Posted on

Parafialna katecheza dorosłych jest bez sensu

Zadzwonił wczoraj telefon z zapytaniem, czy nie mam jakiegoś pomysłu na parafialną katechezę dorosłych. Chodziło o próbę inspiracji pewnej diecezji, jej księży i katechetów, w tej dziedzinie.

Szczerze mówiąc nie mam. Więcej nawet, chyba jest to z gruntu niemożliwe. Oczywiście stwierdzenie „parafialna katecheza dorosłych jest bez sensu” jest pewnym skrótem myślowym. Zapraszam do wspólnych przemyśleń.

Zgadzam się, że istnieje wielka potrzeba formacji, że pokolenie dorosłych to katechetyczni analfabeci, ignoranci i co chcecie jeszcze. Trzeba jednak zauważyć, że stało się tak nie przez brak katechezy, ale mimo katechezy. Wyobraźmy sobie Tomka, który urodził się w 1975 roku. Ma w tej chwili 43 lata. Najpewniej założył rodzinę i ma dzieci. Przy odrobinie szczęścia został już dziadkiem. Na pewno należy do pokolenia dorosłych. Na pewno potrzebuje katechezy dorosłych, pogłębiającej formacji religijnej. Tylko, że… Tomek… odebrał już solidną dawkę  katechezy. W 1990 roku Tomek miał lat piętnaście i zaczął naukę w liceum. Zaczął ją wraz z powrotem katechezy do szkół. Zyskał zatem (miejmy nadzieję, że był to zysk) cztery lata katechezy  po dwie godziny w tygodniu. Masa czasu – przyznajmy. Jeśli poszedł do technikum to pięć. Jeśli poszedł do zawodówki to trzy. Jeśli poszedł do technikum po zawodówce to sześć.

I co? i nic! Niewiele pamięta, niewiele kuma. Zachował swój związek z kościołem, przyjmuje kolędę, posyłał dzieci na katechezę, wkurzał się jak się buntowały i nie chciały chodzić, sam do kościoła chodzi sporadycznie, ale Wielkanocy i Bożego Narodzenia bez kościoła nie może sobie wyobrazić.

Wyobraźmy sobie teraz Dorotę, która urodziła się 1970 roku. Ominęła ja zatem przyjemność szkolnej katechezy. Chodziła oczywiście na katechezę zorganizowaną przez parafię, ale wiemy jak to było – godzina zamiast dwóch, częste przepadanie godzin i niemal nigdy nie było to 45 minut.

Słabo zatem, ale Dorota naprawdę wiele wie. Systematycznie czyta Pismo Święte, czyta także inne książki, wiele czasu spędza na YouTube słuchając najróżniejszych kazań, konferencji, rekolekcji. Sama też wyjeżdża na rekolekcje „w realu”. Przekłada się to wszystko na jej religijne praktyki. Proboszcz na pewno jest zadowolony.

Zauważamy różnicę między Tomkiem a Dorotą. Czym ona jest jednak spowodowana? Na pewno nie katechezą, bo jeśli jej wpływ byłby istotny, to raczej Tomek powinien być Dorotą a Dorota Tomkiem.

Różnica polega na tym, że tylko jedno z nich przeżyło w sobie coś co można nazwać „krokiem wiary”. Przeżyło nawrócenie, czyli zmianę myślenia, polegającą na tym, że wiarę przeżywa się nie jako zestaw rytuałów do praktykowania i zbiór zasad do wypełniania, ale jako relację do kochającej osoby Jezusa Chrystusa.

Kto zrobił ten krok? Tomek czy Dorota?

Iwona to rocznik 1980. Ma 38 lat. Ma za sobą dziewięć lat szkolnej katechezy. Nie wie nic. Zechciejmy zrozumieć dlaczego nie wie. Nie dlatego, że miała słabych nauczycieli religii i złe podręczniki. Iwona jest stworzeniem racjonalnym – wywala wszystko z umysłu co jest jej niepotrzebne. Coś tam może zostaje, ale w gruncie rzeczy niewiele. W swoim czasie pozaliczała wszystko co trzeba na katechezie, „bo trzeba było” a potem wyrzuciła, bo były to rzeczy nijak przystające do jej życia.

Uwaga! Sytuacja nie zmieniła się. Dalej są to dla Iwony rzeczy nijak przystające do jej życia. Mogą się zdarzyć sytuacje, które spowodują, że Iwona przyjdzie na parafialną katechezę, bo ma dziecko pierwszokomunijne a czego się nie robi dla dzieci. Jednak po komunii wszystko wróci do wielce marnej normy.

Iwona po prostu nie ma żadnego apetytu na katechezę, ona jej nie potrzebuje. Nawet gdy ją do tego zmusimy (sytuacja szkolna jest swego rodzaju przymusem) niewiele to da.

A Marcin to ma apetyt. W sąsiedniej parafii organizowane są raz w miesiącu katechezy multimedialne, zapraszani są ciekawi goście. Marcin chętnie bierze w nich udział i nie jest sam, chociaż przeciętna liczba kilkudziesięciu uczestników na kilkudziesięciotysięczne miasto nie powala. Dlaczego Marcin ma apetyt? Bo zrobił „krok wiary” albo nie zrobił go, ale jest po prostu „człowiekiem ciekawym wszystkiego” i nie lubi tracić okazji, by czegoś się dowiedzieć.

Na koniec Jan. Jest najstarszy z całego towarzystwa. Jest rolnikiem i jego „krok wiary” dokonał się przed kilku laty. Gospodarstwo mocno ogranicza ruchy, kto jest proboszczem na wsi to wie, jednak Jan co tydzień bierze udział w spotkaniu formacyjnym, wyjeżdża co miesiąc na całodzienne świętowanie i potrafi pokonać kilkaset kilometrów, by dotrzeć na rekolekcje swojej wspólnoty. Bo Jan jest we wspólnocie.

  

       Czytaj także: Kazanie - Przestań chodzić do kościoła...

 

I to jest chyba klucz to zrozumienia, że parafialna katecheza dorosłych jest bez sensu.

Jest bez sensu, bo nikt szczególnie jej nie potrzebuje. Jeśli jednak z jakiś powodów i za szczęśliwym przypadkiem ktoś trafi na nią i dokona się dzięki niej w nim „krok wiary”, to taka osoba w naturalny sposób trafia do jakiejś wspólnoty. I tam dokonuje się jej formacja. Jeśli jednak nie trafia do konkretnej wspólnoty to swoją potrzebę wspólnoty „załatwia” w swojej parafii. Tam praktykuje swoją wiarę, tam słucha kazań (już zupełnie inaczej), tam po Mszy Świętej bierze Gościa Niedzielnego i czyta go od deski do deski. Ma też do dyspozycji od zaraz i za darmo nieprzeliczone „pobożne” zasoby Internetu.

Więc po co się wyrywać z katechezą dorosłych? To trochę syzyfowa praca.

Należy się jednak wyrywać, tylko z czymś innym. Klucz leży w proboszczach i ich rozumieniu wiary – o jaki „model” parafianina nam chodzi. Dochodzimy tutaj do nowego stosunkowo, ale naprawdę ważnego terminu „nawrócenia pastoralnego”. Chodzi o przejście od paradygmatu „konserwowania i zachowywania tego co stare” do paradygmatu „działalności misyjnej, nastawionej na KROK WIARY”. To ma dotyczyć wszystkich, ale od proboszczów się zaczyna.

Zaczyna się coś dziać. Są diecezje, gdzie parafie przeżywają rekolekcje kerygmatyczne. Ich celem jest doprowadzenie ludzi właśnie do „kroku wiary”. Tworzy się ekipy, angażuje świeckich. Super sprawa. Jest tylko jedno „ale”, albo „dwa ale”. Naturalną rzeczą i owocem takich rekolekcji jest odesłanie ludzi do wspólnot formacyjnych. Takich zaś nie ma lub są słabe. Jest zatem piach w tryby.

Drugim piachem (albo żwirem) to nieprzekonanie proboszczów. Jak każą to zrobią wszystko, ale jak nie są przekonani to i tak nic z tego nie będzie.

To bardzo proste – wszystko zależy od proboszczów a proboszczowie nie zależą od nikogo. Nie da rady im niczego nakazać (bo wykonają, ale nic z tego nie będzie), ale jeśli ich się przekona, pozyska, jeśli sami przeżyją „pastoralne nawrócenie” to zupełnie inna piłka.

Nie szukajmy zatem pomysłów na parafialną katechezę dorosłych, ale sposobów na pastoralne nawrócenie proboszczów.

Chciałbym bardzo byś merytorycznie skomentował ten tekst. Proszę cię także, byś udostępnił tekst innym.
Advertisements

37 thoughts on “Parafialna katecheza dorosłych jest bez sensu

  1. „Udoskonalone kursy katechetyczne …
    … są bardzo dobre, ale bez mocy Ducha Świętego przyniosą krótkotrwałe owoce.”
    cytat z książki: PIĘĆDZIESIĄTNICĄ ŻYJMY CODZIENNIE – Charles Whitehead

  2. To zależy czego szukamy. Parafialna katecheza dorosłych będzie miała sens jeżeli szukamy relacji z Bogiem a nie tylko wiedzy o Nim.
    Ma to szczęście mieć w parafii wierzącego proboszcza, który organizuje katechezy,zaprasza wiernych i prefesjonalnych „fachowców „.
    Pozdrawiam.

  3. W nas w parafii dwa razy w roku organizowane są kursy Alfa. Myślę, że to jest dobre narzędzie dla ludzi niekoniecznie związanych z Kościołem. Nasz proboszcz mówi, że wiele osób po wielu latach wróciło dzięki temu kursowi do Kościoła, do parafii.
    A osoba związana z kościołem, parafią, która szuka to znajdzie sama wspólnotę jej odpowiadającą.

  4. „Parafialna katecheza dorosłych jest bez sensu
    Szczerze mówiąc nie mam pomysłu. Więcej nawet, chyba jest to z gruntu niemożliwe.”

    Cytuję te dwa zdania szanownego Księdza Z.P.M. chociaż wszyscy wiemy, że Ksiądz zna doskonale odpowiedź która brzmi „katecheza dla dorosłych jest absolutnie konieczna, a ksiądz który jej nie prowadzi popełnia grzech ciężki” – a ksiądz zadał ten temat tylko dlatego, że szukał argumentów jak to najlepiej zrobić. Na tym mógłbym skończyć swoją wypowiedź, ale Ksiądz prosił o argumenty, konkrety – więc dalej kontynuuję swoją wypowiedź.

    1. Bardzo wiele ludzi chce żyć jak śpiewa Maryla R. „a ja leżę sobie pod gruszą, na dowolnie wybranym boku, i mam to co jest w życiu najświętsze – święty spokój”. I choć ta maksyma jest strasznie głupia to jednak jest bardzo kusząca – MIEĆ ŚWIĘTY SPOKÓJ. Mniejszość ludzi nie chce mieć świętego spokoju i prowadzi różne działalności na rzecz bliźniego |(woluntariat, różne akcje na rzecz niepełnosprawnych itd. itd.) – wypełniając podstawowe przykazanie miłości bliźniego, którego nie można zrealizować leżąc pod gruszą.
    2. Każdy ksiądz czytał z pewnością Nowy Testament, w którym opisano działalność naszego Boga Jezusa Chrystusa. On nie leżał pod gruszą, tylko cały czas wstrząsał sumieniami ludzkimi. Dlaczego? Bo wiedząc o tym, że by wyrwać człowieka z szarości dnia codziennego – musi wstrząsnąć jego sumieniem. Jezus robi to cały czas. Zamiast wejść do świątyni i nauczać o Bogu powtarzając w kółko że Pan Bóg nas kocha, że chce naszego zbawienia i należy żyć porządnie ( bo takie jest 90% kazań naszych księży) – chodzi po całej Judei, Galilei, Samarii itd. i wstrząsa ludźmi. Do faryzeuszy „ groby pobielane”, w świątyni bije powrozami i wywraca stoły, karmi cudownie (i to nie raz) przez cud rozmnożenia pokarmów, wyrzuca szatanów z człowieka i umieszcza ich w stadzie świń (cóż za wspaniały marketing – powiedzieli by ludzie z TV), i mnóstwo innych rzeczy, które świetnie znamy z Pisma Świętego. Czyli AKTYWNOŚĆ. Czyli – danie do myślenia.
    3. To samo musi robić ksiądz. Metod jest wiele. Czasami zamiast bardzo ciekawego kazania należy „pójść w lud” – porozmawiać, zebrać bardzo dużo informacji o swoich „duszyczkach”, po to by móc skojarzyć tego bardziej bogatego z tym bardziej biednym, a także po to by coś ciekawego, wstrząsającego, powiedzieć na kazaniu (oczywiście bez naruszania osobistych tajemnic). Człowiekiem trzeba wstrząsnąć – a to daje się tylko w rozmowie w cztery oczy (niestety też przez śmierć osoby bliskiej, lub jakiejś „trwogi”), oraz za pomocą przykładów z życia parafian. (św. Jakub – „wiara bez uczynków jest martwa”). Mam osobiste doświadczenie jak świetnie robił to śp. nieodżałowany Ksiądz Adam Wiktor proboszcz parafii pw. św. Klemensa Dworzaka z Wrocławia przy Alei Pracy – kapelan Solidarności. Na jego msze święte w intencji Ojczyzny przychodziły tłumy ludzi nie tylko z Wrocławia, ale z całej Polski i zza granicy. A na co dzień nie można Go było znaleźć na plebanii, tylko jeżdżącego rowerem (czasem w kapeluszu kowbojskim) po całej parafii. A w rozmowie z nim jak wspomnieliśmy o jakimś parafianinie to zaraz cytował wszystko co o nim wiedział (parafia liczyła 20 tys ludzi). I mówił czasami bardzo niepopularne prawdy prosto w oczy – jak trzeba było.

    Skończę w tym miejscu, bo wpis już jest za długi, chociaż chciało by się jeszcze coś dodać.

    Jurek z Ligoty Pięknej

  5. W mojej parafii cała wspólnota jest JEDNĄ GRUPĄ FORMACYJNĄ a liczy 695 osób. My nie dzielimy na bardziej pobożnych i mniej. Nie ma grupek a do Kościoła systematycznie uczęszcza co niedzielę 82% ludzi. Komunii Św. rocznie rozdajemy 55000 . Codziennie na Mszy Św. średnio uczestniczy ok. 50 osób. Pismo Św. czyta i rozważa prawie każdy dorosły i młodzi. Nie mamy żadnej grupy formalnej. Jeden duszpasterz i jedna owczarnia. Tyle w temacie. Też mogę się mylić ale po owocach poznaje się drzewo.

    1. A można prosić o więcej szczegółów?

  6. Święta prawda…
    Młody proboszcz

  7. Otóż, 🙂
    Protestanci pytają mnie czy przyjąłem Chrystusa jako Pana? Oni zrobili z tego wielką i piękną uroczystość. Nasz Kościół „jakby” o tym zapomniał. O tym co ks. Zbigniew nazywa Krokiem Wiary.

    Moim zdaniem katecheza dorosłych jest ważna i potrzebna. Tak jak katecheza dzieci przez rodziców. Podstawowym narzędziem katechezy powinien być przykład. To ja powinienem świecić na tyle jasno światłem Chrystusa żeby inni widząc moją postawę pytali „skąd to?”. Tylko Bóg jest dobry. Więc i o dobry przykład w mojej rodzinie trudno.

    Nazwa „Krok Wiary” sygnalizuje coś jednorazowego. Ja tymczasem codziennie od nowa przypominam sobie wezwanie „Nawracajcie się” i każdy dzień od nowa zawierzam Bogu. Ta codzienna praca nad osobistą postawą to trudne i wymagające zajęcie. Myślę że ogromnym ułatwieniem było by wsparcie wspólnoty. Tylko że PARAFIA to taka trochę za duża wspólnota. Bardzo przydała by się mniejsza grupa wsparcia. Ucząc się zasad Boskiej ekonomii przez kilkanaście tygodni spotykałem się z grupą innych katolików. Budowaliśmy listę naszych intencji. Kurs CROWN się skończył a praktyka codziennej modlitwy w intencji uczestników pozostała. Bardzo przydała by mi się mała dobrze zorganizowana grupa wsparcia modlitewnego. Po prostu po to żebyśmy mogli wspólnie reagować modlitwą na to co dotyka nas, naszych rodzin, naszych przyjaciół i bliskich.
    Od prawie roku codziennie czytam Biblię. Słucham tego co Bóg mówi do mnie. Kilka minut dziennie. Codziennie. Bardzo przydało by mi się wsparcie w tym temacie. Krąg biblijny moderowany przez fachowca. Tak, zdaję sobie sprawę że mam wysokie wymagania. Ale skoro mówimy o budowaniu wiary dorosłych to piszę o moich potrzebach. Byłem na kilku spotkaniach biblijnych żeby posmakować różnego podejścia. Najlepsze było to prowadzone przez Protestantów. Będę jeszcze szukał!
    Grupa wsparcia i rozwoju duchowego? O tak taka wspólnota przydała by się również. Sprawdziłem jakie są w moje parafii. Jakoś żadna mnie nie pociąga. Będę jeszcze szukał.

    Podsumowując. Wiele zależy ode mnie. Sporo od proboszcza. Wszystko od Boga.
    Mojej rodzinie przydał by się święty mąż i ojciec. Mojej parafii, święty proboszcz. Mi święty spowiednik/kierownik duchowy.
    Świętych jakoś nie spotykam. To chociaż taki który codziennie rano rozpoczyna proces nawracania.

    Aha. Byłem na katechezie dorosłych prowadzonej metodą Mess’AJE. Bardzo ciekawe doświadczenie i szczerze polecam.

  8. Czy nie przyszedł wam na myśl fakt, że ludzie obecnie żyją w świecie, który nie wiele ma wspólnego z Bogiem? Zagubieni, zapracowani, naszpikowani nauką świata, że Bóg i religia to zło lub są do życia niepotrzebne, bo kasa i przyjemności to podstawa, ciągłe życie w problemach. Gdzie jest tam miejsce dla Boga. Niektórzy z nich otrzymali katechezę, niektórzy chodzą do Kościoła, ale z obowiązku a nie dla pogłębiania wiary. Żyją w ciemności i brakuje im światła. Potrzebują tego światła, tego zasiewu słowa skierowanego do nich, aby mogli obudzić się z tego stanu, aby mogli wyjść z ciemności.
    Nie oszukujmy się. Czytając to co jest w prasie czy w sieci może wiele pomóc, ale ilu ludzi z tych zaganianych ma na to czas. Myślę, że katechezy dla dorosłych są potrzebne, ale za nim do nich by doszło to trzeba wychodzić do ludzi, bo oni sami często nie żyją tym swoim światem z dala od życia Kościoła. Ewangelizacja katolików zaangażowanych w życie parafii wraz z księżmi może przyciągać innych. Zamykanie się w Kościele nie dociera do wielu ludzi. Według mnie ludzie powinni widzieć życie Kościoła, radość tych, którzy na co dzień żyją wiarą. Wtedy w ramach Ewangelizacji można zapraszać na takie katechezy. Także i homilie mogłyby wiele pomóc, gdy poruszać się będzie w nich potrzebę zmiany życia, tego nawrócenia. Za mało sie teraz mówi o grzechach, o innych problemach życia katolickiego, homilie sa często sprowadzane do takiego osładzania sprawy wiary jakby to życie było tylko słodkie i piękne a przecież tak nie jest. Są różne grzechy, są różne upadki. Taka katecheza mogłaby wiele pomagać, ale naj;pierw trzeba dotrzeć do ludzi.

    Zauważmy jedną prostą rzecz: msza święta to ofiara i też uczta duchowa bo karmimy się słowem Boga – to bardzo ważne, ale słyszy to słowo tylko jakaś część ludzi, którzy w różny sposób to przyjmują, ale mimo to żyją w Kościele. A co z tymi zagubionymi, którzy nie rozumieją, którzy szukają Boga, rozwiązań swoich problemów a nie wiedzą jak i gdzie szukać. Co robił natomiast Jezus? Czy siedział w świątyni i nauczał? Nie, On chodził, był obecny wśród ludzi, nauczał tam gdzie był i dlatego to słowo docierało do wielu ludzi. Być może tak właśnie trzeba docierać do ludzi. Tak czynią Jehowi, tak czynią tez wspólnoty katechumenalne – wychodzą do ludzi. Wspólnoty katechumenalne często Ewangelizują w różnych miejscach głosząc kerygmat. Zapraszają ludzi do przyjścia na katechezy, ale przede wszystkim mówią o Jezusie o Jego miłości. Taki sposób docierania do ludzi może przyciągnąć ludzi do Kościoła, ale też sama katecheza powinna być dobrze opracowana, aby tez nie zniechęcić ludzi a przedstawić im inne życie, to związane z Bogiem a nie tylko ze światem w którym żyją a w którym Boga nie ma.

    Sens jest, ale wszystko musi być dobrze opracowane. Każda osoba która przyjdzie na taką katechezę i której taka katecheza mogłaby pomóc to dusza pozyskana dla Boga. Czy jesteśmy w stanie ocenić jaka jest wartość takiej duszy dla Boga? Chyba nie. Gdyby Jezus poszedł takim tokiem myślenia i stwierdził, że ta śmierć na krzyżu nie jest potrzebna bo i tak nie wszyscy go słuchają mimo, że głosił naukę to czy inni mogli być zbawieni? Nie. Ta śmierć miała nie tylko służyć tym którzy go słuchali i poszli za nim, ale także tym, którzy albo nie rozumieli Jego nauki i tym, którzy postępowali źle. Dowodem na to jest np św.Paweł. Co czynił za nim spotkał na swojej drodze Jezusa? Zabijał i więził chrześcijan, bo nie rozumiał ich postępowania, nauk Jezusa. Gdy Go spotkał jego życie uległo całkowitej przemianie. Teraz jest świętym. Nawet dla jednego człowieka warto otwierać takie możliwości, bo nie wiemy ile osób może dzięki takim katechezom odmienić swoje życie. Nawet ci, którzy są w Kościele a nie rozumieją niektórych spraw mogą z takich katechez wynieść wiele dobra dla siebie a tym samym mogą być potem dobrymi świadkami dla innych.

    Takie homilie czy nauki jakie głosi ks. Zbigniew są naprawdę bardzo pouczające i takich homilii brakuje w mojej parafii. Katechezy dla dorosłych prowadzone przez takich księży mogłyby wiele pomóc. Gdy słyszałem homilię głoszoną przez jednego z księży – krótka, wierszowana, oparta na jakiś fragmentach nie wiele mi powiedziała, nie wiele wniosła do mojego życia. Gdy czytałem nauki św.Jana Marii Vianneya to czułem, że moje życie nie ma żadnej wartości, że muszę coś z nim zrobić, dokładniej się spowiadać, odchodzić od tego co prowadzi mnie do potępienia. Jego nauki były nie tylko ostre, mocne, ale niosły za sobą ogromną dawkę wartości jaką ma głęboka relacja z Bogiem.
    Można mówić twardo, można mówić o wszystkim, ale też z odniesieniem do miłości Boga.

    Dotykanie tych ciemnych, często naznaczonych ciężkimi grzechami życia jest konieczne i o tym trzeba mówić, ale z tego się orientuję to nie po przez homilie – a szkoda. Może więc katechezy dla dorosłych mogłyby być taką dobrą okazją aby ukazywać poważne problemy, które prowadzą ludzi do życia pozbawionego Boga, o konsekwencjach czy wpływie na życie człowieka.

    Uciekanie od tego nie wiele pomoże, ale wychodzenie do ludzi, oferowanie im tego co może im pomóc może wiele zmienić w ich życiu.Przykłady podane przez księdza Zbigniewa ukazują pewną prawdę, ale trzeba myśleć po Bożemu i wychodzić do ludzi aby pozyskiwać każdą możliwą osobę, której można pomóc odmienić ich życie. Przy tym warto pomyśleć tez o młodym pokoleniu – ktoś musi im przekazywać wartości. Kto to zrobi jeśli ludzie dorośli żyją nie rozumiejąc tego jak ważna jest wiara i życie chrześcijańskie?

    Takie jest moje skromne zdanie mimo wielkiego szacunku dla nauk głoszonych przez ks.Zbigniewa, które często czytam.

  9. Długo czekałam na ten tekst. Dzięki!

  10. Jest taki obraz Carl’a H. Bloch’a „Kazanie na Górze” – to mój ulubiony obraz. To co w nim jest ciekawe to twarze słuchających Jezusa. Wymalowane są na nich wszelakie uczucia; zastanowienie, ciekawość, miłość, zdwiwienie… pogardliwy uśmiech… Jest też mały chłopczyk, którego bardziej interesuje motylek niż to co Jezus ma do zaoferowania.
    Glina, z której zostaliśmy ulepieni w pewnym momencie twardnienie; dojście do serca wymaga najczęściej jakiegoś uderzenia – presji, która rozbije tę skorupę. Nie nam jest dane bić innych aby dotrzeć do ich wnętrza – Pan Bóg wie najlepiej co komu zesłać. I tak się często dzieje, że człowiek po doświadczeniach zaczyna szukać Prawdy (Kogo Pan miłuje tego karci)
    Katecheza ma sens ale musi być mądra ; nie na siłę, różnorodna, (Koło biblijne, żywy różaniec, Caritas..) i na miarę naszych możliwości. A katecheci muszą pamiętać o jednym, że oni tylko sieją – zbierać będzie Ktoś inny.

      1. Dziękuję.

  11. Jeśli parafialna katecheza dorosłych jest bez sensu??? To, co ma sens?
    Taki tytuł konferencji ogłoszono w kościele w Winnicy przez Ks. Zbigniewa Pawła Maciejewskiego.
    Konferencja ma być niezwykła, bo przy wspólnym stole konferencyjnym ma zasiąść sam Pan Jezus.
    Jedynym warunkiem udziału w Konferencji ma być wygłoszenie przez każdego uczestnika 30 sto. sekundowej wypowiedzi na temat istoty jego Jezusowego bytu na Ziemi. Nagrodą będzie Zycie Wieczne a wszelkie wypowiedzi nienacechowane MĄDROŚCIĄ, zasłyszane od kogoś, przeczytane z YouTube, głupio-mądre (dowcipne inaczej) będą karane ciężką chorobą a w konsekwencji śmiercią.
    Ks. Zbigniew spodziewał się ogromnej liczby uczestników. Salą główną miało być wnętrze kościoła a na zewnątrz telebimy, mikrofony do relacji uczestników. Wygodne złocone fotele miał być dla dostojników kościoła, solidne krzesła dla kanoników i proboszczów. Reszta ławki, jakie są i krzesła składane. Na zewnątrz wiadomo ci, co przyjdą to stoją.
    Na konferencję dzieci rodzice nie puścili. Wiadomo, jakie są dzieci. Palną na pewno coś głupiego i co pogrzeb nie daj Boże.
    Młodzież pomyślała, że ona raczej zna wyuczone regułki z katechezy w szkole. Więc odpada.
    A więc ukształtowane Panie i Panowie, ojcowie i matki ci, co z reguły nawet na małżeństwo i dzieci się porwali. Ale i im nie zawsze TO SIĘ UDAJE.
    Pozostali staruszkowie i staruszki gotowi byli przyjść, dlatego, że śmierci się nie boją, rak, inne choróbska im nie obce, ale jak tak stanąć przed Panem Jezusem dla samej śmierci? No nie wypada.
    Ludzie z okolic i Winnicy pytali, – Kiedy nadejdzie Mesjasz!
    Ktoś odpowiedział-, Kiedy ciemności ogarną ludzi, którzy są z tobą!
    -To jesteśmy przeklęci. Napisano, bowiem (Izajasz 60,2) „ Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieją Pan i Jego chwała jawi się nad tobą”
    Ktoś krzyknął, ale jest Izajasza werset 3, który obiecuje ŚWIATŁO. Dla każdego!
    Ale światło to nie może rozbłysnąć, dopóki polityka, różni znawcy Pisma i objaśniacze wszystkiego uwodzą i przyciągają, jak gdyby same były rozświetleniem rzeczywistości.
    Tylko samotny Pan Jezus stał przy ołtarzu kościoła Winickiego zamyślony i oczekujący.

  12. Przeczytałam uważnie wypowiedź ks. Maciejewskiego na temat Katechezy Dorosłych i wszystkie komentarze do tego tekstu. Jestem Nauczycielem religii, mam za sobą 10 lat doświadczenia katechezy parafialnej i 23 lata szkolnej. Uważam, że przede wszystkim Rodzina nie spełnia dziś już swojej podstawowej funkcji w Kościele, bo od Rodziców to zależy czy dziecko będzie miało prawdziwy przekaz wiary oparty na doświadczeniu Rodziców. Zamiast myśleć o katechezie dorosłych przed I Komunią św. ich dzieci, trzeba by pomyśleć o tych, którzy zawierają sakramentalny związek małżeński, o prawdziwym przygotowaniu do tego sakramentu, formacji narzeczonych, którzy poświęcają na przygotowanie ślubu, czasami rok, czy dwa, a na przygotowanie sakramentalne kilka dni. Tu jest klucz do rozwiązania tego problemu. Ruchy i Stowarzyszenia prorodzinne, takie jak Domowy Kościół czy inne powinny w parafiach towarzyszyć młodym małżonkom na drodze ich małżeństwa, to jest bardzo ważne.

  13. No to jest sedno sprawy. Pozdrawiam serdecznie.

  14. Na pewno ma ksiądz rację w tym że kluczowa jest postawa proboszcza. Jednak nie przychodzi mi do głowy żaden sposób (oczywiście poza modlitwą w tej intencji) wpływu parafian na tę postawę. Może mógłby ksiądz coś podpowiedzieć?
    W dziedzinie katechezy są braki i czasem ludzi wierzą w naprawdę dziwne rzeczy. Ja na przykład z religii w podstawówce wyniosłam kilka herezji, np. przekonanie o predestynacji. Mój tata (wcale nie taki stary) twierdzi że „kiedyś to nikt nie słyszał o Duchu Św.”. W mojej parafii nie ma zgody czy zbawienie jest sprawą łaski czy zasługi i z tej samej ambony można usłyszeć przeciwstawne tezy. Systematycznie powraca metafora sakramentu pokuty jako pralni chemicznej, dzięki której stajemy się godni kontaktu z Bogiem. Pokręcony obraz Boga , czasem nawet wiara w jakiegoś zdeformowanego bożka, może być wielką przeszkodą na drodze do „kroku wiary”. Może tu nie jest konieczna jakaś specjalna postać katechezy, przecież rekolekcje i niedzielne kazania też są jej nośnikiem, ale niech będą na poziomie.
    Może chodzi o to czy proboszcz lubi i szanuje swoich parafian, traktuje jak odpowiedzialnych ludzi, wierzy w ich potencjał i dobre intencje i życzy im rozwoju? Czy raczej boi się ich, traktuje podejrzliwie i zakłada im duchowego nelsona (manipulacja, straszenie Panem Bogiem itp.) bo jak popuści to zrobią mu (JEMU!) w parafii Sodomę.

    1. Ważny jest klimat i cierpliwe oczekiwanie połączone z subtelnym i stałym naciskiem świeckich.
      Niemniej pierwsze skrzypce ma tu biskup.

  15. Zwracam się do tych którzy są niezadowoleni, nienasyceni posługą kapłanów, katechetów, katechistów. Mam pytanie…. jak często tak naprawdę modlisz się za NICH ???

    Pozdrawiam.

  16. Myślę,że katecheza dorosłych jest potrzebna i powinna odbywać się w każdej Parafii cyklicznie co kilka lat.Problem polega na tym kto miałby się podjąć takiego zadania.Być może na taki cykl trzeba by kogoś zaprosić,a to nie takie proste uczyć dorosłych jest trudniej niż dzieci.
    Dlatego trzeba zacząć od ewangelzacji duchowieństwa.Ja dawno chodziłam na katechezę i jedyne co pamiętam to,że było strasznie nudno więc grałam na tych lekcjach w kółko i krzyżyk.Moja koleżanka mówiła,że według niej lekcje były ciekawe,lecz dzisiaj nie chodzi do Kościoła.
    Dlatego uważam,że uczenie dzieci i ludzi osobistej relacji z Bogiem to podstawa.Jeśli się kogoś pokocha chce się o nim jak najwięcej dowiedzieć,nie odwrotnie.Tak jest w życiu i tak jest z Bogiem.

  17. Większość moich znajomych to ludzie opasani tradycją,chodzą
    do kościoła ale mają bardzo małą wiedzę(ja też)na temat Biblii
    i jej przekazu.Niedzielne kazanie nie zawsze jest wystarczające,często jest nudne, zagmatwane pozostawia niedosyt i rozczarowanie.Człowiek z wiekiem mądrzeje i wielu jest spragnionych tej wiedzy. Wiedza przybliża do Boga,dlatego ważne jest żeby była ona przekazana w sposób prawdziwy,zrozumiały i ciekawy.Uważam,że rekolekcje i katecheza dla dorosłych są jak najbardziej wskazane i potrzebne.Może się uda pobudzić „Apetyt” na Boga!

  18. Dlaczego tak mało jest parafii, w których jest ewangelizacja i Msze Święte z modlitwą o uzdrowienie?

  19. Ciekawi mnie jak mogła by wyglądać taka katecheza dla dorosłych. Podzielę się tym jak wyglądała moja szkolna katecheza. W podstawówce mieliśmy zajęcia z młodymi wikarymi, każdy z nich chciał być fajny i każdy z nich raczej nie chciał się przepracować, głównie śpiewaliśmy infantylne pioseneczki, było trochę wygłupów, tańczenia, skakania, czasem nauczyliśmy się jakiegoś wierszyka, od połowy listopada ćwiczyliśmy role do jasełek i tak czas mijał. W gimnazjum przejął nas proboszcz, tu zaczęły się poważniejsze rzeczy, bo przecież przygotowanie do bierzmowania, musieliśmy kupić podręcznik, indeks itp. Podręcznik nie przydał się, proboszcz odczytywał co lekcja temat w nim zawarty a później dyktował syntezę treści tego tematu, zdarzało się, że przepisywaliśmy całe zdania zawarte w podręczniku. Choćby mnie ktoś podpalał nie przypomniałbym sobie o czym właściwie były te zajęcia, nie dlatego, że nie słuchałem (byłem raczej pilnym uczniem) ale dlatego, że podobnie jak wszyscy nic z tego nie rozumiałem. Zaczął się nowy etap, szkoła średnia (katolicka!), przydzielono nam księdza który niedawno wrócił z Izraela, pisał doktorat. Pierwsze zajęcia i kompletne zaskoczenie, ksiądz pyta nas dlaczego nie mamy podręcznika, zdziwieni odpowiadamy, że to przecież pierwsze zajęcia i nie wiemy nawet jaki podręcznik trzeba kupić, prowadzący nas uspokoił i powiedział, że jedynym podręcznikiem będzie Pismo Święte. Przez dwa lata poznawaliśmy zarówno Stary jak i Nowy Testament, klasa nie przekraczała 10 osób co było dużym ułatwieniem. Był to niezwykły czas, wiele rzeczy stawało się bardziej zrozumiałymi a równocześnie rodziły się nowe pytania, przy okazji dowiadywaliśmy się jakie różnice leżą między poszczególnymi wyznaniami itp. Notatki z tych zajęć trzymam do dziś, a spotykając się z koleżankami i kolegami bardzo chętnie wspominamy te zajęcia, wymieniając się tym, co zostało nam w głowach po tych kilku już latach! Wspaniały okres, dużo wiedzy przekazywanej w możliwie najlepszy sposób. Po dwóch latach ks. Andrzej zrobił doktorat i został przeniesiony do Gdańska. Na jego miejsce przyszedł ks. Jacek, powróciła szara rzeczywistość.. Najczęściej używane słowa na zajęciach? Prezerwatywy, masturbacja, aborcja. Po kilku miesiącach słuchania cały czas tego samego, przepraszam za wyrażenie, wymiotowaliśmy tym wszystkim. Wiele bym dał, żeby moja cała katecheza wyglądała jak te dwa lata, no ale…

  20. „Krok wiary” wykonałem trzy lata temu w wieku 47 lat. Duch Święty postawił na mojej drodze młodego księdza który w ogłoszeniach podał że w parafii jest organizowany weekendowy kurs o intrygującej nazwie ” Nowe Życie”. Będąc jak ja to nazywam niedzielnym katolikiem i nieźle poranionym przez życie postanowiłem dać sobie i Bogu szanse na zmiany. Obecnie formuję się w wspólnocie ” Przyjaciele Oblubieńca” . Co tygodniowa msza św. wspólnotowa , modlitwa , katecheza, dzielenie w małych grupkach, podręcznik do codziennego rozważania Słowa Bożego – to zaowocowało zmianą życia, zmianą patrzenia na Boga i Kościół, lista jest długa tych owoców. Jednym słowem -jestem w trakcie nawracania. Katechezy połączone z modlitwą prowadzone przez różnych kapłanów są bardzo pomocne w zrozumieniu wiary i w życiu, przekrój wiekowy uczestników to 24 – 80 lat i ponad 100 osób uczęszczających regularnie co tydzień. Wydaje mi się że to dobry pomysł aby ożywić parafie , bo wspólnota również angażuje się z życie parafii. Z Panem Bogiem

    1. Panie Adamie P., a może lepiej Bracie w Chrystusie Panu, i ja podobnie formuję się we wspólnocie „Przyjaciele Oblubieńca”, chociaż Duch Święty mnie poprowadził trochę inną drogą do wspólnoty, bo nie poprzez kurs „Nowe Życie”, notabene który również odbyłem nieco później, ale poprzez „Seminarium Odnowy Wiary”. Piszę to, bo trochę nie zgadzam się z księdzem Zbigniewem, że katecheza dla dorosłych jest niepotrzebna, że to piach w tryby, cytuję: „Naturalną rzeczą i owocem takich rekolekcji jest odesłanie ludzi do wspólnot formacyjnych. Takich zaś nie ma lub są słabe. Jest zatem piach w tryby”. To nie prawda, że takich wspólnot nie ma, lub że są słabe. To właśnie wspólnota zostaje zaproszona przez proboszcza danej parafii do odbycia takich rekolekcji pod nazwą „Seminarium Odnowy Wiary”, po zakończeniu „SOW” a przed następnym krokiem „Szkoła Modlitwy” zawiązywana jest wspólnota przy tej parafii. Tak jak to miało miejsce w mojej parafii i powtórzę za Bratem Adamem, bo jest to prawda, cytuję: „Wydaje mi się że to dobry pomysł aby ożywić parafie , bo wspólnota również angażuje się w życie parafii”. Angażuje się i to jeszcze jak. Posługi liturgiczne, Wieczory Chwały, Droga Krzyżowa (na czasie), Różaniec i wiele, wiele innych prac na rzecz parafii, długo by wymieniać. A jest jeszcze przecież wiele innych wspólnot ewangelizacyjnych, które na pewno, jeśli zostaną zaproszone do danej parafii, to albo założą tam wspólnotę albo zaproszą do siebie formujących się parafian. Zanim wspólnota przyszła do mojej parafii na zaproszenie księdza proboszcza, to byłem takim Tomkiem z tekstu księdza Zbigniewa, a teraz nie nadążam za zmianami w moim życiu 🙂 i Chwała Panu. Tak, że księże Zbigniewie, nie jest tak źle z rekolekcjami dla dorosłych (jeśli mają odpowiednią formę) ani też z księżmi proboszczami 😉
      Z Panem Bogiem!

      1. Patrzysz przez swoje doświadczenie, którego nie neguję. Więcej – cieszę się z niego. Jednak to co piszesz jest w zasadzie potwierdzeniem moich tez. Jest proboszcz, który czegoś chce, zaprasza wspólnotę, zgadza się z jej zasadami i stylem, powstaje wspólnota, wspólnotę tę potem wspiera i jest miejsce, gdzie ci co zrobią „krok wiary” mogą formować się i wzrastać. I tak powinno być.
        Jest to jednak doświadczenie mniejszości.
        Dominujące jest inne – kuria czy biskup nakazuje rekolekcje kerygmatyczne (czy cokolwiek), proboszczowie ze zgrzytaniem zębów lub głębokim westchnieniem przyjmują to. Rzecz się odbywa, ale nie ma prawdziwej woli ani rozpalenia ani podtrzymania ognia. I co się dzieje z ogniem? Nawet jak się rozpali to zgaśnie.
        I nie jest to w zdecydowanej większości kwestia złej woli ani niewiary proboszczów. Jest to mechanizm filtrowania wymagań jakie stawia proboszczowi prawo świeckie, dyspozycje kurii, bieżąca administracja, ludzkie sprawy, duszpasterskie obowiązki.
        Trzeba naprawdę uwieść i przekonać proboszcza, że coś jest tak istotne, że trzeba się tym zająć. A to dopiero początek przygody.

  21. Dla mnie najbardziej przykre jest to, że nie wykorzystuje się już tego czasu szkoły podstawowej, gdzie można by było zachęcić dzieci do poznania i pokochania Boga. W większości lekcje religii są nudne. Nauczyciele katecheci czy siostry czytają podręcznik, każą przepisywać różne fragmenty do zeszytu, ale nie wyjaśniają dzieciom, nie pozwalają „poczuć Boga”. Czasem uczniowie nawet nie znają pacierza, chodzą na religię, bo rodzice każą, ale sami rodzice są niepraktykujący. Niestety, uważam, że jeśli w dalszym ciągu będą tak „mierni” nauczyciele religii, zostanie zaprzepaszczona może ostatnia szansa odnowy Kościoła Katolickiego w Polsce.

    1. Nie neguję twojego osobistego doświadczenia, ale katecheci w swej masie są najlepszymi nauczycielami, najlepiej wykształconymi.
      Ale to na inną dyskusję.

    2. A ja pozwolę sobie to skomentować. Droga Pani, pisze Pani o czasach współczesnych. Z autopsji mogę powiedzieć, że dawniej rodzice bardziej dbali o to by dziecko znało i odmawiało codziennie modlitwy pacierza i chodziło do Kościoła. Pierwszymi i najważniejszymi katechetami są rodzice. Jeśli rodzice nie są przekonani, aby uczęszczać na Mszę Świętą, to dziecko będzie brało z nich przykład. Ale nie zawsze. Bywają przypadki, że to dziecko chodzi na Mszę Świętą a rodzice nie chodzą. Poza tym uczniowie chętnie (w miarę czasu i możliwości) biorą udział w kołkach biblijno – misyjnych, angażują się w zbiórki kościelne itp. Nie zgodzę się jednak z Panią, że dzieci dziś nic nie umieją z religii. Śmiem twierdzić, że dziś uczeń klasy gimnazjalnej wie na temat wiary znacznie więcej niż osoba dorosła.

  22. A ja dodam jeszcze coś z obserwacji – jestem z rocznika, który pamięta zarówno dobrowolną katechezę w salkach parafialnych, jak i przymusową w szkole. Przymusową, ponieważ w naszej klasie w liceum byli katolicy, protestanci, świadkowie jehowy i agnostycy. Kiedy katecheza „weszła do szkół”, nikt nie składał dobrowolnych deklaracji uczestnictwa w zajęciach. Były obowiązkowe dla wszystkich, w środku dnia. Ksiądz nieszczególnie przykładał się do przekazywania wiedzy religijnej, bo ilekroć próbował, to wszyscy innowiercy przekonywali go, że nie ma racji. Oceny brały się z „sufitu” – szóstki za uczestnictwo w grupach parafialnych, pozostali piątki. Chociaż z innych przedmiotów szkolnych obowiązywała minimalna ilość ocen w semestrze, religia rządziła się swoimi prawami. Katecheta mógł wystawić ocenę semestralną z jednej oceny cząstkowej. Szczerze, dla nas był to czas odrabiania prac domowych z innych przedmiotów, czytania lektur na polski itp. Przymusowa godzina. I nie dziwi mnie, że po takiej „katechezie” nieliczni zostali w Kościele. Nawet ci, zaangażowani w oazie, odnowie, ministranci, schola – mają sporadyczny kontakt przy okazji ślubu, chrztu, komunii dziecka, pogrzebu… Niechęć została. Ci 40-latkowie „zarażają” niechęcią kolejne pokolenia. A teraz obserwuję wśród uczniów w szkole, że wolą przesiedzieć godzinę w bibliotece niż na lekcji religii. Bo dla nich to „strata czasu na bezużyteczne rzeczy”. Bo „do czego im się to w życiu przyda?”… I Ksiądz może „stawać na rzęsach”, przygotowywać ciekawe lekcje, ich to nie wzruszy… No bo jak to? Dwie godziny religii w tygodniu, a języka niemieckiego, który zdają na maturze tylko jedna godzina tygodniowo…

  23. Szczęść boże.
    Zgadzam się z Księdzem brawo żeby głosić trzeba być nawróconym.

  24. Szczęść Boże!
    Ma Ksiądz rację. Tylko jak to zrobić? Proboszczowie maja swoją wizję. Jako katechetka nie raz proponowałam np. inną formę rekolekcji. Ale cóż z tego – proboszcz woli „zamówić” rekolekcjonistę i uważa, że nic więcej nie może zrobić, bo nie wypada pytać rekolekcjonisty o temat rekolekcji. Może proboszczowie boją się nowych form ewangelizacji? To prawda, że i one nie są dla wszystkich, to może „zwykłe” rekolekcje są bezpieczniejsze? Mam wrażenie,że podobnie jak wielu z nas i proboszczowie nie lubią być pouczani zwłaszcza w temacie głoszenia Ewangelii. Z doświadczenia wiem, że trudno przyciągnąć młodzież do Kościoła jak widzą, że proboszczowi zależy tylko na wypełnieniu obowiązków.

  25. Wydaje mi się, że rozumiem Księdza argumenty. Sam należę do ekipy ewangelizacyjnej prowadzącej rekolekcje REO. Widzę, że w niektórych parafiach proboszczowie chcą by rekolekcje zorganizować w taki sposób by każdy mógł wziąć udział w katechezach, ale spotkania w grupach dzielenia, pracę formacyjną przełożyć na późniejszą godzinę, tak by ci co boją się wejść w zobowiązania czy boją się opowiadać o swoim życiu wiary nie mieli dyskomfortu. Nigdy się na to nie godzimy, ale to pokazuje pewnie do jakiego grona takie katechezy dla dorosłych miałyby trafić. Oczywiście jest dużo treści religijnych w internecie, ale w internecie nie ma wspólnoty osób. Inaczej słucha się nauczania w internecie, inaczej w kościele. W kościele jest bardziej osobiste, bardziej do mnie. Wiele osób jest na pograniczu między chęcią bycia we wspólnocie i obawą przed nią, a z drugiej strony poszukują pogłębienia swojej religijności w spotkaniu parafialnym. W wielu parafiach są księża, ze względu na których przepowiadanie chodzi się na konkretne msze św. I wielu pewnie przyszłoby na katechezę dorosłych prowadzoną przez takich księży, gdyby takie były organizowane.

  26. Zgadzam sie z kazdym slowem tego tekstu -ani dodac ani ujac
    Jak przy czytaniu fragmentu Pisma Sw nagle zablysnie slowo lub zdanie ktore ” wbija” sie w
    pamiec na dlugo..Tak z tego tekstu zablyslo mi zdanie ze” proboszczowie potrzebuja (koniecznie)pastoralnego nawrocenia” Oby Duch sw dal im swiadomosc tej potrzeby Amen

  27. Zgadzam się.

  28. Cóż powiedzieć!!! na pewno dobrze te słowa są znane i kto je powiedział!!!!
    Do treści jak wyżej nic dodać nic ująć.
    co do wspólnot to się zgadzam, lecz niektóre należałoby rozwiązać -bo to członkowie wzajemnej adoracji. Jestem zelatorem Apostolstwa dobrej śmierci. Sądziłem że ludzie stojący nad grobem będą zainteresowane. Chętnych było bardzo dużo, ale to jakość życia prowadzi do zbawienia nie przynależność do takie czy innej wspólnoty. Ciekawość i poczęstunek tak ala prawda o nas to już nie. Nie jestem księdzem i nie znam sposobu wykładów z retoryki , lecz wydaje mi się – gdyby kazania były takie, że jedni się śmieją inni płaczą a obojętni wychodzą z kościoła to zainteresowanie byłoby większe . Odnoszę wrażenie, że większość ? przyjmuje to jako fakt historyczny.
    1oo% racji co do właściwej formacji księży i katechetów.
    Przepraszam – to tylko moje przemyślenia!!!!!!!!!!!!

  29. Mądry tekst, uwypuklający sedno życia wiary prawdziwego katolika. Tutaj zostało to nazwane „krokiem wiary”. Ten krok wiary to początek bliskiej i na serio relacji z Jezusem Chrystusem. Jeśli nie ma tego fundamentu, wszelkie katechezy, cuda, wianki – psu na budę. Całkowicie zgadzam się z Autorem – wszystkim nam (bez wyjątków) potrzeba autentycznego nawrócenia. Organizowanie kolejnych akcji w Kościele? Nie tędy droga….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *