Opublikowano 22 komentarze

Jak mówić o wierze?

Nie jest łatwo mówić o wierze.

Dowodem są małe dzieci. Proszę je spytać: „Co trzeba zrobić, by pójść do nieba?” Jakie będą odpowiedzi? Zamykać się będą w kręgu: „trzeba być grzecznym”, „trzeba się modlić i chodzić do kościoła”, „trzeba słuchać pani”, „pomagać mamie i tacie”, „sprzątać swój pokój”, „trzeba być dobrym”.

Bardziej wysublimowane odpwiedzi dotrą do „kochać ludzi” i „kochać Boga”.

Problem tylko, że wszystkie te odpowiedzi są błędne, nie dotykają istoty wiary.

Oczywiście wina nie leży po stronie dzieci. Winni są rodzice, dziadkowie, katecheci i księża. Żeby było jasne – ja też. Tak mówimy o Bogu, że dzieci nie docierają do prawdy.

Problem jest podwójny. Pierwszy to pedagogiczno-edukacyjny. Mamy problem, by nie wchodząc z jednej strony w abstrakcje a z drugiej w banały mówić o wierze. Drugi problem polega na tym, że… sami kiedyś bylismy dziećmi i dokładnie tak samo odpowiadaliśmy na postawione we wstepie pytanie.

Po drodze dorośliśmy, ale czy istotowo dojrzeliśmy w naszym myśleniu o wierze? Może nawet pozdawaliśmy na „pięć” traktat o łasce, może nawet potrafimy z pamięci pojechać cytatem ze świętego Pawła: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.” (Ef 2,8-9) W gruncie rzeczy jednak, „tak naprawdę”, gdzieś bardzo głęboko tkwi w nas przekonanie, że do nieba idą tylko grzeczni, bo są grzeczni.

Nie wyrzekamy się wiary, w sensie tego, co nam Kościół „podaje do wierzenia”, ale tak naprawdę mało (wcale) te prawdy do nas nie dotarły i wierzymy po swojemu. W ten sposób ogromny procent katolików nie wierzy po katolicku. W tym księża. 

Oczywiście trudno to nazwać prawdziwą herezją, bo brakuje tu świadomości, że jest coś „nie tak”. Problem jednak pozostaje.

Przekłada się to wszystko na kształt katechezy i kaznodziejstwa. Ogromną część katechez i kazań można streścić w tym wytrychu: „trzeba być grzecznym”.

Uprzedzając krytyków – tak, trzeba być grzecznym, ale z czego innego to wypływa, ma inne motywacje i czemuś innemu służy.

Wymaga na koniec tej krótkiej refleksji (mam chęć na więcej, więc może to początek pewnego cyklu) samemu odpowiedzieć na pytanie: „Co trzeba zrobić, by pójść do nieba?”

Trzeba pojąć, że idzie się do piekła. Zrozumieć, że tylko Jezus ma moc zatrzymać nasz upadek. I powiedzieć Mu: „weź mnie, proszę, do Siebie”.

Przy tym wpisie naprawdę jest ważnym to, by zaczęła sie jakaś dyskusja, wymiana doświadczeń, wspólne poszukiwanie.

Czy mogę na Ciebie liczyć?

 

 

 

22 komentarze do “Jak mówić o wierze?

  1. Spotkać Jezusa, a potem nie da się nie odpowiedzieć na ta szaloną Miłość

  2. „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” J 8, 31b-32
    „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego” Łk 10,27
    „Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!
    Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
    byłem spragniony, a daliście Mi pić;
    byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
    byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
    byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
    byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” Mt 25, 34-36
    Niech Duch Święty nas wszystkich poprowadzi.
    Lepiej wybrać słuchanie Boga.

  3. Aby odpowiedzieć na pytanie ” Co zrobić aby pójść do nieba?” nalezy najpierw postawic sobie samemu pytanie: „Czy ja rzeczywiście chce pójśc do nieba?”. Samo rozmyślanie jak tam trafić nie wiele nam jeszcze daje. Tutaj potrzeba tego pragnienia pójścia do nieba a więc odpowiedzi na to drugie pytanie: CZY JA NAPRAWDĘ CHCĘ TAM PÓJŚĆ I CO MI TO NIEBO DAJE? Dbamy o swój dom, dbamy o swój samochód, dbamy o swój wygląd, o swoja pozycję wśród ludzi, o wszystko co nas dotyczy. Ale czy dbamy o to co nas może do tego nieba zaprowadzić? Jaki jest nasz stan duszy? Jaki jest stan naszego sumienia? Samochód możemy umyć, wypolerować, dom także możemy dobrze posprzątać, o siebie możemy także lepiej zadbać, ale czy tak dokładnie wyczyścimy nasze sumienie?
    Tym bardziej z ciężkich grzechów? Te wszystkie materialne rzeczy zostaną tutaj na ziemi a z czym pójdziemy do nieba? Z bagażem ciężkich grzechów?

    Aby odpowiedziec na pytanie : Czy ja chcę pójśc do nieba? odpowiedzmy sobie na pytanie o nasze sumienie, stan naszej duszy, bo to jest chyba połowa biletu do nieba. Czy ta nasza biedna dusza to się tam nadaje czy też nie? Ale można powiedzieć: nie tacy grzesznicy jak ja trafiali do nieba, więc dlaczego i ja miałbym/miałabym tam nie trafić? I tutaj według mnie jest sedno sprawy – wiara.

    Wiara nie w to czy Bóg istnieje, choc to może tez ważne, wiara nie w to, że zbawienie istnieje, choc to także jest ważne, ale wiara w to, że Chrystus ma moc odpuszczenia moich grzechów, że Chrystus umarł za mnie jako najgorszego grzesznika po to abym był zbawiony, wiara w Jego ogromne miłosierdzie może nas zaprowadzić do nieba. Dlaczego dobry łotr został zbawony, dlaczego św.Paweł i św.Piotr zostali zbawieni? Przecież oni tak mocno podpadli jeśli chodzi o postępowanie: Paweł zabijał chrześcijan, Piotr zaparł się Jezusa trzy razy, dobry łotr także był przestepca i dobrze o tym wiedział, ale wszyscy uwierzyli w moc Chrystusa nad ich grzechami, nad ich upadkami, uwierzyli w to, że Jezus może ich wyprowadzić z tej śmierci, nie pozwoli im utonąć w tych falach śmierci.

    Trzeba dbać o swoją duszę, o czyste sumienie – to ważne, aby w stanie grzechów, tym bardziej ciężkich nie umierać, ale ważne jest to, aby wierzyć w Boże Miłosierdzie, które jest ponad naszymi grzechami, Każdy grzech jest odejściem od Boga, tym odłączeniem się, ale powrót jest jeszcze ważniejszy – szczery powrót z uznaniem się za grzesznika, nawet tego najgorszego i prośba o przebaczenie. Jeśli nie zobaczymy naszej grzeszności to nie przyznamy się do żadnego grzechu.
    Stanąć w prawdzie o sobie samym jest często trudne, ale konieczne, aby uwierzyć w to Miłosierdzie Jezusa. Wtedy możemy uczyć innych wiary, dawać świadectwa dzieciom. Jeśli nie widzimy swojej wiary nie jesteśmy w stanie prowadzic innych do wiary.

    Świadomość bezinteresownej miłości Chrystusa pomaga nam w osiąganiu celu, w osiąganiu tej wiary, ale do tego trzeba dojść czytając Słowo Boże, weryfikować je z własnym życiem po przez modlitwę- to uczy nas tego pełnienia woli Boga – to wielka pomoc w stawaniu w prawdzie o sobie, w tych odpowiedziach na wcześniej postawione pytania.

  4. Wiara /?/ Ktoś mówi ” nie wierzę w Boga ” . Mam chęć zapytać: a w jakiego Boga nie wierzysz?…Bo kto to jest Bóg ? Kim jest, jaki jest, jak się przejawia… objawia ?…dla Ciebie. Może to system wartości, którym się kłaniasz. Dla mnie jest Tajemnicą Świętą, „którego niebo pojąć nie może”, jest bliższy niż człowiek sam sobie jest bliski, Jest potężny i maleńki. Jedna z piosenek „oazowych” ma treść: „nie szukaj nieba gdzieś w zaświatach i nie szukaj go wśród gwiazd /…/ . Gdy więznia z poza krat nazywasz bratem, /…/ gdy mówisz siostrze swej /żonie, dziecku/ miłości słowa, już niebo jest u Twoich drzwi”.. Podczas liturgii eucharystii słyszymy, że jest Ona zadatkiem Życia Wiecznego.

  5. Co robić, aby pójść do nieba? Nic, poza nawiązaniem kontaktu (intymności) z Bogiem. Reszta przyjdzie sama.
    A jak nawiązać kontakt z Bogiem? Muszę spotkać kogoś, kto ogłosi mi Dobrą Nowinę. I wyjaśni mi dlaczego jest dobra. Wszak wiara rodzi się ze słuchania. Ja bym chętnie posłuchała.

    1. Jeśli ktoś wierzy to chętnie słucha ale też poszukuje. Specjalistą od Dobrej Nowiny jest Archanioł Gabriel więc może trzeba się do Niego zwrócić z prośbą o zrozumienie i dostrzeżenie tej nowiny. Poza tym szukając w Piśmie zobaczymy, że nasza wolna wola jest największą puapką, w którą sami się łapiemy. A sama to przyjdzie na pewno śmierć.

  6. „Łaską jesteśmy zbawieni…”. Ja to odkryłem. Ufam, że nie muszę sobie na Bożą Miłość zasługiwać, bo ją mam darmo, tylko żebym ją przyjął i powierzył się Panu, a On będzie mnie uzdalniał bym stawał się dobry. Z zaufania i powierzenia się Panu wypływa chęć i zdolność czynienia dobra i robienie tego w totalnej wolności. Zauważam też jak zmagam się z moimi słabościami, jak upadam, zaniedbuję się i chociaż chcę powierzać się Panu i odpowiadać na jego wezwanie, to jednak często upadam.
    I patrzę na bierzmowanych – u nich często nie ma nawet tego „chcę”. Ok, nawet jeśli już jest (pomaga mi w tym tworzenie wspólnoty, modlitwa i prowadzenie spotkań na podstawie kroków ks. Z.P. Maciejewskiego ) to też pytanie, na ile ich „motywować” aby przekraczali swoje lenistwo.
    Obecnie w mojej parafii jest tak, że np. w zakrystii jest lista obecności na Mszy św. niedzielnej każdego miesiąca, którą mają bierzmowani podpisać. Cel jest taki aby motywować do przyjścia do kościoła (i oprócz modlitwy i stwarzania nawyku, zostawić autograf). Na co miesięcznych spotkaniach prowadzę materiał „kroków” a przy okazji indywidualnie pytam się młodego, dlaczego nie zostawia autografów w niedzielę… (Pytam = rozmawiam, motywuję, nie straszę). Metoda doskonała? Pewnie nie, ale może poprowadzi do wydoskonalenia lepszej.

  7. Po prostu najważniejsza jest Miłość…z jej powodu jesteśmy cierpliwi,wyrozumiali, chętni do rozmów,do przebaczenia,pomagania i…..zachwycamy się życiem….tym,które stworzył dla nas sam pan Bóg..wiara jest darem… Darem miłości…

  8. Ja bym zaproponował coś bardzo prostego. Będąc na Mszy Św. czy odmawiając różaniec składamy wyznanie wiary. Ja bardzo często łapię się na tym, że robię to zupełnie nieświadomie. Po prostu róbmy to wyznanie wiary bardziej ŚWIADOMIE. A w rozmowach nawiązujmy do tych słów, które streszczają całość naszej wiary. Bywa, że jest np. negowane niebo wśród tzw. niedzielnych katolików. W wyznaniu wiary mamy szybką odpowiedź, „wierzę…w ciała zmartwychwstanie, życie wieczne” którą można praktycznie zastosować w rozmowie i odpowiednio rozwinąć. Jestem przekonany, że należy być całkowicie szczerym i przyznać również samemu w rozmowie, że na co dzień często się gubimy z naszą wiarą. Wszyscy się potykamy na naszych drogach do Boga. I dobrze, bowiem jest to coś, co nas razem łączy. Możemy się dzięki temu wzajemnie wspierać. Pomagać sobie, a nie dyskutować za wszelką cenę. Twarda dyskusja na temat wiary ma chyba w sobie mało miłości.

  9. Mówienie o wierze jest trudne. Ale jeszcze trudniejsze jest wierzenie 🙂

    Księga Przysłów powiada:

    Z całego serca Bogu zaufaj,
    nie polegaj na swoim rozsądku,
    myśl o Nim na każdej drodze,
    a On twe ścieżki wyrówna.

    Kto potrafi zdobyć się na taką postawę? Ale tak naprawdę. Nie martwić się. Nie planować. Zaufać Bogu. Myślę że ktoś kto osiągnie taką postawę nie będzie miał problemów z rozmową o wierze.

    Ale to niełatwe będąc odpowiedzialnym za rodzinę 🙂 A jednak kuszące 🙂

  10. To pewnie dużo łatwiejsze kiedy oboje z rodziców moga dać przyjąć miłości, wspolna modlitwa w rodzinie,czy pójściem na Eucharystie ale co zrobic i jak wytłumaczyć dziecku ze wiara i milosc Boga to najcenniejszy dar kiedy jedno z rodziców chodzi do kościoła a drugie nie ?

  11. Jedno moge npisac – w rodzinie, gdzie rodzice klekaja do modlitwy z dziecmi – bedzie w sercach dzieci obraz Boga ktory kocha.
    Ktory pragnie byc blisko kazdego. Sam przyklad zycia rodzicow ze soba, wspolne rozmowy i wspolna niedzielna Msza – to obraz, ktory pobudza w dzieciach pragnienie obcowania z Bogiem.
    widzialam juz rodziny, gdzie czytane jest slowo Boze razem z dziecmi.
    Male nie rozumieja, ale zawsze cos tam z wyjasnien rodzicow pizostaje i owocuje w pozniejszym zyciu.
    zakoncze tak – nie krzyczmy do dzieci: idz do kosciola (w niedziele) lecz zachecajmy ich wlasnym przykladem zycia z Chrystusem.

  12. „Co trzeba zrobić, aby pójść do nieba”?
    Wydaje mi się, że problem może leżeć w pytaniu – zakłada, że JA muszę coś zrobić, czegoś dokonać, aby się do nieba dostać. Tymczasem mogę się tam znaleźć jedynie dzięki miłości Boga (objawionej w pełni w Chrystusie, ale to dość teologiczne dopowiedzenie). Jeśli chcę znaleźć się w niebie, jedyne, czego Bóg ode mnie wymaga, to kochać (odpowiedzieć na miłość Boga, a może raczej pozwolić miłości Boga rozwijać się i przemieniać moje życie).
    „Problem” chrześcijaństwa sprowadza się do miłości.
    Tak bym to widział

    1. To bardzo ciekawa uwaga.
      Ważne sa nie tylko odpowiedzi, ale także pytania jakie stawiamy.

  13. „Nie mam nic co bym mógł Tobie dać(…) Puste ręce przynoszę przed Twój w niebie tron, manną z nieba nakarm duszę ma…”
    Zgadzam się, że trudno to powiedzieć dziecku, aby z jednej strony nie wchodzić w abstrakcję a z drugiej w banał. Tutaj widzę pole do dyskusji – myślę że najbardziej przemawia przykład rodziców i wspólna modlitwa, na której można wiele wyrazić.
    A tak a 'propos, to „bycie grzecznym” też jest łaską, tym bardziej i trudniej to przychodzi. Ale nie dzieje się to w takiej kolejności – najpierw trzeba poznać i ukochać, a dopiero potem możliwa jest zmiana, przemiana, rozwój… Bo miłość to nieustanny rozwój, ale rozwój bez miłości nie jest możliwy…

  14. Nawróciłam się mając lat 40.Wychowano mnie w duchu ateistycznym.Jako dziecko stykałam się sporadycznie z księżmi, z wiarą.Raz w życiu byłam na religii w jakiejś salce, miałam lat 7?Zapamiętałam ciepło i dobro tego księdza, od niego to biło!Mówił o św. Stanisławie Kostce.Nie pamiętam co mówił , pamiętam do dziś to ciepło i dobro.
    Kolejny raz to jak miałam dwadzieścia kilka lat, byłam już mężatką , mieszkałam blisko teściowej i chodził ksiądz po kolędzie.Teściowa mnie zwerbowała do siebie , bo myślała, że to mnie nawróci.Wcale mnie to nie nawróciło, powiedziałam jasno , że jestem niewierząca.Ksiądz spojrzał na mnie i kilka razy powtórzył:”jaka ty jesteś biedna.Do dziś pamiętam to wrażenie.Niesamowite!Teraz wiem , że wtedy przez oczy i usta kapłana mówił Bóg.
    Gdy byłam mała to uciekałam na pogrzeby , na Boże Ciało.Myślę , ze dzieci maja wielką potrzebę SACRUM.Trzeba to jednak mądrze wykorzystać , nie być nachalnym i mówić okazjonalnie-tak mi się wydaje. Może się mylę.Moim dorosłym dzieciom mówię o Bogu przede wszystkim swoim życiem , postawą.Czasem przemycam Słowo Boże inne treści , ale w sposób naturalny.Kiedyś była rozmowa o jakimś problemie kolegi syna, zacytowałam , że nie widzą belki we własnym oku….wiadomo o co chodzi.Widziałam , że syn był poruszony.
    W sieci też mówię o Bogu , ale nie nachalnie, dużo osób też to robi , ale nieumiejętnie.
    Ot i taka moja historyja,świadectwo. Nie wiem czy się przyda, ale napisałam.

  15. Może Ksiądz liczyć. Ale by napisać coś więcej i sensowniej, muszę znaleźć odpowiedni czas i okoliczności (dzieciaki czekają na tatę przy „wieczornym stole”) .
    A temat zaproponowany jest super ważny i to, co Ksiądz pisze, niestety znajduje pewnie szerokie odzwierciedlenie w kaznodziejstwie, duszpasterstwie i katechizacji (sam pracuję w dobrym lubelskim liceum)….

  16. To co najczęściej słyszę i tak też uważam, to Bóg jest miłością. A skoro tak, to z pomocą Boga powinniśmy w sobie miłość rozwijać i jak najwięcej jej wydobywać na zewnątrz. W końcu prawdziwy skarb to miłość i jak już z czegoś mamy być rozliczani przed Bogiem to tylko z miłości. A może jest coś czego nie jestem świadomy, to z chęcią poznam inny punkt widzenia.

  17. Trzeba mówić o wierze szczegolnie w tych czasach gdzie chrzescijanie gina za swoja wiare. To wiara w Chrystusa pomaga nam w tym trudnym beznadziejnym zyciu. Jezus nas dotyka i uzdrawia. On ma moc ktorej nie ma nikt. To w Eucharystii czujemy Jego moc. Wierzyc w Jezusa to kochac Go az do śmierci.

  18. Szczęść Boże!
    I tu przyznam rację, że najczęściej to ,,bycie grzecznym” jest trudne dla dzieci do zdefiniowania. Mogą właśnie odpowiadać, że trzeba pomagać w domu, trzeba się słuchać rodziców, nauczycieli, katechetów. A kiedy dziecko ma tzw. ,,trudny charakter” i na przykład nie potrafi być cały czas grzecznym? To wtedy Pan Bóg go już nie lubi? I czasem jest tak, że dzieci z takim przekonaniem o ,,grzeczności” dorastają i jednocześnie nie rośnie ich wiara, a wręcz przestają się wiarą i sprawami wiary interesować. Bycie tylko takim milutkim, potulnym czasem więcej szkodzi, niż pomaga.
    Czasem będąc chrześciajninem właśnie trzeba tą nogą tupnąć, głośniej krzyknąć i bronić jakieś słusznej sprawy, nieraz inaczej się nie da.

    1. Zgadzam się z Tobą Karolinko.To jest pojęcie względne.I powiem szczerze , że dziecko nieraz nie powinno słuchać wszystkich dorosłych i w niektórych przypadkach powinno być asertywne.Nie można także tłumić indywidualności.Zaznaczam takę , iż jestem wrogiem bezstresowego wychowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *