Posted on

Skacz

XII Niedziela Zwykła, C; Za 12,10-11; Ps 63,2-6.8-9; Ga 3,26-29; Łk 9,23 ; Łk 9,18-24; Winnica, 20 czerwca 2010 roku.

Gdy miałem osiemnaście lat byłem, w czasie pielgrzymki Jana Pawła II, na jego spotkaniu z młodzieżą w Częstochowie.

Usłyszałem wtedy bardzo mądre słowa, które zapamiętam do końca życia. Ojciec Święty powiedział: "To, co kosztuje, właśnie stanowi wartość". By coś było warte musi kosztować. Nawet jak dostajesz dom i gospodarstwo po rodzicach to rzeczy te kosztują. Kosztowały twoich rodziców, często wielką krwawicę.

Jeśli coś nic nie kosztuje – nic nie jest warte.

Mając teraz klucz do poznania wartości przyłóżmy go do naszej wiary.
Niech każdy teraz usłyszy pytanie: Ile kosztuje cię wiara?

Jeśli wiara cię kosztuje to znaczy, że ma wartość.

Jeśli nic cię nie kosztuje, to znaczy, że nic nie jest warta.

O jakie koszty chodzi, gdy mówimy o wierze? Najpierw przywołać możemy samą postać Jezusa. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi o sobie: "Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity." (Łk 9,22a)

To są koszty – cierpienie, odrzucenie, męka i krzyż.

Dalej Jezus pokazuje nam drogę: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!" (Łk 9,23) Wiara kosztuje.

Gdy wiara kosztuje to nie myślę o tym, że trzeba w niedziele pójść do kościoła, modlić się i pamiętać o spowiedzi. Bądźmy szczerzy – dla normalnego człowieka, w normalnej sytuacji, jest to żaden trud i żaden koszt. Trudem i kosztem religijne praktyki stają się dopiero w sytuacji choroby czy jakiś rzeczywistych życiowych przeciwności.

Gdy wiara kosztuje to myślę o jej wpływie na nasze życie. Wiara to coś więcej niż nasze deklaracje, coś więcej niż nasze modlitwy, Msze Święte i spowiedzi.

Wiara to przede wszystkim wpływ ewangelii na nasze życie.

Jeśli nasza wiara nie ma wpływu na życie. Więcej – jeśli nawet nie mamy zamiaru, nie mamy żadnego "chcenia" by miała wpływ to nie zawracajmy sobie głowy taką wiarą. Nie ma ona żadnej wartości.

  

       Czytaj także: Kazanie - Przestań chodzić do kościoła...

 

Gdy jednak dajemy wierze prawo do decydowania o naszym życiu. Gdy biorąc pod uwagę wiarę dokonujemy jakiś wyborów. Gdy wiara wpływa na nas codziennie a nie tylko od święta – mamy do czynienia z prawdziwą wiarą. Taka wiara kosztuje i dlatego stanowi wartość.

A musi kosztować bo przyjęcie ewangelii do swego życia nie jest proste. Nie jest to proste, gdy ewangelię zaczyna się traktować poważnie.

W ostatnim tygodniu w kościele czytano kazanie na górze z Ewangelii Mateusza.

W poniedziałek: "Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!" (Mt 5,39b)

Wtorek: "Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują." (Mt 5,44)

Środa: "Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę." (Mt 6,55)

Czwartek: "Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień." (Mt 6,14-15)

Piątek: "Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. (Mt 6,19-20)

Sobota: "Nie możecie służyć Bogu i Mamonie." (Mt 6,24c)

To nie jest łatwe, to nie jest tanie, to nie jest proste.

Życie ewangelią jest trudne i wymagające. Życie ewangelią to wysoko założona poprzeczka.

To piękne, gdy ją przeskoczysz. Wspomnijmy tryumfy Jacka Wszoły w Montrealu czy Władysława Kozakiewicza w Moskwie. Warto jednak skakać nawet, gdy ciągle ją strącasz. Walcz i skacz. Strącaj i wracaj na rozbieg. Padaj i powstawaj.

To nie strącona poprzeczka będzie twoją przegraną. Przegrasz, gdy nie dotykając nawet poprzeczki przejdziesz spokojnie pod nią.
 

2 thoughts on “Skacz

  1. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział także "Wymagajcie od siebie nawet gdy inni od was nie wymagają" i dla mnie osobiście te słowa są wskazówką w wierze. Takim przykładem życia w wierze i powinności była, i wciąż jest, dla mnie ciocia mojej mamy, Ciocia Lola, żołnierz-łączniczka WiN, więzień z czasów stalinowskich. Jedna z tych ludzi, którzy wymagali od siebie zawsze, do końca, w życiu i wierze, w obowiazkach względem rodziny i przez nią, względem Ojczyzny. Tacy ludzie już odchodzą ale tacy też żyją obecnie, dzięku Bogu, ci wszyscy np. "Solidarni 2010", którzy stoją dzień i noc na Krakowskim Przedmiościu w Warszawie, ci którzy występują w obronie Krzyża, w innych miastach organizują remonstracje w obronie wolnych mediów, zbierają podpisy, organizują rolników, sponsorują pielgrzymki na Jasną Górę. Jestem pewna, że im chce się także w ich relacji z Bogiem, bo taka działalość wymaga więcej niż tyllo bycie aktywistą. O nich myślę także gdy np.poszczę.

    Co ciekawe, to wymaganie od siebie jest ważne nie dla Boga ale dla nas samych, bo jego dobroć i tak jest ponad to wszystko a nasze "zasługiwanie" na niebo jest niczym wobec uchylenia przez Pana Jezusa fałdów tuniki gdy objawia swoje miłosierne serce. On i tak zna nas "po imieniu".

     

  2. Zupelna racja. Dzisiaj młode małzenstwa na starcie maja wszystko. Nie dorabiają sie tak naprawde niczego. Większość. Mieszkanie, samochód, meble. O dzieciach nie myślą, mają plany na przyszłość własne plany nie Boze plany. Jak wygląda ich zycie? Skoro nic ich nie kosztowąlo to co mają to i sami nie są dla siebie cenni, dlaczego? Bo sie nie zdobywali tak naprawdę, bo on mial juz kilka innych, ona kilku innych. Bo tak naprawdę to kwestia przypadku, ze zdecydowali się na siebie i zawarli związek małzeński, tak naprawdę nie wiedza dlaczego, moze i wiek ok 30 lat za tym przemawiał? Nic nie stanowi dla nich wartości, sami nie sa dla siebie wartościa, po kilku latach w najlepszym przypadku rozstają się. Bo i nie przyzwyczajeni do słuzby, do wyrzeczen na rzecz drugiej osoby, bo dzieic przeszakdzają jeśli są, a jesli nie ma to ten kaprys posiadania tzreba zaspokoić z kimś innym. To prawda, ze jeśli to co posiadamy nic nie kosztowalo naszej pracy jest nic nie warte i zarówno rzeczy jak i ludzie, to samo dotyczy wiary. I tu sie kłania moze folm Cristiada, chociaż takich przykładów można by mnożyć – śmierć za wiarę w czasie II wojny. Musimy od siebie wymagać, ale to pokolenie rodziców nauczyło nas biernosci – wszystko robia za dzieci, nie dadzą się im zmęczyć. Ja pamietam roraty o 6.00 rano. Kto dzisiaj zbudzi dziecko o 5.00 by posżlo na roraty? Nawet na 18.00 nie pójdzie bo nikt od niego niczego nie wymaga, a ono samo nie wymaga od siebie. No i to jest temat morze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *