Narodzenie Pańskie – Msza Święta w dzień, C; Iz 52,7-10; Ps 98,1-6; Hbr 1,1-6; J 1,1-18; Winnica, 25 grudnia 2010 roku.
Mężczyźni podobno zwracają uwagę na kobiece nogi. Podobno, ja tam nie wiem, czytałem tylko o tym. I kobiety chyba o tym wiedzą, bo częste ich kompleksy (też o tym czytałem) dotyczą właśnie nóg – że, niby, za grube. Muszą kobiety o tym męskim podglądaniu wiedzieć, bo mordują się bez litości chodząc w szpilkach – że, niby, nóżka wtedy zgrabniej wygląda.
Może to nietypowy początek bożonarodzeniowego kazania, ale tę myśl dyktuje mi Boże Słowo – Bóg też patrzy na nogi.
Zobaczmy jak natchniony przez Ducha Świętego prorok Izajasz woła: „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna radosnej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: Twój Bóg zaczął królować.” (Iz 52,7)
Pełne wdzięku nogi a w innych tłumaczeniach po prostu piękne nogi. Co Bóg nam chce dzisiaj powiedzieć?
Po prostu to, że nogi służą do chodzenia i niezwykle ważne jest to gdzie one człowieka zawiodą i co idący człowiek tam zaniesie.
Śpiewamy w tych dniach: „Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki”. Zachęcamy się tym samym do tego, by pójść do źródła bożonarodzeniowej radości. Poszli pasterze, poszli mędrcy, niech i nas nie zabraknie. Idźmy do Betlejem, do nowonarodzonego, po to, byśmy wrócili odmienieni.
Spotkanie z Bogiem zawsze odmienia, ale trzeba pójść. Jeśli człowiek nie pójdzie spotkać się z Bogiem to nie wejdzie na drogę przemiany.
I czasem tak bywa. Śpiewamy w innej piosence, już nie kolędzie: „Szedłem kiedyś inną drogą”. Są zatem ci, którzy chodzą drogami, które do Boga nie należą.
I coś w tym jest. Ilu ludzi zawsze potrafi przyjść do kościoła a ilu błąka się po świecie i ciągle nie mogą trafić do Bożego domu? Nawet jak matka ścierą pogna do kościoła to zmyli drogę i nie trafi.
Przy tej okazji słowo do tych, z którymi widzę się pierwszy raz od Wielkanocy. Proszę zaopatrzyć się w mapki, wziąć dobrych ludzi za przewodników albo proszę sobie wklepać w GPS kościół w Winnicy, by nie błąkać się po świecie i móc co tydzień (to minimum) tu trafić.
To nie jest moje „widzimisię”. To przykazanie Boże: „Pamiętaj abyś dzień święty święcił” i kościelne: „W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej”.
Wróćmy jednak do chodzenia. Czasem chodząc inną drogą można sobie z tego zdawać sprawę, wiedzieć o tym, a jednak nie zmieniać bezdroży na drogę właściwą. I znowu piosenka, popularna w czasach mojej młodości. Tym razem o staniu a nie o chodzeniu: „Stoję przed Tobą, Boże / jak pomnik z rozbitą twarzą. / Człowiek o jednym sercu, / człowiek pod mocną strażą. / Stoję u wrót milczenia, / stoję na księdze prawa, / i ciągle nie robię kroku, / i Ciebie się wciąż obawiam.”
Ilu z nas tkwi w takiej bezradności? Jasno i dokładnie ocenia rzeczywistość, widzi swoje błędy, widzi właściwą drogę a jednak… „ciągle nie robi kroku”.
Czy uda się zrobić ten krok? Inna kolęda nas zachęca: „Rzućmy budy, warty, stada, / niechaj nimi Pan Bóg włada. / A my do Betlejem, do Betlejem. / (…) Krokiem śmiałym i wesołym / śpieszmy i uderzmy czołem; / przed Panem w Betlejem.”
Co zrobić, by ruszyć? W Liście do Hebrajczyków znajdujemy przepis na ruch. Więcej, to przepis na bieg: „odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach.” (Hbr 12,1bc)
By ruszyć do Boga trzeba rozstać się ze swoim grzechem. Nigdy nie ruszy więzień przykuty kajdanami. Nigdy nie popłynie statek z rzuconą kotwicą.
Zostaw to, zostaw swój grzech, cokolwiek to jest.
Gdy jednak uda nam się ruszyć i dojdziemy na swoich nogach do Betlejem to nie po to, by tam zostać. Ewangelista Łukasz pisze: „A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.” (Łk 2,20)
I tu wracamy do nóg zwiastuna radosnej nowiny. Tymi pierwszymi zwiastunami byli pasterze a potem, w każdym pokoleniu, ci, którzy spotykając się ze zbawiającym Bogiem nie zatrzymywali tego dla siebie, ale przekazywali dalej.
Tymi zwiastunami mamy być dzisiaj my. Mamy spotkać Boga i zanieść go (na własnych nogach) innym. Mamy zwiastować orędzie pokoju, szczęścia i zbawienia.
Idźmy zatem i zwiastujmy dobroć i miłość Boga w naszych rodzinach. Zanieśmy dobroć i miłość tym, których spotkamy. I niech nie będzie to coś co mamy i dajemy, i co jest poza nami. Niech ta dobroć i miłość będzie po prostu w nas. Wtedy idąc do ludzi i dając siebie będziemy tym samym dawać to czego oni najbardziej oczekują i czego najbardziej potrzebują. Będziemy to dawać w najbardziej naturalny sposób – dając im po prostu siebie.
A Panu Bogu bardzo się wtedy będą podobać nasze nogi. Nawet jeśli będą grube i nie na szpilkach.





Przyszedł mi na myśl werset z listu do Efezjan 6,15 …" a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju". Znam kobietę, która mówi o swoim nawróceniu ze złej drogi, w chwili, gdy ktoś próbuje ją podrywać ze względu na jej zgrabne nogi, a potem mówi Dobrą nowinę o Bożej miłości, który tak umiłował świat, że swego Syna dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne… Myślę, że Jezus Chrystus przyzna się do niej przed Ojcem.
http://www.jezus.pl/Multimedia/Wideo/Miernik-dobra.htm
Radosnych Świąt Bożego narodzenia ! pozdrawiam
Przyszedł mi na myśl werset z listu do Efezjan 6,15 " a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju". Znam kobietę, która mówi o swoim świadectwem nawrócenia ze złej drogi, w chwili, gdy jest podrywana ze względu na zgrabne nogi. Myślę, że Jezus Chrystus przyzna się do niej przed Ojcem.
http://www.jezus.pl/Multimedia/Wideo/Miernik-dobra.htm
Radosnych Świąt Bożego narodzenia ! pozdrawiam