Posted on

Żeby choć trochę nakarmić ciekawość :)

Zdecydowaliśmy, że już dziś podzielimy się z Wami, pierwszym rozdziałem naszej nowo powstającej książeczki. Po lekturze, zapraszamy do komentowania:)

Perypetie młodości rozpisanej na czynniki pierwsze

„M” jak miłość

Lubicie bawić się słowami? To znaczy znajdować ukryte sensy, dorabiać nowe, łamać szyfry? Pobawcie się ze mną. Proszę, pobawcie się ze mną słowem „młodość”.

Od jakiej litery zaczyna się „młodość”? Od litery „m”. „M” jak… miłość oczywiście.

Porozmawiajmy zatem o miłości w młodości. Temat rzeka. Na tym jedzie cały Hollywood, o tym traktuje 9 na 10 piosenek i każdy serial. On kocha, ona nie. Ona chce, on wyjechał. On zdradza, ona płacze itd., tysiące sytuacji.

Na pogodnych wieczorach z młodzieżą lubiłem bawić się w piosenki na hasło, gdzie hasłem była „miłość” i „kochanie”. Byliśmy podzieleni na dwie grupy. Trzeba było na przemian śpiewać jakiś fragment piosenki, gdzie występowało słowo „miłość” i „kochanie”. Zawsze zabawa kończyła się remisem. Nieskończony zbiór utworów.

Kochają się starzy i dojrzali. Kochają się maluchy – w moim przedszkolu wszyscy szaleli za Mariolą. Kochają się oczywiście i nastolatki.

Skąd taki pęd do miłości? Z natury rzeczy. Skoro stworzeni jesteśmy na obraz i podobieństwo Boga, a Bóg jest miłością, to inaczej być nie może. Nasze pragnienie miłości – kochania i bycia kochanym – to odbicie Boga w nas.

A nic co pochodzi od Boga, nie może być złe.

Dlatego miłość to bardzo dobre i bardzo ważne doświadczenie. To szkoła życia. Skoro miłość tak szczelnie wypełnia świat i jego myślenie, to ucząc się kochać, uczymy się żyć.

To dobre i ważne doświadczenie nie zawsze jest słodkie. Czasem będzie boleć, czasem głupio będziemy lokować uczucia, czasem popełnimy fatalne błędy.

Trzeba zapłacić cenę za doświadczenie, by później móc być mądrzejszym.

Cieszę się, gdy młodzi się zakochują. Martwię się, gdy cała młodość mija bez tego doświadczenia. Martwię się nawet o tych, którzy omijają miłość, bo podjęli młodzieńczą decyzję, że za jakiś czas wstąpią do seminarium czy zakonu.

Martwię się, bo przed miłością nie można uciec. Będzie bieda, kiedy dopadnie ona osobnika zupełnie nieuodpornionego.

Oczywiście nie traktuję miłości jak zakaźnej choroby, ale przyznać trzeba, że miłość, będąca wielką siłą, potrafi także niszczyć. Potrafi być destrukcyjna.

Zechciej zatem posłuchać dobrej rady, by doświadczenie miłości budowało i uczyło, a nie niszczyło i pognębiało.

Gdy rozmawiam z ludźmi, którzy zdecydowali się na wspólne życie bez ślubu, to często pytam mężczyznę czy wie co to jest jazda próbna. Panowie często są fanami motoryzacji i znają praktyki marketingowe salonów samochodowych. Przyjdź do nas, usiądź za kierownicą, odpal klimę, naciśnij gaz, poczuj moc koni mechanicznych, włącz odtwarzacz, przyhamuj ostro, rusz znowu z piskiem opon. Tak budzą się emocje i tak robi się sprzedaż.

Mówię takiej parze, że jazda próbna nie jest głupią rzeczą, gdy kupuje się samochód. Dodaję jednak, że nie można stosować jazdy próbnej na człowieku.

Nie można kobiecie czy mężczyźnie powiedzieć: chodź kochanie przejadę się Tobą, sprawdzę twoje parametry, poczuję jak to jest. Jak będzie ok, to pomyślimy o jakimś kontrakcie, jeśli nie, to przesiądę się na inny model.

W miłościach nastolatków jest z pewnością inaczej niż w konkubinatach. Jednak, również i w tych młodzieńczych układach, można kogoś traktować przedmiotowo.

Właśnie przed tym chciałbym cię przestrzec. Człowiek to nie jest samochód, człowiek to nie robot, nie można go traktować jak rzecz.

Człowiek czuje, przeżywa i… płacze – pamiętaj o tym.

W Starym Testamencie zapisana jest miłosna historia, która jest dobrym przykładem tego, czego NIE NALEŻY czynić w miłości. To historia Amnona, zakochanego po uszy w Tamar. Przeczytaj to sobie w trzynastym rozdziale Drugiej Księgi Samuela.

Amnon udał chorego, by stworzyć okazję bycia sam na sam z Tamar. Jego namiętności, których nie umiał pohamować, doprowadziły do tego, że zgwałcił dziewczynę. Dodajmy do tego, że Tamar była jego siostrą. Miała tylko inną matkę.

To nie koniec dramatu. Po gwałcie chłopak mówi do służącego – wyrzuć ją za drzwi i zamknij je. Tak czasem można zrobić z brudnymi i śmierdzącymi butami, ale nigdy z człowiekiem.

Opowiadałem tę historię na katechezie. Prosiłem swoich uczniów, by próbowali poczuć ból tej dziewczyny. Potem prosiłem, by wymyślili telegram albo sms, który dziewczyna mogłaby wysłać Amnonowi, gdyby istniały wtedy takie rzeczy.

Uczniowie pisali: „Czuję się zbrukana i skrzywdzona.” „Nigdy ci tego nie przebaczę.” „Nie będę potrafiła zaufać żadnemu mężczyźnie.” „Jesteś skończonym łajdakiem”. To były naprawdę mocne teksty. Zbierałem je i czytałem im to raz jeszcze.

Potem zadawałem pytanie. Wskazując na zapisane kartki mówiłem: „Chciałbyś kiedyś dostać taki list?”

W której klasie bym tego nie prowadził – zawsze była przy tym dzwoniąca cisza. Kończyłem puentą, która stanowiło łacińskie przysłowie: „quidquid agis prudenter agas et respice finem”. Co znaczy: „cokolwiek czynisz, czyń mądrze i patrz na koniec”.

To bardzo mądra zasada, którą łatwo zastosować do nastoletnich miłości. Czasem młodzi pytają: „co wolno, a czego nie?” Masz z tym problem, to pomyśl przytomnie, jaki może być finał twoich gestów, słów i zachowań. Bądź roztropny i uczciwy.

Kiedyś w liceum podarowałem koleżance bukiecik kwiatów. Bez żadnych specjalnych intencji, bardzo ją lubiłem, ale nie myślałem o niczym więcej.

Po 25 latach, gdy się spotkaliśmy, przypomniała mi o tym bukieciku. Zauważ dobrze. Ona ćwierć wieku pamięta o jakichś kwiatkach (na pewno nie był to snop róż), a ja nawet nie mogę skojarzyć sytuacji.

Bądź więc czujny.

Albo inny przykład. To świadectwo kobiety, mężatki i matki, która wyznała, że jej największe przeżycie seksualne, jakie miała w życiu, to moment, gdy jej chłopak pierwszy raz wziął ją w kinie za rękę.

Miej wyobraźnię, uważaj.

Skupiłem się na miłości w jej wymiarze damsko – męskim, ale wiesz przecież, że w tym nie wyczerpuje się miłość. Chciałbym też, byś umiał kochać swoją matkę i ojca. Chciałbym, byś kochał swoją ojczyznę, swoje miasto czy wioskę, kochał Boga i Kościół.

Chciałbym też, byś kochał życie, miał pasje i ambicje, marzenia i tęsknoty.

Kochaj, bo bez miłości… W mojej młodości na akademiach i apelach często recytowano wiersz Wisławy Szymborskiej – Gawęda o miłości do ziemi ojczystej. Puentę tego wiersza możesz odnieść do każdego rodzaju miłości.

Bez tej miłości można żyć,

mieć serce suche jak orzeszek,

malutki los naparstkiem pić

z dala od zgryzot i pocieszeń,

na własną miarę znać nadzieję,

w mroku kryjówkę sobie uwić,

o blasku próchna mówić „dnieje”,

o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,

że są jak okno wypalone,

rozbite szkło, rozwiany dym,

jak drzewo z nagła powalone,

które za płytko wrosło w ziemię,

któremu wyrwał wiatr korzenie

i jeszcze żyje cząstkę czasu,

ale już traci swe zielenie

i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,

nie będę powalonym drzewem.

Codziennie mocniej w ciebie wrastam

radością, smutkiem, dumą, gniewem.

Nie będę jak zerwana nić.

Odrzucam pusto brzmiące słowa.

Można nie kochać cię – i żyć,

ale nie można owocować.

Chcę jeszcze przytoczyć to, co o miłości pięknie pisał Teilhard de Chardin:

„Nadejdzie dzień, kiedy, ujarzmiwszy przestrzeń i wiatr, przypływy i odpływy, i ziemskie przyciąganie, zapragniemy wykorzystać boską energię miłości. I tego dnia, po raz wtóry w historii świata, odkryjemy ogień”.

Nie bój się odkryć ognia miłości.


Jesteś zainteresowany i chcesz otrzymać pdf książki, to zapisz się teraz na specjalną listę mailingową. Podasz adres i swoje imię, a pokażemy Ci i prześlemy link do pobrania pliku. Możesz z niego korzystać. Prosimy jedynie, by nie rozsyłać go dalej.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *