Opublikowano 4 komentarze

Czy na pewno chcesz widzieć?

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

30. Niedziela Zwykła, B; (Jr 31, 7-9); (Ps 126 (125), 1b-2b. 2c-3. 4-5. 6); (Hbr 5, 1-6); Aklamacja (2 Tm 1, 10b); (Mk 10, 46b-52); Winnica 24 października 2021.

Gdy niewidomy przyszedł do Jezusa, Ten zapytał: “Co chcesz, abym ci uczynił?” Niewidomy odpowiedział: “Rabbuni, żebym przejrzał”.

Czy to nie powinno wydać się dziwne?

Czy Jezus, bez pytania, nie powinien sam wiedzieć, poznać, czego pragnie niewidomy? Czy to nie oczywiste, że niewidomy chce widzieć?

Otóż nie jest to oczywiste.

Chory nie zawsze chce być zdrowy. Niepełnosprawny nie zawsze chce być w pełni sprawny. Dziwne może, ale proszę uważnie rozejrzeć się po świecie i poobserwować, a przyznacie mi rację.

Nie o zdrowych i chorych oczach, nie o zdrowiu i biologii, chcę jednak dzisiaj mówić.

Chcę od razu wznieść się na płaszczyznę duchowego rozumienia tej biblijnej historii. Chodzi mi o duchowe przejrzenie, zobaczenie, zrozumienie, duchowe odkrycie, poznanie.

Wydaje mi się, że bardzo często nie chcemy widzieć, patrzeć i rozumieć. Boimy się odkrywać i poznawać to, co nieznane.

Może po ciemku nie zawsze jest nam dobrze, ale w gruncie rzeczy przyzwyczailiśmy się do tego, nauczyliśmy się z tym żyć i nie chcemy tego zmieniać.

Wcale nie chcemy za bardzo tych oczu otwierać.

Wydaje mi się, że chyba wiem dlaczego.

Gdy otworzymy oczy może się okazać, że zobaczymy kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy. No i mamy problem – jak się zaangażujemy to tracimy czas i pieniądze. Jak się nie zaangażujemy to tracimy dobre mniemanie o sobie, a my przecież „dobre chrześcijany”.

Lepiej więc zamknąć oczy – zyskujemy czas, oszczędzamy pieniądze i możemy łatwiej przekonać samych siebie o własnej dobroci.

Gdy otworzymy oczy może się okazać, że zobaczymy zło, niesprawiedliwość, krzywdę. Może to wymagać naszego głosu, stanięcia po czyjejś stronie, zaangażowania. No i kolejny problem, bo możemy stracić przyjaciół, znowu stracić czas na jakieś wojenki, może i nam się oberwać przy okazji, a my przecież tak lubimy „święty spokój”.

Lepiej więc przymknąć oczy i nie burzyć swojego spokoju.

Gdy otworzymy oczy może się okazać, że zobaczymy Boga, który na tablicy rozrysowuje swój plan jaki ma dla nas. No i kłopot, bo ten plan trzeba by realizować, a my już jesteśmy jakoś urządzeni w tym życiu, ustawieni, mamy już jakieś swoje własne plany, w jakimś zakresie już nawet realizowane.

Nie lubimy zmian w naszym życiu, zwłaszcza gdy nastają na te zmiany inni. Zatem lepiej nie otwierać oczu i nie widzieć jakich zmian chce w nas dokonać Bóg.

Widzimy zatem, że wołanie „nauczycielu, chcę widzieć”, wcale nie jest takie oczywiste.

Nie wołamy w ten sposób, nie chcemy wcale widzieć, nie chcemy swych oczu otwierać. Z zamkniętymi oczami może jest biednie, ale spokojnie.

Pozostajemy więc ślepi, siedząc przy drodze i żebrząc. Coś tam nam z życia skapnie, wystarczy, by przeżyć, dużo za mało, by prawdziwie żyć.

Bo w gruncie rzeczy w tym wszystkim chodzi o prawdziwe życie, o prawdę. Prawdę czasami trudną, czasami wymagającą, ale takie jest życie. I takie życie najlepiej smakuje.

Najczęściej jednak zamiast życia wybieramy wegetację. Zamiast drogi, wybieramy rów i pobocze. Zamiast wędrówki i wspinaczki wolimy kanapę i kapcie.

Chciałbym przekonać, ciebie i siebie, do tego, byśmy odważyli się otworzyć oczy. Byśmy odważyli się widzieć. Widzieć to, co Bóg chce nam pokazać.

Chciałbym, byśmy potrafili widzieć, byśmy przejrzeli łaską Boga, bo to ostatecznie Bóg otwiera nam oczy, byśmy widzieli potrzebującego, zobaczyli skrzywdzonego, i poznali czego od nas konkretnie chce Bóg.

Chciałbym, byśmy wołali o to, chcieli zobaczyć i byli gotowi pójść za tym, oddać temu swoje życie.

Może zamiast wszystkich pacierzy i nabożeństw powinniśmy ciągle i nieustannie wołać „abym przejrzał, abym przejrzał”.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem dobrej myśli.

Większość wybierze ślepotę, opcję chowania głowy w piasek, zakrywania rękami oczu, bo to co widać jest takie straszne, lepiej tego nie oglądać.

Większość rozminie się z prawdziwym życiem, ale… takie jest życie.


4 komentarze do: “Czy na pewno chcesz widzieć?

  1. Masz racje ks. Zbigniewie, tak to jest. Ale co robic aby wiecej ludzi chcialo widziec…Ja chce isc droga z Jezusem.

  2. Szczęść Boże.
    “Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! “Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: “Synu Dawida, ulituj się nade mną!”
    Pochyliłem się nad tym fragmentem jeszcze raz. Wołanie niewidomego do Jezusa, który jest Światłością świata, i który obiecuje, że kto za nim pójdzie nie będzie żył w ciemności. Wielu jednak nastawało na wołającego, żeby umilkł. Tak, wielu dziś woła aby nasze wołania do Jezusa umilkły. Pragną abyśmy nie szli za Światłością a za zaślepieniem które stanowi posiadanie dóbr materialnych, nienawiść, pogardę dla drugiego człowieka. Dla tych zagłuszających tolerancja jest wówczas gdy nie wierzymy w Boga.
    Fajne kazanie ks. Zbigniewa na sprawdzenie naszego wzroku. Pozdrawiam i wołajmy głośno i natarczywie -My chcemy Boga i chcemy kierować nasz wzrok na Jego Światłość, bo tylko wówczas nie będziemy żyli w ciemności.

  3. Zgadzam się z księdzem.
    Tak często zamykamy oczy we własnym domu. Zamknięte oczy nie widzą blagalnego wzroku tych, z którymi mieszkamy. Zamknięte oczy to ciemność, a ciemność jest nie wymagająca.
    Ale ciemność duszy … Proszę o światłe oczy duszy, abym widziała, abym przejrzała, a nie tylko patrzyla.

  4. Zgadzam się z księdzem “Może zamiast wszystkich pacierzy i nabożeństw powinniśmy ciągle i nieustannie wołać „abym przejrzał, abym przejrzał”.
    Tak często zamykamy oczy we własnym domu. Zamknięte oczy nie widzą blagalnego wzroku tych, z którymi mieszkamy. Zamknięte oczy to ciemność, a ciemność jest nie wymagająca.
    Ale ciemność duszy … Proszę o światłe oczy duszy, abym widziała, a nie tylko patrzyla.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *