Opublikowano Dodaj komentarz

Młocarskie sanie

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Czwartek, 2 tydzień adwentu; (Iz 41,13-20); (Ps 145,1 i 9,10-11,12-13ab); Aklamacja; (Mt 11,11-15); Winnica 12 grudnia 2019, Wieczernik Winnicki.

Bóg mieści w sobie pozorne sprzeczności. Można o nim powiedzieć, że jest Bogiem delikatnym, czułym i troskliwym. I będzie to prawda. Można o nim powiedzieć król i mocarz, i też będzie to prawda.

Sprzeczność jest pozorna, bo delikatność objawia się przy innych okazjach i siła przy innych okazjach.

Nie trzeba nawet sięgać do Boga, by to zauważyć. Wilczyca może zagryźć dzika a zaraz potem baraszkować z młodymi i być przez młode wilczki pokonaną.

Tak samo my musimy odnaleźć w sobie siłę i słabość, delikatność i przebojowość. Uwaga! Nie tyle znaleźć co poukładać to w sobie. Poukładać, bo bywa, trzymając się porównania z wilczycą, że baraszkujemy z dzikami a zagryzamy młode.

Starożytni Izraelici młócili zboże przy pomocy sań młocarskich. Te sanie, ciągnięte przez woły, miały zęby, wypustki, które kruszyły kłosy. Po takiej młócce wystarczyło tylko wszystko przewiać i zostawało czyste ziarno.

W pierwszym czytaniu, Bóg daje obietnicę, że wierni wyposażeni będą w ogromną siłę, którą porównuje się właśnie do młockarskich sań. Z tym, że są to jakieś niewiarygodne, potworne sanie, które kruszą góry na drobną sieczkę.

Do czego użyć tej ogromnej siły? Przychodzi łatwa odpowiedź – do walki. Do walki z LGBT, z ateistami, z komunizmem, z terroryzmem, herezją, moralnym zepsuciem, doktrynalnym zamętem. Pokonać, zniszczyć, zrobić porządek.

Opanujmy jednak nasze pragnienie porządku i pomyślmy, że te młocarskie, ogromne sanie, z wizji Izajasza, to jednak dalej są sanie. Zatem na końcu, jak się już wszystko pokruszy i przewieje, to ma zostać ziarno.

Ma zostać po wszystkim czyste ziarno.

Gotuj się do walki, ale pamiętaj, że ma zostać ziarno. Walka „po Bożemu”, to nie jest sianie zniszczenia, to nie jest wypalenie czegoś do korzenia. Walka po chrześcijańsku to jednak jakieś wydobycie dobra.

Nie walczymy dla walki samej, zwycięstwa i zniszczenia przeciwnika. Walczymy, by z tego wynikło jakieś dobro.

I tu warto przypomnieć znaną zasadę. Walczymy z grzechem, nie walczymy z grzesznikiem. Odróżniamy człowieka od tego co ten człowiek robi.

Przypominajmy sobie często, że każdy człowiek ma niezbywalną godność. Czego by nie zrobił, jakiego grzechu się dopuścił, jakiego przestępstwa nie popełnił – zachowuje godność, której nie możemy naruszać.

Nie możemy a naruszamy. Wystarczy sięgnąć po internetowe komentarze i przeczytać: „chołota”, „debile”, „gnidy”, „barachło”, „miejsce bydła jest w oborze”.

Można się z kimś głęboko i fundamentalnie nie zgadzać, można walczyć i zwyciężać, ale nigdy u przeciwnika, a tym bardziej u pokonanego, nie wolno naruszać jego godności.

Nie wolno tego robić, nawet jeśli przeciwnik naruszy naszą godność. W Biblii nie ma zasady „co wam zrobią to wy im zróbcie”. Jest coś zupełnie innego: „Co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7,12a)

„Mieszanie zła z dobrem daje zło”. Jeśli do słusznej walki, dodasz złe elementy, złe metody, to końcowy efekt nie będzie podobał się Bogu. To będzie zło, nawet jeśli przyświecały ci szczytne ideały.

Jeremiasz, jeden ze starotestamentalnych proroków, dostał od Boga misję: wyrywania i obalania, niszczenia i burzenia, ale wraz z tym budowania i sadzenia. (por. Jr 1,10)

Naszych przeciwników mamy nawracać a nie niszczyć.

Chciałbym, by starania i wysiłki o to, by Nergal, za swoje profanacje poszedł do więzienia, były równe temu, by z oddaniem i determinacją modlić się o jego nawrócenie.

Widząc, że ktoś robi zło, przeciwstawiając się temu złu, nie możemy zapominać, że robiący to zło pozostaje dzieckiem Boga. Pogubionym czasem strasznie, ale dzieckiem Boga.

Dzieckiem Boga a nie „debilem”, „gnidą”, „bydlakiem w oborze”.

Paweł nas poucza: „Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.” (1Tm 2,1-4)

Dodam, że władza ma to do siebie, że się zmienia. Pawłowe zaś zalecenia są niezmienne. Oznacza to, że chrześcijanie mieli się modlić za Nerona, za prezydenta Kwaśniewskiego. Teraz mają się modlić za prezydenta Dudę. A jak Bóg dopuści to będą się modlić za prezydenta Biedronia.

Skoro jednak już weszliśmy w obszary walki, to chciałbym pokazać fronty walki ważniejsze niż LGBT i lewactwo.

Te fronty to szatan, grzech i ty sam.

Pokażesz prawdziwą moc, gdy na tych właśnie frontach będziesz umiał zwyciężać. Gdy zaprzesz się samego siebie (por. Mt 16,24). Gdy będziesz walczył z grzechem aż do przelania krwi (por. Hbr 12,4). Gdy będziesz deptał głowę węża (por. Łk 10,19).

Pokażesz prawdziwą siłę, gdy z każdej twojej walki wyjdzie jakieś dobro, zaświeci jakaś prawda, zostanie jakieś ziarno.

Wyrywać, obalać, niszczyć i burzyć, ale także budować i sadzić.

Jeśli z jakiejś twojej młócki, czy to w Internecie, czy to w życiu realnym, zostanie tylko sieczka, to znaczy, że w czymś przesadziłeś, albo czegoś nie dopilnowałeś, alo czegoś nie rozumiesz.

Zobaczmy, że puentą młócki w pierwszym czytaniu jest przemiana pustyni w oazę, pustkowia w ogród.

Boże dzieło to dzieło tworzenia a nie zniszczenia.

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *