Posted on

Powstań! Świeć! Daj świadectwo!

Uroczystość Objawienia Pańskiego, C, Iz 60,1-6; Ps 72,1-2.7-8.10-13; Ef 3,2-3a.5-6; Mt 2,3; Mt 2, 1-12, Winnica 6 stycznia 2013 roku.

Gdy chłopak i dziewczyną tworzą parę to bywa, że na jakimś etapie tej znajomości, tej miłości, chłopak prosi albo żąda od dziewczyny dowodów miłości. Innymi słowy – chce zaciągnąć ją do łóżka. Czasy się zmieniają – może dzisiaj dziewczyny żądają dowodów miłości? Nie wiem.

Wiem jednak, że miłość rzeczywiście wymaga dowodów, ale w tym wypadku prawdziwym dowodem jest stanowcze "nie" a jak to nie pomoże to "kopa w tyłek".

Mówię to nie po to, by zacząć kazanie o miłości czy narzeczeństwie, ale po to, by uzmysłowić nam tę prawdę, że rzeczywiście pewne wewnętrzne przeżycia, uczucia, doświadczenia wymagają potwierdzenia przez zewnętrzne działania, czyny, dowody.

Mówisz, że kochasz? Pokaż dowody tej miłości!

Mówisz, że wierzysz? Pokaż dowody tej wiary!

Zamiast mówienia o dowodach możemy też mówić o byciu świadkiem, dawaniu świadectwa.

I o tym ma być dzisiejsze kazanie. Prorok Izajasz wzywa nas dzisiaj: "Powstań! Świeć!" (Iz 60,1a). Współgra to Ewangelią Mateusza: "Wy jesteście światłem świata. (…) Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie." (Mt 5,14a.16) Współgra to także z Listem św. Jana (fragment czytany wczoraj): "Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!" (1J 3,18)

Nie tylko deklaracje, słowa, intencje, postanowienia, ale konkrety, które są sprawdzianem naszej prawdziwości i uczciwości.

Jakie będą wyniki takiego sprawdzianu? Najlepiej to pokaże sąd ostateczny, ale już tu na ziemi warto sobie robić rachunek sumienia.

Dzisiaj chciałbym zadać kilka pytań do rachunku sumienia w jednej tylko kwestii. W kwestii jednego przykazania: "Czcij ojca swego i matkę swoją".

Zostawmy ten etap, gdy jako dzieci mamy być posłuszni rodzicom, którzy biorą za nas odpowiedzialność. Rozpatrzmy to przykazanie w sytuacji, gdy jesteśmy już dorośli.

Pierwsza rzecz, która wynika z przykazania to konieczność odejścia od rodziców. Tak – odejścia! Przychodzi moment, gdy od rodziców trzeba odejść. Urodzili, wychowali, wykształcili i dość. Bądź im wdzięczny do końca życia, okazuj tę wdzięczność, ale odejdź. Dosadnie i konkretnie mówi o tym Biblia: "Rzekł [Jezus]: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem." (Mt 19,5)

Są tacy, którzy nigdy nie odejdą. Będą jak pijawki przyssane do żył ojca i matki, babci. Do końca ich dni. Powiem dosadnie: przestań doić swoich rodziców. Oni nie po to są.

Nie chodzi mi oczywiście o sytuacje, gdy rodzina pomaga sobie w kryzysach i nieszczęściach. Chodzi o te sytuacje, gdy dzieci bezlitośnie i z wyrachowaniem wykorzystują swoich rodziców. A tak bywa i to jest złe. Kto tak robi – odpowie przed Bogiem. Kto tak robi nie kocha swoich rodziców.

Jest jeszcze inny wymiar tego odcięcia. Człowiek dorosły nie może być posłuszny swoim rodzicom. Człowiek dorosły ma szanować i czcić rodziców, ale nie może być swoim rodzicom posłuszny. Jak masz swoją rodzinę, jak masz swoje życie, to nie mama i tata mają decydować o wszystkim, ale ty i twoja żona, twój mąż.

Oczywiście możesz i powinieneś czasem zaczerpnąć ich rady, nawet się spytać, w ich życiu możesz znaleźć wiele bezcennych doświadczeń, ale to jest tylko konsultacja – oni nie decydują. Ty decydujesz i ty jesteś odpowiedzialny za swoje decyzje. I te mądre i te głupie.

Kolejny wymiar realizacji przykazania "Czcij ojca…" jest troska o swoich żyjących rodziców. Przychodzi taki moment, gdzie odwraca się historia. Kiedyś oni dawali ci jeść i przewijali a teraz ty masz im dać jeść a bywa, że przewinąć. To jest troska o ich zdrowie, to jest troska o ich szczęście, troska, by nie byli, nie czuli się samotni.

W ten wymiar włączona jest także troska o życie religijne twoich rodziców. O to, by dowieźć mamę do kościoła a kiedy trzeba dowieźć do mamy księdza ze spowiedzią i komunią.

Tyle piękna i prawdy jest w widoku staruszki czy starca wspierającego się na ramieniu syna, idących przez kościół.

Następnym wymiarem przykazania jest troska o dobrą śmierć swoich rodziców. Życie każdego z nas ma swój naturalny kres. Trzeba szanować swe życie, troszczyć się o nie, ale przychodzi czas śmierci.

Tego nie da się zaplanować, nie wszystko leży w naszych możliwościach, ale ważne by mieć to w głowie jako zasadę, że człowiek (jeśli to tylko jest możliwe) powinien umierać w domu, pośród swoich bliskich, trzymając kogoś za rękę, niż gdzieś w szpitalu, w samotności, za parawanem.

Czcić ojca swego i matkę swoją to pożegnać się przed śmiercią, to podziękować ojcu i matce albo (życie jest różne) przebaczyć ojcu lub matce.

A potem matka czy ojciec mają swój grób. To nie musi być granitowy czy marmurowy pomnik. Gdyby twoi zmarli rodzice mogli ci coś dzisiaj powiedzieć, to powiedzieliby "zbij z czterech desek oblamówkę i posadź kwiaty a to czego potrzebuję od ciebie to twoja modlitwa".

Jak się nie modlisz za swoich rodziców to nie wciskaj kłamstwa, że ich kochałeś. Jeśli się nie modlisz to kosztowny pomnik przyszykowałeś tak naprawdę sobie, by oszukać swoje sumienie, poprawić swój wizerunek. I może po to, by nie łazić ciągle na ten cmentarz.

Kto kochał swoich rodziców – modli się za nich. Modli się, bo nikt z nas nie ma i nie miał rodziców doskonałych. Dotknięci byli, jak każdy, słabością i grzechem.

Jeśli stawiasz na grobie lampkę a za tym nie idzie twoja modlitwa to już w momencie zapalenia ta lampka jest śmieciem, nic nie znaczy, nie ma żadnej wartości.

Są na naszym cmentarzu zmarli za których dzieci nigdy nie zamówiły wypominek, nigdy nie zamówiły Mszy Świętej – wstyd.

Przy tej okazji warto przypomnieć pewną regułę. Jeśli nie zamawiasz intencji Mszy Świętej za swoich zmarłych rodziców to masz niemal absolutną pewność, że żadne twoje dziecko nie zamówi tej Mszy za ciebie. Skąd miałoby wpaść na taki pomysł?

Ale i wypominki, i Msza święta mogą stać się takim granitowym pomnikiem. Na zewnątrz ładnie, ale tak naprawdę, tych zmarłych rodziców nie będzie w twojej pamięci i w twoim sercu.

Módl się osobiście za zmarłych rodziców. I pamiętaj, że oni, czy to z nieba, czy z czyśćca modlą się za ciebie.

Czcij ojca swego i matkę swoją. Troszcz się, by odejść, by nie traktować ich jak banku udzielającego bezzwrotnych pożyczek. Troszcz się o ich życie, zwłaszcza gdy ogarnia ich starość i brakuje im sił. Troszcz się o ich dobrą śmierć. Zatroszcz się o swoją modlitwę nad ich grobem.

Miłość rzeczywiście wymaga dowodów.

10 thoughts on “Powstań! Świeć! Daj świadectwo!

  1. Tak, to wszystko jest w Ewangelii…
    Człowiek kochający to człowiek wolny, nie pielęgnuje w sobie urazów, tylko modli się i błogosławi, to znaczy, życzy wszystkim, nie tylko rodzicom i nie tylko życzliwym sobie, ale wszystkim, życzy szczęścia. Bo to co daje to do niego wraca 🙂

  2. Mamy Rok Wiary… a może tak koronka do Miłosierdzia Bożego, codziennie, to tylko pięć minut, za rodziców… , za nasze grzechy albo za duszę , którą Jezus wybierze sam….

  3. Święte słowa…tak postępując nie mamy się czego wstydzić.Mogę być przykładem to co ks. piszę to jakby było moje świadectwo.Dziękuję….

    1. Mogę jeszcze dodać,że w dzisiejszej Ewangelii,że mędrcy ze Wschodu o których mowa w dzisiejszej Ewangelii ,podobnie jak święci ,stopniowo stali się konstelacjami Boga,które wskazują nam drogę.w tych wszystkich osobach kontakt ze słowem Boga,spowodował eksplozję światła,dzięki której blask Boga rozjaśnia nasz świat i wskazuje nam drogę,Święci  są gwiazdami Boga,za którymi idziemy w kierunku Tego,za którym tęskni nasze życie.Z Bogiem

  4. Dobre kazanie i dosadne pomijam tego kopa w tyłek.Ale jeśli ludzie to rozumieją to niech zostanie. Poza tym takie kazanie o pijawkach powinno przebiec wszystkie parafie bo wszedzie sa dzieci pijawki i jeszcze mają swoje dzieci co je do dziadków wysyłają po kasę. Dopóki dają jest dobrze i dopóki zdrowi. Potem nagle rodzinka znika i dziadka czy babcię do szpitala niech tam sobie umiera, nie pisze juz o domach starców. To trzeba nieustannie mówić i bębnić na alarm – dzisiejsze młode rodziny nie przekazują wiary nie modlą sie z dziećmi nie znają Pisma itd. Trzeba grzmieć.

  5. BÓG ZAPŁAĆ! nie wiem jak to się dzieje , ale księdza kazania zostają w mojej pamięci na dłużej , najpierw zastanawiam się nad moim postępowaniem ( jest co poprawiać )a póżniej wykorzystuję do dyskusji wśród młodzieży..Ciekawe i mądre są ich wypowiedzi , żałują,że nie ma takich rozmów na katechezach.
    Nie jestem katechetką.

  6. Kazanie, które dało mi dużo do myślenia. Bo mimo że poruszony temat jest oczywisty, to okazuje się że nie do końca ta postępujemy. Dziękuję

  7. Dziękuję za swoistego rodzaju
    „Dekalog” względem rodziców,myślę,że przyda się nam wszystkim i tym,którzy wiedzą jak należy postępować ,i trwać w tym,jak również tym,którzy uważają,że najlepiej żyć własnym życiem.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne interesujące kazania 🙂

  8. Bardzo dziękuję za piękne kazanie, które uświadomiło mi, ze to, co robie , czynię, modlę się za moich rodziców, jest dobre – nie wiem jednak, czy moje dzieci zrobia to samo? Panuje już „inny świat”, ale mam nadzieję!!!
    serdecznie księdza pozdrawiam
    Elżbieta

  9. Dobre kazanie i dosadne. To trzeba nieustannie mówić i bębnić na alarm – dzisiejsze młode rodziny nie przekazują wiary nie modlą się z dziećmi nie znają Pisma itd. Trzeba grzmieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *