Posted on

Religia bywa szkodliwa

XXIII Niedziela Zwykła, A; Ez 33,7-9; Ps 95,1-2.6-9; Rz 13,8-10; 2 Kor 5,19; Mt 18,15-20; Winnica, 4 września 2011 roku

Bardzo proszę o uważne słuchanie, by wszystko dobrze zrozumieć i niczego źle nie zrozumieć.

Religia jest szkodliwa. Szkodzi ludziom i społeczeństwu. Najlepszym dowodem, że jest szkodliwa, jest jej nazwa. Słowo religio oznacza więzy. Nie może być w niczym dobre coś co nakłada więzy na człowieka, co go więzi i krępuje. Gdy coś godzi w wolność człowieka z natury musi być złe. Religia jest szkodliwa.

Religia jest dobra. Dobra jest dla ludzi i dobra dla społeczeństwa. Najlepszym dowodem, że religia jest dobra, jest jej nazwa. Słowo religio oznacza więzy. Czy może być coś lepszego od tego, że z Bogiem łączą nas więzy? Czy może być coś lepszego od tego, że mamy relację z Bogiem, który nas kocha? Religia jest dobra.

To wreszcie jak jest z tą religią? Szkodliwa czy dobra?

Odpowiedź najbardziej rzetelna brzmi: to zależy. Religia to więzy. Jeśli są to więzy założone na ludzkie ręce i nogi to jest to coś złego. Jeśli są to więzy przyjaźni i miłości między człowiekiem i Bogiem, to jest to dobre.

Widzimy więc, że nie chodzi o jakąś tam religijność, ale tę religijność właściwą.

Człowieka, który chodzi systematycznie do kościoła, którego widzimy jak odmawia pacierz, zdejmuje czapkę przed figurą, przyjmuje księdza po kolędzie możemy nazwać religijnym.

Wiemy jednak, że mogą być takie sytuacje, gdy ów człowiek chodzi do kościoła tylko dlatego, że żona mu suszy głowę. Modli się tylko dlatego, bo ma taki nawyk z dzieciństwa, gdzie go matka ostro pilnowała, zdejmuje czapkę odruchowo, bo się przyzwyczaił i przyjmuje księdza tylko dlatego, bo co by ludzie we wsi powiedzieli.

Jest religijny? Z pewnością? Czy ta religijność do czegoś mu sie przyda? Do niczego, a z pewnością do niczego na Bożym sądzie. Taka religijność nie ma żadnej wartości w Bożych oczach. Dodajmy też, że człowiek ten strasznie się męczy w okowach takie religii.

W Liście do Rzymian napisane jest: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością.” (Rz 13,8a) Odnosi się ono wprost do relacji międzyludzkich, ale możemy je odnieść także do Boga. Jemu też nic nie bądźmy dłużni poza miłością. Jemu zależy tylko na naszej miłości. Jeśli jesteśmy na Mszy Świętej bez miłości do Niego, jeśli mówimy pacierze, odmawiamy koronki i różańce bez miłości, to nie ma to żadnej wartości.

On chce miłości. Gdy Jezus zmartwychwstały spotkał się z uczniami nad jeziorem Genezaret i spożył z nimi śniadanie to zadał Szymonowi Piotrowi trzy pytania: „czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”, „czy miłujesz Mnie?”, „Czy kochasz Mnie?” (por. J 21,15-17) Tylko te pytania, tylko to Go interesowało.

Dzisiaj w naszej parafii zaczyna się przygotowanie do bierzmowania dla kolejnej grupy młodzieży. O co chodzi w tym przygotowaniu? O jedną, jedyną sprawę, jedną rzecz – odkrycie na czym polega prawdziwa religijność.

Przygotowanie do bierzmowania, samo bierzmowanie można zaliczyć, załatwić, przyjąć je, no bo przychodzi taki wiek, gdzie jest się bierzmowanym, i absolutnie się nim nie przejąć.

  

       Czytaj także: Kazanie - Przestań chodzić do kościoła...

 

Można przyjąć bierzmowanie i nie odkryć, że ma to jakikolwiek związek z Bogiem, że to ma jakieś odniesienie do życia. Można przyjąć bierzmowanie i widzieć w nim jedynie przepustkę, papierek potrzebny do ślubu.

To nie tak. Zresztą… bierzmowanie jest wymagane przy ślubie, ale nie w taki sposób, że brak bierzmowania uniemożliwia zawarcie ślubu. (KPK, Kan. 1065. § 1. Katolicy, którzy nie przyjęli jeszcze sakramentu bierzmowania, powinni go przyjąć przed zawarciem małżeństwa, gdy jest to możliwe bez poważnej niedogodności.)

Nie chciałbym, by tak właśnie wyglądało to przygotowanie. Chciałbym czegoś innego. Chciałbym, by każdy z kandydatów, gdy będzie przyjmował bierzmowanie mógł szepnąć Bogu: „Panie, ty wszystko wiesz, ty wiesz, że Cię kocham”.

Wiem, że niektórzy z kandydatów już teraz mogliby szczerze i uczciwie to powiedzieć. Niech zatem to przygotowanie pomnoży i umocni ich miłość.

Zdaje sobie sprawę, że inni może są daleko od Boga, który do tej pory był traktowany przez nich bardzo formalnie. Niech to będzie dla nich początek poznawania Boga i Jego miłości.

Chcę też bardzo tego, by kandydaci do bierzmowania nie byli sami. Oni są we wspólnocie Kościoła, we wspólnocie parafii.

Chciałbym, by o tych kandydatów troszczył sie nie tylko proboszcz czy rodzice, ale my wszyscy.

Szczególna będzie ku temu okazja na niektórych Mszach Świętych o godz. 9.15. Będą na nich obecni kandydaci i będzie wtedy okazja, byśmy wszyscy się nad nimi modlili.

A o co mamy się modlić?

W psalmie 95 czytamy: „Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: >Niech nie twardnieją wasze serca<„. (Ps. 95,7b-8a) Módlmy się o serca tych młodych, by nie były twarde i zamknięte. Módlmy się by usłyszeli głos Boga, który tęskni za ich miłością. Módlmy sie, by stworzyli z Bogiem więź.

Religia bywa, że jest szkodliwa. Religia bywa dobra.

Oby coraz więcej osób z naszej parafii odkrywało, że religia to więź miłości łącząca człowieka z Bogiem.


Do kazania nawiązuje książeczka

KLIKNIJ: [TUTAJ]


A może coś napiszesz w komentarzu?

5 thoughts on “Religia bywa szkodliwa

  1. Pracuję w gimnazjum i z niepokojem patrzę na moich uczniów. Jeszcze takiego rocznika nie miałam, a pracuję już w tym zawodzie ponad 20-cia lat. Z całej mojej 28-osobowej klasy jeden chłopak jest ministrantem i chyba tylko on wie po co chodzi do kościoła. Pozostali idą tam bo rodzice im każą albo nie przychodzą do kościoła w ogóle albo stoją za drzwiami kościoła całą mszę, by podejść po nabożeństwie tylko po podpis w książeczce. U nas młodzież w ten sposób dokumentuje swoją praktykę religijna – podpisy w książeczce są wymogiem do "zaliczenia" jednego z etapów przygotowania do bierzmowania. Kiedy ich pytam jak się czują z tym , że również i siebie w ten sposób oszukują, wzruszają ramionami mówiąc, ze rodzice sami nie chodzą do kościoła, ale im nie pozwalają zrezygnować z religii. Przykre…

  2. Bogu niech będą dzięki, że jeszcze w jakiejś bojaźni wobec rodziców lub Pana Boga chodzą do tego kościoła. Jest jeszcze szansa, szansa, że Kościół czyli my, znajdzie klucz do ich serc chociażby przez otworzenie dawnych sal katechetycznych dla grup muzycznych, pomocy w nauce, grup turystycznych itp.. Zapytajmy siebie my dorośli, każdy z osobna, w jaki sposób mogę osobiście pomóc im w takich spotkaniach, czy mogę być moderatorem jakiejś grupy? Nastoletnie dzieci nie mają gdzie się podziać a mają ogromny głód wspólnoty.

    Najwyższy czas na naszą, dorosłych, świadectwo wiary a to dlatego, że tak jak np. tutaj w Warszawie kluby muzyczne znalazły dojście do takich jeszcze dzieci – pierwszoklasowych gimnazjalistów oferując w godzonach 14- 17 tzw. "happy hours" na wejście a oni płacą za jakieś napoje. Nie przeraża to? Konieczna jest aktywna postawa dorosłych, nie kiedyś ale już teraz,dzisiaj. Trzeba poprostu zgasić telewizor, wyłączyć komputer ,pochować komórki i zacząc przeżywać swoje chrzescijaństwo odpowiedzialnie i w wolności od własnych uzależnień. Ale  to jest właśnie pierwszy  problem naszych dzieci – rodzice.

  3. Przypominam sobie mgliście że kiedy byłam nastolatką, to właśnie strasznie mnie dręczyło: w moim życiu religijnym nie ma miłości, autentyczności, szczerego porywu, więc nic ono nie jest warte. Po prostu dziadostwo. Dokładnie jak ksiądz pisze „Taka religijność nie ma żadnej wartości w Bożych oczach”. Czułam się z tym beznadziejnie, wyszło na to że równie dobrze mogę zaprzestać zmuszania się do mszy parafialnych, na których tylko wszyscy i wszystko mnie wkurza, itd. I w końcu tak zrobiłam. Pozbyłam się więzów – na pewien czas. Nie była to radosna wolność, było mi bardzo smutno, jakbym oblała ważny egzamin i wyszło że się nie nadaję. No ale byłam małolatą i nie miałam nikogo kto przeprowadziłby mnie przez to zwątpienie i w ogóle całe to nieszczęsne dojrzewanie. Teraz mam znacznie więcej lat i wróciłam już nie do więzów a do więzi z kościołem, ale szczerze mówiąc chyba nadal nie ma tego wszystkiego, a w każdym razie dużo brakuje. Nie mam takiego poczucia, więc chyba nie mogłabym szepnąć „Panie Ty wiesz że cię kocham”, może co najwyżej że pragnę tego, bezradnie próbuję czy coś w tym rodzaju. Może w dojrzałym wieku łatwiej przyjąć tę bezradność, bez mydlenia oczu sobie i innym?
    Rozumiem przesłanie kazania tak aby nie myśleć, że równie dobrze można sobie praktykować z miłością jak i bez miłości do Boga, tak na sucho. Można, ale nie równie dobrze. To nie jest dobrowolny wybór opcji, miłość jest najważniejsza. Ale chyba nie jest koniecznym warunkiem sensowności i wartości praktyk , może takie chodzenie do kościoła ze względu na babcię, żonę i sąsiadów może być drogą do czegoś więcej? Dla mnie bliskość i więź z Bogiem to raczej cel , ciagle nie osiągnięty, nadzieja, ale nie tryskające źródło mojej obecnej religijności.

  4. Spotkałam na swojej drodze franciszkanów zakochanych w Jezusie. Ich świadectwo życia,służenia innym bardzo mnie pociągalo.Też tak chciałam.Słuchałam,obserwowałam .Na wspólnej adoracji najpierw słuchałam jak mówią o miłości do PANA,jak mówią o pragnieniu miłowania GO,a póżniej sama zaczęłam prosić o miłość , o to, aby JEZUS wlewał do mego serca pragnienie miłowania GO.Bóg jest wierny i hojny.Obdarza mnie Swoją Miłością i wlewa pragnienie jeszcze bliższej więzi.Więż miłości w relacji z BOGIEM jest cudowną więzią i jest najważniejsza.W chwilach „posuchy” wiem,że JEZUS jest ze mną,mimo braku uczucia uniesienia.

  5. Joanno, to nie uczucie jest najważniejsze, lecz silna niczym nie przymuszona wola utrzymywać mocne (dobre) relacje z Bogiem swoją postawą dawać Mu dowody swojego zaufania a On wykona resztę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *