
Jesteś za demokracją czy za dyktaturą?
Nie wiem jaka jest twoja odpowiedź, ale moja brzmi: „to zależy za jaką demokracją i za jaką dyktaturą”. Szczerze mówiąc nie widzę specjalnych różnic między jednym systemem a drugim.
Oczywiście porównując systemy musimy porzucić wkodowane obrazy, stereotypy. Musimy porównywać idee.
Czy do istoty dyktatora należy wściekłe szukanie po kątach kogo można jeszcze rozszarpać? Czy dyktator nie może posługiwać się swoim pojęciem dobra wspólnego, które może być zgodne z prawdziwym dobrem a nawet myśleniem Stwórcy? Czy pod rządami dyktatora kraj nie może kwitnąć, rozwijać się a ludzie (z definicji) nie mogą być szczęśliwi?
Czy w praktyce demokracji jest tak, że każdy głosujący w wyborach a potem wybrani w wyborach głosujący nad losami gminy, powiatu czy kraju, kierują się dobrem wspólnym? Może i musi być to subiektywne, ale czy jest tam dobro wspólne? A może własne partykularne interesy? I nie ważne czy chodzi tu o prace dla wnuczki czy o ulgi dla sektora miedziowego.
Czy trójpodział władzy jest dalej sensownym podziałem, skoro mówi się o czwartej władzy (media) a nawet piątej (Internet)?
Czy prawo Niemiec (demokratyczne) nie dające możliwości rodzicom uczenia swoich dzieci w domu a jednocześnie edukujące seksualnie dzieci w szkole wbrew przekonaniom rodziców i karzące grzywną i więzieniem rodziców, którzy się przed tym bronią, nie jest dyktaturą?





A ja odpowiem żartem zaczerpanym od pewnego geodety:ALBO PROCEDURA ALBO DYKTATURA:)
Szczęść Boże,
Wszystko rozstrzyga paradygmat moralny: dobro-zło. Demokracja może być fatalna i zabójcza dla jednostki i społeczeństwa (demokratyczny wybór Hitlera w 1933r.) ale może stanowić prawo dla dobra wspólnego i tym samym być dobrem. To samo dyktatura, która nam się żle kojarzy, może wcale nie być tyranią (z którą dyktaturę NIE słusznie utożsamiamy). Dyktatura, czyli rządy POD DYKTANDO jednego człowieka lub frakcji, partii…. wcale nie musi być zła, pod warunkiem, że ci/ten co władzę sprawują kierują się się dobrem wspólnym i na uwadze mają względy moralne we wszystkich aspektach życia. Relatywizm moralny jest absolutnie zły, niezależnie jak nazwiemy typ rządów, który go promuje.
Najwazniejsze -moim zdaniem -to być CZŁOWIEKIEM – w pełnym wymiarze.-,,obraz i podobieństwo Boźe” wtedy wszystko jest na swoim miejscu, nie jestem politykiem, ale zawsze i wszędzie porządek musi być.
Podzielam pogląd Pani Jadwigi.
Wazny glos…
http://citizengo.pl/pl/32066-petycja?dr=200997::117f7f959707af109cfdbc6a685ec6e2&mkt_tok=3RkMMJWWfF9wsRojvKzOZKXonjHpfsX%2F6uoqW6Og38431UFwdcjKPmjr1YcJTsR0aPyQAgobGp5I5FEBSrfYU6R5t6UIWg%3D%3D
Najwazniejsze jest dla mnie to czy moj demokratyczny glos jest zgodny z moim sumieniem; ksztaltowanym na prawach Bozych / Pismie Swietym… Jezeli kraj chrzescijanski w demokratycznym glosowaniu staje sie laicki to napewno walka o to co sluszne jest utrudniona ale nie znaczy ze jestesmy zwolnieni ze swojego obowiazku, z walki o Prawde. Kosciol powinien byc silna ostoja w rozpoznawaniu grzechow wymierzonych przeciwko Chrzescijanstwu… Czesto nie rozumienie powoduje obojetnosc, to ze nawet postawa ludzi wierzacych nie jest wlasciwa.
Bardzo Ksiedza szanuje, a nawet wiecej , slucham lub czytam kazania i stwierdzam ze sa bardzo madre, pouczajace i wzmacniajace wiare, ale wydaje mi sie, ze ten temat chyba nie jest najlepszym do dyskusji na Ksiedza blogu, bo moga byc rozne wpisy i doprowadzic do sporow ktorych i tak mamy za duzo w przestrzeni publicznej. Zdecydowanie wole jak sa poruszane kwestie duchowe.
Jesli sie myle to przepraszam.
Zycze Ksiedzu Blogoslawienstwa Bozego i Darow Ducha Swietego.
Szczesc Boze.
Nigdy nie będzie tu bieżącej polityki.
I nigdy nie powiem na kogo głosuję.
To jednak o czym piszę to życie. Bardzo ważny element tego życia.
Demokracja dla niektórych może stać się bogiem. A to już bałwochwalstwo.
I rzecz jeszcze w tym, że jako ludzie naprawdę powinniśmy się dobrze rządzić. Bóg nam kazał sobie czynić ziemię poddaną.
Demokracja wg mnie jest jakąś większością społecznego wyboru. Mamy na tą chwilę ustalone narzędzia i wg nich możemy
decydować o kształcie państwa. Jednak władza jest zawsze władzą. Mam na myśli to, że rządzący są w całkowicie innej
rzeczywistości niż rządzeni. Na tej linii będzie do końca swiata konflikt. I to już nie jest demokracja. Dlatego
władza używa instrumentów do udowodnienia społeczeństwu, jak to jest ona troskliwa wobec niego. Do tego służa jej np
media. Mieliśmy tego przykład w minionych 8 latach. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem przeciwny poprzedniej
ekipie rządzącej. Zaczynała ona – wydawało się dobrze. Jednak osadzenie przez dłuższy czas w pozycji mających
władzę, źle zrobiło im jako ludziom. Stali się w dużym stopniu bliscy dyktatury. Przykład KODu to nic innego jak
właśnie dyktatura poprzedniej ekipy. I to jest cały minus obecnego systemu demokratycznego. Rząd może być dobry dla
społeczeństwa tylko na tyle na ile tego społeczeństwa słucha. To się okazało w ostanich okresach przedwyborczych. I
obecny prezydent i obecna premier jeździli po Polsce i słuchali ludzi. Stąd też powstał program. Ale teraz jeśli w
następnych latach rządzenia nie będą się dalej wsłuchiwać w głos społeczeństwa nie będzie to już demokratyczna
władza. Stopniowo zacznie się przeradzać w dyktaturę. Każda władza ma to do siebie, że będzie uciskać społeczność.
Tylko w jakim stopniu ten ucisk musi dotykać ludzi aby była to już dyktatura? Dla mnie tu jest wyznacznikiem prawo
naturalne, które zupełnie zostało zanegowane. Czy zostanie ono uznane znowu jako podstawa? Oczywiście dla nas
katoliów jest 10 przykazań i na nich trzeba budować wszystko. To jest „konstytucja” chrześcijaństwa. Jeśli mamy
solidne podstawy to nie ulegniemy żadnej dyktaturze. Z łatwością wtedy możemy zauważyć oznaki psucia się rządu. No i
w końcu kościół. Przez tyle vwieków był on ostoją w Polsce niepodległości i oporu przed dyktaturami a także oazą
prawdziwej wolności. Posumowując wg mnie demokracja jest sensowna wtedy jeśli obóz rządzący jest w równowadze z
wiekszością społeczęństwa i z kościołem. Z tym, że kościół stoi z boku i przygląda się moralności jednych i drugich.
A jak trzeba zabiera zdecydowanie głos upominając kogo należy.
Poruszył Ksiądz bardzo ważny temat, ale obawiam się, że nie jest to problem władzy, ale społeczeństwa. Demokracja to ustrój polityczny, w którym władzę sprawuje społeczeństwo poprzez swych przedstawicieli. Na logikę – abstrahując od tego, co wiemy – gdy władzę sprawuje społeczeństwo przez przedstawiciela, to przedstawiciel nie powinien mieć własnego zdania, a jedynie zdanie tych, których reprezentuje.
Problem jednak powstaje, gdy społeczeństwo jest podzielone w swych poglądach, bo wówczas konflikt społeczeństwa staje się konfliktem wewnątrz przedstawicieli i wybrani przedstawiciele na pierwszej linii walczą ze sobą, a dopiero zajmują się „rządzeniem” lub wręcz te walkę ze sobą nazywają rządzeniem. A to oznacza, że jak na dole, tak na górze.
Zawsze w takiej sytuacji jakaś – większa, czy mniejsza część społeczeństwa będzie uważała, że władza jest przeciw niej, a nie dla niej, i uzna, że władza jest dyktaturą.
Czyli przy poróżnionym społeczeństwie nie ma możliwości, aby jakikolwiek przedstawiciel był przedstawicielem całego społeczeństwa, we wszystkich sprawach. Co najwyżej czasami i statystycznie będzie reprezentował większość, ale nie całość.
Stąd bardzo blisko do tego, aby przedstawiciele – ostatecznie to zwykli śmiertelnicy, przestali przejmować się szczególnie społeczeństwem i zaczęli swoje zdanie traktować jak zdanie społeczeństwa, a nie zdanie społeczeństwa przyjmować jako własne. Bo przecież i tak zawsze, jak zadowolą jednych, drudzy podniosą krzyk oburzenia.
A więc, jeśli „królestwo” jest wewnętrznie skłócone, to każda władza znajdzie swoich przeciwników i żadna nie będzie mogła być demokracją w stopniu większym, niż tylko z nazwy.
A więc moim zdaniem, zamiast epatować się tym, co i gdzie władza stanowi jako prawo, trzeba przyznać się do tego, że władza nomen omen ujawnia jakie jest społeczeństwo. I chciał, nie chciał właśnie ci, którzy się oburzają, którzy są niezadowoleni – czyli część społeczeństwa, powinni jako pierwsi zacząć pracować na dole, nad porozumieniem społeczeństwa, które przedstawicieli wybiera. Bo jak społeczeństwo będzie w zgodzie, to nie będzie wybierać tych, którzy wprowadzają konflikt między przedstawicielami lub miedzy przedstawicielami, a społeczeństwem.
Chyba, że właśnie konflikt jest tym co społeczeństwo kręci najbardziej.
Cenne myśli – zamiast mojego wpisu czytajcie ten komentarz.
Dziękuję !!! Nie nazywajmy dyktatury PRAWEM.
Jeśli nie znajdę różnicy pomiędzy demokracją, a dyktaturą, wówczas stawiam na dobrego króla. Mówiąc „dobrego”, mama myśli ” mającego w sobie bojaźń Pańską.