagogiki Marii Montessori . Pedagogika ta opiera się na wychowaniu do szacunku dla siebie innych. Jest to nauka w wolności dzieci Bożych ale wbrew pozorom jest w niej bardzo dużo zasad do przestrzegania w grupie. Bazujemy na kształtowaniu u dzieci samodyscypliny przy czym uwzględniając potrzebę ruchu u najmłodszych. Dzieci nie mogą biegać po sali lecz mogą powoli chodzić , ważne jest zachowanie ciszy i ćwiczenie koncentracji uwagi. W większości placówek prowadzona jest Katecheza Dobrego Pasterza. Smutne jest jednak to że tak wychowywane dzieci są wyśmiewane gdy trafią do tradycyjnych szkół gdzie ceni się cwaniactwo , bezczelność , hałaśliwość, nadruchliwość . Nauczyciele i psycholodzy potrafią nawet w opini napisać o nieprzystosowaniu społecznym dziecka z powodu błedów wychowawczych.

  12. Wychowanie bezstresowe modne od kilkunastu lat zostało mylnie zinterpretowane przez rodziców i o zgrozo nauczycieli. Wychowanie bezstresowe w skrócie polega na wyznaczeniu zasad i granic i konsekwentnego ich przestrzegania a więc eliminacji stresu spowodowanego konsekwencjami złych nieakceptowanych działań. Dziecko wie czego się od niego oczekuje i jakie może ponieść konsekwencje przez co nie jest narażone na stres kary.

    1. Nie ma i nigdy nie było czegoś takiego jak „wychowanie bezstresowe”. Życie jest wystarczająco stresujące same w sobie i dzieciom także ogromnych stresów przysparza adaptacja w społeczeństwie.

  13. Jeszcze nie przeczytałam , ale gadam:)Jak Koleżanka wyżej:)Pozdrawiam Ciebie Halinko i zgadzam się z Tobą:)Jestem mamą , babcią i nauczycielem.Klasyka jak najbardziej!Dzieci nawet tego oczekują , wbrew pozorom nie chcą , ale tak nie jest. Wielokrotnie spotkałam się /przepraszam za skrót myślowy/ , że chciałyby innych czasów.Tych bardziej normalnych.

  14. Przepraszam, że włączam się do dyskusji przed zapoznaniem się z konferencją P. Zalewskiego. Od 30 lat jestem pedagogiem. Obserwuję, co dzieje się w sprawie wychowania. I mam kilka wniosków:I/ dzieci szybciej niż ich rodzice wchodzą w świat nowinek technicznych, a to sprawia, że wielu rodziców uważa ich za mądrzejszych od siebie. Z tego powodu nie potrafią się odnaleźć w roli rodzica. Są zagubieni i pozwalają swoim dzieciom sobą rządzić. Nie zdają sobie sprawy z tego, że dzieci potrzebują jasnych drogowskazów, bo te zwyczajnie ułatwiają życie. Wiele razy spotykam się z tzw. „trudnymi”dziećmi, które po krótkiej rozmowie potrafią przeprosić za swoje zachowanie. Widzę, że mają dużo dobrej woli, ale oczekują naprowadzenia i zrozumienia. II/ Rodzice nie powinni się bać rozmawiać z dziećmi. Tzn. prowadzić dialog ze zrozumieniem, a nie tylko mówić. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *