Posted on

Miłość, walka i bezbożność

Boże Narodzenie. Pasterka, Iz 9,1-3.5-6, Ps 96,1-2,3 i 10ac,11-12,13, Tt 2,11-14 Łk 2,10-11, Łk 2,1-14; Winnica, 25 grudnia 2009 roku.

Dużo nas w kościele. Dużo, choć pora późna a pogoda brzydka. Dużo nas będzie przez cały dzień. Będzie nas dużo więcej niż było 19 lipca, 20 września czy 15 listopada. Dużo więcej niż w jakąkolwiek niedzielę.

Skąd ta mnogość? Wiadomo – święta Bożego Narodzenia. Coś chwyta za serce każdego twardziela, gdy łamie się opłatkiem. Dźwięki kolęd wywołują wspomnienia najpiękniejszych chwil dzieciństwa. Rozświetlona choinka i prezenty kładzione i znajdowane pod nią dają tyle radości.

Idziemy wtedy do kościoła, wchodzimy do środka albo zatrzymujemy się w ciemnym kącie pod chórem. Siedzimy albo, jeśli zabrakło nam miejsca, stoimy. Jesteśmy na Pasterce. Śpiewamy kolędy. Przy bocznym ołtarzu żłóbek. Na początku Mszy Świętej uczyniliśmy znak krzyża, potem wysłuchaliśmy Ewangelii…

Powiem wam pewną tajemnicę… powiem wam kim jesteście… Ta tajemnica dotyczy wszystkich. Tych, którzy znają tę świątynię dobrze, bo odwiedzają ją co tydzień, bywa, że nawet częściej, i tych którzy są tu raz czy dwa razy w roku, albo nie byli już kilka lat, albo nie byli tu wcale. Tajemnica tych, którzy siedzą tu bardzo blisko i tych, którzy pochowali się po kątach. Tajemnica tych, którzy przyjmą dziś Komunię Świętą i tych, którzy przyjąć jej nie mogą lub nie chcą. Tych, którzy się modlą i tych którzy już zapomnieli. To jest też moja tajemnica.

To bardzo prosta tajemnica – każdy z nas chce być kochany. Potrzebujemy tej miłości do życia. Do życia jest nam ta miłość niezbędna. Bez tej miłości umieramy, albo żyjemy wypaleni i puści. Żyjemy nie wiadomo po co? Nie wiadomo dla kogo?

Do tej potrzeby jeden się przyznaje inny udaje, że jest od tych tęsknot wolny. Na opłatku w gimnazjum, w czasie programu przygotowanego przez młodzież, mogliśmy usłyszeć przejmujący wiersz:

„(…) Zdobywcy księżyca / wstydzimy się / miękkich gestów / czułych spojrzeń / ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy / wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość / wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni, cyniczni / z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą / przy szczelnie zasłoniętych oknach / gryziemy z bólu ręce / umieramy z miłości.”

Wszyscy potrzebujemy miłości. Ja i ty. To cała nasza tajemnica.

Przeżyć miłość to największe szczęście. Nie doświadczyć miłości to największa tragedia.

CHCĘ BYĆ KOCHANY!

I to jest koniec pierwszej części kazania.

Część drugą można streścić w jednym zdaniu. Miłości trzeba się uczyć, o miłość trzeba walczyć.

Czasami wydaje się komuś, że miłość się „trafia” – spada ona z nieba, albo nie spada – nie trafia do nas. Tak czy inaczej – nie mamy na to żadnego wpływu. To duży błąd w myśleniu. Gdy chcemy zdobyć majątek to trudzimy się, biegamy, główkujemy, kombinujemy. Gdy zdobyć chcemy majątek największy – miłość, to… tylko czekamy.

Otóż nie! Miłości trzeba się uczyć, o miłość trzeba walczyć.

Dużo lekcji można by dać w szkole miłości. Dam tylko jedną, najprostszą, z zachętą, by uczyć się dalej. Wiersz, który cytowałem miał takie zdanie: „wstydzimy się / miękkich gestów / czułych spojrzeń / ciepłych uśmiechów”.

Pierwsza lekcja to przełamanie tego fałszywego wstydu. Są dwie możliwości. Albo ktoś nam bliski jest teraz z nami – mąż, żona, rodzice, dzieci, narzeczony, przyjaciel – albo nie ma go tu.

Jeśli jest teraz blisko to niezwłocznie proszę spojrzeć na niego – czule. I uśmiechnąć się – ciepło. I jeśli zechcecie, a bardzo to by się przydało, dotknijcie go – miękko. Nie trzeba niczego mówić głośno – oczy powiedzą za was wszystko. Spotkajcie się swoim wzrokiem.

Zróbcie to.

A jeśli ten bliski nie jest w tej chwili przy was to pomyślcie o nim. Możecie zamknąć oczy i wypowiedzieć w myślach jego imię. I obiecajcie sobie, że przy najbliższej okazji, nie wolno tego odkładać, spojrzycie i dotkniecie go czule.

To brzmi sielankowo, ale wiem, że dla wielu z was może to być dramat. Bo spoglądamy w oczy, a ktoś ucieka wzrokiem. Chcemy dotknąć a ktoś odskakuje jak oparzony. Bywa dramat, bo niezgoda, złość, cierpienie. Tym większe, że doznane od najbliższych albo dane najbliższym, bo każdy z nas jest zdolny nie tylko do tego, by kochać, ale także do tego, by krzywdzić. Niestety.

Dlatego miłości nie tylko trzeba się uczyć, ale także o nią walczyć. Mam przekonanie, ze zbyt łatwo odpuszczamy, że zbyt łatwo rezygnujemy, zbyt łatwo uznajemy się za pokonanych. I spisujemy na straty małżeństwo, przyjaźń, rodzinne więzy.

Nie wolno się poddawać. Masz walczyć. Mniej świadomość, że walczysz nie tyle o te czy inne więzy, o miłość, ale tak naprawdę walczysz o swoje życie.

O MIŁOŚĆ TRZEBA WALCZYĆ!

Koniec drugiej części kazania, czas na trzecią – ostatnią.

Ta część traktować będzie o potrzebie fundamentu dla dwóch pierwszych części. Za chwilę do tego dojdziemy.

Skąd się bierze to największe nasze pragnienie? Pragnienie miłości? Z tego, że stworzeni jesteśmy na obraz i podobieństwo Tego, który jest miłością. Zobaczmy więc, że Bóg jest fundamentem naszej potrzeby miłości. To On zaszczepił w nas miłość.

A gdzie mamy uczyć się miłości? Skąd mamy czerpać mądrość, by uczyć się kochać? Czerpmy ją od Tego, który jest mądrością największą. Skąd mamy czerpać siły do walki o miłość? Od Tego, który jest Mocą najwyższą. Bóg jest fundamentem naszego życia i kochania. Bez Niego nie jesteśmy zdolni do miłości. Bez Niego miłość gaśnie albo staje się karykaturą samej siebie.

Bóg jest fundamentem. Na nim możemy się opierać, od niego uczyć się miłości i czerpać siły do walki o miłość..

Bóg jest fundamentem, ale jak świat światem to tylko cząstka ludzkości buduje na fundamencie. Część buduje na piasku.

I teraz padnie ważne pytanie. Budujesz swoje życie na fundamencie czy na piasku. Budujesz i żyjesz z Bogiem, czy bez niego – uważając, że piasek to solidna podstawa…

Dużo nas w kościele. Dużo, choć pora późna a pogoda brzydka. Dużo nas będzie przez cały dzień. Będzie nas dużo więcej niż było 19 lipca, 20 września czy 15 listopada. Dużo więcej niż w jakąkolwiek niedzielę.

Wiecie co? Za dwa tygodnie wszystko wróci do normy. Będzie nas połowa, czy czwarta część. I powiem wam dlaczego. Jedni z nas nie mogą żyć bez Boga – wiedzą, że to ich fundament a drudzy wybrali piasek – już się nauczyli jak to żyć bez Stwórcy. Bóg, tak naprawdę – jest im niepotrzebny.

Dużo pośród nas tych, którzy żyją bez Boga…

Nie mam zamiaru na nikogo wskazywać. Niech każdy z nas zajrzy w swoje serce. Daje jedynie myśli do zastanowienia się.

Jeśli jesteś dzisiaj w kościele, a nie ma cię przez resztę roku to żyjesz bez Boga. Jeśli teraz wypowiadasz słowa modlitwy a przez cały rok twe usta milczą, to żyjesz bez Boga. Bóg ci jest niepotrzebny. Jeśli przypominasz sobie o nim tylko w Wigilię, to znak, że przez resztę roku doskonale się bez Niego obywasz. Każdy z nas łamie przykazania, bo jest słaby i grzeszny – to zupełnie inna historia, ale jeśli odrzuciłeś je uważając Boży dekalog za durne wymagania, to żyjesz bez Boga – wyrzekłeś się Jego mądrości. Bóg ci jest do niczego niepotrzebny.

W drugim czytaniu św. Paweł zachęcał nas: „abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie”. (Tt 2,12)

Bezbożność, której mamy się wyrzec, to nie jest bluźnienie Bogu i zdejmowanie krzyży. Bez-bożność to po prostu życie bez… Boga.

Można zadać sobie trud przyjścia na pasterkę. Szanować księży i kościół. Nigdy nie podnieść ręki na krzyż. Nie walczyć z wiarą. I… żyć bez Boga. O tym bowiem, czy żyjemy z Bogiem, czy bez Niego świadczą nie deklaracje w pewnych momentach, ale codzienność. Twoją relację do Boga określa nie dzień 25 grudnia, ale właśnie 19 lipca, 20 września, 5 listopada… 6 listopada… 7… Określa codzienność.

Czy kobieta będzie się cieszyć z kwiatów wręczonych na 8 marca, gdy mąż przez cały rok nie pamięta o niej, lekceważy ją i ugania się za innymi kobietami? A czy Bóg cieszyć się będzie z kurtuazyjnej wizyty kogoś, kto zaraz, na długi rok, zapomni o Nim?

Dużo nas w kościele. Dużo, choć pora późna a pogoda brzydka.

2 thoughts on “Miłość, walka i bezbożność

  1. Piękne kazanie. Jakże trafne spostrzeżenia, Dzięki

  2. jakie konkretne, no przecież nic nie można zrobić bez miłości, z tym wstydem to trafiony w dziesiątkę tyle jest okazji żeby okazać czułość drugiej osobie a sie wstydzę przy innych, np przy teściu, ale teraz postaram sie przełamać ten wstyd. Sczęść Boże

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *