Opublikowano 4 komentarze

Kościół bez kościoła i księdza

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Kościół bez kościoła brzmi, przyznajmy to, nieco dziwnie, ale gdy w pierwszym członie wyrażenia zobaczymy wspólnotę ludzi wierzących w Jezusa i zjednoczonych w Nim a w drugim członie strukturę, budynek i osobę księdza, to zaczynamy rozumieć o co nam chodzi. W pierwszym wypadku jest to “Kościół” pisany wielką literą, w drugim posługujemy się literą małą na określenie budynku kościoła i tego, co z takim budynkiem nam się kojarzy.

Zestawiamy te pojęcia nie jako opozycję, konkurencję, ale jako rzeczywistości ściśle ze sobą związane. Z tym, że “kościół” bez “Kościoła” w zasadzie nie istnieje, ale sytuacja odwrotna – “Kościół” bez “kościoła”, acz trudna, jest jednak możliwa.

Czy wiesz kto założył Kościół w Korei? Świeckie osoby, które nawróciły się w CHinach, i które zaczęły głosić Ewangelię w swoim kraju. Przez lata Kościół w Korei rozwijał się, choć żaden z wierzących na oczy nie widział księdza, nie mówiąc o jakimś biskupie.

Nie pokazuję tego przykładu jako wzór. Historia ta wymuszona została przez izolację kraju i prześladowania. Historia pokazuje jednak, że możliwy jest “Kosciół” bez formalnego kościoła.

Podzielę się też historią bardziej współczesną, z książki “Jak wierzyć w trudnych czasach?”:

Jeden z księży w 2001 roku wyjechał do Rosji, do Archangielska, szukając tam potomków katolików, organizując życie parafialne.

Dla zrozumienia tej całej historii ważny jest geograficzny kontekst jego pracy. Ów ksiądz przyjeżdżał czasem do Polski, opowiadał o swojej pracy a polskie parafie wspierały jego duszpasterstwo.

Kiedyś, w czasie jednej z wizyt, opowiadał tak: gdyby Archangielsk był w Warszawie, to jego najbliższy kolega-ksiądz na północy, byłby w Sztokholmie, na południu, byłby w Budapeszcie, na wschodzie byłby w Mińsku białoruskim, a na zachodzie w Paryżu.

Pracował w takich warunkach i któregoś dnia wybrał się do sąsiedniego miasta – około 400 km, na spotkanie z grupą katolików.

W czasie tego spotkania, do sali, którą wynajęli w jakimś domu kultury wszedł dziadek, opatulony w kożuch i powiedział wszystkim po polsku: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

Ksiądz go zapytał: „Skąd się wzięliście, co was sprowadza?” A dziadek śmiało i konkretnie: „Ja przyszedł do Pierwszej Komunii Świętej”.

Ksiądz na to: „O, nie tak zaraz, najpierw trzeba zdać katechizm!”

A dziadek na to: „A ja zdał”.

„U kogo?”

Dziadek: „A u swojego proboszcza.” Przypomnę: Sztokholm, Budapeszt, Mińsk, Paryż. Jedyny ksiądz na tysiącach kilometrów kwadratowych, a tu taki tekst.

Ksiądz mówi: „I trzeba do spowiedzi.”

A dziadek: „Ja był. U swojego proboszcza.”

Co się okazało? Ów dziadek jako chłopiec przygotowywał się w 1939 lub 1940 roku do Pierwszej Komunii. Zdał katechizm, w sobotę był u spowiedzi, a w nocy z soboty na niedzielę załadowali wszystkich do bydlęcych wagonów i wywieźli na Sybir.

Człowiek ten po sześćdziesięciu latach spotkał wreszcie księdza, by poprosić go o Komunię.

Żył i przeżył ponad pół wieku bez kościoła, sam będąc Kościołem. Na początku zapewne ze swoją matką, która jak się okazało przekazała mu fundamenty wiary a potem może jedynie przez pamięć o tym, że jest cząstką wspólnoty wiernych.

Częste są w historii Kościoła momenty, gdy Kościół jest prześladowany. Zamyka się świątynie, aresztuje księży, zakazuje się religijnych praktyk. Kościół jednak trwa – w ludziach, którzy nie potrafią przestać wierzyć. W trudzie i umęczeniu, w tęsknocie za Eucharystią i sakramentami, ale żywy i prawdziwy.

Kościół, któremu tak naprawdę nic nie brakuje, bo żyje w tej wspólnocie Chrystus.

A czasem nie potrzeba prześladowań. Mamy dzisiaj całe obszary, gdzie spotkać księdza to święto. Powtórzmy jednak raz jeszcze – istnienie kościoła nie jest warunkowane obecnością księdza, ale obecnością Chrystusa:

“Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” ( Mt 18,20 )

Rok 2020 przyniósł nieznane może wcześniej, na taką skalę, problemy. Z racji zagrożeń epidemiologicznych, zarządzeń państwowych, realnych zagrożeń zdrowia i życia, zamykano kościoło albo drastycznie ograniczano liczbę zgromadzonych w kościele.

Z dnia na dzień trzeba się było uczyć przeżywania wiary bez uczestnictwa w Eucharystii.

Tak, brak możliwości uczestniczenia w Eucharystii, brak możliwości przyjęcia Komunii Świętej, to dramat.

Jednak można i trzeba z tej sytuacji wyprowadzić wielką szansę dla Kościoła.

I o tym będzie ta książeczka.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++

To szkicowy fragment powstającego poradnika “Jak przeżyć i zachować wiarę bez kościoła i księdza?”

Chcesz więcej? Chcesz poznać kolejne fragmenty? Zapisz się na specjalną listę mailingową!

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

4 komentarze do: “Kościół bez kościoła i księdza

  1. Chyba nadchodzą trudne czasy. Nie złe, ale nowe i przez to trudne. Trzeba za nie dziękować Bogu, bo On potrafi wyprowadzić z tego, co się dzieje dobro i prawdę. Być może częściej wiara przestanie się sprowadzać do wypełniania obowiązków religijnych, rytuałów i uspokajania tym swojego sumienia, a zacznie się powrót do życia Ewangelią, do oddawania chwały Bogu w Duchu i prawdzie – w izdebce własnego serca, w naszych rodzinach, domach, wspólnotach. A Eucharystia zacznie być największym cudem i łaską – upragnioną i wytęsknioną…
    Szczęść Boże!

  2. Dzięki Bogu jest wiara ,więc wierzę ze będzie tez i KOŚCIÓŁ!!!

  3. No i oczywiście historia urzekająca i wzruszająca.

  4. Hm, zaczyna się całkiem jak by to powiedzieć…. smakowicie 😉
    Chociaż, ostatnie kilka wersów ma jakby, hmmm inny rytm? Nie bardzo potrafię to przekazać.
    No ale z drugiej strony to szkic 😉
    Pozdrawiam serdecznie
    Aleksander

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *