Posted on

Zwodnicze żądze

XVIII niedziela zwykła, B; Wj 16,2-4.12-15, Ps 78,3 i 4bc.23-24.25 i 54, Ef 4,17.20-24, Mt 4,4b, J 6,24-35; Winnica, 2 sierpnia 2009 roku.

Wyobraźmy sobie taką scenę. Do pewnej osoby podchodzi ktoś i się przedstawia: „Dzień dobry. Jestem szatan. Moje imię oznacza po hebrajsku przeciwnika i faktycznie jestem twoim przeciwnikiem. Nazywają mnie także diabeł, to po grecku oznacza rozwalanie i niszczenie i faktycznie przybyłem, by rozwalić i zniszczyć twoje życie.”

Następnie składa swoją ofertę: „Chciałbym podsunąć ci kilka pomysłów i propozycji, dzięki którym na trwale unieszczęśliwisz się. Będziesz cierpiał, będziesz samotny, stracisz sens życia a na koniec czeka cię śmierć i potępienie. Zgadzasz się?”

Trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek się na to zgodzi. Kto z nas dobrowolnie zgodziłby się na propozycje zniszczenia jego życia?

Nikt?

Dlaczego jednak tak wielu ludzi dokonuje tak głupich i bezsensownych wyborów w swoim życiu? Dlaczego tak wielu ludzi cierpi, wydawać by się mogło, na własne życzenie, są samotni i tracą sens istnienia? Dlaczego skazują się na śmierć i potępienie?

Dlaczego wielu ludzi popada w nałogi, które rujnują ich życie?

Dlatego, że szatańska i diabelska propozycja nigdy nie będzie przychodzić wprost. Zły duch to wybitna inteligencja. On wie, że nikt nie chce niszczyć swego życia, każdy pragnie szczęścia. On wie, że swoje spotkanie z człowiekiem musi rozegrać inaczej.

Wyobraźmy więc sobie taką scenę. Do pewnej osoby podchodzi ktoś i się przedstawia: „Dzień dobry. Jestem twoim przyjacielem, zależy mi na twoim szczęściu i powodzeniu. Mam dla ciebie kilka propozycji, jeśli z nich skorzystasz odkryjesz coś, o czym ci się nawet nie śniło. Tak, wiem, jest Bóg, który ci tego zabrania. Wierz mi jednak, że jest to stary chytrus, który ten cały bezmiar szczęścia, który ci się słusznie należy, chce zachować dla siebie. On nie chce i nie umie dzielić się z nikim. Ja przeciwnie – dam ci to wszystko.”

Człowiek ulega ponętnej sugestii „przyjaciela”. Sięga po coś, co wydaje mu się szczęściem. Diabeł jest mistrzem marketingu. Ciąg dalszy jest już znany – cierpienie, samotność, śmierć i potępienie człowieka.

Zapamiętajmy pewną myśl: Człowiek sięgając po grzech jest zawsze przekonany, że sięga po szczęście. Sięga zawsze po ładne opakowanie, nie do końca zdając sobie sprawę z zawartości.

Dzisiaj, na progu sierpnia, warto spojrzeć na problemy uzależnień, zwłaszcza uzależnienia od alkoholu. Wiedzmy, że nałogowiec sięgając po kieliszek, zawsze sięga po szczęście. Widzi w tym obietnicę, swoje zbawienie wręcz.

Jest to oczywiście złuda, szalona pomyłka, ale tak właśnie jest. Człowiek taki naprawdę czuje, że sięga po szczęście. Więcej, jest przekonany, że jeśli tego nie zrobi, jeśli się nie napije, to stanie się coś strasznego – umrze.

Ten cały proces jest dobrze opisany w dzisiejszym drugim czytaniu, gdzie jest mowa o dawnym człowieku, „który ulega zepsuciu na skutek kłamliwych żądz” (Ef 4,22b). Inne tłumaczenie ma w tym miejscu „zwodnicze żądze”. Jest to chyba lepsze tłumaczenie, bo pokazuje, że nie tylko ktoś pomylił się co do oceny rzeczywistości, ale w wyniku tej pomyłki-kłamstwa został zwiedziony na manowce życia. Widać wtedy skutki jakimi jest utrata właściwej drogi.

Czy ktoś, kto dał się zwieść grzechowi może przeżyć swoje wyzwolenie? Czy można porzucić manowce i wejść na dobrą drogę?

Warto zatrzymać się przy postaci Mateusza Talbota, Irlandczyka, który 16 lat był zniewolony przez chorobę alkoholową, a potem przeżył swoje wyzwolenie i 41 lat abstynencji – do swojej śmierci w 1925 roku. To był prosty robotnik, który ukończył tylko dwie klasy szkoły. Był na najlepszej drodze do zatracenia, przepijał wszystko co zarobił, kradł, przeklinał, zapomniał o Bogu i Kościele, ale zrozumiał w pewnym momencie ułudę swojego nałogu i wyrwał się z niego.

A mówiąc precyzyjniej – dał się wyrwać z niego. To nie osobiste wysiłki, ale zawsze łaska Boga przyczynia się do wyzwolenia. Ta łaska przychodzi w różnej postaci. Czasem może to być jakieś dramatyczne wydarzenie, czasem jakiś człowiek, czy wspólnota, a zawsze modlitwa i sakramenty.

Jest to zadziwiająco zbieżne z tym co głoszą wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Podkreślają, że moment wyzwolenia przychodzi z chwilą, gdy alkoholik uznaje swoją bezsilność wobec swojego problemu i poddaje się, jak to mówią, Sile Wyższej, gdzie chrześcijanin będzie widział po prostu Boga.

Sierpień to coroczna okazja, by zastanawiać się nad problemem zniewoleń, nałogów, w tym także nad alkoholizmem. To badanie naszej odpowiedzialności i mądrości.

Najpierw warto przypomnieć sobie, że picie alkoholu przez dorosłą osobę, gdy zachowuje się trzeźwość i nie jest powodem do czyjegoś zgorszenia, nie jest grzechem. Alkohol, sam w sobie, nie jest zły. Problemem staje się jego nadużywanie i uzależnienie.

Warto jednak zadać sobie kilka pytań.

Czy alkohol nie staje się problemem mojego życia? Albo problemem kogoś bliskiego?

Czy jestem odpowiedzialny za tych, którzy taki problem mają? Częstowanie, namawianie! Czy chcę im pomóc? Czy pomagam?

Czy uznaję potrzebę swojej całkowitej abstynencji gdy wiek czy sytuacja tego wymaga? Kieruję to pytanie między innymi do dzieci, młodzieży, kierowców, kobiet oczekujących dziecka.

Czy troszczę się o to, by być wolnym człowiekiem?

Izraelici, którzy wyszli z Egiptu, ze swojej niewoli, zaczęli tego żałować. Gotowi byli wracać do kraju, gdzie czekały ich kajdany, ale pociągała ich pełna miska. Nie chodźmy tą drogą.

Droga wolności jest trudna i wymagająca, ale tylko w wolności jest sens ludzkiego życia. Bez wolność nie ma prawdziwej miłości i autentycznej wiary.

Nie bądźmy niewolnikami. Bądźmy wolni.

One thought on “Zwodnicze żądze

  1. „Wiedzmy, że nałogowiec sięgając po kieliszek, zawsze sięga po szczęście.”

    Nałogowiec jest człowiekiem uzależnionym.Kieliszek nie jest jego szczęściem-jest zgubą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *