Posted on

Kościół błogosławi związki niesakramentalne

Proponuję przy lekturze ograniczyć działania emocji, które mogą się rodzić.

Kościół błogosławi związki niesakramentalne! Nie wszystkie – niektóre, ale pozostaje to prawdą. Można żyć w związku niesakramentalnym, mieć błogosławieństwo Kościoła i przystępować do sakramentów.

Jak to się dzieje? W majestacie prawa kanonicznego i teologii.

Sakrament małżeństwa jest możliwy w przypadku gdy obie strony są ochrzczone w jakimkolwiek bądź Kościele. Jeśli jedna strona nie jest ochrzczona – sakramentu nie ma. Można natomiast zawrzeć małżeństwo – legalne i kanoniczne. Kościół nie jest tego entuzjastą – przeciwnie – zabrania, ale udziela dyspensy, jak ktoś się uprze.

I wtedy, przy dzwiękach organów, na czerwonym chodniku, w blasku świec ksiądz błogosławi związek niesakramentalny.

Jeśli ktoś mi nie wierzy to niech zerknie tutaj.

I czy w takim kontekście nie warto zapytać, czy taki sam status nie powinien być możliwy dla osób, których związki sakramentalne się faktycznie rozpadły? Otwarte pytanie – po jakim czasie, pokucie, próbie byloby to możliwe. I pobłogosławić, czyniąc nowy związek kanonicznym, legalnym chociaż nie sakramentalnym?

Porozmawiajmy. Proszę o komentarze!

9 thoughts on “Kościół błogosławi związki niesakramentalne

  1. Wreszcie ktoś podnosi ten temat! Coś podobnego istniało w kościele pierwotnym, podobna możliwość istnieje w prawosławiu. Nie zawsze błogosławieństwo drugiego związku jest pochwałą rozpusty, a często postawa ludzi Kościoła wobec rozwodników utrudnia im dotarcie do Boga. Eucharystia jest pokarmem na drodze do wieczności i lekarstwem na trąd grzechu. "Wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli"Łk 11,52

    1. BLA, BLA, BLA…

      Sakrament jest Nierozerwalny!

      Pozostale Zwiazki to tylko Rozwiazlosc i rozpusta!!!

       

      1. Albo czegoś nie doczytałeś, albo błądzisz.

        Nazywasz kanoniczne (a niesakramentalne z racji braku chrztu u jednej ze stron) związki małżeńskie, pobłogosławione przez Kościół, rozwiązłością i rozpustą?

  2. Od 15 lat jestem żoną oddaloną, od 4 rozwiedzioną i jest dla mnie bolesne, że tak mało mówi się w Kościele o wierności i ważności Sakramentu Małżeństwa na całe życie, czystości małżeńskiej a tak wiele o kolejnych rekolekcjach, wspólnotach, akcjach,  dyspenzach dla rozwodników i zwiazków niesakramentalnych. I tak naprawdę idzie się na każdy możliwy kompromis mający niby utrzymać niesakramentalne związki, o! już nie zwiazki a niesakramentalne małżeństwa, przy Kościele. Ale tak się nie stanie. Bo to nie będzie już ten sam Kościół – ostoja, jedna pewna i trwała skała. Bo Ci którzy teraz tak chcą być w Kościele (bo trzebaby żeby dzieci do tej ładnej białej komuniii przystąpiły) kiedyś sami brali ten ładny biały ślub z welonem często w ciąży a potem kolejny ładny, kolejny jedyny w życiu biały ślub z kolejnym białym welonem i dziećmi w orszku z kolejnym, i kolejnym, i kolejnym… facetem/kobietą. 

    To staje się coraz bardziej niesmaczne i Kościoła nie uratuje taki kompromis wręcz przeciwnie – do niego nie przyjdą wartościowi młodzi ludzie, którzy nie chcą żyć w totalnym kompromisie. Tylko patrzeć jak odnowią się hasła o niezasadności bezżeństwa kapłanów ( na starość kapłanów musi przecież ktoś pielęgnować dlaczego więc nie żony) bo przecież w Kościele pierwotnym tak nie było i będzie nowa schizma. I mail Anny jest przykładem na wywoływanie wilka z lasu bo wszystko można sobie dopasować do swoich potrzeb.

     

     

    1. Co za brednie i płytkie podejście do tematu! 

      1. No to mamy wyrok.

        A teraz wysoki sąd prosimy o uzasadnienie.

  3. Nie można błogosławić grzechu. A cudzołóstwo jest przecież grzechem.Dopóki Kościół nie orzeknie nieważności wcześniej zawartego małżeństwa, co daje możliwość zawarcia sakramentu następnego –  to każdy następny "związek" nie jest (dla katolika oczywiście) małżeństwem.

    Ale rozumiem (chyba) intencje Księdza… Cóż, wiadomo, można żyć w czystości, jak brat i siostra, znam nawet takie pary – po rozwodzie z pierwszym małżonkiem, a w kolejnym związku już ponad 20 lat, i  decyzja o zaprzestaniu współżycia seksualnego po to, by móc wreszcie przystępować do Komunii św.  Ci ludzie stęsknili się za Panem Jezusem…

    Pewnie, że ktoś powie, że takim "starym" małżonkom to łatwo zrezygnować, bo hormony już nie te i tak dalej 🙂 Ale to nie zmienia istoty sprawy.

    Myślę, że w takim przypadku można by np. prosić kapłana o pobłogosławienie takiego "niewspółżyjącego" związku, chocby po to, żeby małżonkowie mogli wytrwać w czystości, żeby Bóg mógł w nich działać z większą mocą, żeby ich dom nie stał się miejscem pełnym skrytych złości (wiadomo, niezaspokojone pokusy itd.), żeby ich dzieci miały dom pełen miłośći i pokoju. Ale myślę też, że takie błogosławieństwo powinno mieć wtedy charatkter raczej prywatny, nie na oczach parafian, bo co wtedy – tłumaczyć ludziom szczegóły swojej sytuacji i decyzji? A jeśli się nie wytłumaczy, to przecież to będzie zgorszenie – że ksiądz błogosławi "rozwodników"…

    Zdaje się, że nawet takie sytuacje są przewidziane w duszpasterstwie, dawno temu o tym czytałam, chyba chodziło o to, że zaleca się takim niesakramentalnym małżeństwom np. przeprowadzkę tam, gdzie ludzie  nie wiedzą o nich, że żyją bez ważnego ślubu kościelnego, i to ma zapobiec zgorszeniu. Sąsiedzi myślą, że to "normalne" małżeństwo, a małżonkowie wiedzą, że są niesakramentalni, ale żyją w czystości seksualnej, i nikomu nie muszą sie z tego tłumaczyć.

    Myślę, że to mądre podejście. Bo świadectwo dawane otoczeniu jest bardzo ważne. Inaczej siejemy zamęt. Moim zdaniem rację ma Wiesia (kilka komentarzy wyżej), to nie do przecenienia – dawanie świadectwa o wartości waznego, sakramentalnego małżeństwa chrześcijanskiego, katolickiego. Po co kombinować i wymyślać jakieś "odmiany" normalnego ślubu katolickiego? Jezus wyraźnie i jasno powiedział, że "branie za żonę" osoby oddalonej przez innego małżonka (i vice versa) to cudzołóstwo.

    Ja osobiście znałam kiedyś (już kontakt się urwał)  człowieka, bardzo zaangażowanego zresztą w duszpasterstwo akademickie, bardzo gorliwego katolika, który bardzo młodo się ożenił, i po kilku latach okazało się, że to była "pomyłka"… Nie udało się uzyskać orzeczenia kościelnego o nieważności zawarcia tego małżeństwa. A kolega miał już nowo poznaną kandydatkę na kolejną żonę.I cóż  zrobił? Zmienił wyznanie na prawosławne i tam wziął "smutny" ślub, ten o innej formule liturgicznej, jako "niepochwalany" kolejny związek, ale cóż, błogosławimy wam…). Taki fortel. Wzbudziło to niesmak i pewne zgorszenie wśród dawnych znajomych, i trudno się temu dziwić. Bo skoro Kościół nie znalazł powodów, by orzec nieważność poprzedniego sakramentu, to zgodnie ze słowami Jezusa "cokolwiek zwiążecie na ziemi (…) i "cokolwiek rozwiążecie (…)" – "(…) będzie związane/rozwiązane w niebie". Więc jest jakiś inny Jezus, który w drugim Kościele, innego wyznania, pobłogosławił tych "małżonków"? Czy to nie jest jakaś schizofrenia duchowa?

    Konkludując: jestem jak najbardziej za opieką duszpasterską dla ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych, ale nie za publicznymi formami błogosławieństwa tym związkom – najwyżej prywatnie, osobiście, jako formę modlitwy wstawienniczej kapłana o łaski potrzebne do życia jak najbardziej zgodnego z przykazaniami, i może zachętę do życia w czystości, jak brat z siostrą? Inaczej rozmywamy naukę Jezusa, ucząc ludzi takiego "ślizgania się" między przykazaniami Bożymi…

     

     

    1. Podoba mi się ten komentarz. Zgadzam się z nim, 

  4. Akceptacja nowego związku, jako małżeństwa, zamyka drogę powrotu do sakramentalnego małżeństwa i do czekającego małżonka. Co Bóg złączył tego człowiek niech nie rozłącza!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *