Posted on

Ręce opadają

X Niedziela Zwykła, B; Rdz 3, 9-15; Ps 130, 1-8; 2 Kor 4, 13-5, 1; J 12, 31-32; Mk 3, 20-35; Winnica, 10 czerwca 2012 roku.

Co to jest przewrotność?

Dobrze jest to wytłumaczyć na przykładzie.

Gdy otwieramy Ewangelię Marka i czytamy po kolei o czynach Jezusa to widzimy po jak wyrzuca demona z opętanego, jak uzdrawia teściową Szymona Piotra i wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami, jak uwalnia dręczonych przez złe duchy, jak uzdrawia trędowatego, jak uzdrawia paralityka, który wraca do swojego domu niosąc łóżko na którym go przyniesiono, jak uzdrawia człowieka z uschłą ręką.

Widzimy jak fascynuje, jak porywa za sobą tłumy, jak pozyskuje uczniów.
I po tym wszystkim ludzie mówią – zwariował. A jeszcze inni – opętany.

To jest przewrotność!

Wymyśl sobie teraz najpoważniejszy grzech jaki potrafisz…

Ja ci zaś powiem, że przewrotność jest grzechem większym.

Jezus mówi: "Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego." (Mk 3,29) Mówi to w kontekście tego, że uznany został przed chwilą za sługę diabła.
Przewrotność jest straszna, bo odcina człowieka od prawdy, nie daje mu jakichkolwiek szans na zmianę. Człowiek trwa w potępieniu i nigdy z niego nie wyjdzie.

Normalny człowiek otwarty jest na siłę argumentów, na słowa, na dowody, na świadectwo. Można mu udowodnić, że dwa razy dwa jest cztery, że białe jest białe a nie czarne, że nie można spalić więcej benzyny niż wleje się do baku, że coś nie może jednocześnie być i nie być.

Człowiek przewrotny nie przyjmie żadnych argumentów, jest odporny na wszelkie dowody, nie wzruszy go żadna logika.
W badaniach socjologicznych wychodzi, że są ludzie, którzy nie wierzą w istnienie duszy, jednocześnie wierząc, że dusze wędrują dokonując kolejki wcieleń.

I co najciekawsze – nie można do nich dotrzeć z argumentem, że nie może wędrować po różnych ciałach coś, czego nie ma. Dalej wierzą, że ich dusza (której nie ma) po ich śmierci wlezie w inne ciało.

Ręce opadają.

Bliższy przykład – ilu ludzi świętuje zmartwychwstanie, nie wierząc nie tylko w zmartwychwstanie, ale nawet w istnienie jakiegoś tam Jezusa? Ilu świętuje Boże Narodzenie, nie wierząc, że Jezus w ogóle się narodził.

  

       Czytaj także: Kazanie - Błogosław...

 

Ręce opadają.

Prasa zacytowała pewnego polityka (poza Polską), który powiedział tak: "Skłamałem, ale nie oszukiwałem. Oszustwo to nie to samo, co kłamstwo." [Tygodnik Powszechny 24, 10 czerwca 2012, s. 35]

Ręce opadają!

Ręce opadają, bo przewrotność ma taki właśnie charakter, że wszystko przewraca. Złodziej złapany za rękę, będzie krzyczał, że to nie jego ręka, on nie ma z tą ręką nic wspólnego i odwoływał się będzie do Strasburga, bo krzywdzą niewinnego człowieka, który akurat przypadkiem był w pobliżu tej ręki.

Do takiej umysłowości nie da się dotrzeć z niczym. Na wszystko jest przygotowana odpowiedź: "Ja tam swoje wiem."

Do takiej umysłowości nie można też dojść ze światłem ewangelii i jej wymaganiami.

– Warto pomyśleć o swoim życiu.
– Ja tam swoje wiem.

– Panie, skoro pan nie wierzysz w Boga, to po co pan chodzi do kościoła?
– Ja tam swoje wiem.

– Pani kochana, skoro pani nie wierzy, to po co pani chrzci swoje dziecko?
– Ja tam swoje wiem.

– Jest Bóg, kocha ciebie, oddał życie i wzywa cię do nawrócenia!
– Ja tam swoje wiem.

Ręce opadają.

Przewrotność to mechanizm obronny, który pozwala człowiekowi żyć w zgodzie z samym sobą. Mechanizm skuteczny – ludzie rzeczywiście żyją w zgodzie z sobą. Problem jest jednak taki, że żyją całkowicie poza rzeczywistością.

– Panie nie buduj się pan przy tym wale, może być powódź i nieszczęście.
– Ja tam swoje wiem.
– Panie, leje jak z cebra.
– Ja tam swoje wiem.
– Panie, rzeka wzbiera.
– Ja tam swoje wiem.
– Panie, wał przerwało, uciekaj!
– Ja tam swoje wiem.
– Wsiadaj pan na łódkę!
– Ja tam swoje wiem.
– Rękę do ciebie wyciągam, ratuj się pan!
– Ja tam swoje wiem.

……………………………………………

Czuje spory dyskomfort i niesmak po tym kazaniu. Ci, którzy je zrozumieli, dawno je zrozumieli. Ci, którzy zrozumieć powinni odpowiedzą:

– Ja tam swoje wiem.

Nic i nikt nie zakłóci im dobrego samopoczucia.

Ręce opadają.

Emil Zola jadą do Lourdes powiedział – jak zobaczę cud, to uwierzę. Zobaczył dwa – i nie uwierzył.

10 thoughts on “Ręce opadają

  1. Kapitalne kazanie takich ludzi spotykam na co dzień taka przewrotność budzi nie tylko trwogę ale i obrzydzenie.

    1. Trwoga tak. Z obrzydzeniem trzeba walczyć, bo choć ręce opadają zadanie pozostaje.

  2. W słowach Księdza – troska o życie wieczne tych, co "żyją całkowicie poza rzeczywistością".
    Dla mnie to kazanie apelem o modlitwę za nich. Wierzę, że każdy ma szansę,
    choćby w ostatnim momencie ziemskiego istnienia, zgubić postawę obronną i wybrać prawdę. Wierzę, że taki "ich" wybór zależy i od mojej wierności Bogu dziś.
    Bóg zapłać!

  3. Modlitwa i ważne życiowe wydarzenie może osobnika  "ja tam swoje wiem.."doprowadzić do rozważenia tego co mówią inni ………ale czasu się nie cofnie . Czy to kazanie do innych ………………?Super temat. Szczęść Boże!

  4. Pomimo , że ręce opadają należy walczyć o tych ,,ja tam swoje wiem,, . Walczyć nie przestawać!. Modlitwą i świadectwem życia.  Dla miłosierdzia Bożego nie ma rzeczy niemożliwych .To bardzo trudne , zaufać Panu ze się to spełni . Ja wierzę.  Dzięki B , że ksiądz podejmuje próbę ratowania wielu zagubionych. Proszę nie przestawać .Módlmy się wszyscy o miłość do Kościoła i otwarcie na ewangelizacje.

  5. Ostatnio usłyszałam na kazaniu, że na zbawienie człowiek musi sobie  zasłużyć i zapracować. Ręce opadają!
    Bo do tej pory myślałam, że zbawienie jest niezasłużonym darem Pana Boga i jeśli się go pragnie można je z wdzięcznością przyjąć ( a wdzięczność pociągnie za sobą moralne życie). I sama już nie wiem, czy to, co słyszę z ambony jest moją formacją czy deformacją.

  6. zasłużyć i zapracować

    kompletna herezja – nadzwyczaj często obecna w Kościele

  7. Drugą herezję wysłuchałam na … procesji Bożego Ciała – w tekstach dwóch pieśni eucharystycznych było Bogu, którego się trzeba bać (nie pamiętam na szczęście już) i o Boskim Obliczu, które budzi grozę u Aniołów(„Aniołowie się lękają, Gdy na Jego twarz patrzają.”)… strach się bać tych, którzy jeszcze teraz, wciąż powtarzają te zwrotki?

    A’propos kazania, to ja czuję nie tyle dyskomfort i niesmak – co niedosyt. Adresaci są i tak nieobecni, a my, którzy tego słuchamy, budujemy tylko pychę. Takie jest moje odczucie, z którym na szczęście nie trzeba się zgadzać 🙂

    1. Zgodzę się z tezą, że większość z tych, którymi takie kazanie winno wstrząsnąć, zapewne go nie słyszało. Co zatem, kto im zaniesie Dobrą Nowinę? W jaki sposób to zrobić, by ich nie zniechęcić, nie potępić? Myślę, że to wątek nawet na cykl kolejnych kazań 🙂
      pozdrawiam
      Emilian

  8. Ja też znam takich ludzi. Dodam coś – moim zdaniem tacy ludzie zachowują się w podobny sposób nie tylko w sprawach wiary, ale w większości innych spraw życiowych. Taka jedna znajoma starsza pani, choruje, ma różne dolegliwości, niektóre takie, że mogę coś doradzić, bo sama podobne przechodziłam. No więc doradzam, proponuje nawet, że kupię (tanio) odpowiedni specyfik w aptece, a nuż pomoże? Nie, po co, mnie tam nic już nie pomoże, ja swoje wiem… No dobrze, niech tam, woli pani chorować, to niech tam… Ale za kilka dni znowu: „ja już nie mam siły, tak boli, tak przeszkadza, jak ja mam dalej żyć!” Więc ja znowu – to może jednak kupię lekarstwo X albo Y? Może nie pomoże, może pomoże, może spróbujemy? „Ależ nie, po co, przecież mi już nic nie pomoże!” To ja na to: „Ale to kosztuje tylko 7 zł, najwyżej ja to sobie zostawię, jeśli pani nie pomoże. To co, kupię, dobrze?” „Nie nie, po co? Przeciez ja wiem, że mi nic już nie pomoże!”
    Albo inna sytuacja: osoba nagminnie odpukująca w niemalowane drzewo, ciągle pouczająca mnie, żebym czegoś nie mówiła, bo wywołam wilka z lasu, żebym nie życzyła pomyślnego załatwienia sprawy, bo zapeszę, itd. Gdy ja na to, że przecież jest katoliczką, przyjmuje Pana Jezusa kilka razy w tygodniu (tak!), więc jak może wierzyć w takie gusła – to ona na to: „No tak, masz rację, ale ja tam wolę się zabezpieczyć”. Gdy ja „Ale przed czym?”, to ona „A tam, ja tam swoje wiem!”.

    Ręce opadają. Dokładnie tak, jak Ksiądz to ujął…
    Gdy obserwuję takich ludzi, to dochodzę do wniosku, że to niekoniecznie za każdym razem przewrotność, tylko taka jakaś dziwna skaza na osobowości? charakterze? Jakieś takie zawieszenie poza rzeczywistością właśnie.

    Ale przewrotnych ludzi też miałam okazję, niestety, poznać. I to dużego kalibru. To taka np. osoba, która bezinteresownie cieszyła się (czas przeszly, bo już nie żyje), gdy mogła dokuczyć swojej siostrze, ukraść jej i zniszczyć nową sukienkę, tylko po to, żeby ta nie mogła jej nigdy założyć, bo jest dla niej ponoć za ładna. A po znalezieniu poszarpanej sukienki w jej mieszkaniu (w szafce) – potrafiła wypierać się w żywe oczy, że to zrobiła (dosłownie, patrząc prosto w oczy i cynicznie się uśmiechając), mało tego, przysięgała, że nie ma pojęcia, skąd ta sukienka w ogóle u niej w szafce się znalazła. To również taka osoba, która potrafiła życzyć swojej niezamężnej córce (nie zmyślam!matka córce!!!)), żeby ta „zdechła na raka”, bo jej mieszkanie w mieście przyda się komuś innemu w rodzinie – a jednocześnie ta matka daje na intencję mszalną za swoje wszystkie dzieci, żeby ksiądz i ludzie widzieli (to jest mała wieś), jaką jest kochającą matką (sama przyznała, że to jest na pokaz).
    Nadzieja tylko w tym, że chociaż intencje takiej matki są przewrotne, to jednak ofiara Pana Jezusa na Mszy św. taka sama i ta sama, czyli łaski z niej płynące i tak dotkną osoby, za które Msza była odprawiana. Dzięki Bogu.

    Ale taka przewrotność, tego kalibru, to jest coś niereformowalnego, bo to jest już kliniczna psychopatia (kto chętny, proszę sobie poczytać w sieci o psychopatii, bardzo ciekawe).
    Natomiast to, co opisałam na początku, jest irytujące, ale (moim zdaniem) niekoniecznie przewrotne. Też najczęściej niereformowalne, ale jednak z jakąś nadzieją, że gdy dana osoba zostanie wzięta w obroty, potrząśnięta, nawet skrzyczana, jeśli trzeba, skonfrontowana z prawdą, to może choć o kilka stopni obróci się w dobrą stronę 🙂 To raczej wynik słabości charakteru, asekuranctwa, ukrytych zranień niż złej woli. Natomiast prawdziwa przewrotność to już coś do pary ze złą wolą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *