Posted on

Na czym oprzeć swoje życie?

28 Niedziela Zwykła, B; Mdr 7, 7-11; Ps 90 (89), 12-17; Hbr 4, 12-13; Mt 5, 3; Mk 10, 17-30, Winnica 14 października 2012 roku.

Wszyscy, zawsze i wszędzie mają problemy z pieniędzmi. Tak by się chciało powiedzieć, ale może są od tego wyjątki?

Pewien człowiek w 1960 roku założył na terenie campusu uniwersyteckiego w Ypsilanti, w Stanach Zjednoczonych, lokal gastronomiczny. W pierwszym tygodniu zarobił 99 dolarów. Trudno powiedzieć, że stał się po tych siedmiu dniach bogaczem. Jednak w 2000 roku ten sam człowiek, nazywa się Tom Monaghan, był już właścicielem 7.000 pizzerii w 66 krajach, zatrudniał 120.000 pracowników i generował coroczny zysk rzędu 3,5 miliarda dolarów.

Tu możemy już powiedzieć na pewno, że był bogaty. Możemy powiedzieć też, za głosem dzisiejszej Ewangelii, że człowiek ten ma problem – problem z pieniędzmi. Bo przecież Jezus naucza: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. (…) Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego.” (Mk 10,23b.25)

Wygląda to wszystko bardzo jednoznacznie, ale w cytacie opuściłem jeden werset. Bardzo istotny – bez niego można wyrobić sobie błędne mniemanie, że być bogatym to coś złego.

Ten wyjęty werset brzmi: „jakże trudno wejść do królestwa Bożego <tym, którzy w dostatkach pokładają ufność>”. (Mk 10,24b)

Tom Monaghan nie wydaje się być takim człowiekiem, który w swoich bogactwach pokłada ufność. W stanie Michigan założył ewangelizacyjną rozgłośnię radiową, finansuje katolicki tygodnik „Credo”, sieć szkół katolickich – podstawowych i średnich, wspiera edukację w Ameryce Południowej. Założył wyższą szkołę prawniczą a także centrum interweniujące, gdy w Stanach Zjednoczonych zagrożona jest wolność wypowiedzi, sumienia czy wyznania.

Największym jego dziełem, jako fundatora, jest wybudowanie i utworzenie na Florydzie katolickiego uniwersytetu. Tom Monaghan stworzył nie tylko uczelnię, ale całe uniwersyteckie miasto – akademiki dla 6.000 studentów. W środku tego studenckiego miasteczka stoi ufundowany przez niego kościół.

Tom Monaghan obraca miliardami dolarów. Na pewno się na tym zna. Jego pobożne dokonania nie decydują jednak o tym, że nie ma on z pieniędzmi problemów. Można być pobożnym sponsorem i być opętanym pieniędzmi.

Tajemnica Toma Monaghana tkwi gdzieś indziej. Rozmówca, który z nim przeprowadzał wywiad mówi coś niezwykle ciekawego. Pozwolę sobie na dokładny cytat: „Kiedy z nim rozmawiałem, widziałem człowieka, którego nie zepsuły pieniądze. Mówił o nich w sposób beznamiętny. Zapalał się dopiero, gdy zaczynał mówić o Bogu. Wtedy błyszczały mu oczy, a w głosie dźwięczała jakaś nuta czułości”. (Grzegorz Górny, Jednostki Specjalne. Niezwykłe wywiady z frontu wojny o duszę świata, Radom 2012, s. 10)

Tom Monaghan – miliarder – nie pokłada nadziei w pieniądzach. Tom Monaghan pokłada nadzieję w Bogu.

Gdy słyszy się o takich hojnych katolickich sponsorach to marzy się czasem, by odebrać telefon, w którym ktoś powie „proszę przesłać fakturę za blachę – zapłacę za nią” albo „ile litrów mają zbiorniki na olej opałowy – zatankuje na swój koszt do pełna”.

Można sobie tak marzyć, byle nie stracić kontaktu z rzeczywistością. A rzeczywistość jest taka, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, sami swoje życie budujemy i za nie płacimy.

I uwaga! – gdy w życiu ma się za dużo sponsorów to grozi to upadkiem. Był taki moment w dziejach świata, gdy Hiszpania była potęgą i panowała nad połową świata. Co było źródłem jej upadku? Statki ze złotem płynące z kolonii. Złoto, na które nie zapracowali. Złoto, które ich ostatecznie zgubiło.

Taki upadek może grozić krajom, instytucjom, rodzinom i jednostkom. Taki upadek może grozić także kościołowi.

W tych dniach rozpoczynamy prace przy kościele, za które ostatecznie zapłacimy ok. 20% – piątą część. Reszta zostanie nam zwrócona w dotacji.

Dobrze, że tak się stało, sam o to zabiegałem. Bieda byłaby jednak wielka, gdybyśmy w prowadzeniu naszej parafii przestali liczyć na siebie i ciągle wyglądali jakiś pomocy, funduszy i dotacji.

Nie! Nie pozwólmy swoich marzeń finansować przez cudze pieniądze. Gdyby taki czy inny rząd powiedział – będziemy finansować utrzymanie kościoła, potrzebne remonty i inwestycje a księża i pracownicy kościelni będą mieli stałe i to nie najmniejsze pensje, to ja pierwszy powiem „NIE”!

Nie tylko powiem, ale krzyknę „NIE”, bo to byłby początek końca Kościoła.

To parafia powinna utrzymać siebie. To parafia powinna zadbać o swoje potrzeby. Sami za siebie powinniśmy być odpowiedzialni. Powinniśmy być odpowiedzialni także w wymiarze finansowym.

W tym momencie można by tak pięknie przejść do wezwania, do większej odpowiedzialności za finanse parafii. Zwłaszcza, gdy tyle za nami remontów, tyle remontów trwa i tyle rzeczy o remonty woła.

Tak, chciałbym większej waszej odpowiedzialności za sprawy materialne, większej ofiarności, ale to nie jest takie proste.

Przede wszystkim muszę rozczarować tych wszystkich, którzy oczekują tego, że proboszcz zacznie domagać się większych sum łożonych przez parafian na utrzymanie kościoła.

Po pierwsze nie będę się domagał a po drugie ich przyjęcie ograniczę przez konieczność spełnienia dwóch warunków.

Wolno nam złożyć jakąkolwiek ofiarę na kościół – czy to na tacę, czy to przy okazji kolędy, czy to przy innej okazji, dopiero wtedy, gdy spełnimy jednocześnie dwa warunki.

Pierwszy warunek – trzeba samemu chcieć tę ofiarę złożyć. Biblia mówi: „Będę Ci CHĘTNIE składać ofiarę, sławić Twe imię, bo ono jest dobre.” (Ps 54,8) Jeśli ktoś czuje się zmuszany, jeśli ktoś to traktuje jak podatek, jeśli ktoś czuje, że te pieniądze mu się wyrywa, niech tej ofiary nie składa.

Więcej – surowo zabraniam mu składania jakiejkolwiek ofiary.

Nie wystarczy jednak chcieć – podwyższamy poprzeczkę. Przy składaniu tej ofiary trzeba się cieszyć. To dawanie powinno dawać nam radość. Biblia mówi: „radosnego dawcę miłuje Bóg.” (2Kor 9,7c)

Jeśli składanie ofiary ma ci być obojętne albo dawać ci smutek, to ja surowo zabraniam składania jakiejkolwiek ofiary.

Ktoś może teraz pomyśleć, że wprowadzając takie warunki proboszcz ściąga na parafię problemy i kłopoty.

Nic z tych rzeczy. Kłopoty i problemy będą mieli raczej ci, którzy nie będą mogli złożyć ofiary. I problem nie polega na jakimś wstydzie czy zażenowaniu, ale na tym że jest to negatywny wynik testu na przynależność do rodziny. Jest to wewnętrzny dowód, że nie ma się ze wspólnotą więzi.

W rodzinie czymś normalnym jest to, że dajemy sobie prezenty, wspieramy się, fundujemy różne rzeczy. Chcemy to robić i cieszy nas, że możemy pomóc. W rodzinie tak jest.

Kościół to także rodzina. Albo jest się w tej rodzinie, albo Kościół jest naszym domem, albo tylko coś udajemy.

Nasze uczucia związane z dawaniem ofiar na kościół są znakiem naszej przynależności i weryfikacją naszej wiary.

I problem tutaj nie leży w pieniądzach, bo można przecież dla swojej parafii ofiarować swoje umiejętności, swoją pracę i swój czas, problem leży w tym gdzie rozpalają się nasze oczy?

Jeśli te oczy rozpalają się, gdy ktoś patrzy na swoje dziecko, na swój dom, swój samochód, na swoje wakacyjne plany czy życiowe marzenia, to nie ma w tym nic złego.

Rzecz w tym, by te oczy płonęły, gdy patrzymy na nasz kościół, na jego wnętrze, na jego wieże, na jego otoczenie. Rzecz w tym, by te oczy płonęły, gdy patrzymy na ludzi, którzy go tworzą, na rzeczy i sprawy, które go dotyczą.

Rzecz w tym, by te oczy płonęły, gdy mówimy o Bogu, gdy myślimy o Bogu, gdy za Bogiem tęsknimy.





14 thoughts on “Na czym oprzeć swoje życie?

  1. Dziękuję za mądre, potrzebne kazanie.

  2. Dziękuję za piękne i pełne refleksji kazanie.
    Majątek, analogicznie do łaski, nie jest nasz, ale jest nam dany, po to, by udzielać go innym. Kieruje nim logika darmowego daru, ciągłego otrzymywania i udzielania, a nie własności prywatnej i egoizmu.
    Uznajemy się za właścicieli pieniędzy czy rzeczy materialnych a właścicielem jest Bóg, my – zarządcami. Boża ekonomia polega na dawaniu i przyjmowaniu.
    Wydaje mi się, że pieniądz nie jest brudny, pieniądz jest „moralnie neutralny”. Brudne może być tylko nasze podejście do niego. Nie musimy być bogaczem, by złapać się na tym, że mamy złą postawę wobec finansów. Często życie „od pierwszego do pierwszego” pokazuje, że myśl o pieniądzach potrafi być tak nurtująca, że zasłania nam Tego, który błogosławi.
    Z Panem Bogiem.

  3. Bardzo interesujące kazanie. Ja też tak uważam.

  4. Dziękuję, piękne myśli mają głębokie uzasadnienie w Piśmie Świętym (2 Kor 8,11-15 ; 1 Kor 10, 24).
    „Więcej szczęścia jest z dawania aniżeli z brania”. Nic nie jest moje, „cóż masz czego byś nie dostał”, to Twoja Panie łaska współpracuje z nami, Pan jest dawcą wszelkiego dobra: „Nie miałbyś gdyby ci to nie było dane”. Chwała Panu !

  5. Myślałam, że chodzi o ”ofiary w ludziach” 🙂
    Jak zwykle w punkt!
    Pozdrawiam in Christo!

  6. Bardzo dobre kazanie

  7. Zgadzam się w 100%
    Proszę jednak o informację czy w przypadku parafii, księża którzy w niej pracują również taki „obowiązek” mają do spełnienia?
    Ostatnio rozmawiałam z kapłanem i o dziwo powiedział, że księża jeszcze w większym stopniu powinni swoje wynagrodzenie przekazywać na cele duszpasterskie a nie na kupno dla swoich potrzeb rzeczy materialnych. Rzeczy materialne powinny służyć do pełnienia swojego posłania, czyli ku pomocy wiernym.
    Proszę nie odebrać mojego pytania jako atak, chcę tylko podzielić się informacją jaką ostatnio usłyszałam od dobrego kapłana.
    Z Panem Bogiem

    1. Nie całe, ale tzw. bona superflua, czy dobra ponad normalny, zwyczajny stan.
      Tłumacząc na nasze… jeśli pieniądze księdza są większe niż codzienne, zwyczajne potrzeby, to moralnie traci się prawa do ich użytkowania. Należy je przeznaczać na dobre cele.
      Tak też robię.
      Mając też wystarczające utrzymanie rezygnuję z wszelkich honorariów z praw autorskich do książek czy zapłaty za pracę w Fundacji.

      1. Bóg zapłać!
        Takich kapłanów trzeba:)

    2. Pozwolę sobie odpowiedzieć nieco prowokacyjnie: co z rzeczy przeze mnie kupionych nie jest używane do duszpasterstwa? Nie zauważyłem… No, pomijając mydło, sandały itp.

      1. Wszystko zależy od szerokości sumienia.
        Dla kogoś nawet wycieczka na Szeszele służyć będzie odzyskaniu sił… dla celów duszpasterskich oczywiście. 🙂

        1. Nie rozumie ‚szerokosci sumienia” czyzby kaplani przeze mnie spotkani mieli przerosty swojego sumienia/? Mam na uwadze wyjazdy zagraniczne.

          1. Nie tyle o przerost co pojemność chodzi.
            A księży, których nie znam nie oceniam.

  8. Super !
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *