Posted on

Nie lubię czytać listów pasterskich…

No właśnie, nie lubię!

Nie dlatego, że pasterze nie mają nic do powiedzenia. Nawet powinni zwracać się do wiernych ze swoim nauczaniem, katechezą, prośbą. Czy jednak koniecznie trzeba to czytać?

Konieczne to było (czytanie listów) gdy Antek pod koniec XIX wieku wysyłał swojej Hance list z Ameryki. Wtedy Hanka szła do Władysława (jedyny we wsi umiał czytać) i prosiła go o przeczytanie. I Władysław czytał – albo gratis albo za cztery jajka.

Konieczne to było także za komuny. Listów nie dało się nigdzie wydrukować, były cenzurowane. Jedyna szanse to przeczytanie ich w kościele.

Ale czy dzisiaj nie mamy innych możliwości? Zastanówmy się chwilę i policzmy…

Rozsądnym rozmiarem listu niech będzie zadrukowana po obu stronach kartka A4.

Niedawno jakaś firma poligraficzna przedstawiła mi swoją ofertę:

Przy 50.000 tys. druk kosztuje 3.699 zł. Jedna ulotka kosztuje zatem 0,07398.

Załóżmy idealnie, że potrzeba mi ich dokładnie tyle ile jest rodzin w parafii, czyli 850. Koszt tych ulotek to 62,88 zł.

Weźmy jednak pod uwagę, że jest to cena dla nakładu 50.000 tys. Diecezja Płocka potrzebować będzie ok. 200.000 – cena zatem spadnie. I czy musi to być obustronny pełny kolor? Zapewne nie. Obciążenie mojej parafii wyniosłoby zatem jakieś 15-20 zł.

I wtedy w niedzielę mówimy kazania z treści podejmowanych w liście, gdzie jakiś fragment listu może być zacytowany. W kazaniu i ogłoszeniach zachęcamy, by każda rodzina wzięła ze sobą list do poczytania w domu. Za tydzień i za dwa, trzy tygodnie brać jeszcze będą ci, których w kościele w listową niedzielę nie było.

Czy nie ma to większego sensu niż czytanki?

A ja jaką mamy gwarancję, że ktoś weźmie list i przeczyta?

Nie mamy żadnej gwarancji. Podobnie jak nie mamy gwarancji, czy ktoś będzie słuchać naszego czytania. 

Skomentuj, co o tym myslisz?

15 thoughts on “Nie lubię czytać listów pasterskich…

  1. Jestem podobnego zdania. W okresie Bożego Narodzenia było wręcz zatrzęsienie listów, akurat wtedy, kiedy przychodzą na mszę ci, których zwykle nie ma. Czy przyjdą następnym razem, skoro traktuje się ich listami pasterskimi zamiast homilii?

  2. Ćwierć życia spędziłem pracując duszpastersko w pewnej włoskiej diecezji. Przez 10 lat ani CEI (włoski episkopat) ani kolejni ordynariusze nie skierowali do wiernych ANI JEDNEGO listu. W zwyczaju jest jedynie list w formie "expose" na rozpoczęcie posługi pasterskiej przez nowego biskupa, ale jest on właśnie drukowany w formie broszury czy książeczki. Czy ktoś z Was jest w stanie wskazać jakiś inny kraj, poza naszą Ojczyzną, w którym biskupi porozumiewają się z wiernymi za pomocą odczytywanych w ramach liturgii listów?

  3. Ja tez nie lubie sluchac listow pasterskich,i moim zadaniem,to powino sie rzeczywsicie podawac skrotoao w ogloszeniach najwazniejsze fragmęty a odsylac do przeczytania w prasie ,lub internecie,szkoda niedzielnej homiliina bezsensowne list Biskupów które niczego nowego nie wnoszą

  4. A ja lubię list pasterski, pod warunkiem, że ten, kto go czyta , najpierw sam dołoży starań i przeczyta go sobie ze zrozumieniem i życzliwym nastawieniem, że biskupi też mają coś mądrego do powiedzenia wiernym. Ale jeśli ksiądz , który czyta, sam jest znudzony i widać, że jest to czynność dla niego przykra, to najlepszy list można zepsuć. Nie wiem też, , dlaczego księża tak się spieszą podczas czytania, jakby się bali, że wierni wyjdą, bo za długo. A ile razy jest tak, że kazanie jest słabo przygotowane i  przydługie i też trzeba wytrzymać. Myślę, że ten zwyczaj pisania listów i czytania ich jest piękny i ważny, tylko trzeba by go udoskonalić od strony wykonawcy…

    1. Dlaczego się śpieszą? dla mnie strona (w moim formatowaniu) mojego kazania to ok. 6 minut
      nie wiem czy jakiś list zmieści się na 4 stronach
      trzeba tylko pomnożyć, by się przestraszyć

  5. Zgadzam się z jednym komentatorem – list powinien być przeczytany właściwie przez czytającegio tak by zainteresować zebranych, w koncu i w NT znajdujemy listy pisane do gmin chrześcijańskich. A co do długości – niech będą krotsze, tak by i ksiądz mógł cos dopowiedziec od siebie.

    1. To argument mojego proboszcza, Dydono. Na moje sarkanie zawsze mówił, że niektóre listy biskupów stały się kanoniczne.

      Ale powiedzcie czy nie lepiej od czytania jest powiedzieć o tym i dać do ręki tekst?

  6. Może i lepiej ale tak jak są czytane gazety katolickie tak i ten list będzie przeczytany-przez jaki procent ludzi? A tak wiadomo, albo i nie, ze góra czuwa.

  7. Przez jaki procent? Realny. Nie łudźmy się, że czytanka cokolwiek załatwi. Ludzie mało czytają, to prawda. Jeszcze mniej potrafią słuchać.

  8. Więc moze czas na wyświetlanie prezentacji w kościele w czasie kazania. Wzrokowcy i dzieci byliby usatysfakcjonowani, w zależności od tematu, albo slaydy, albo krótki film w połączeniu ze słowem. Bóg najpierw posługiwał się Słowem, a potem przyszedł Syn i pokazywał wiele rzeczy i dal sie zobaczyć -więc moze to ten mieszany przekaz?

  9. Ja kiedyś nie lubiłem słuchać listów pasterskich. Ksiądz czytał je monotonnie, bez żadnego akcentowania, porostu czytał tak, aby jak najszybciej skończyć. Natomiast jak w parafii pojawił się nowy ksiądz i przeczytał list od Biskupów, to chyba wszyscy go słuchali. Intonował, zwracał uwagę na ważne fragmenty, w trakcie czytania wyjaśniał trudniejsze do zrozumienia fragmenty listu. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że ta listy są naprawdę ciekawa, mają logicznie powiązaną treść. Gdyby były dobrze czytane, to ludzie z chęcią by ich słuchali. 

  10. … też nigdy nie rozumiałam o co chodzi z tym czytaniem ??? monotonne czytanie monotonnej treści nic nie wnoszącej do życia i monotonne ziewanie… 
    Pasterze nie gaście Ducha !
    Jezus żyje !

  11. …i kij w mrowisko. Jedni słuchać lubią inni nie. Okazuje się jednak z wpisów moich szacownych przedmówców, iż ważny jest sposób czytania. Wnioski nasuwają się same. Niech Pasterze piszą krótsze listy, a czytający pięknie czytają.

  12. A ja byłbym za listem na papierze, który mam przed sobą w trakcie liturgii.
    Pomijając intonacje i zaangażowanie czytającego to niestety jest tak, że nawet jako ten, któremu zależy na wysłuchaniu listu, tracę pewnie z 90% przekazu, gdyż listy są bogate w treści i nieraz jedno zdanie wymaga dłuższej refleksji by jej zrozumieć i przełożyć sobie na własne podwórko – własne życie.
    To tak jak z listami św. Pawła – ile z tej głębi by zostało, gdyby nam ktoś przeczytał ciurkiem ze 3 rozdziały?
    Zapamiętamy jedną, dwie, może trzy sentencje, główne myśli…
    No i pamiętajmy, że męska część publiki to głownie wzrokowcy – jak nie zobaczą to jakby nie zaistniało w ich świadomości.
    Mnie osobiście w sytuacjach tego typu ratuje internet. Listy episkopatu (pewnie niektórych ordynariuszy diecezjalnych również) są zwykle do odnalezienia w sieci i jeśli mnie któryś bardziej pociąga to szukam i doczytuję, ale – zgaduje – nie jest to zapewne zjawisko powszechne wśród moich współbraci w wierze…
    pozdrawiam
     
     

  13. Zgadzam się ,że listy powinny być krótkie i na temat ,zwięzłe i warte zapamiętania.Zawsze wychodząc z kościoła zapominam o co tak naprawdę chodziło w tekście takiego listu. Wszystko jest rozebrane na czynniki pierwsze i  ( wkoło Wojtek )tak naprawdę nie wiele wchodzi nam do głowy.  Ja bym chciała aby każde słowo było przeznaczone specjalnie dla  mnie ( dla każdego wierzącego ), więc  mając list w ręku wiem ,że jest dla mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *