Posted on

Młodzież – Młodość

Młodzież – Młodość

1. Lubicie bawić się słowami? To znaczy znajdować ukryte sensy, dorabiać nowe, łamać szyfry? Pobawcie się ze mną. Proszę Pobawcie się ze mną słowem „młodość”.

2. Najpierw powtarzając to słowo znajdujemy w nim inne – mianowicie: „dość”. Czy to nie trafnie określa kim są młodzi? To tacy ludzie, którzy mówią „dość”. Mówią „dość” wszystkiemu i wszystkim. Rodzicom, nauczycielom, księżom, Panu Bogu, uznanym wartościom, tradycjom, stylowi epoki.

3. Mówią „dość”. Czy to dobrze, czy to źle? Zależy. Gdybym jednak miał do wyboru tylko dwie odpowiedzi: „dobrze” lub „źle” i żadnej możliwości tonacji, czy dopowiedzi to powiedziałbym: „dobrze”. Dobrze, że młodzież mówi „dość”, że kwestionuje, stawia wszystko na głowie, burzy. Pozwala to na zbudowanie autentycznie osobistego życia. Biedny musi być taki człowiek, który w stosunku do kobiet zachowuje się jak tata, poglądy polityczne ma po starszym bracie, wiarę ma po babci, maniery po ciotce. I pytam – kim on jest? Ojcem, bratem, babcią czy ciotką? – bo na pewno nie sobą samym. Czy ma on coś swojego? Dlatego tak ważne jest to, by powiedzieć – nie, dość, rozwalam to wszystko i buduję coś swojego.

4. Możliwe, że po zbudowaniu (zewnętrznie) będziesz podobny do ojca w swym zachowaniu względem kobiet. Ojciec jest gentlemanem i ty też. Ale teraz nie jest to kopia, sztampa, kolejny egzemplarz z taśmy produkcyjnej, ale Twój wybór, przemyślany i dojrzały. A przez to stanowiący cząstkę Ciebie.

5. To o czym mówiłem ma bardzo duże odniesienie do sposobu przeżywania wiary. Tu także, jeśli chcesz budować swoją dojrzałą religijność, należy powiedzieć „dość”. Zobacz, być może wszystko co dokonało się w twoim życiu religijnym było dziełem innych osób, rodzice przynieśli Cię do kościoła i poprosili o chrzest, katechetka przygotowała Cię do I Komunii świętej – być może recytowałeś katechizm jak płyta kompaktowa – numer pytania i natychmiastowe odtwarzanie nagrania, które ulokowane było w mózgu, ale omijało Twoje serce.

6. Dość. Powiedz – dość. Już nie chcę dalej, by było tak, że wierzy za mnie mama, tata, babcia, ksiądz czy siostra zakonna. Odrzuć to wszystko, by przyjrzeć się temu z dystansem, zbadać dokładnie, szukać prawdy.

7. A poznając prawdę podjąć odpowiedzialną decyzję. Przyjmuję Chrystusa, wyznaje wiarę, dokładam starań, by tą wiarą żyć. Albo mówię – dziękuję – to nie dla mnie, nie będę udawał, nie będę robił cyrku – praktykując coś w co się nie wierzy. Postaram się słuchać swojego sumienia, nim żyć, nie mieszając do tego Pana Boga. Zyskasz mój szacunek. Albo powiesz – nie wiem, szukam ciągle, nie znam odpowiedzi – też dobrze. Wszystko co robisz będzie dobre jeśli rzeczywiście będzie to twoje, osobiste, autentyczne, prawdziwe.

8. Dość już o „dość”. Teraz kolej na pozostałą część słowa – „mło”. Cóż zrobić, ale pierwsze skojarzenie każe dodać mi literkę „t” na końcu. I mamy „młot”. Symbol młodzieży? Nie chciałbym się narażać – bałbym się ukamienowania. Niechże jednak nas wszystkich ten młot nauczy. Negatywnie i pozytywnie. Z czym się kojarzy młot – ano z tępotą, wręcz przysłowiową – prymitywizmem. Więc niech to nas przestrzega, przed tępym i bezmyślnym stosowaniem zasady „dość”. Wśród młodych (ale i starych też) spotyka się zamianę „dość” i funkcji środka na funkcje celu. Czyli – nie mówi się dość, by szukać prawdy, ale mówi się dość dla zasady. Dość – i koniec myślenia, dość – i wyłączam mózg z głupkowatym i przemądrzałym uśmiechem na twarzy.

9. Wyciągnęliśmy naukę z pewnej przysłowiowej negatywnej cechy młotka. Młotek ma jednak także pozytywy. Młot może nas nauczyć bycia twardym. Twardym nie w sensie braku miłości, zatwardziałości serca, ale pewnej przebojowości w życiu. Mówi się, że młodzież jest coraz bardziej miękka, ślamazarna, mówi się o słabości jej psychiki. Chyba coś w tym jest. Trzeba być twardym, choć mieć jednocześnie wielkie serce.

10. Kontynuując refleksje nad młotem (moje zainteresowania biorą się może z tego, że katechizowałem niegdyś w klasach ślusarskich więc znam się na młotkach) chciałbym zwrócić uwagę na pewien rodzaj młotków, który po drugiej stronie ma proste urządzenie do wyjmowania gwoździ. Z tego może płynąć nauka – piękna nauka – związana z sercem o którym mówiłem. Czasem ktoś może powiedzieć: „Jestem przybity”, albo „przybił mnie totalnie” (albo przybiła). To efekt działania tępej strony młotka. Dobrze byłoby oszczędzić sobie takich działań, tępą część wykorzystując raczej, by temu czy innemu wybić głupoty z głowy. Natomiast wtedy bardzo dobrym działaniem byłoby wyciąganie z ludzkich serc pokrzywionych i pordzewiałych gwoździ. Spróbuj palcami wyciągnąć taki gwóźdź z deski. Niemożliwe – prawda? Tym bardziej niemożliwe wyciągnąć go z ludzkiego serca. A młotek potrafi. Przepraszam – młodzież potrafi.

11. Czasami niewiele potrzeba by wyciągnąć gwóźdź z serca. Czytałem relację pewnego człowieka, który odwiedził dom starców. Zatrzymał się w tej relacji na spotkaniu z najmłodszą pensjonariuszką domu. Pięćdziesięcioośmioletnią kobietą – lekarzem. Po śmierci męża nie potrafiła odnaleźć się w życiu. Próbowała odebrać sobie życie. Straciła pod kołami pociągu obie nogi. Zdruzgotana od ośmiu lat przebywała w domu opieki nie opuszczając swojego pokoju ani na chwilę. Człowiek, którego relację czytałem mówił o swoim wielkim wzruszeniu i wielkiej miłości jako go ogarnęła. Ukląkł przed kobietą, pocałował kikuty jej nóg, i powiedział, że nawet bez nóg może być potrzebna ludziom, nieść im pomoc, radość. Aniołowie nie potrzebują nóg by latać. Po tym spotkaniu kobieta po raz pierwszy poprosiła o inwalidzki wózek i opuściła swój pokój by wyjść do ludzi.

12. W ten sposób doszliśmy do miłości. Było to nieuniknione, gdyż młodość zaczyna się od litery „m”. A ta litera zawsze przyniesie nam skojarzenie z miłością lub matką (to bardzo bliskoznaczne pojęcia).

13. O miłości bardzo pięknie napisał Teilhard de Chardin: „Nadejdzie dzień, kiedy, ujarzmiwszy przestrzeń i wiatr, przypływy i odpływy, i ziemskie przyciąganie, zapragniemy wykorzystać boską energię miłości. I tego dnia, po raz wtóry w historii świata, odkryjemy ogień.”

14. Myślę, że wiele tego ognia jest wśród nas już teraz – obecnie. Ognia dającego światło i ciepło – ognia miłości.

15. Kontynuując naszą zabawę w rozszyfrowywanie słowa „młodość” dochodzimy do kolejnych literek „ł” i „o” – „ło”. Można te wyrazy zinterpretować dwojako. Tak trochę z angielska – „łoł” lub po staropolsku jako „ło Jezu”. Tak czy inaczej oznaczać to może jakieś zdziwienie, zaskoczenie. Jest to ważna cecha młodości i w ogóle człowieczeństwa, że dziwimy się, że ciekawi nas świat, że w ogóle go zauważamy. Trzeba nam pielęgnować tę piękną ludzką cechę, która przede wszystkim winna dominować wśród młodzieży – mianowicie wrażliwość. Wrażliwość, która otwiera człowiekowi oczy na świat rzeczy i ludzi, która nie pozwala przejść mu przez życie jak bezmyślny walec drogowy.

16. Kolejne literki – „do”. To nazwa solmizacyjna pierwszej nuty w tonacji C-dur. Może nas ona uczyć, że młodość zaczyna coś w naszym życiu, że melodia, którą gramy będzie pełna harmonii, że piąć się będzie coraz wyżej, że będzie pełna piękna i radości, że nie wygramy w naszym życiu pokręconych dysonansów, że nie będzie fałszu. Zaczynasz grać swój życiowy koncert, gdzie jesteś i dyrygentem i orkiestrą. Co wygrasz?

17. Kolejne – ostatnie już literki: „ś” i „ć”. Najpierw ta ostatnia – cóż – w kontekście młodzieży (choć nie tylko) ta głoska prowokuje nas do jednoznacznego skojarzenia – „ć” jak „ćwiartka”. Jest w tym jakaś gorzka i głęboka prawda. Sami o tym wiecie najlepiej. Niechciałbym być drastyczny i rozwijać dalej ten temat. Ale i tak powiem to co chcę ukrywając i przekazując swoje myśli za pomocą innego pojęcia – też rozpoczynającego się na literkę „ć” – „ć’ jak „ćma”. To dobre określenie młodzieży. Czy wiecie, że ćmy mają po jednej stronie swoich skrzydeł bajeczne kolory? A po drugiej są oczywiście szare. Po złożeniu skrzydeł widać tylko ową szarość – często bardzo odpychającą. Podobnie z młodzieżą – ona też ukrywa się pod pewnymi pozorami cwaniactwa, tumiwisizmu, arogancji. Tymczasem potrafi być bajecznie kolorowa – bogata duchowo.

18. Młodzież, podobnie jak biedne ćmy, popełnia często kardynalny błąd – myli światło słońca ze światem świecy. Wiem czym to się kończy. Jednak jest w tym coś pozytywnego – właśnie owo dążenie za światłem, orientacja na światło. To nic, że są błędy, że mylimy się. Ważne, że światło jest dla nas ważne.

19. I tak dochodzimy do ostatniej literki – „ś” jak „światło”. Niech będzie w was światło, niech będzie w waszych sercach i w waszych oczach. A jeśli jest ciemność to nie stójcie w miejscu – ruszajcie na poszukiwania. Nawet za cenę poobijanych kości i rozbitej głowy. Światło – Chrystus kosztuje. Zdobywa się go z trudem, ale warto.

20. Przeżywamy rekolekcje. Może to być czas poszukiwania światła, wykuwania kształtu naszej młodości. Grania melodii – strojenia instrumentów lub zmiany partytury. To od ciebie zależy, to ty musisz wybrać.

21. Teraz jeśli ktoś wam zarzuci – wy się ciągle buntujecie, to odpowiedzcie, że po to, by zbudować swój własny świat wartości. Jeśli ktoś zwróci się do was per „młotku”, to powiedzcie, że jesteście takimi młotkami, które wybijają jednym głupoty z głowy a innym wyciągają gwoździe z serca. A jak nazwą was ciemakami (ciemak – samczyk ćmy), to uśmiechnijcie się i powiedzcie, że tak, i że waszym światłem jest Chrystus.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *