Opublikowano 7 komentarzy

Przezroczysta sakiewka

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

33 niedziela zwykła, C; (Ml 3,19-20a); (Ps 98 (97), 5-6. 7-8. 9); (2 Tes 3,7-12); Aklamacja (Łk 21,28); (Łk 21,5-19); Winnica 17 listopada 2019.

Zadam na początku może dziwne i nieoczywiste pytanie.

Czy Jezus miał sakiewkę?

Wbrew krążącym stereotypom o ubóstwie naszego Zbawiciela, Jezus sakiewkę miał. Jedne przekłady mówią o mieszku, inne o trzosie, jeszcze inne właśnie o sakiewce. (zob. J 13,29)

Nie było bankowych kont, plastikowego pieniądza i blików, to co się miało trzeba było nosić ze sobą w woreczku. Apostołowie taki woreczek mieli a zarządzał nim na co dzień Judasz.

Nie ma żadnych świadectw ewangelii, by w tym worku były jakieś braki. Jest mowa za to o kobietach, które „usługiwały ze swojego mienia”. (por. Łk 8,3)

Nie możemy w Ewangeliach znaleźć śladów niedostatku. Jest fragment mówiący o tym, że Jezus był głodny, ale był to wynik jego dobrowolnego postu.

Do czego zmierzam? Do prostego stwierdzenia, że Jezus nie bujał w obłokach. Miał ze sobą dwunastu, którzy z nim byli, chodzili. Musieli gdzieś mieszkać, coś jeść, w coś się ubrać. Ba, jest mowa o tym, że płacili podatki. (zob. Mt 17,27)

Czasem mogli coś dostać, czasem mieli okazję być na weselu czy innej uczcie, ale należy przypuszczać, że za wiele rzeczy apostołowie i Jezus po prostu płacili. Musieli mieć „kasę”.

Czy Jezus pracował? W trzyletnim okresie jego publicznej działalności, dość dokładnie opisanym w Ewangeliach, nie ma po tym śladu. Możemy się natomiast domyślać, że wcześniej pracował. Bo z czego niby miał żyć? Mamusia go utrzymywała?

Ewangelista Marek podaje nawet jego zawód. Przytacza opinie ludzi o Jezusie: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” (Mk 6,3ab)

Jezus był cieślą, nieprzypadkowo zresztą, Józef też był cieślą. Czy obu kierowało tylko umiłowanie drewna i mieli dusze artysty? Czy było to ich hobby, czy lubili dłubać w deskach?

Przypuszczam, że nie, przynajmniej nie do końca. Pracowali, by zarobić na swoje utrzymanie, by mieć co zjeść i w co się ubrać. Proza życia.

Pracował także Paweł. Jest wiele fragmentów o tym mówiących. Jest o tym mowa, w dzisiejszym drugim czytaniu. Paweł wyznaje, że „u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem.” (2Tes 3,8)

Inne fragmenty dają nam poznać czym zajmował się Paweł. Robił i sprzedawał namioty. (zob. Dz 18,3)

Jest jednak mowa i o tym, że przyjmował finansową pomoc różnych osób i Kościołów.

Charakterystyczne jest to, że przyjmowanie bądź nie owej pomocy uzależnione było od stopnia dojrzałości wiernych.

Jeśli nie było Kościoła, jeśli byli tylko Żydzi czy poganie, których trzeba było ewangelizować, to jasnym było, że Paweł nie oczekiwał od nich finansowego wsparcia. Nie oczekiwał też wsparcia od Kościołów, które nie były utwierdzone, od których mógł się spodziewać zarzutu, że chodzi mu o mamonę.

Nie miał natomiast takich oporów, gdzie był przekonany o jedności duchowej z jakąś wspólnotą.

W Liście do Filipian pisze: „Wy, Filipianie, wiecie przecież, że na początku [głoszenia] Ewangelii, gdy opuściłem Macedonię, żaden z Kościołów poza wami jednymi nie prowadził ze mną otwartego rachunku przychodu i rozchodu, bo do Tesaloniki nawet raz i drugi przysłaliście na moje potrzeby.” (Flp 4,15-16)

Bardzo ciekawy fragment. Jest w nim świadectwo, o zgrozo, że apostoł ma jakieś swoje potrzeby.

Najciekawsze jest jednak co innego, ów „otwarty rachunek przychodu i rozchodu”.

Paweł prowadził coś w rodzaju księgowości. Rozliczał się z pieniędzy. Ten rachunek przychodu i rozchodu był otwarty – jawny. Nie miał nic do ukrycia.

I tak być powinno, w każdym Kościele i w każdej parafii.

Jako Winnica możemy śmiało powiedzieć, że już jest u nas bardzo przejrzyście – wierni zbierają i liczą tacę, w kancelarii każda złożona złotówka jest kwitowana.

To czego brakuje to zestawienie tego w całość, pewne podsumowanie przychodu i rozchodu, pełne pokazanie i udokumentowanie kosztów.

Chciałbym od przyszłego roku całe finanse naszej parafii umieścić w Excelu. Ci, którzy tego nie wiedzą, niech wiedzą, że Excel to program komputerowy, arkusz kalkulacyjny.

Wpisujemy dane, liczby, a on liczy, sumuje, wyciąga średnie. Jednym słowem pomaga zapanować nad liczbami.

Excel jest pewnym symbolem. Może rzeczywiście będzie to ten program, może jakiś inny.

Nasza parafia ma swoją sakiewkę i ta sakiewka musi być przezroczysta i czysta.

Ktoś może powie, że to o czym mówię, może jest ważne, ale nie powinno się o tym mówić w kazaniu, ale w ogłoszeniach.

Chyba jednak w kazaniu, bo nie jest to kwestia czysto porządkowa, ale przede wszystkim szukanie woli Bożej.

Wbrew pozorom, w Piśmie Świętym, dużo jest na temat finansów, zbiórek, utrzymania Kościoła, ludzi pracujących dla Kościoła.

To nie mogą być sprawy ukryte, wstydliwe, o których się nie mówi.

Powinniśmy o tym mówić, otwarcie i normalnie.

Powinniśmy się zastanawiać czy system utrzymania i finansowania parafii jest dobry i właściwy. Może go zmodyfikować? Może zastąpić czymś innym?

Dzisiaj wygląda to tak, że zbieramy tacę, zbieramy ofiary przy okazji kolędy. Ci, którzy zamawiają Msze Święte i wypominki przy tej okazji składają ofiarę. Przy okazji posług takich jak pogrzeb, ślub czy chrzest prosimy o ofiary, które płyną na utrzymanie księży i pracowników kościelnych.

Przy każdej ofierze ciągle powtarzamy, że prosimy o ofiarę, podajemy nawet jej wysokość, z zastrzeżeniem, że jest to prośba o ofiarę, która może być większa, taka właśnie, mniejsza lub może jej nie być wcale. I nie ma ta ofiara nic wspólnego ze sposobem i kształtem wykonania posługi. Nie jest tak, że za więcej będziesz miał lepiej a za mniej gorzej.

Tępię jak umiem dwa terminy, które czasem padają w kancelarii.

Jak ktoś mówi, że „zapłaci” to zwracam uwagę, że nie może zapłacić, bo ja niczego nie sprzedaję. Nie sprzedajemy Mszy Świętych, pogrzebów, ślubów. Przyjęło się, że przy tych okazjach składa się ofiarę, ale nie jest to zapłata za pogrzeb czy inną posługę.

W roku pięćdziesiąt pogrzebów, piętnaście ślubów i czterdzieści chrztów musi starczyć na dwanaście pensji organistki, dwanaście pensji kościelnego, ich ZUS-y i podatki. Czy starcza? Jak wszystko wpiszemy do Excela to będzie duże zdziwienie.

Drugi termin, z którym walczę, to „co łaska”. Otóż tłumaczę, że składanie ofiar na utrzymanie parafii i pracowników to żadna łaska, ale obowiązek. Każdy musi sam określić jak może się z niego wywiązać, ale nikt nikomu nie wyświadcza żadnej łaski.

Jest jeszcze cmentarz z opłatami za groby. Tu nie mówimy o ofierze tylko należności. Z tym, że nie za pochówek, ale za pieczary i nagrobki.

Przy żadnym pogrzebie nie żądamy opłacenia pokładnego. Jeśli rodzina pochowa zmarłego na cmentarzu, z tego tytułu nie ponosi żadnych opłat.

Powiem zupełnie szczerze. Z miejsca i bez wahania oddałbym cmentarz gminie. Proszę sobie wziąć wszystkie opłaty i wszystkie śmieci, wszystkie drzewa i ich liście, walące się parkany, zniszczone chodniki, zrujnowaną kaplicę i użeranie się z ludźmi, którzy nie potrafią pojąć, że plastikowej torby nie wyrzuca się do kompostownika.

I jeśli w przyszłym roku wzrosną ceny za wywóz śmieci (a wzrosną), to zwrócę się do Księdza Biskupa o zgodę na oddanie cmentarza.

Nie przyszedłem do Winnicy po pieniądze i bogactwo. Jeśli założyłem Fundację Nasza Winnica, która wydaje i sprzedaje książki, to także po to, by mieć psychiczny komfort.

Paweł robił namioty, ja wydaję książki. Fundacja więcej daje parafii niż parafia daje mnie. Zatem śmiało mogę powiedzieć, że utrzymuję sam siebie, nikt nie płaci na moje utrzymanie.

To trochę w takim duchu, w jakim Paweł pisał do Koryntian: „Nie będę was obciążał. Nie szukam bowiem tego, co wasze, ale was samych. Nie dzieci rodzicom winny gromadzić majętności, lecz rodzice dzieciom. Ja zaś bardzo chętnie poniosę wydatki i nawet siebie samego wydam za dusze wasze.” (2Kor 12,14b-15a)

Mogę śmiało za Pawłem powtórzyć: „Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje.” (Dz 20,33-34a)

Jeśli mówię o pieniądzach, to nie upominając się o swoje, ale z odpowiedzialności za parafię.

Na wiosnę złożyliśmy wniosek o dofinansowanie dokończenia remontu wieży – koszt to 360.000 zł. Nie dostaliśmy dofinansowania. Złożyliśmy odwołanie – nie uwzględniono go. Mamy 36 tys. zebrane z kolędy i nie możemy za to wykonać żadnej sensownej pracy. Złożyliśmy kolejny wniosek, bo w tej sytuacji jest to jedyna szansa na ratowanie kościoła.

Mam jednak poczucie, że bylibyśmy w stanie sami, bez szukania żadnego dofinansowania, wyremontować wieżę, zmienić dach i przemurować sygnaturkę, zanim ta się przewróci i spadnie.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie potrafimy utrzymać własnego kościoła? Nie wiem. Jest na pewno sporo obojętności, ale może największy problem to brak wyobraźni.

I brak informacji. Nie wiemy czy dwa złote – najbardziej gorliwy w naszej parafii, w chodzeniu do kościoła, nominał, to dużo czy mało? Starcza czy nie starcza?

Czy pięćdziesiąt złotych na parafialne inwestycje przy kolędzie to poważna suma czy niepoważna?

Jak włożymy wszystkie wpływy i wypływy w arkusz kalkulacyjny, jak wszystko policzymy, to będziemy wiedzieli. I może, taką mam nadzieję, nauczy nas to większej odpowiedzialności za parafię, naszą parafię.

Daleki jestem od wołania o pieniądze. Przeciwnie – zawsze stawiam trzy warunki, od których uzależniam przyjęcie jakiejkolwiek ofiary – trzeba mieć, trzeba chcieć i ma to sprawiać radość. Jeśli nie są te wszystkie warunki spełnione – zabraniam przynosić do kościoła jakiekolwiek pieniądze.

Chciałbym jedynie i aż zrozumienia, że utrzymanie parafii, kościoła, cmentarza, pracowników, to nie jest mój problem. To jest nasz problem.

A sprawy materialne parafii to nie jedyna troska. Gdzie w naszej parafii jest troska o ubogich? Nie ma jej kompletnie. Jedyne co robimy, to w sytuacji jakiegoś nieszczęścia, zbieramy ofiary do puszek.

Kiedyś powiedziałem, tu w kościele, że nasza parafia powinna utrzymywać jeszcze dwie inne parafie – jedną gdzieś na klasycznych misjach a drugą na wschodzie. Daleko nam do tego – oddajemy tace z niedzieli misyjnej i nie wiem czy to starcza na bilet dla misjonarza.

Najtrudniej nawracają się nasze portfele.

Największa próba wiary, to moment, gdy trzeba podzielić się swoimi pieniędzmi.

Możemy wierzyć, ale gdy nas to nic nie kosztuje.

Zadanie do wykonania. Tu nie chodzi o proste – zamień dwa złote na pięć złotych i pięćdziesiąt na sto. Chodzi o coś innego.

Zbadaj swoją wiarę przez pryzmat składanej ofiary. Co ci to powie?

Czy odnajdziesz w kościele swój dom? Czy też urząd, który jest ci może do czegoś potrzebny, ale którym niespecjalnie się przejmujesz?

Czy ksiądz jest ci bliski i potrzebny? Czy też widzisz w nim darmozjada?

Czy czujesz więź z całym Kościołem powszechnym, czy jest ci to obojętne?

Spytaj się tego wszystkiego złotówki, którą oddajesz do parafialnej sakiewki. Ona ci powie!

A parafialna sakiewka będzie przezroczysta i czysta. A czy pusta czy pełna to nie będzie mój problem, tylko nasz problem.

Amen.

Co TY sądzisz o przezroczystej sakiewce?
Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

7 komentarzy do: “Przezroczysta sakiewka

  1. Hohohooo, a jak zareagowali sluchacze tegoz kazania ? 😉

    Transparentnosc finansowa parafii wydaje sie byc dobrym pomyslem.
    Mysle sobie, jako parafianka innej diecezji, ze sa tacy, co sie uciesza z takiego obrotu sprawy, a sa i tacy, co sie zmartwia, kiedy zobacza, za co przychodzi brac odpowiedzialnosc takiemu ojcu rodziny parafialnej.
    Nie mniej jednak wszystko bedzie ”do wgladu”.
    Moze pomoga nawet zdobywac srodki na utrzymanie, pamietajac, by najpierw otworzyc wlasny portfel i wrzucic znacznie wiecej niz tylko pare groszy dzieciecymi raczkami…

    Gratuluje Ksiedzu pomyslu i szczerze pisze, ze chcialabym miec takiego proboszcza:)

  2. Staram się nie być obojętna wobec tacy na mszy świętej w kościele wysokość mojego dodatku uzależniona jest od tego czym dysponuje

  3. Wszystko co posiadamy otrzymaliśmy od Pana Boga, dlatego też powinniśmy podziękowąć Jemu DZIESIĘCINĄ . Pan Jezus powiedział: “Dawajcie, a będzie wam dane”.

  4. Marzę o świecie bez pieniędzy.

    1. Chyba tylko niebo?

      1. Często wracam do filmu”Into The Wild”. Alaska jest miejscem wolnym od pieniędzy. Wymiana towaru, wzajemna pomoc sąsiedzka. Przecież tak było na początku, pieniędzy nie było.
        Dziś bez pieniędzy nie da się żyć. Ważne by nie zostać jego niewolnikiem.

  5. Dwa złote to optymalna ofiara. Batona ani piwa za to nie kupię. Schylić się po to już się nie chce. Ale jak duma rośnie jak złożę taką ofiarę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *