Posted on

Po czwarte… „i”

27 niedziela zwykła, C; (Ha 1, 2-3; 2, 2-4); (Ps 95 (94), 1-2. 6-7ab. 7c-9); (2 Tm 1, 6-8. 13-14); Aklamacja (1 P 1, 25); (Łk 17, 5-10); Winnica 6 października 2019.

Dzisiejsze, drugie czytanie, to fragment listu, który napisał Paweł do swojego umiłowanego ucznia Tymoteusza. Tymoteusz, młody wiekiem, był przełożonym jednej ze wspólnot kościelnych.

Chciałbym, byśmy zatrzymali się na dwóch wersetach z tego fragmentu:

Paweł pisze: „Przypominam ci [Tymoteuszu], abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia.” (2Tm 1,6-7)

Czego możemy dowiedzieć się z tego tekstu?

Wielu ciekawych rzeczy.

Najpierw rzecz zasadnicza. Tymoteusz miał w sobie coś, co nazwane zostało charyzmatem. Ten charyzmat Tymoteusz otrzymał od Pawła. Nie miał go a potem miał. Momentem przełomowym była modlitwa Pawła i nałożenie jego rąk.

Charyzmat to dar od Boga. Gdy mówimy, że Tymoteusz otrzymał ten dar od Pawła to tylko w znaczeniu pośrednictwa. Ostatecznym źródłem charyzmatu – daru, jest Bóg.

Charyzmaty to różnorodne dary. Nie chcę wchodzić w szczegóły i rozwijać tego. Niech wystarczy tylko to, że źródłem tych darów jest Bóg a adresatem Kościół albo może lepiej powiedzieć – każdy wierzący.

Charyzmaty są bowiem dla wszystkich. To my mamy być wszyscy bogaci w charyzmaty.

I tu zadam ważne pytanie. Czy jako człowiek wierzący, praktykujący swoją wiarę, czujesz się obdarowany? Czy czujesz, że coś wielkiego, wspaniałego, cudownego otrzymałeś od Boga przez wiarę?

Jeśli nie masz takiego doświadczenia, jeśli wiarę przeżywasz tylko w kanonach pewnych swoich powinności, obowiązków, przykazań, to… nie odkryłeś jeszcze bogactwa i głębi wiary. Ślizgasz się po powierzchni.

Wypłyń na głębię i wejdź w głębię. Proś Boga o Jego dary, charyzmaty, całe bogactwo Jego łaski, które jest dla ciebie.

Chrześcijanin to ten, który czuje się obdarowany.

Sprawa druga. Z charyzmatami jest jak z piecem, jak z ogniskiem. Trzeba ognia pilnować, dokładać, dorzucać. Jeśli o tym zapomnimy, to ogień zgaśnie.

Paweł upomina Tymoteusza, by rozpalił na nowo swój charyzmat. Widać przygasł.

Pytanie do każdego z nas. Co trzeba w tobie rozpalić? Co paliło się kiedyś mocnym ogniem a teraz zbladło i przygasło ?

Jak się rozpala ogień gdy przygasa? Trzeba dmuchać.

Tak samo jest z charyzmatem – musi w niego dmuchać Duch Święty. On jest tym, co ma powiać po martwocie, by ta zbudziła się do życia.

Czy wołasz do Ducha Świętego o odnowienie swoich charyzmatów, swoich darów?

Tu nie chodzi o „trzy razy >alleluja< w wolnym czasie”. Chodzi, by w tym wołaniu ukazała się cała twoja determinacja, całe pragnienie, przekonanie, wola.

Teraz może makabrycznie, dosadnie, ale prawdziwie. Wyobraź sobie, że żywcem chcą cię pogrzebać w trumnie. Budzisz się, jesteś w trumnie i słyszysz jak grudy ziemi spadają na wieko.

Pomyśl jak wtedy walczyłbyś o swoje życie.

Tak samo trzeba walczyć o życie Boże w sobie.

Czytamy dalej o „duchu bojaźni”. Lęk to naturalne uczucie, bardzo ludzkie i sensowne. Czasami ratujące życie. Jednak „duch lęku” to coś innego. To pokusa a potem grzech, by lękać się ponad miarę, lękać wszystkiego i wszystkich.

Jest to lęk, który nie ratuje, ale paraliżuje.

Kto chciałby nas sparaliżować? Oczywiście szatan. Najpierw sparaliżować, potem dobić. Mamy zatem genezę „ducha bojaźni”.

Paweł zaleca innego ducha, ducha „mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”.

Kocham Pawła za jego zdolność do niesamowitej precyzji i syntezy. W trzech słowach rozpracował na czym ma polegać wiara, na czym ma polegać przeżywanie naszego chrześcijaństwa.

Po pierwsze „moc”. Wiara to doświadczenie „mocy”. Doświadczenie tego, że „wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13). Doświadczenie, że dla Boga nie ma nic niemożliwego (por. Łk 1,37), a my w tej mocy możemy uczestniczyć.

Po drugie „miłość”. Miłość, czyli droga jeszcze doskonalsza (por. 1Kor 12,31). Miłość, czyli wypełnienie i sens prawa (por. Mt 22,40). Bez niej jesteś cymbał i dzwon (por. 1Kor 13,1).

Po trzecie „trzeźwe myślenie”. Zdrowy osąd rzeczywistości, wiedza, umiejętność krytycznego rozróżniania prawdy i fałszu, zła i dobra.

Po czwarte…

Zaraz, zaraz, jakie czwarte? Były trzy: moc, miłość i trzeźwe myślenie.

Wiem co mówię…

Po czwarte… „i”.

Mamy mieć w sobie „i” moc, „i” miłość, „i” trzeźwe myślenie. Wszystko razem a nie jedno z trojga czy dwa z trojga.

„I” moc, „i” miłość, „i” trzeźwe myślenie.

Bez mocy Kościół staje się instytucją charytatywną i muzeum.

Bez miłości Kościół jest tylko urzędem i maszyną.

Bez trzeźwego myślenia Kościół staje się stowarzyszeniem oszołomów i gamoni.

„I” moc, „i” miłość, „i” trzeźwe myślenie.

I pomyśl jak to wszystko w sobie pielęgnujesz?

Bo wszystko to wymaga pielęgnacji. Jest darem Boga, charyzmatem, ale bez twojej troski o rozwój wszystko to osłabnie, przygaśnie, ulotni się.

Zostanie miejsce na ducha bojaźni.

Kościół potrzebuje odnowy. Potrzebuje tego w każdym pokoleniu. Potrzebuje jej dzisiaj.

Tej odnowy nie zrodzą opracowane procedury, prawa i dekrety.

Odnowa Kościoła może przyjść jedynie przez odnowę każdego z nas.

Bóg czeka na twoją modlitwę.

Potrzebujący na twoją miłość.

Książka czeka, byś zaczął uczyć się i myśleć.

Taka jest nasz wiara: „i” moc, „i” miłość, „i” trzeźwe myślenie.

Przeczytałeś?

Skomentuj, podziel się swoimi myślami.

2 thoughts on “Po czwarte… „i”

  1. Super o charyzmacie i o odnowie Kościoła! Wykorzystałem i wykorzystam do innych wystąpień o charyzmatach. Dziękuję i pozdrawiam

    Jacek Ryłko

  2. Bardzo dziękuję za kazanie. Jak zwykle skłoniło do refleksji 🙂
    Szczęść Boże!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *