Posted on

Karteczka do spowiedzi

Co sądzicie o „kartkach do spowiedzi”? Przy okazji ślubu, chrztu, ale też dorocznej spowiedzi wielkanocnej?

Od początku mojego proboszczowania zlikwidowałem tę chorą praktykę.

Smutne, że ta szkodliwa praktyka staje się niekiedy normą. Znalazłem przed laty List pasterski Biskupa Łomżyńskiego na czas paschalny (2005) w Roku Eucharystii. Gdzie zatrzymał mnie pewien passus:

„3. Bardzo bliską okazją do przypomnienia nam tej prawdy [Eucharystii] są organizowane w parafiach rekolekcje wielkopostne. Mówimy: wysłuchałem nauk rekolekcyjnych, odbyłem spowiedź wielkanocną; dla dopełnienia parafialnych obowiązków zwróciłem też zaproszenie (kartkę do spowiedzi), którą otrzymałem od duszpasterza w czasie nawiedzin kolędowych. To bardzo dobrze i oby wszystkie parafie naszej diecezji – takie jest postanowienie I Synodu Diecezji Łomżyńskiej – przywróciły ten bardzo pożyteczny zwyczaj.” 

Są zatem takie Kościoły, gdzie nie tylko jest kartkowy zwyczaj rejestrowania spowiedzi, ale jest to obwarowane diecezjalnym prawem.

Mam osobisty niesmak na takie „pożyteczne” zwyczaje. Gdy byłem małolatem takich karteczek wymagano w mojej parafii. Karteczkom tym zawdzięczam moje świętokradzkie spowiedzi, za które nie obwiniam siebie, ale twórców tego systemu.

Powiem szczerze – nie mogę pojąć myślenia tych, którzy o takie karteczki się upominają przy różnych okazjach.

Do zwyczaju (i prawa) panującego w diecezji łomżyńskiej odnosi się ks. Paweł Bejger. Jego tekst ma charakter sprawozdania z różnych racji „za” i „przeciw”. Zdanie autora pozostaje ukryte (choć domyślam się jakie).

KLIKNIJ: http://niedziela.pl/artykul/39477/nd/To-nie-kartki-to-zaproszenia  

Są oczywiście  diecezje, które „ustawowo” likwidują karteczki. Znamienne jest jakie to budzi kontrowersje wśród niektórych księży.

KLIKNIJ: http://laboratorium.wiez.pl/2017/06/21/duszpasterstwo-bez-kartek-od-spowiedzi/

Poza tym synod synodem a życie życiem. Oto wypis z pewnej parafii w Katowicach:

W dniu ślubu
Świadkowie zgłaszają się 10 min. przed ślubem w zakrystii z własnym dowodem tożsamości. Mają przy sobie także obrączki i karteczki ze spowiedzi narzeczonych. [TUTAJ]

Ostatecznie z karteczkami rozprawia się znakomity znawca Prawa Kanonicznego ks. prof. Remigiusz Sobański. Oczywiście teoretycznie, bo praktyka rządzi się swoimi prawami:

KLIKNIJ: http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Prawo_Kanoniczne_kwartalnik_prawno_historyczny/Prawo_Kanoniczne_kwartalnik_prawno_historyczny-r1994-t37-n3_4/Prawo_Kanoniczne_kwartalnik_prawno_historyczny-r1994-t37-n3_4-s259-266/Prawo_Kanoniczne_kwartalnik_prawno_historyczny-r1994-t37-n3_4-s259-266.pdf

Jak nie masz czasu to przeczytaj jedynie wnioski: 2. i 3. akapit na stronie 264.


Dwa sekrety dobrego przygotowania do bierzmowania

Jeśli masz coś wspólnego z przygotowaniem młodzieży do bierzmowania nie powinieneś przejść obok tego obojętnie. W tej broszurze zdradzam na czym polega fundament KAŻDEGO dobrego przygotowania, niezależnie od programu.

PREZENT! Chciałbym ci tę broszurę (prawdziwa, drukowana, to nie jest e-book) ofiarować zupełnie bezpłatnie.

KLIKNIJ: http://www.landpage.co/bierzmowanie


A ty co myślisz? Jakie masz doświadczenia?  

 

 

 

 

Advertisements

42 thoughts on “Karteczka do spowiedzi

  1. Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli a uwierzyli.
    Wniosek dla karteczkowych kontrolerów nasuwa się sam.

  2. […] Żądanie potwierdzenia praktyk religijnych podpisem i pieczątką jest powszechne przy bierzmowaniu, I Komunii, ślubie, chrzcie dziecka. A jest to niezgodne z prawem kościoła. Opinię ks. prof. Sobańskiego przeczytaj [tutaj]. […]

  3. Mnie nieco przeraża zmuszanie kogokolwiek do spowiedzi. Tam są warunki dobrej spowiedzi, ważnej spowiedzi.. Czy taki przymus sprawia, że są one spełnione? czy ksiądz, który potem sprawdza te karteczki jest spokojniejszy? jeśli tak, to winszuje.. Bo przy takich przymusach wydaje mi się jest najwięcej świętokradzkich spowiedzi. O ile ktoś jest bardzo blisko Boga, to dla niego nie problem. Ale ilu z nas jest tak blisko? Coraz mniej..

  4. Fakt, że to formalność pusta: jeżeli ktoś przystępuje regularnie- niepotrzebna, jeżeli nie przystępuje i nie jest zainteresowany- też niepotrzebna. Ratunek w rozmowie duszpasterskiej.

  5. Karteczki to łamanie tajemnicy spowiedzi, bo nie tylko treść jest tą tajemnicą objęta, ale także sam fakt przystępowania do sakramentu.

  6. Całkowicie zgadzam się ze stanowiskiem księdza.

  7. Całkowicie się zgadzam, karteczki ze spowiedzi są beznadziejnym sposobem na wymuszanie przystąpienia do sakramentu spowiedzi. Zarówno narzeczeni jak i osoby wybierane na chrzestnych to dorośli ludzie, którzy świadomie przystępują w obu przypadkach do Komunii Świętej. Skoro tak , są osobami wierzącymi i praktykującymi (zakładam, że są dorosłe – nie tylko pełnoletnie). Każdy wierzący i praktykujący katolik wie, że przystępując do Komunii Świętej musi być w stanie łaski uświęcającej, którą może uzyskać w sakramencie spowiedzi. Żądanie przynoszenia karteczek ze spowiedzi to zaprzeczenie wiary, z góry traktujemy osobę jak oszusta, a gdzie tu wiara?

  8. Moim zdaniem osobie, która chce się szczerze wyspowiadać i chce przyjąć Pana Jezusa do swojego serca nie zależy, czy taką karteczkę dostała czy też nie. Uważam też, że osoby które mają problem z przystąpieniem do spowiedzi świętej wydziwiają to na karteczki lub znajdą inną przyczynę, aby ponarzekać to na spowiednika to na parafię lub przystępują do spowiedzi świętokradzkiej.

  9. Ja nie wiem czy karteczki sa potrzebne czy nie, ale widzę w nich konsekwencje oderwania katechizacji od parafii, jak się przeniosło katechezę do szkoły to potrzebne są teraz „świadectwa” jak w szkole – karteczki, to jest konsekwencja. Może są potrzebne, bo katechizacja nie wprowadza do wiary ale do wiedzy? Jeśli powiedziało sie A to potem trzeba powiedzieć B. Jeśli wpisy i pieczątki zbiera się już w przygotowaniach do I Komunii Świętej, do bierzmowania to i w takim duchu postępuje sie potem. Ja myślę, że należało by przemyśleć formowanie do wiary w całym Kościele Katolickim na całym etapie katechizacji a wtedy likwidacja biurokracji będzie naturalnym efektem. Pozdrawiam.

    1. Zauważ, że karteczki było duuuużo wcześniej niż katecheza w szkole.

      1. No ja tego nie doświadczyłam, albo nie pamiętam haha. Pozdrawiam

        1. Chodziłam na religię do alki parafialnej 50 lat temu i karteczki do spowiedzi wtedy były. Teraz sama katechizuję, kartki nadal są. Mnie to bardzo nie pasuje, ale co zrobić? Podobno wymóg bikupa

  10. Ksiadz Paweł Bejger mój ksiadz proboszcz znakomity kapłan

    1. Formacja w płockim seminarium 🙂

  11. Karteczka do spowiedzi ośmiesza ten niezwykle intymny, przepiękny sakrament, mija się z jego prawdziwym celem. Bóg nie potrzebuje niewolników, tylko kochających serc.
    W ogóle dziwi mnie tradycja obowiązku moralnego przystępowania do spowiedzi z powodu zewnętrznych okoliczności. Miałam raz tak w życiu, że ktoś bliski mi umarł, a ja w danym momencie nie potrafiłam się w sercu nawrócić. I nie podeszłam do konfesjonału, ale czułam, że tak będzie lojalnie wobec Boga. Jednak za to, że byłam „fair” przypłaciłam opinią ludzką. Cóż, Bóg ważniejszy niż ludzie….

  12. Ojej, to coś takiego jeszcze się zdarza? Myślałam, że przeminęło wraz z epoką PRL-u… Gdy byłam dzieckiem (lata 60. i 70. ub. w.), to ciągle te karteczki, karteczki, podpisy, pieczątki… Okropne. To do niczego nie „mobilizowało”, jak tu niektórzy piszą, to ODSTRĘCZAŁO. Całe dzieciństwo miałam obraz Boga-kontrolera, sędziego, nadzorcy, takiego z batem w ręce. Na szczęście miałam też w duszy ciągłe pragnienie bliskości z Nim, ogromny głód (dziś widzę, że to od Boga pochodziło), więc na szczęście takie karteczkowe praktyki nie odunęły mnie od Boga do końca. Ale na pewno odsunęło to w czasie moje zbliżenie sie do Boga. Cóż, trochę żartem moge powiedzieć, że wybaczam mojemu dawnemu księdzu proboszczowi (już dawno nie żyje), bo pewnie nie miał wyjścia, bo były takie praktyki w Kościele wtedy, bo chciał dobrze, bo może miał taki sposób myślenia, jak tu niektórzy w komentarzach reperezentują… Cóż, jeśli komuś „po drodze z Panem” (jak ktos napisał), to kontrola jego praktyk religijnych (może?) mu nie przeszkadza, ale też do niczego nie jest potrzebna, a jesli komu s „nie po drodze”, to jak można myśleć, że przymus karteczkowy go do Boga zbliży? Drodzy Państwo, z całym szacunkiem – jak można tak naiwnie myśleć? to do Boga może zblizyć bat? Bo co, bo się ksiądz proboszcz obarzi albo nałoży jakąś karę? Jaką? Zagrzmi z ambony po nazwisku? A to tak można jeszcze?
    Może jestem przewrażliwiona, ale nie znoszę paternalizmu. A takie myślenie (księdza proboszcza, biskupa itd.) to czysty, nieuprawniony paternalizm, taka postawa wyższości duchowej, bo „ja cię dziecię, poprowadzę, ja cię przymuszę, ja cię uświęcę”… czyż nie tak? Bycie pasterzem LUDZI (a nie bydlątek) nie na tym polega. I nie piszę tego „z powietrza”, nie zmyślam. Dość długo zyję, dość dużo ludzi poznałam, żeby nie twierdzić z przekonaniem tego, co napisałam. Ja zbliżyłam się do Boga i do Kościoła dzięki wejściu do wspólnoty, dzięki ludziom zyjącym z panem bardzo blisko, nauczyli mnie, jak czytac Słowo Boże, nauczyli mnie ŚWIADOMEGO korzystania z sakramentów, z pragnienia, głodu, a nie z obowiązku. Pan Bóg dla nikogo nie jest i nie może być żadnym obowiązkiem!!! Jak można tak myśleć? A o „obowiązku” np. spowiedzi wielkanocnej mozna, i może nalezy, przypominać, mówić w kazaniach, zachęca do bliskości z Bogiem – ale jakies sprawdzanie poprzez karteczki? Ludzie, czy Wy, którzy tak myślicie, naprawdę macie OSOBISTY kontakt z Panem Jezusem? Ale taki OSOBISTY – wiem, capslock krzyczy, ale ja to własnie chcę wykrzyczeć 🙂
    Gdyby w mojej parafii ktoś znowu wprowadziłby taki karteczkowy wymóg, i tak bym go nie przestrzegała. Świadomie, z premedytacją, i szczerze, choć z szacunkiem, mówiła to przy każdej okazji mojemu proboszczowi. I co by sie stało, gdyby powstał konflikt? No to był powstał – co mnie to o chodzi? To nie byłby mój problem, najwyżej ksiądz proboszcz musiałby się nawysilać, żeby coś zmienić. Bo jeśli nie chciałby niczego zmieniać, to… To co z niego za PASTERZ? Raczej ekonom, a nie ojciec duchowy…
    Tak mi się ułożyło zycie, że mieszkałam w sumie (z latami dziecięcymi) UWAGA: w 10 parafiach. Słownie: dziesięciu. Za miesiąc przeprowadzamy się do 11. z kolei, myślę, że to już będzie ostatnia w moim życiu 🙂 I poza parafią z lat dziecięcych, to w żadnej nikt nigdy nie stosował przymusu karteczkowego, jeśli chodzi o kontrolę spowiedzi wielkanocnej. Co do spowiedzi przedślubnej, to raz tylko taką miałam, karteczki były potrzebne, ale to jakos jeszcze mogę zrozumieć (tak samo, jeśli chodzi o rodziców chrzestnych), ale absulutnie nie zgadzam się na taką postawę proboszcza wobec swoich parafian, kiedy to chce się ich „pobożność” w ten sposób kontrolować. A ktoś tu wcześniej napisał (ksiądz), że zna swoich parafian i dlatego nie potrzebuje karteczek, bo i tak wie, kto kiedy i czy w ogóle 🙂 Proszę szanownego Księdza, autora takiego właśnie komentarza – Ksiądz nie jest w stanie WIEDZIEĆ, czy Księdza parafianie spowiadają się czy nie, bo pzreciez można chodzić (jeździć) do spowiedzi w zupełnie inne miejsce! Czy Ksiądz o tym nie pomyślał? Ludzie maja swoich ulubionych spowiedników w innych parafiach, ba, w innych miastach, mają nawet stałych spowiedników 🙂 Czy sądzi Ksiądz, że powinni sie z tego Księdzu opowiadać? Ja nie sądzę, ani sama tak nie robię, ani nikt z moich znajomych (bardzo gorących katolików).
    Jeszcze przez miesiąc mieszkam w parafii, gdzie ksiądz proboszcz jest takim księdzem „starej daty” (nie z racji wieku, raczej z racji typu pobożności) , który ciągle zachęca, namawia, wydał nawet folderek dla osób praktykujących 5 pierwszych sobót do zbierania pieczątek potwierdzającyh udział (ale to tylko dla własnej satysfakcji, jak ksiądz proboszcz mawia, i niczego nie sprawdza!), ciągle adoracje, nabożeństwa – ale wszystko w wolności, swobodzie duchowej, i co? Parafia żyje, chociaż nie ma w niej wspólnot „nowych” (np. charyzmatycznych czy ani oazy), ludzi naprawdę przezywają swój związek z Bogiem, choc nikt nikogo nie kontroluje. Ksiądz proboszcz po prostu ma wielkie i gorące serce dla swoich parafian. I to WYSTARCZA. Zaprasza dobrych rekolekcjonistów, organizuje ciekawe wydarzenia (np. koncerty), zachęca parafian do aktywności -ale zawsze ZACHĘCA, nigdy kontroluje. I to daje efekty.
    Mam nadzieję, że tak będzie w mojej nowej parafii, choć ks. Zbigniew swoim tekstem trochę mnie wystraszył 🙂 Ale przypuszczam, że te nakazy karteczkowe są jakoś (albo ich nie ma) jednakowe dla całej diecezji – w jednej i tej samej mieszkam już chyba na zawsze, a to też moja już 5. kolejna diecezja. Ciekawie mi się ułożyło zycie, poznałam Kościół polski w róznych odmianach diecezjalno-parafialnych 🙂 Jak to się mawia, co kraj, to obyczaj – co parafia, to inny zwyczaj. Ale takie doświadczenia dają mi wolność, bo potrafię już rozróżnić, co jest konieczne, co „przepisowe”, biblijne, „kościelne” (służące dobru Kościoła), a co jest tylko niepotrzebnym zamieszaniem, niezdrową nadgorliwością, fałszywą pobożnością – nie dlatego, że ja stałam się jakaś mądra i przenikliwa, tylko dlatego, że spotkałam tak różnych ludzi, proboszczów, zwyczaje (tak na marginesie: parafialne zwyczaje imieninowe dają ciekawe porównania co do mentalności, i nie tyle księży, co parafian 🙂
    Szczęść Boże wszystkim!

  13. Spowiedź ma sens tylko wtedy, gdy doprowadza do niej popełniony grzech, a nie ślub lub inne okazje.

  14. Myślę, że ludziom będącym blisko PANA BOGA te kartki nie są ani zawadą , ani oburzeniem.
    Tym, którym nie zawsze jest z PANEM ‚ po drodze ‚ kartka to BOŻY mobilizator.
    pozdrawiam

    1. „Tym, którym nie zawsze jest z PANEM ‚ po drodze ‚ kartka to BOŻY mobilizator.”
      – a nigdy w życiu! 🙂 Skąd takie przekonanie? Mnie to za młodych lat odstręczało.
      Też pozdrawiam, szczęść Boże!

  15. Oczywiście, że kartki to chory wymysł, który powoduje wiele złego, i nie wiem, czy cokolwiek dobrego. I w żaden sposób nie wpływa na rozwój życia duchowego, a wręcz przeciwnie – prowadzi do sformalizowania „wiary”, która z wiarą nie ma nic wspólnego a kościół jawi się jako instytucja, a nie jako święty Kościół, zaś księża stają się urzędnikami Pana Boga (w tym wydaniu, to chyba jednak należałoby słowo „Boga” napisać z małej litery ale mimo wszystko nie śmiem) .
    Obecnie ze spowiedzi korzystam nie rzadziej, niż raz w miesiącu i żadne kartki nie są mi do tego potrzebne. Po prostu, po upływie ok. 3 tygodni od ostatniej spowiedzi czuję potrzebę oczyszczenia się, tak jak czuję potrzebę prysznica po całym dniu. Uprawiam churching spowiedziowy – nie chodzę do spowiedzi w swojej parafii – powiedzmy, że kiedyś się „przejechałam” i nie chcę spowiadać się u księdza, z którym łączą mnie (lub mogą łączyć w przyszłości) jakiekolwiek relacje – choćby to była tylko wspólna praca dla dobra wspólnoty, nie mówiąc już o relacjach bardziej towarzyskich. Swojemu proboszczowi wyjaśniłam to po kazaniu, w którym mówił, że widzi ludzi, którzy podczas każdej Mszy Św. przyjmują Pana Jezusa, a nigdy nie widział ich u spowiedzi. I nie ma problemu z jego strony, karteczkę w razie potrzeby zawsze mi podpisze :-).
    Ale nie zawsze tak było w moim życiu. Od ok. 13 do 42 r.ż. do spowiedzi nie przystępowałam, a jeżeli już, to właśnie z powodu owych kartek. Jak nietrudno się domyślić, były to spowiedzi świętokradcze i powodowały strasznego kaca moralnego. Z dwojga złego wolałam już sfałszować podpis. Zawsze śmieszyły mnie i śmieszą do tej pory zaświadczenia, że ktoś jest „wierzącym i praktykującym” katolikiem. Tak jakby ktoś (choćby to miał być ksiądz) mógł wejrzeć w serce innego człowieka i wystawić mu ocenę z wiary… W swoim życiu spotkałam się również z tym, że człowiek staje się „wierzący i praktykujący” w miarę podwyższania kwoty „dobrowolnej ofiary” za wydanie zaświadczenia. Obrzydliwe i strasznie demoralizujące. Takie zachowania są w dużej mierze przyczyną tego, że ludzie mówią ” Bóg – tak, kościół – nie”. Nie wiedzą tylko, że bez Kościoła i sakramentów nie ma zbawienia (albo jest ona mocno utrudnione). Kiedyś gdzieś przeczytałam zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Kościół jest grzeszny grzesznością ludzi i święty świętością Chrystusa”. W dzisiejszych czasach ludziom nie potrzeba urzędników Pana Boga, nie potrzeba kaznodziei, teologów – potrzeba świadków Pana Jezusa, takich księży ( i ludzi świeckich), którzy Go znają z relacji osobistej, którzy „chodzą z nim pod rękę”. I wielu takich ludzi (również kapłanów) znam – czasem tylko z ich słowa wydrukowanego w książce czy innych mediach. I dziękuję Bogu za nich!
    Wymuszona spowiedź nigdy nie będzie spełniała katechizmowych warunków sakramentu pokuty, w związku z tym po prostu będzie bez sensu. Amen 🙂

    1. Ups… „chodzą z Nim pod rękę”.

  16. Był taki czas,że w mojej parafii ks. proboszcz wprowadził karteczki do spowiedzi wielkanocnej.Moja reakcja na ten durny wymysł była mocno buntownicza i przestałam uczęszczać do spowiedzi w swojej parafii a kartka wylądowała w kubełku na śmieci.
    Dodam,że jestem osobą mocno wierzącą,kochającą Pana Boga i ufającą Bogu ale taki wymóg nie jest do zaakceptowania przeze mnie.Bóg dał mi wolną wolę i nikt nie ma prawa mi jej zabrać.

  17. Jest to upokarzające, ale większość KATOLIKÓW traktuje kościół jako instytucję i jeśliby nie kartki , przyjmowaliby inne sakramenty bez przygotowania, ale , czy to jest w ogóle przygotowanie- czy spowiedź jest aktem pokuty? Jeśli chodzi o wielkanocne kartki, jest to nadgorliwość proboszcza.Czy spowiedź jest dla kartki, czy dla skruchy , pojednania z Bogiem . Bez kartek ustawiają się przed konfesjonałem kolejki tylko w tym okresie i tylko w tym- po co nakaz.

  18. Ot i problem, mam wrażenie, że wszystko rozbija się o konfesjonał , ,,centrala” łączy dobrze albo byle jak. Kapłan,który zachęca lub zniechęca do rozmowy, za pewne po pierwsze musi lubić spowiadać i kochać blizniego jak siebie samego , po drugie z miłością przekazać , że Bóg jest miłosierny wielką miłością do nas grzeszników. Karteczki to może i dobre w prowadzenie dla dzieci , które pobierają nauki przed przystąpieniem do I Komunii Świętej jak sobie poradzić z grzechami , by w emocjach o nich nie zapomnieć. Przepraszam jeżeli się wymądrzyłam.

  19. Kartka niepotrzebna jest wtedy, gdy tylko jest efektem wypełnienia „prawa” bo nie pokazuje jaka jest relacja kartkowicza z Bogiem i Jego Synem. Nie pokazuje także jaka jest relacja „spowiednika” z Bogiem i Jego Synem. Uważam, że tylko człowiek, który (zgodnie z obietnicą Bożą) przyjmie zbawienie w Jezusie Chrystusie i jest pewny Życia Wiecznego z Nim, ma jako Dziecko Boże dar do słuchania, nauczania, przekonywania i potwierdzenia w jakim miejscu jest jego rozmówca przed Bogiem !

  20. Czym jest dla nas Kościół? Jeśli wyłącznie lub przede wszystkim instytucją, to karteczki i cała reszta biurokracji jest jak najbardziej na miejscu. Każdy system społeczny posiłkuje się przecież biurokracją. W zdrowych systemach ma to charakter porządkujący, w chorych ma aspiracje ingerować w każdy aspekt ludzkiej egzystencji. Jeżeli jednak, jak dla mnie, Kościół ma charakter przede wszystkim duchowy, to karteczki są wykluczone! Nie powinno się mieszać porządków: albo chcemy Kościoła o charakterze biurokratyczno- policyjnym (wtedy prowadźmy śledztwo w sprawie każdej spowiedzi i żądajmy dowodów), albo kładźmy nacisk przede wszystkim na relację jednostki że Stwórcą, wtedy wystarczy po prostu spytać o spowiedź, a ewentualne oszustwo w tej sprawie pozostawić Bogu i sumieniu jednostki. Zresztą czy to tak trudno podejść do konfesjonału i sfingować spowiedź w celu uzyskania karteczki (jakkolwiek cynicznie by to nie brzmiało)? Biurokracja jest owszem potrzebna w celach porządkujących, ale nie powinna wkraczać w relację Boga z człowiekiem. Powinniśmy raczej zająć się mądrze i taktownie przeprowadzaną edukacją: trzeba z jednej strony ciągle tłumaczyć, jak ważna jest elementarna, ludzka uczciwość wobec Stwórcy, człowieka i siebie samego, a z drugiej zaufać, że Bóg wie, jak pokierować człowiekiem i jego sumieniem- czyli konieczny jest swego rodzaju dialog, a nie karteczki.

  21. Zgadzam się z opinią księdza. Z niewolnika nie ma pracownika. Nikt nie wie ile sfałszowanych podpisów na kartkach i po co prowokować do takich zachowań. Może lepiej odwołać się do dojrzałości chrześcijańskiej, a tak w ogóle to trochę zaufania do wiernych.

  22. Zdecydowanie popieram Księdza Maciejewskiego. Jeżeli ktoś chce oszukać, to zrobi to w taki czy inny sposób. Ale co to ma wspólnego z prawdziwą wiarą i przyjmowaniem sakaramentów? Jeżeli oszuka, to bierze to na swoje sumienie. Tego typu „regulacje” jak karteczki niczego nie wnoszą, w żadnym stopniu nie czynią petenta bardziej wiarygodnym. Przecież dla spokoju, niekoniecznie w tym przypadku świetego, może wyssać z palca jakiś grzeszki, dostanie karteczkę podpisaną no i co z tego? Czy to Kościół (organizacja, nie wspólnota duchowa wiernych) uspokaja? To może wprowadźmy wariograf (wykrywacz kłamstwa) w konfesjonale żeby sprawdzić czy penitent faktycznie wyznał wszystkie grzechy, kiedy mówi, ze więcej grzechów nie pamięta oraz że nie zataił jakiegoś grzechu. To byłoby bardziej wiarygodne, nieprawdaż? Tylko że zmierzamy prosta drogą do absurdu a oddalamy się od wiary. Wiara to przecież rownież zawierzenie ludziom a nie traktowanie ich jak oszustów. Czasami zostaniemy oszukani, ale to jest cena zawierzenia ludziom. Warto ją moim zdaniem płacić pokazując ufne oblicze uczniów Chrystusa. Całym sercem popieram stanowisko i inicjatywę Księdza. Szczęść Boże w tej i innych inicjatywach Księdza!

  23. Moim zdaniem, dobrze, że to znika, choć nie zapominajmy, że sam Sakrament Pokuty jest bardzo ważny, bo sami stajemy wobec zastępcy Jezusa Chrystusa. Choć kapłan rozgrzesza to tak naprawdę Jezus nam przebacza.

  24. Ludzie, niestety, oszukują podpisując sami lub przez kogoś innego kartki do spowiedzi. Tym samym nie przystępują do spowiedzi i przyjmują sakrament w stanie grzechu. Problem jest głębszy, bo na rodziców chrzestnych rodzice dziecka nie mogą nikogo wybrać , bo wielu nie spełnia warunków (nie praktykują lub żyją w konkubinacie).
    W mojej parafii znam wszystkich, więc kartek do spowiedzi (żadnych!) nie ma. Problem mają księża wielotysięcznych parafii.
    Jestem jednak przeciwny obowiązkowi przedkładania kartek do spowiedzi, bo to uwłacza godności człowieka.

  25. Zdecydowanie, nie jestem zwolennikiem żadnych karteczek.

  26. Ktoś, kto jest na co dzień praktykujący – nie przeszkadza to, że się od niego wymaga czegoś tak oczywistego, jak spowiedź przedślubna. Ani mnie to nie groszy ani nie przeszkadza.

  27. witam
    Tez uważam że to chory zwyczaj. W wypadku kartek do ślubu czy chrztu to jedynie to jest dobre że dyscyplinujemy się i wybieramy za świadków czy chrzestnych osoby które jednak korzystają z łask sakramentalnych.
    pozdrawiam Szczęść Boże w pracy w Winnicy i wogóle w Winnicy Pańskiej Małgorzata R

  28. Myslę, ze ludziom mozna ufać, ale czasem trzeba ich sprawdzac tak jak dzieci. Co do spowiedzi wielkanocnej to myślę ze może się obejść bez karteczek, ale co do chrztu i ślubu – można by je stosować. Wiem, że każdy odpowiada za siebie ale czasem można pomóc w wymaganiach bo nie każdy jest odpowiedzialny w tym temacie i nawet śmiem twierdzić, że niejako lekceważąco podchodzi do tematu. Chyba, ze ksiadz zna te osoby i s atak przygotowane do swojej roli ze aż sa odpowiedzialne.
    Poza tym co do spowiedzi to jest wiele zastrzezeń innego rodzaju w stylu – czy wyznajemy wszystkie grzechy i jeśli nie todlaczego. Co zrobic by się nie bać spowiedzi. Co zrobic by wyznawac przed spowiednikiem tak jak gdybysmy to robiliprzed Bogiem. Tu jest problem.

  29. „gorliwszemu” katolikowi to uwłacza, ale czasami może to być przypomnienie dla mniej „gorliwego”

    1. Duchowa kondycja nie zamyka się w spowiedzi raz na rok, jest owocem codziennej relacji z Panem Bogiem opartej na wolnej woli człowieka. Jeżeli proboszczowie chcą mieć rozeznanie, jak wygląda duchowy stan parafian, to raczej przez policzenie kartek tej informacji nie uzyskają. Proboszczowie powinni bardziej zająć się tym, jak pomóc tym, którzy są dalej od kościoła, jak ich przyciągnąć. Może wizyta duszpasterska powinna odbywać się nie do mieszkań i domów, w których ludzie praktykują i przyjmują księdza, lecz do tych, którzy się pogubili, mają kryzys. Tych kartki tylko dalej odepchną, bo nie ma w nich zachęty, lecz sprawdzanie. Może warto wziąć przykład z Mistrza i iść do tych, którzy „potrzebują lekarza”, a nie do tych, którzy dobrze się mają”. Wtedy jest okazja do tego, aby jakaś zagubiona owca wróciła i pojednała się z Bogiem, niekoniecznie tylko przed Wielkanocą. Nic nie zastąpi relacji osobistych z ludźmi, wyjścia z miłością poza budynek kościoła i zakrystię. Formalizm niszczy nie buduje.

  30. Moim zdaniem jest to uderzanie w godność osobistą. Spowiedź jest bardzo intymną sprawą. Wymuszanie karteczek jest obrzydliwe po prostu i niczemu nie służy. Wielu owe karteczki i inne przymusowe praktyki zraziły do kościoła,a nie – jak w domyślnym założeniu – zachęciły czy nauczyły dojrzałości. Kiedyś ksiądz chciał wymóc ode mnie karteczkę od spowiedzi kiedy miałam być chrzestną. Powiedziałam, że nie mam , bo do spowiedzi byłam kilka dni temu. On – że nie ma na to dowodu, to jak ma mi wierzyć. No to ja, że to sprawa między mną a Panem Bogiem, jeśli chce to mogę mu to poświadczyć pod „groźbą” grzechu. Dał spokój. Może po prostu wyczuł, że mówił prawdę.

    1. miało być : „mówiłam” a nie „mówił” w ostatnim zdaniu…..

  31. Nigdy nie lubiłam tzw karteczek…;)ale jednak wprowadzają jakiś porządek…jakoś przypominają że np. sakrament spowiedzi to ważna sprawa…Gdybym miała jednak wybierać to nie-wolałabym żeby ich nie było;)

  32. Popieram stanowisko Księdza.

    1. DOKŁADNIE TEŻ TAK MYŚLĘ –bez kartek,przeciez biurokracja nie jest tu ABSOLUTNIE potrzebna-BEZ PRZESADY ,DZIĘKUJĘ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *