Posted on

Klucz do życia

XXIII niedziela zwykła, rok C, kazanie do Łk 14,25-33, Mława 9 Września 2007

Wielkie tłumy szły z Jezusem. (por. Łk 14,25) Spontanicznie i bez nakazu. Gdyby kogoś z wielkich tego świata spotkało coś takiego, na pewno byłby zadowolony. Jezusa to jednak nie cieszyło. Jezus widzi nie tłumy, ale pojedynczego człowieka. Widzi każdego z osobna i wie ile jest wart.

Wie, że wielu ludzi to zwyczajni gapie – dla nich jest obojętne, czy widzą Jezusa, pożar czy człowieka przejechanego przez rydwan. Chociaż nie – przejechany byłby pewnie najlepszy – najwięcej krwi.

Wie, że wielu z tłumu idzie za nim, kierowani ludzką potrzebą ciekawości. Inni chcą załatwić jakiś interes – zyskać uzdrowienie, czy radę. Na pewno w tym tłumie będą też wysłani przez ówczesne służby specjalne tajni współpracownicy – władza zawsze chce wiedzieć, co się dzieje w tłumie.

Jezus wie też, że w tym tłumie są osoby prawdziwie szukające Boga, głodne Boga. Wie jednak, że są to rodzynki. I to może nie rodzynki w cieście, ale rodzynki w zakalcu.

Jezus wie, że za jakiś czas ten tłum stanie przeciwko niemu. Gdy przewrócimy kilka stron Ewangelii Łukasza znowu zobaczymy tłum. Tym razem, ciągnący za Jezusem od Annasza do Kajfasza, krzyczący ukrzyżuj go, a potem z satysfakcją patrzący na Jego konanie na Golgocie.

Dzisiaj w Kościele także są tłumy. Katolicki kraj, tylu ochrzczonych, zapisanych na katechezę, otwierających przed księdzem drzwi swoich domów. Gorzej jest może z chodzeniem do kościoła, ale i tak jest to potęga. Żadna koalicja hipermarketów nie wygra z niedzielną Mszą Świętą. Żadna partia nie wezwie, tydzień w tydzień, tylu swoich zwolenników na wiec.

Cieszyć się? Nie ma z czego. Wszystko to przecież zostanie przejrzane, przesiane i oczyszczone. Przypomnijmy kilka fragmentów Biblii:

„Gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. (…) [Jezus powiedział:] Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.” (Mt 13,26.30)

„Podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili.” (Mt 13,47-48)

„Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. [Drugi dom, bez fundamentu] runął, a upadek jego był wielki.” (Mt 7,25.27b)

„Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.” (Mt 25,31-33)

Wszystko to oznacza jedno – będzie weryfikacja, sprawdzian prawdziwości, próba, która pokaże autentyczną wartość, czas, który obnaży prawdę o każdym z nas.

Jeśli nie chcemy okazać się bublem, podróbką, atrapą warto poznać spojrzenie Jezusa. To spojrzenie, które wyławia z zakalca rodzynki, spojrzenie, które dostrzeże ludzi według jego serca.

Czego Jezus szuka? Mądrości!

Na czym ta mądrość polega? Na pewno nie na profesurach, habilitacjach i katedrach. Wiele razy doświadczaliśmy jak utytułowani mędrcy zawodzili społeczeństwo i Kościół, tym bardziej Pana Boga.

Jezus szuka mądrości Bożej a nie światowej. W Pierwszym Liście do Koryntian czytamy: „Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę. Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata?” (1Kor 1,19-20)

Gdzie zatem szukać tej mądrości? W krzyżu Chrystusa, w Jezusie ukrzyżowanym! W tym samym liście św. Paweł pisze: „Nauka (…) krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. (…) My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.” (1Kor 1,18.23-24)

Ta myśl, w inny sposób, wyrażona jest w dzisiejszej ewangelii: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.” (Łk 14,27)

Ten jest prawdziwie mądry, kto bierze swój krzyż. Nie ma chrześcijaństwa bez krzyża – to będzie falsyfikat, tombak, imitacja.

Co jednak dokładnie oznacza: „Brać swój krzyż”. Chciałbym byśmy pogłębili to pojęcie. Bardzo często przez niesienie krzyża rozumie się trud bycia chrześcijaninem, osobisty wysiłek. Chrześcijanin idzie trudną, wąską ścieżką wiary, potrzebuje samozaparcia, silnej woli, zdecydowania. Gotowy jest przyjąć przeciwności, gotowy jest cierpieć. Jest to droga poświecenia i determinacji.

Bez wątpienia droga wiary jest trudem wąskiej ścieżki prowadzącej przez uciski ciasnej bramy, ale spójrzmy na krzyż inaczej, głębiej. I może prawdziwej, bo będzie to perspektywa nie naszych czasów, ale czasów, w których zostało to wypowiedziane po raz pierwszy.

Postarajmy się poznać myśli tych, którzy żyjąc 2.000 lat temu, usłyszeli: „bierz swój krzyż”

[dalszy ciąg oparty na myśli Davida Goodinga]

Wyobraźmy sobie niewielkie miasteczko, gdzieś w Imperium Rzymskim, za czasów cesarza Augusta. Oto mieszkańcy miasta widzą na rynku, w otoczeniu żołnierzy, człowieka niosącego krzyż. Co myślą? Oto przestępca, godzien największej kary, oto pokonany przez władzę buntownik. Oto ten, który przegrał wszystko – pozbawiony wszelkich praw, potępiony i odrzucony. Idzie na miejsce egzekucji – miejsce gdzie zabrane mu będzie życie.

Najbardziej pierwotne znaczenie wyrażenia: „bierz swój krzyż” to „wejdź w rolę” tego skazańca. „Bierz swój krzyż” to znaczy uznaj, że jesteś przestępcą wobec Bożego prawa i buntownikiem wobec Jego przykazań. Uznaj, że owocem twojego przestępstwa i buntu jest śmierć – sprawiedliwa odpłata za twoje życie. Uznaj, że nie masz żadnych praw i nic ci się nie należy. Uznaj, że jesteś zdany na łaskę. Łaskę Boga!

Jeśli weźmiemy swój krzyż, jeśli uznamy się za grzeszników idących ku śmierci, ku wiecznemu potępieniu, to ten, na którego łasce jesteśmy powie nam: uwalniam Cię, wykupuję cię ze śmierci. Powie więcej: adoptuję cię, czynię cię swoim dzieckiem. Podnoszę cię i wywyższam.

Czy rozumiemy już dlaczego krzyż, wzięcie krzyża, jest największą mądrością?

To jest klucz do życia.

9 thoughts on “Klucz do życia

  1. Panie Jezu naucz mnie być pokorną taką jak byłeś Ty podczas swojej Męki , wyzwól mnie z wszelkiej pychy .

  2. skąd ksiadz wiedział że te kazania sa do mnie ? czuje sie tak jakby ks. mnie znał szczęsc Boze

  3. Piękne kazanie.Dużo pięknych cytatów biblijnych i przemyśleń.Proszę o mądrość dla mnie.Jezu składam moje dłonie w Twoje, moje czoło składam na Twoim czole i tak rozpostarta z Tobą na krzyżu chcę poczuć jedność naszych serc.

  4. Krzyżu Chrystusa bądź pozdrowiony i pochwalony

  5. Dziękuję za prawdy, którymi ksiądz dzieli się z nami.
    Panie Jezu naucz mnie, abym w swej wolności otwierała się na ludzi, których stawiasz na mojej drodze i z radością przyjmowała swoją codzienność

  6. Jezu ufam Tobie

  7. Panie Jezu wspomagaj mnie w dążeniu za Tobą

  8. Bardzo dziękuję za to kazanie! Dla mnie krzyż to tez NADZIEJA. Nadzieja na zbawienie, do którego krzyż właśnie doprowadził. To nie śmierć , ale brama do Raju, a więc nadzieja.

  9. Panie Jezu pomóż mi „pokochać Krzyż”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *