Posted on

Krzyż na ramionach

XXIII Niedziela Zwykła, C; Mdr 9,13-18b; Ps 90,3-6.12-14.17; Flm 9b-10.12-17; Ps 119,135; Łk 14,25-33; Winnica, 5 września 2010 roku.



Biskupi Polsce kierują do swoich wiernych list z okazji 20 rocznicy powrotu katechezy do szkoły – „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32).

Możemy się cieszyć, że katecheza wróciła do szkolnych sal, ale chciałbym, by ta radość była głębsza. Cieszmy się ze zwycięstwa polegającego na tym, że szkoła ma służyć społeczeństwu, żywym, konkretnym ludziom, a nie być narzędziem narzuconej przez państwo ideologii.

Cieszmy się powrotem do normalności, ale jednocześnie strzeżmy zwycięstwa i nie pozwólmy innym ideologiom wykorzystywać szkoły do własnych interesów. Obalony komunizm to jedna z wielu ideologii, które chętnie się biorą do wychowywania waszych dzieci. Dodajmy precyzyjnie – do wychowywania za wasze pieniądze.

Zobaczmy jak to było – cofnijmy się o kilkadziesiąt lat. Komunistyczne państwo zabiera wam pieniądze, część rozkrada i marnuje, za część buduje szkołę w Golądkowie i ją utrzymuje. Nie wolno jednak w tej szkole prowadzić katechezy – rząd i ministerstwo lepiej wie jak się wychowuje wasze dzieci. Próbuje się indoktrynować młodzież – dobrze, że duża część nauczycieli sprzeciwia się temu. Ksiądz jednak nie może przyjść do szkoły.

Musicie znowu za swoje pieniądze zbudować w Golądkowie salę – małą szkołę obok dużej szkoły, gdzie dzieci będą katechizowane. Czy to jest normalne?

Dobrze, że 20 lat temu sytuacja wróciła do normalności. Powtórzę raz jeszcze – szkoła ma służyć społeczeństwu a nie być narzędziem narzuconej przez państwo ideologii.

Nie znaczy to, że z katechezą w szkole nie ma problemów. O dwóch takich problemach chcę dzisiaj mówić.

Zacznijmy od dzisiejszej Ewangelii. Za Jezusem szły tłumy. On jednak zamiast się cieszyć powiedział, że są tacy (nie wiemy ilu), którzy nie mogą być jego uczniami.

Dlaczego? Nie biorą swojego krzyża. "Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem." (Łk 14,27)

Czasem mówiąc o niesieniu krzyża myślimy o cierpieniach, które nas spotykają. Krzyż to coś więcej. Krzyż to nasze umieranie dla grzechu i życie dla Boga.

I tu jest pewien problem a jednocześnie klucz do zrozumienia pewnej kwestii. Ten krzyż trzeba wziąć samemu. Nikt nie może go wziąć za nas i nikt, nawet Bóg, nie może go nam włożyć na plecy.

Jeśli ktoś komuś chce włożyć krzyż na plecy, to nawet przy najszlachetniejszych intencjach będzie traktowany jak oprawca.

Wiara zawsze będzie osobistym wyborem każdego człowieka. Nie można wychować człowieka wierzącego. Nie można nauczyć wiary. Wiarę zawsze się wybiera – to decyzja człowieka. Wychowanie i nauka to tylko pomoc, podprowadzenie. Wychowanie i nauka to ważne i cenne rzeczy, ale to TYLKO pomoc i TYLKO podprowadzenie.

  

       Czytaj także: Kazanie - Błogosław...

 

To jedna ważna zasada. Druga (i drugi problem) to kręgi oddziaływania. W przypadku dzieci i młodzieży pomoc i podprowadzenie – wychowanie i nauka – to w pierwszym rzędzie obowiązek i zadanie rodziców – krąg najbliższy. Potem długo, długo nic i dopiero katecheta i ksiądz. Taki jest porządek świata i takie jest nauczanie Kościoła – Kościół tylko wspiera rodziców w ich wychowaniu i edukowaniu dzieci. Nie chodzi tu o bierność Kościoła, ale więcej się nie da.

Gdy Kościół wbrew rodzicom bierze się za wychowanie i edukację dziecka to staje się taki sam jak komunistyczny aparatczyk i urzędnik z przeszłości.

Problem z katechezą zaczyna się wtedy, gdy rodzice zdejmują z siebie, czy to częściowo, czy to całkowicie, obowiązek wychowania do wiary i religijnej edukacji, czyli obowiązek pomocy i podprowadzenia pod wiarę. Nikt nie ma szans wyręczyć w tym rodziców. Zdejmują z siebie obowiązek a jednocześnie "podrzucają" swoje dziecko Kościołowi – zróbcie z nim coś.

A co można zrobić?

Nauczyć Ojcze nasz? Uda się, dziecko "zaliczy" modlitwę, ale jednocześnie nigdy nie przyjmie, że modlitwa jest czymś ważnym, jeśli widzieć będzie, że jego rodzice się nie modlą.

Powiedzieć o obowiązku chodzenia do kościoła? Dziecko usłyszy i nawet powtórzy, ale czy przyjmie to, jeśli widzi, że rodzice nie praktykują? I samo też nie przyjdzie, bo w naszej Parafii niemal każde dziecko musi być do Kościoła dowiezione.

Uczyć o miłości? To będzie czysta teoria jeśli dzieci nie doświadczą tej miłości w domu, jeśli nie będą kochane w domu, jeśli nie będą widzieć kochających się rodziców, jeśli nie będą widzieć dobroci, szacunku i życzliwości rodziców wobec sąsiadów i wszystkich ludzi.

Katechizowanie dziecka bez pierwszorzędnego zaangażowania rodziców to budowanie bez fundamentów – to się nie może udać.

Kiedyś zapytałem matkę ucznia, jaki jest największy plus religii w szkole. Odpowiedziała: „Najważniejsze jest to, że nie muszę się martwić, żeby moje dziecko było na katechezie”. I szybko się poprawiła: „Nie, to jest minus!”.

Zauważcie dobrze: "Nie muszę się martwić"! Taka sytuacja to podkopanie fundamentów. Jeśli jakiś rodzic faktycznie "przestanie się martwić" o katechezę swoich dzieci, o prowadzenie ich do wiary to prawie przekreśla szansę swoich dzieci na zbudowanie w nich prawdziwej wiary.

Mówię "prawie", bo zawsze oczywiście działa ludzka wolność i działa łaska Boża, i dzieją się cuda. Brak "martwienia się" i odpowiedzialności za katechezę to będzie jednak rzucanie kłód pod nogi zamiast prostowania ścieżek.

Stąd płynie moje mocne i stanowcze wołanie do rodziców. Wy jesteście odpowiedzialni za katechizację swoich dzieci. Kościół może tylko was wesprzeć, pomóc i uzupełnić.

Wy jesteście odpowiedzialni za religijne praktyki swoich dzieci.

Wy jesteście odpowiedzialni za nauczenie ich modlitwy.

Wy jesteście odpowiedzialni za pokazanie im miłości.

Wy! A potem długo, długo nic i dopiero ksiądz i katecheta.

Nie zdejmujcie tej odpowiedzialności z siebie i nie wkładajcie jej na nikogo, ani na szkołę, ani na parafię, ani na księdza, ani na katechetę. Wy jesteście dla swoich dzieci takim autorytetem, że nikt inny nawet się porównać nie może.

Gdy przynieśliście swoje dzieci do chrztu usłyszeliście słowa: "Prosząc o chrzest dla swoich dzieci, przyjmujecie na siebie obowiązek wychowania ich w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowały Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świadomi tego obowiązku?"

Powiedzieliście "tak". W imię odpowiedzialności za swoje dzieci, w imię miłości do nich nie zamieniajcie tego na "nie".

Pomóżcie swoim dzieciom wybrać krzyż i wiarę. Kościół wam pomoże, ale to wy jesteście pierwsi i niezbędni. To wy jesteście pierwsi i niezbędni.

18 thoughts on “Krzyż na ramionach

  1. Bardzo pięknie, nic ująć nic dodać:)

  2. Brawo. Sama istota. Mam ochotę to wydrukować i dać wszystkim rodzicom gimnazjalistów, których mam uczyć, chyba by mnie ukrzyżowali. Dzięki. Ewa.

  3. Sama istota. Katechizować trzeba także rodziców, za nim oddadzą swoje dzieici na katechezę. Spotkanie z nimi i przedstawienie programu współodpowiedzialności za wtajemniczenie chrześcijańskie. Podpis pod deklaracją i systematyczne spotkania indywidualne bądź grupowe. Mam ochotę dać ten materiał każdemu gimnazjliście, żeby przekazał swoim rodzicom, pewnie by mnie ukrzyżowali. Pozdrawiam Ewa.

  4. W końcu właściwe postawienie akcentów. Konkretnie i na temat, a przy okazji mniej nudno niż czytany list i bez podlizywania się komukolwiek

  5. Zgadzam sie w całej rozciągłości z Księdzem. Zastanawiam sie jednak jak wesprzeć rodziców, bo oni sami mają duże braki.Katecheza w podstawówce (gimnazjum jeszcze nie było) , potem albo zawodówka, albo liceum i…koniec. 18-19 lat niby człowiek ukształtowany, ale czy rzeczywiście? Wiem odpowiedzialnośc za swoją wiarę, jasne nikogo nie chcę usprawiedliwiać ani niańczyć, ale przecież wszyscy wiemy jak łatwo utracić zapał. nie wszyscy trafiają do wspólnot wiary. Myslę, że katecheza dla dorosłych to jest to w co powinniśmy jak najszybcie "zainwestować". Niestety nie wszyscy głoszą Słowo tak jasno i życiowo jak Ks. Zbigniew 🙂 Szczególnie podobało mi się zdanie w kazaniu –  "Wy jesteście dla swoich dzieci takim autorytetem, że nikt inny nawet się porównać nie może." Bardzo Księdzu za nie dziękuję w imieniu rodziców, którzy mogli je usłyszeć. MYślę, że dziś rodzice sami nie są tego świadomi. Boże prowadź! M

  6. Dziękuję bardzo. Przeczytałam "konsumując"  każde słowo. Pozwoliłam sobie na rozesłanie kazania e- mailem wszystkim swoim uczniom z prośbą o przekazanie rodzicom

  7. DZIŚ KATECHEZY RÓWNIEŻ POTRZEBUJĄ RODZICE BO TO WŁAŚNIE ONI SA PIERWSZYMI NAUCZYCIELAMI, TYLKO JAK TO ZROBIĆ  BY DOTRZEĆ DO RODZICÓW A W NASZYCH PARAFIACH GENERALNIE NIE PROWADZI SIĘ KATECHEZY DLA RODZICÓW.  DZIĘKI  ZA TEN TEKST.

  8. Krzyż na ramionach to bardzo trafne określenie tego z czym mamy się zmierzyć- wytrwale i konsekwentnie katechizować każdego człowieka i nigdy nie rezygnować z kolejnej próby, nawet z tym najbardziej opornym człowiekiem,a może właśnie szczególnie z nim.Proszę katechetów,aby mówili dzieciom,że Bóg ich kocha.Ja dowiedziałam się o tym kiedy byłam już dorosła i moja droga do Boga,od lęku do ufności i miłosci była trudna.Ogarniam Was swoją modlitwą.

  9. Potrzeba świadków wiary wśród dorosłych. Jedna rodzina, osoba która żyje Bogiem niech pociąga innych. Np. w Diecezji Siedleckiej są ewangelizacyjne domy rekolekcyjne, w których są organizowane rekolekcje dla małżeństw, dorosłych. Może przyjechać każdy, nawet niewierzący, nie musi być w żadnej wspólnocie aby uczestniczyć w tych rekolekcjach. Ci, którzy tam byli pociągają innych świadectwem własnej przemiany. Pozdrawiam i życzę wiele nadziei i radości

  10. Bardzo mądrze napisane. Nie wykluczam, że rozdam xero tego tekstu rodzicom moich uczniów. Dziękuję !

  11. otóż to właśnie… czasami słyszę od mojego Proboszcza, że my – dzisiejsi szkolni katecheci, to nic nie robimy, bo dzieci coraz mniej przychodzi do kościoła, a młodzież chyba w ogóle zniknęła z jego murów. Dawniej, w salkach – to była katecheza! Dzieciaki tłumnie przychodziły… A dziś tamte dzieciaki są rodzicami moich dzisiejszych uczniów… I zastanawiam się czasem, gdzie są owoce tamtej wspaniałej katechezy? Dlaczego tamte tłumy ówczesnych dzieci nie przyprowadzają dzisiaj swoich dzieci równie tłumnie?…

  12. Tego mi własnie było potrzeba….przygotowuje sie do spotkania z rodzicami I Komunijnymi, za pozwoleniem oczywiście …czy moge wykorzystac fragmenty?
    Życze Ksiedzu nadal mocy Ducha Św. do  głoszenia tak wspaniałych kazań

  13. Ja również uważam ten tekst za dobry. Nie tylko jako Katechetka ale także jako Mama:)dziekuję!

  14. ,,Krzyż to coś więcej. Krzyż to nasze umieranie dla grzechu i życie dla Boga.Nikt nie może go wziąć za nas i nikt, nawet Bóg, nie może go nam włożyć na plecy,,
    Sens życia chrześcijańskiego.Ta świadomość, powinni w nas kształtować, rodzice, kapłani,także my sami.
    dobre kazanie

  15.  
    Dzięki Księdzu za poruszenie tego tematu,  od tej właśnie strony !
    Dokładnie – dzisiaj rodzice / wielu niestety / uważają, że obowiązek nauki o Bogu spoczywa na Kapłanach . Nauki – tak , ale biedaki  nie rozumieją, że wiary nie można nauczyć na katechezie.
    Wiarę winni przekazywać RODZICE / CHRZESTNI / w R O D Z I N I E  oczywiście !
    Ale cóż,  jak oni jej sami nie mają ? 
    Oni  nie mają co przekazywać swoim dzieciom … 
    Potrzebni więc wnukom dziadkowie i ich modlitwa o utraconą wiarę dla ich dzieci .
    Czyż nie ponoszą za to jakiejś winy ? Czy naprawdę tylko system komunistyczny zawinił  . . .?
     
     

  16. BARDZO DZIĘKUJĘ KSIĘDZU ZA TEN WARTOŚCIOWY TEKST!!!
    JESTEM W PARAFII, W KTÓREJ JEST SANKTUARIUM KRZYŻA JEZUSA KONAJĄCEGO. WYCHOWANIE DZIECI I RODZICÓW DO PRZYJĘCIA KRZYŻA ODNOŚNIE WYCHOWANIA  (SWOICH POCIECH ) W WIERZE – NIE JEST PROSTE…
    POZDRAWIAM SERDECZNIE!

  17. To prawda to przede wszystkim rodzice muszą zadbać o to aby dziecko pokochalo Boga i Jego nakazy. Mój 6 letni synek powiedział że zamiast bajek na dobranoc chce bym mu czytała Biblię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *