Posted on

Kim jestem?

Piątek V tygodnia Wielkiego Postu, Mława 30 III 2007, J 10,31-42, homilia na Mszy świętej poprzedzającej ogólnomiejską drogę krzyżową. Jedno z najważniejszych pytań jakie warto zadać sobie życiu to pytanie: „Kim jestem?” Pytanie ważne, ale jednocześnie trudno na nie odpowiedzieć.Łatwo jest odpowiedzieć jak się nazywamy, gdzie mieszkamy, ile mamy lat i jakie mamy wykształcenie. Łatwo jest też powiedzieć co robimy, co lubimy, za czym nie przepadamy. Łatwo się zmierzyć i zważyć, łatwo podać kolor swoich oczu… To wszystko jest jednak „na zewnątrz”, opisuje to naszą powłokę, ale nie dociera do środka, do głębokości serca. Powłoka zaś może czasem się zmieniać. Zmienić się mogą gusta i sympatie, los może zabrać nam pracę, dom, bliskich. Jak chcemy możemy zmienić swoje nazwisko. Kalectwo może nam zabrać ręce, posadzić na inwalidzkim wózku, choroba może zniszczyć nam oczy, z naszego sprawnego i wykształconego mózgu inna choroba może zrobić dziurawą gąbkę. To wszystko może się stać, ale czy przez to staniemy się kimś innym? Na pewno nie. Zmieniła się tylko powłoka. Gdy spoglądamy na zdjęcia swojego ojca i matki z dzieciństwa, gdy wspominamy ich jako zdrowych i pełnych życia ludzi, a teraz może pielęgnujemy ich leżących w łóżku to nie mamy wątpliwości – to jest ten sam człowiek, choć tyle się zmieniło. Kim zatem jest człowiek? Kim jesteśmy? Kim jest każdy z nas? Gdzie jest ta istota? Coś trwałego, niezmiennego i… co to właściwie jest? Trudne pytanie, trudna odpowiedź. Zajrzyjmy zatem do Biblii. Tam są odpowiedzi na wszystkie pytania. Dzisiejsza Ewangelia mówi: „Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Mówi to Jezus przypominając fragment psalmu 82. Kontekst tej wypowiedzi sugeruje nie to, że posiadamy boską naturę, ale nasze wyniesienie, naszą chwalę, dzięki Bożej łasce. Tak czy inaczej Jezus mówi, że powołani zostaliśmy do wielkości, że jest w nas jakaś niesamowita i niezbywalna godność. Tak twierdzi Biblia, tak mówi Jezus. A co mówią nasze odczucia, nasze myśli? Bardzo często mówią coś przeciwnego. Nędza i zero – oto kim jesteśmy. Próbujemy powstać i zmienić się, ale ciągle upadamy. Niezdolni do nawrócenia, zaślepieni, pyszni, źli. Czujemy gorycz porażki, cierpimy, płaczemy. Ranieni jesteśmy i ranimy innych. Jest nam źle i innym z nami jest źle. Odkrywamy w sobie frustracje i gorycz upadku. O jakiej tu boskości mówić… A jednak to Bóg ma racje. Nędza może stać się bogactwem, małość wielkością, grzech świętością. W jaki sposób? Odpowiedzią jest krzyż… Trudno powiedzieć kim jesteśmy, ale Bóg to wie. I On, zaglądając gdzieś głęboko w nasze serca, widzi coś cennego, wartościowego, wielkiego. Jest to tak cenne, wartościowe i wielkie, że Bóg nie waha się dać swojego Syna, nie waha się patrzeć jak On umiera w cierpieniach na krzyżu. To wielka cena jaką płaci Bóg, by to co w nas cenne i wielkie odkopać, wydobyć, odnowić, oczyścić. Mówi już o tym proroctwo Izajasza: „Ja jestem Pan, twój Bóg, Święty Izraela, twój Zbawca. Daję Egipt jako twój okup, Kusz i Sabę w zamian za ciebie. Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje.” (Iz 43,3-4) I mówi św. Piotr: „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.” (1P 118-19) Kim jestem? Nie wiem! Ale kimś tak cennym że nie można go wykupić srebrem ani złotem. Kimś tak cennym, że zapłacono za nas drogocenną krwią Chrystusa. „Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci.” (1Kor 7,23a) O naszej małości, pustce i rozbiciu, i o Bożej pomocy, i naszym zwycięstwie w Bogu pięknie mówi zapomniana już dziś religijna piosenka: „Jam nie godzien, Panie, Tego coś mi dał * Ty mnie tak biednego umiłować chciał. * Nic nie mam swojego wszystko z ręki Twej, * Ale mnie samego przyjąć chciej. / Jestem jak pył ziemi, który niesie wiatr * Jakby padający z nieba w ziemię grad. * Jestem jak rozbity przez wichurę dzban, * Gdy nie stoisz przy mnie, Ty, mój Bóg i Pan. / Przeciw moim wrogom, Ty mi dajesz moc * Z Tobą mi nie straszna, nawet śmierci noc. * Czuję, żeś tu blisko, żeś mi pomóc chciał * Choć nie jestem godzien tego, coś mi dał.” Gdy wyjdziemy na ulice miasta przeżywając drogę krzyżową niech będzie w nas oprócz współczucia cierpieniom Jezusa, ogromna wdzięczność za to, co przez Jego zbawczą śmierć dokonało się w nas. Ogromna wdzięczność za jego miłość. Kim jesteśmy? Rozbity dzban znów jest cały, a w jego wnętrzu skarby Bożej łaski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *