Posted on

Okaż wdzięczność, pokaż serce (Biblia dla Chin)

Uroczystość Rocznicy Poświęcenia Kościoła, Mława, 28 października 2007, „Chińska” niedziela w Mławie. (Ef 2,19-22)

W krajobraz naszego kraju na trwale wpisane są wieże kościołów, przydrożne krzyże, kapliczki. Znamy nasze tradycje, przyzwyczajenia, formy pobożności. Od kilkunastu lat cieszymy się wolnością – żadna władza świecka nie czyni nacisków na praktykowanie wiary czy ich zaprzestanie.Religia jest obecna w szkole i, zachowując należytą autonomię, obecna w życiu publicznym.

Dzisiaj, kiedy obchodzimy rocznicę poświęcenia naszego kościoła, powinna być (i na pewno jest) w naszym sercu za to wszystko wdzięczność. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że to, co jest normalne i oczywiste dla naszego Kościoła nie musi być normalne i oczywiste dla innych Kościołów.

Są miejsca, gdzie szanuje się wierzących i miejsca gdzie się ich nadal prześladuje.

Są kraje, gdzie jadąc drogą, co kilka kilometrów zobaczymy starą czy nową świątynię i są miejsca, gdzie miejsca kultu wysadzane są w powietrze i rozwalane buldożerami.

Są miejsca, gdzie śmiało i otwarcie można wyznawać wiarę i są kraje, gdzie za przyznanie się do chrześcijaństwa można trafić do więzienia, obozu pracy, czy stracić życie.

Są takie miejsca jak Polska i takie jak Chiny.

Chcę dziś mówić o Chinach, gdyż jest to wyjątkowy kraj. Wielu z nas słyszy komunikaty o ogromnym wzroście gospodarczym tego kraju i o ogromnej ambicji komunistycznych władz – choćby przed zbliżającą się Olimpiadą.

Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, że Chiny to także kraj o niezwykłym wzroście wiary, wielkim rozwoju kościoła. Rozwija się Kościół Katolicki i Kościoły protestanckie. Chrześcijaństwo jest tam dalej w mniejszości, ale z kilku milionów wiernych przed kilkudziesięciu lat zrobiło się dzisiaj 80, 100 milionów, a są tacy, którzy twierdzą, że jest to liczna zaniżona.

Zdumiewa to tym bardziej, że ten kraj od 1948 roku pozbawiony jest całkowicie pracy misyjnej. Żaden zagraniczny misjonarz nie może pracować w Chinach. Dawniej zostawał po prostu zabity, dzisiaj jest wydalany z kraju.

Chciałbym ten rozwój wiary Chinach i moc tej wiary zilustrować historią człowieka, Chińczyka, który nazywał się Simon Zao.

Simon Zao nawraca się na chrześcijaństwo jako młody człowiek. To, co dała mu wiara to uzdrowienie z nienawiści, którą czuł do osób, które skrzywdziły jego rodzinę. Zapragnął dzielić się tym skarbem – głosić ewangelię, ogłaszać chwałę Boga, zostać misjonarzem.

Simon Zao razem z innymi chrześcijanami wyruszyli do odległej prowincji Chin, by głosić Chrystusa muzułmanom, większość tej drogi przebyli pieszo. W 1948 roku, kiedy komuniści doszli do władzy, wszyscy zostali aresztowani. Simon miał wtedy żonę, która była w ciąży. Żona poroniła, potem zmarła w więzieniu. Simon Zao został skazany na 45 lat więzienia.

Próbowano zmusić go do wyparcia się wiary a przynajmniej do tego, by się nie modlił – bezskutecznie. Wysłano go do obozu pracy – więźniowie pracowali w kopalni węgla. Większość więźniów umierała po 6 miesiącach takiej pracy. Pracowano 14 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu. Simon ewangelizował współwięźniów. Wielu z nich doprowadził do Chrystusa. Po wielu latach przeniesiono go do fabryki chemicznej.

  

       Czytaj także: Kazanie - Przestań chodzić do kościoła...

 

Czy się załamał? Podczas długich dni za kratami napisał taki wiersz:

„Chcę doświadczyć tego samego bólu i cierpienia jak Jezus na krzyżu.
Włóczni w boku, bólu serca.
Wolę czuć ból łańcuchów na nogach
Niż jeździć w Egipcie w rydwanie faraona.”

W 1988 roku Simon Zao wychodzi na wolność (fotografia). Wspaniałomyślnie skrócono mu więzienie o 5 lat. Wyszedł na wolność po 40 latach obozów pracy. Miał 70 lat, siwe włosy i siwą brodę. Nikt na niego nie czekał, nikt nie pamiętał. Nie miał żadnych środków do życia. Zbudował szałas i wegetował w nim czekając na śmierć. Nigdy nie zaparł się Boga i tego, że Ewangelię należy nieść dalej.

Dowiedzieli się o nim okoliczni chrześcijanie, zatroszczyli się o niego. Przekonali go, by o swojej historii złożył świadectwo. Opierał się, ale w końcu to uczynił. Jego świadectwo zasiało pragnienie wiernej ewangelizacji w sercach tysięcy ludzi. Simon Zao zmarł 7 grudnia 2001 roku.

W naszej Sali laurowej, na gazetce oazowej, wisi jego zdjęcie. Przypomina nam, co to znaczy być niezłomnym.

To nie jest bajka, to prawdziwa historia człowieka, który się nie załamał, który był wierny Bogu w każdej chwili swego życia.

(na podstawie: Trzej przywódcy Kościoła w Chinach i Paul Hattaway, Powrót do Jerozolimy. Dokończenie Wielkiego Nakazu Misyjnego, Gorzów Wielkopolski 2005, s.58-68.)

Ta historia pokazuje, co dzieje się w Chinach, ale także to, na czym polega moc chrześcijaństwa w tym kraju. Chiny to Kościół oczyszczony, – kto był koniunkturalistą, kto szukał kariery, przygód, emocji, nowości, to nawet, jeśli przypadkiem przychodził do Kościoła to zaraz od niego odpadał. Prześladowania szybko ujawniały, co jest pszenicznym ziarnem a co plewą. Krew męczenników – biskupów, księży, pastorów, wiernych świeckich oczyszczała ten Kościół i była (i jest) nasieniem wzrostu dla kolejnych chrześcijan.

Chiny nie potrzebują misjonarzy. Chrześcijanie w Chinach już sami wysyłają misjonarzy i to do takich krajów, gdzie żaden europejski kraj misjonarzy nie wysyła, gdyż za głoszenie ewangelii czeka tam śmierć, na przykład do Arabii Saudyjskiej. Chińczycy tam idą i głoszą Ewangelię, płacąc często za nią swoją krwią.

Chiny nie potrzebują misjonarzy – to raczej wierni z tych Kościołów mogliby do nas przyjść i uczyć, – co to znaczy wierzyć.

Potrzebują jednak naszej pomocy – naszej modlitwy i… Biblii.

Gdy ląduje się Pekinie, czy inny wielkim mieście Chin, witają nas drapacze chmur, autostrady, nowoczesna infrastruktura. Witają nas ludzie, którzy żyją na niezłym europejskim poziomie. Wiedzmy jednak to, że 1/3 Chińczyków żyje w niewysłowionej nędzy. Dotyka to zwłaszcza obszarów wiejskich – ludzie żyją tam bez zabezpieczeń socjalnych, bez opieki lekarskiej, w wielkiej biedzie. Ale i tam rozwija się chrześcijaństwo, ludzie masowo się nawracają, spotykają w konspiracji, po domach. Dla tych ludzi największym skarbem jest… Biblia. Jest dla nich niedostępna, bo tam jej nie ma, a nawet gdyby była – nie stać wielu na jej kupno.

W Hongkongu mieszka pastor, który przed kilkudziesięciu laty porzucił wygodne życie w USA i zamieszkał w tej enklawie, by pomagać Chińczykom. W ciągu 25 lat przemycił do Chin, korzystając z pomocy swojej wspólnoty, ponad 10 mln Biblii. Wśród tych Biblii jest 100 sztuk, które ufundowała młodzież z naszej parafii. Zebraliśmy pieniądze i wysłaliśmy do tego właśnie pastora, do tej protestanckiej wspólnoty.

Biblia w języku chińskim, drukowana na dalekim wschodzie, kosztuje dwa dolary. Każdy młody człowiek z oazy, z Ruchu Światło-Życie, każdego miesiąca odkładał złotówkę, by po roku móc powiedzieć – każdy z nas zebrał pieniądze na dwie Biblie. Ufundowaliśmy 100 Biblii. Młodzież w Sierpcu ufundowała 160 Biblii. Kto się dołączy?

Dzisiaj chcę zwrócić się do was, by zebrać środki na kolejne Biblie. Pomóżmy wierzącym w Chinach, pomóżmy tym, którzy są głodni Bożego Słowa i potrzebują naszej pomocy.

Ktoś jednak powie, – dlaczego mamy wysyłać pieniądze do protestantów? Czy nie powinny trafić raczej do katolików? Ja sądzę, że do jednych i drugich, gdy jednakowo oni potrzebują Bożego Słowa. Chciałbym jednak, odpowiadając na tę wątpliwość, przypomnieć nieznany epizod z historii kościoła w Polsce.

Pod koniec maja 1981 do biura norweskiego pastora Franka Kaleba Jansena zawitała młoda studentka, wysłanniczka Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego – założyciela oaz. Poprosiła o pomoc żywnościową dla przygotowywanych rekolekcji wakacyjnych. Przypomnijmy sobie jakie to było zaopatrzenie w Polsce w 1981.

I ten protestancki pastor zmobilizował swoją wspólnotę, zmobilizował inne protestanckie kościoły i za miesiąc do Polski trafiło kilkadziesiąt tirów z żywnością. I tak trwało przez kilka lat.

Posłuchajmy jednak dalej. Rok później ks. Franciszek Blachnicki zwraca się z kolejną prośbą do pastora Jansena. Tym razem jest to prośba o… milion Biblii.

Kolejna mobilizacja i… stało się: W ciągu kilku lat do Polski trafiło 1.400.000 Biblii. Podkreślam to! Protestanci ze Skandynawii, zebrali środki na druk 1.400.000 katolickich Biblii, które trafiły do katolików w Polsce. Jak inaczej wytłumaczyć ten fakt, jak nie wiarą, wrażliwością, czułym sercem?

Teraz osobista nuta. Dzięki tym ludziom – Protestantom ze Skandynawii, których nigdy nie widziałem, ja sam, jako młody chłopak, kilka dni po swoim nawróceniu – dostałem od mojego katechety Biblię – za darmo. Mam taki osobisty sąd, że przetrwanie stanu wojennego, że wybicie się na niepodległość, że naszą wolność zawdzięczamy tym ofiarowanym nam wtedy Bibliom.

Dziś jest czas, by okazać swoją wdzięczność i pokazać swoje serce. Te setki tysięcy Biblii stanowią pewien dług. Nie taki, by protestanci w Norwegii oczekiwani zwrotu. Ten dług to nasze zobowiązanie wobec tych, którzy TERAZ tych Biblii potrzebują.

Dlatego rzucam hasło i odwołuję się do waszych serc: Podarujmy 1.400.000 Biblii Chinom. Dzisiaj stać nas na to, możemy to zrobić. Ta akcja musi objąć cały kraj (i obejmie), ale niech zacznie się tutaj, u nas, w naszej parafii.

Biblia w języku chińskim kosztuje 2 dolary – wręcz śmieszna cena. Nie kupujemy tego w Polsce. Wysyłamy pieniądze bankowymi przelewami do Hongkongu. Przy wyjściu z kościoła zobaczymy na tablicy plakat z Chińczykiem, który trzymając w ręku Biblię zrywa kajdany. Przy tej tablicy będzie ławka, na której leżeć będzie egzemplarz chińskiej Biblii, można ją zobaczyć, przejrzeć. Zobaczymy też młodzież z oazy, która rozprowadzać będzie -„biblijne cegiełki”. Taka „cegiełka” kosztuje 6 zł. Nabywca otrzymuje pamiątkę, że ofiarował swojemu bratu, swojej siostrze w Chinach Biblię. Prawdopodobnie nigdy się nie spotkacie, ale dzięki tobie, ktoś usłyszy Boże Słowo.

Nie zamykajmy naszych serc, okażmy naszą wdzięczność, solidarność Kościołów.

Święty Paweł w swoim liście przypomina nam, że jesteśmy zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, w Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię. (por.: Ef 2,19-22) Wśród cegieł, kamieni, kolumn tej świątyni są zarówno Polacy jak i Chińczycy. Niech nie będzie tak, że każdy buduje sobie, w osobnym kącie. Wspierajmy siebie, pomagajmy sobie, służmy sobie. Okażmy wdzięczność, otwórzmy swoje serce.


zapraszam do serwisu: http://chiny.natan.pl
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *