Opublikowano 47 komentarzy

Co ma robić biedny proboszcz?

Źle się stało, że uchwalono ustawę o in vitro. Źle zrobili ci, którzy za nią głosowali. Jasne.

Pan Tomasz Terlikowski, którego skądinąd szanuję, napisał, że „posłowie, którzy poparli ustawę o in vitro nie powinni być dopuszczeni do Eucharystii„. Adresuje to szczególnie pod kątem posłów PO.

Teoretycznie ma rację. Tylko jak to praktycznie zrobić? Ktoś sporządzi listy? Czy samemu je trzeba robić? I aktualizować, bo przecież istnieje coś takiego jak pokuta i nawrócenie. Skoro grzech publiczny to i pokuta powinna być publiczna, ale skąd mam wiedzieć, że nastąpiła? Da się to śledzić?

By lepiej uchwycić trudność danej sytuacji warto przełożyć rzecz na inne sytuacje. Proboszcz każdej parafii, będący w niej dłużej poznaje jakąś jej część. Poznaje też mroczne tajemnice, które tajemnicami być przestają. Poznaje grzechy, które są grzechami ciężkimi i publicznymi.

Wie (i wszyscy w parafii wiedzą), kto orał w Boże Ciało.

Wie, kto pije do nieprzytomności.

Wie, gdzie jest przemoc.

Wie, gdzie zupełnie zanikły religijne praktyki.

I co ten biedny proboszcz ma robić, gdy ktoś taki przyjdzie do Komunii? Na przykład na pogrzebie.

Udzielić? Nie udzielić? Zaprosić na rozmowę? Przepytać? Uwierzyć w to, co człowiek mówi, czy nie uwierzyć? Zażądać świadków? A może kartki od spowiedzi? A decyzję trzeba podjąć w sekundę.

Panie Tomaszu, co ma robić biedny proboszcz?

47 komentarzy do “Co ma robić biedny proboszcz?

  1. Tolerancja nie może być akceptacją zła,a miłość jest pragnieniem dobra,jest decyzją woli a nie uczuciem,jak niektórzy chcą.Miłość szuka dobra w drugim człowieku i dla drugiego człowieka.Chrześcijanin żyjący miłością nie może dać przyzwolenia na zło,co nie znaczy że jest nietolerancyjny.To proste! No i oczywiście piętnujemy zawsze czyny,postępowania ludzi,ale zachowujemy szacunek dla OSOBY w człowieku.Ta ,czy wierząca czy nie,zawsze ma swe żródło w Bogu.

    1. Nie każdy jednakowo rozumie pojęcie zła.
      Jak daleko chrześcijanin żyjący miłością może posunąć się do ingerencji w życie innego człowieka.Czy chrześcijański sprzeciw nie jest jednak próbą narzucenia swojego postrzegania świata?
      W piętnowaniu czynów innych jesteśmy ostatnio najlepsi.

      1. Wydawało mi się,że w kwestii zła mamy jasność i chrześcijanin jednakowo je rozumie.
        A co do chrześcijańskiego sprzeciwu….,no cóż!!! Myślę,że i tutaj dyskusja jest zbędna dla tych,którzy wiedzą o co chodzi,natomiast nie bardzo rozumiem stwierdzenie,że,, w piętnowaniu czynów innych jesteśmy ostatnio najlepsi”?????.Co to znaczy?Jasne,że zaczynamy od siebie,ale to nie znaczy ,że mamy przymykać oczy na niegodziwość innych.Święty Paweł mówi,że mamy upominać z miłością,wykazywać błąd ,ale nigdy nie dyskredytować człowieka.Jeśli nie upomnimy bliżniego w jego złu(grzechu) niejako umywając ręce,bo to nie moja sprawa,mamy współudział w tym złu,jakiego bliżni dokonuje.

        1. Pewien brat zgrzeszył i kapłan wypędził go z kościoła.Wtedy abba Besarion wstał i wyszedł razem z nim,mówiąc: „Ja także jestem grzeszny”
          -Księga Starców

          Kto innych napomina musi uważać,żeby w grzechu pychy się nie pogrążyć.

  2. No to mamy jasność, że nasze poglądy są całkowicie różne. Wręcz przeciwne. Świetny przykład na to, że dzisiaj słowa mają tak pomieszane znaczenia, że trudno bez takiej rozmowy, jak nasza ustalić, czy mówiąc tolerancja, akceptacja, w ogóle się rozumiemy.
    Ja daję sobie więcej wolności, toleruję to, co nie godzi bezpośrednio w dobra najwyższe. Co nie oznacza, że nie staram się podjąć działań, aby wyeliminować również wpływ pośredni. Jednak czynię to w sposób „pokojowy”.
    Natomiast nie nakładam na siebie żadnego obowiązku akceptowania czegokolwiek, co nie jest zgodne z moimi przekonaniami i w szczególności z dobrem najwyższym.
    Taki prosty przykład z porannych zakupów. Toleruję chamstwo sprzedawczyni, choć daję jej do zrozumienia, że go nie akceptuję i nie zamierzam zaakceptować. Toleruję – oznacza, dokonuję zakupu od tej Pani, nie odpowiadam agresją na chamstwo. Nie akceptuję – oznacza, porozmawiam po południu z jej szefową, aby wpłynęła na swoją pracownicę. Jeżeli to nic nie da, będę nadal kupować w tym sklepie i tolerować zachowanie tej Pani, ale za każdym razem będę wyrażać BRAK akceptacji, dla tego, czego nie udało mi się zmienić.

  3. Zobacz Pan Komorowski nie patrzy na Pana Jezusa,czy brak odwagi?

  4. Czy dziecko z in vitro biędzie szczęśliwe,jeżeli dowie się kiedyś, że żyje dzięki kilorga swoich braci lub sióstr?
    Czy ty chciałbyś,chciałabyś być ta osobą?to nie towar, jak chce Palikot i jego spółka

    1. Dziecko z in-vitro będzie szczęśliwe,jeżeli pozwolimy mu żyć i przestaniemy stygmatyzować.

      1. Znowu proszę o jakiś przykład stygmatyzowania.
        Mówienie zaś o tym, że takie dzieci narażone są bardziej na komplikacje i problemy to twierdzenie medyczne. Można je potwierdzać lub falsyfikować, ale nie jest to żadne stygmatyzowanie.
        Tak samo jak twierdzenie, że dzieci palących i pijących w ciąży matek będą statystycznie mniej rozwinięte i częściej zapadały na choroby.

        1. Powtarzając złe słowa,które mówią inni też przyczyniałabym się do złego.Dlatego nie robię tego.
          Komplikacje u dzieci z in-vitro występują prawie w takim samym procencie jak u dzieci poczętych nazwijmy to metodą zwykłą.

  5. Obecnie z powodu licznych środków przekazu-ludzie przestają myśleć i są krótko wzroczni.Bóg jest bardzo miłosierny i przekracza to naszą wyobrażnię,ale jest i sprawiedliwy.
    Czy chciałbyś by był niesprawiedliwy? ja nie, a Ty?
    Jeżeli jesteś nie tylko religijny, ale i wierzący to dlaczego nie starasz się respektować to w co wierzysz!
    Szczęść Boże,ale to ty wybierasz :dobro czy zło-życie lub mierć,uważaj co robisz,staraj się dostrzec, co z twojego postępowania wyniknie?

  6. Mam taki właśnie dylemat. Często widzę jak ktoś grzeszy. A, że nie wiem jak temu zaradzić to pozwalam na to. Czy też mam zakaz przystępowania do Komunii Świętej? Oni pozwolili na grzech, ale nikogo do niego nie zmuszają. Pozostawiają dalej człowiekowi wolną wole. Czy my jako ludzie, nie mamy prawa komuś pozwolić zatracić się w grzechach? czy z widłami mamy latać po ulicach, i nawracać? ktoś kto chce skorzystać z tej metody, i tak z niej skorzysta.. Częściowo ten czyn jest zły, ale z drugiej zezwala na coś, co BÓG nam zapewnił: Wolną wole.
    A co do Komunii… Niech Bóg osądzi nasze serca. Nasze czyny.
    Niech ksiądz się nie zastanawia nad tym. Ksiądz ma czuć, że trzyma Jezusa w rękach. Nic innego się nie powinno liczyć.

    1. D
      Nikogo nie ustrzeżemy przed popełnieniem grzechu.On jej poniekąd potrzebny w naszym życiu.Przecież bez grzechu nie mielibyśmy świadomości dobra.
      A jest jeszcze tak,że u innych widzimy nawet drobne przewinienia,sami popełniamy w tym czasie grzech pychy-swoich grzechów nie chcemy widzieć

  7. Ewangelia wg św. Mateusza, 5, 22: «A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego»
    Właśnie z powodu takich wypowiedzi, jak Pana Terlikowskiego, tak długo nie lubiłam Chrześcijan. Z tego tez powodu, będąc ochrzczona, tak długo byłam poza Kościołem.
    A potem …. trafiłam na mądrych Księży, zadziwiło mnie, jak wielu ich jest 🙂

    1. Ja nie to ,że nie lubię chrześcijan,ja się co niektórych zaczynam bać.Zaczynam bać się tej fali nietolerancji rozlewającej się po naszym kraju.

      1. A jakiś przykład tej nietolerancji?

        1. Nie moją rolą jest przytaczanie słów ,które wypowiedziane nie powinny być.Każdy z nas ogląda telewizję,czyta gazety i artykuły w internecie(może nie te same) i i pewnie nie raz słyszał słowa stygmatyzujące,wykluczające.Wiadomo kto mówi i o kim.
          Może to komuś nie przeszkadza,może nawet z tym się zgadza.Mnie to razi i smuci.
          Czy tego nietolerancją nazwać nie można?

          1. Nie piszesz o konkretach to trochę poteoretyzujmy.

            Jestem właścicielem pensjonatu. Czy zaznaczając w regulaminie domu, że nie nocuję w pokoju par nie będących małżeństwem stygmatyzuję kogoś? Czy jestem nietolerancyjny?
            Ja po prostu nie chcę ścielić łóżka do cudzołóstwa. I to jest moja wolność i mój biznes.

            Cukiernik ukarany za odmowę upieczenia tortu dla gejów: http://korwin-mikke.pl/ogolne/zobacz/cukiernik_ukarany_za_odmowe_upieczenia_tortu_dla_gejow/112220

          2. Przypuśćmy jestem właścicielką hotelu.W regulaminie zaznaczam,że przyjmuje tylko ludzi pięknych i inteligentnych,Kulawi,brzydcy,upośledzeni itp wstępu nie mają.Dbam w ten sposób o estetykę mojej własności.I jakby to napisać -„I to jest moja wolność i mój biznes”.
            Czy jestem nietolerancyjna?
            Na ile nasze przekonania mogą wpływać na mówienie „tych nie chcemy” bo…i tu wymieniamy przyczyny?

          3. Różnica: ślepota czy kalectwo są niezawinionymi cechami człowieka a cudzołóstwo to czyn, za którym stoi decyzja. W pierwszym wypadku dyskryminujemy człowieka z powodu tego kim jest, choć tego nie wybrał. Dlatego będzie to odbierane jako okrucieństwo.
            A niezamężnej parze proponuję 2 osobne pokoje, będzie zachowana miłość bliźniego i nietolerancja dla grzechu 🙂

          4. Joanna
            A jeżeli niezamężna para to ateiści,też mamy prawo narzucać im własne przekonania religijne.Chrześcijanie apelują o tolerancje dla własnych przekonań,czy w takim razie nie powinni uszanować poglądy innych?
            Czy czyjaś decyzja,z którą ja się nie zgadzam (wszystko oczywiście w granicach prawa) może być powodem do jakichkolwiek nakazów.
            A moja wolność i mój biznes!?

            1. Jakich nakazów?
              Ja po prostu nie chciałbym z nimi robić interesów, niech idą do pensjonatu naprzeciwko.
              I mam prawo nie przyjąć ludzi, którzy palą papierosy. I nie chcą rozstać się z pieskiem. Są znanymi dłużnikami i mogą mi nie zapłacić. Albo ważą 230 kg i zwyczajnie nie mam łóżka, by go położyć a inwestycja mi się nie opłaca.
              Ateistów mogę też nie chcieć, bo nie lubię przebywania w ich towarzystwie. I czy to jest nietolerancja?

          5. A jeżeli pensjonat jeden w okolicy?
            Rozumiem ,że jeżeli ktoś nie chce przyjąć np.zakonnicy lub księdza to też nic złego?
            Nie rozumiem jak można nie lubić kogoś tylko dlatego,że jest ateistą?Czy nie powinno się go najpierw poznać jakim jest człowiekiem?
            A tak przy okazji niech nie zakłada nikt biznesu,jeżeli mało kogo toleruje.Plajta murowana 😉

            1. Znowu ta nietolerancja. To nie jest nietolerancja.
              Bywało, że uczestniczyłem (tym razem nie teoretyzuję) w ewangelizacjach od drzwi do drzwi.
              Jedni chcieli rozmawiać a inni nie.
              Czy ci, którzy nie chcieli okazali nietolerancję?
              Po prostu nie chcieli. I takie ich prawo.
              Mógłbym mieć tylko pretensje za szczucie psem lub obelgi.
              Takich reakcji jednak nie pamiętam.

              A co do biznesu. Przewiduje duży sukces dla pensjonatów niszowych – dla wędkarzy, swingersów, księży, rodzin z małymi dziećmi, gejów.
              Bardzo często swój szuka swego.

          6. Trochę ta dyskusja zeszła na boczny tor, bo Księdza pytanie brzmiało, co ma zrobić biedny Proboszcz?, a rozmowa jest o nietolerancji.
            Rozumiem Izabellę i będę adwokatem jej punktu widzenia. Rozumiem, bo niedawno wróciłam do Kościoła i wiem, jak sprawę widzi się z zewnątrz.
            W tym, o czym Państwo piszecie jest nie tylko problem nietolerancji, ale problem nadgorliwości niektórych Chrześcijan, którzy brak gorącej wiary kompensują sobie nadgorliwością w osądzaniu i pouczaniu, [nie mylić z nauczaniem!] innych.
            A sprawę przesądził Jezus w Ostatniej Wieczerzy. Czy Jezus wiedział, że Judasz go zdradzi i pójdzie za złym? Wiedział. Czy odmówił mu Komunii – podania chleba wprost do dzioba? Nie!. Co więcej, podał Mu, jako pierwszemu!
            Jezus powiedział również: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego”. Wyraz Raka odnosi się do głupoty w kontekście religijnym.
            Więc, skoro Jezus nie dał sobie prawa, aby odmówić komuś, o kim wiedział, że podjął decyzję o popełnieniu grzechu, prawa do Komunii, to tym bardziej żaden Ksiądz, ani Proboszcz moim zdaniem nie ma takiego prawa.
            Oceniać można, a nawet należy – skoro Jezus powiedział: nie idźcie do pogan, nie rzucajcie pereł przed wieprze. Trzeba ocenić, kim jest ten drugi człowiek. Ale nie osądzać i nie wymierzać sprawiedliwości, od tego są sądy i Sąd Boży w szczególności.
            Natomiast w kwestii tolerancji widzę inny problem. Ja nie mam problemu z tolerowaniem „innych” i chcę traktować ich jak wszystkie Boże dzieci. Natomiast mam problem z tym, że ci „inni” nie poprzestają na tym, że „nie stawiam im oporu”. Oni żądają dodatkowo mojej akceptacji, mojego poparcia, fundowania im ich czynów z moich podatków i tu toczy się moja wojna – mówię nie! Nie zaczepiam, ale nie zgadzam się na to, by ktokolwiek mógł powiedzieć, że go popieram, w tym co nie jest zgodne z nauką Jezusa.

          7. Dorota Katarzyna
            Tak to już bywa ,że nieraz dyskusja na inne tory skręca niż powinna.

            „Oni żądają dodatkowo mojej akceptacji, mojego poparcia, fundowania im ich czynów z moich podatków i tu toczy się moja wojna – mówię nie!”

            A czy tolerancja nie polega na akceptacji?
            Czy czyny całego (różnorodnego)społeczeństwa nie są po części fundowane ze wspólnych podatków?
            Czy moje „czyny” trzeba tolerować ,bo według mnie są one ważne,dobre,wartościowe.A „czynów”innych,które kłócą się z moich postrzeganiem świata należy zakazać?

            1. czy tolerancja nie polega na akceptacji?

              Otóż absolutnie na tym nie polega. Chociaż właśnie do tego chce się zmusić.
              Tolerancja to „znoszenie w cierpieniu”: (łac. tolerantia – „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”.

          8. Słownik języka polskiego
            tolerancja
            1. «poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych»

            1. Przedstawiłaś jedynie jak pojęcie ewoluuje. Bo chyba źródła nie wyrzucisz.
              Znajdź proszę definicję z akceptacją.
              Nie znajdziesz.
              Zapewniam cie jednak, że dożyjemy takich czasów, że tolerancja będzie oznaczała akceptowanie.
              Tak jak (nie dla wszystkich na szczęście) małżeństwo przestało być już „układem z żoną (kobietą)” a staje się kontraktem dowolnym.

              Pojęcia ewoluują w naturalny sposób i nie robimy rabanu z wewnętrznej sprzeczności: „czarna bielizna”.
              Są jednak pojęcia nad którymi pracują sztaby ludzi, by przez redefinicję pojęć siać zamęt.

          9. Judasz otrzymał chleb PRZED popełnieniem zdrady. Pan Jezus wiedział o jego zamiarze (a może wahaniu?) – tak jak wie o każdym z nas że przed czy po przyjęciu komunii zgrzeszymy bo tak to już z nami jest. Ale na pewno nie mówił ani wprost ani nie dawał do zrozumienia że wszystko jedno, grzeszymy czy nie, jest OK. Mówił „nawracajcie się” i „odtąd juz nie grzesz”.

          10. W kwestii tego, czy tolerancja i akceptacja są tym samym. Zgadzam się z Księdzem, że absolutnie nie. Gdyby tolerancja zawierała w sobie akceptację, niemożliwa byłaby nasza dyskusja. Dyskutujemy, ponieważ mamy różne zdania. Mamy tolerancję dla innego sposobu widzenia, dlatego toczy się dyskusja, a nie pyskówka. Jednak w momencie, gdy zaakceptujemy swoje stanowiska, dyskusja się skończy. Możemy przejść do towarzyskiej rozmowy i sprawić sobie przyjemność wyrażając wzajemną akceptację. Ale nie będzie to już dyskusja, tylko pogawędka.
            W kwestii „ewoluowania” słów. Jestem tym faktem przerażona. To co się dzieje jest gorsze, od Wieży Babel. Bo tam ludzie się nie rozumieli, ale mieli świadomość, że się nie rozumieją!
            Rozmawiając dziś z kimś i widząc, że potakuje głową nie wiem, czy ten człowiek zrozumiał to co ja powiedziałam, czy coś wręcz przeciwnego. Słuchając kogoś, nie wiem czy on mi mówi, to co ja rozumiem, czy coś zupełnie innego.
            Tyle wieków słowotwórstwa, a nagle nie tworzymy nowych słów, aby były jednoznaczne, tylko używamy starych słów, do oznaczania czegoś, co jest zaprzeczeniem pierwotnego desygnatu.
            Mnie to przeraża i oburza. I nie chodzi tylko o inne związki.
            Na przykład politycy obecnie wprowadzili modę, na mówienie „Pan kłamie”, w zamian za „nie zgadzam się z Panem”. Słuchałam niedawno takiej rozmowy i nie była to kłótnia. Jeden polityk powiedział: „moim zdaniem coś jest czarne”, [podkreślam, powiedział moim zdaniem]. A drugi powiedział: „Pan kłamie, bo moim zdaniem jest to białe”. A co najlepsze, potem sobie wesoło gaworzyli.
            Najgorsze jest to, że wiele osób, szczególnie młodych nie zdaje sobie sprawy, jakie spustoszenie w psychice robi takie rozmywanie języka i jak bardzo to nas dotyczy.
            Podam przykład dla Izy. Jako kobieta na pewno kupujesz kosmetyki. Ile razy nabrałaś się na deklarację marketingową w reklamie? I co się stało, jak się chciałaś oburzyć? Okazało się, że wytłumaczono ci, że producent nie skłamał, on tylko „inaczej” to powiedział. I okazuje się, że nie ten co mówi nieprawdę jest winien, ale ten „głupek” – konsument, który nie zrozumiał.
            To dotyczy ofert bankowych, reklam leków, obietnic polityków, itd., itd.
            Jak się Izo zastanowisz, to dojdziesz do wniosku, że tak modna obecnie „swoboda językowa”, którą my tak łatwo przyjmujemy, jest bronią wycelowaną prosto w nasze serce.
            A nie będę już rozpoczynała tematu, jak zrobić rachunek sumienia, z taką sieczką w głowie.
            Niestety, bijąc się w piersi, [rąbnęłam się, aby nie było gołosłownie], muszę przyznać, że wiem coś o tym, mając za sobą 10 lat pracy polegającej m.in. na pilnowaniu, aby deklaracja na produkcie nie była już oszustwem, choć wszyscy wiedzą, że nie jest prawdą.

          11. Do Joanny. Zgadzam się z Tobą. Myślę tylko, że skoro Jezus nie odmówił swego chleba człowiekowi, o którym wiedział, że ma grzech w sobie, my też nie powinniśmy. Judasz w rezultacie oddał pieniądze. Zrozumiał co zrobił. I niezależnie od tego, że powiesił się, może ten kawałek chleba spowodował, że otrzymał swoją szansę na Czyściec, na Niebo? Nie wiem, ale pewności nie mam.
            Tak samo, jak może Komunia udzielona politykowi, który wierzy tylko w to co widzi, a w zarodku nie widzi jeszcze człowieka, spowoduje kiedyś pozytywną zmianę w nim. Też nie wiem. Ale, jak napisałam, skoro Jezus udzielił Komunii mimo, że z pewnością widział Judasza na wylot, to Kościół powinien ten gest powtarzać. Tak myślę.

          12. Dorota Katarzyna

            „W kwestii tego, czy tolerancja i akceptacja są tym samym.”
            Nie do końca może są tym samym.
            Powinnam tolerować to,że ludzie są różnorodni.Muszę akceptować to,czego w tej różnorodności nie jestem w stanie zmienić.

            „Jako kobieta na pewno kupujesz kosmetyki. ”
            Tak się dobrze składa,że na większość jestem uczulona,wiec nie kupuje.

          13. Powtarzam wpis, bo się źle podczepił. Do Izy:
            No to mamy jasność, że nasze poglądy są całkowicie różne. Wręcz przeciwne. Świetny przykład na to, że dzisiaj słowa mają tak pomieszane znaczenia, że trudno bez takiej rozmowy, jak nasza ustalić, czy mówiąc tolerancja, akceptacja, w ogóle się rozumiemy.
            Ja daję sobie więcej wolności, toleruję to, co nie godzi bezpośrednio w dobra najwyższe. Co nie oznacza, że nie staram się podjąć działań, aby wyeliminować również wpływ pośredni. Jednak czynię to w sposób „pokojowy”.
            Natomiast nie nakładam na siebie żadnego obowiązku akceptowania czegokolwiek, co nie jest zgodne z moimi przekonaniami i w szczególności z dobrem najwyższym.
            Taki prosty przykład z porannych zakupów. Toleruję chamstwo sprzedawczyni, choć daję jej do zrozumienia, że go nie akceptuję i nie zamierzam zaakceptować. Toleruję – oznacza, dokonuję zakupu od tej Pani, nie odpowiadam agresją na chamstwo. Nie akceptuję – oznacza, porozmawiam po południu z jej szefową, aby wpłynęła na swoją pracownicę. Jeżeli to nic nie da, będę nadal kupować w tym sklepie i tolerować zachowanie tej Pani, ale za każdym razem będę wyrażać BRAK akceptacji, dla tego, czego nie udało mi się zmienić.

  8. Co robić?
    Adorować Chrystusa Pana w Najświętszym Sakramencie. Uwielbiać Go z Jego pokorę i gotowość pójścia na śmierć do wrogiego ludzkiego serca.
    Prosić o łaskę przemiany dla obojętnego serca.
    Ofiarować Panu w tej intencji post, modlitwę i jałmużnę.
    Kochać Boga że wszystkich sił. Starać się wynagradzać za brak miłości.
    Skupić się tylko na sponiewieranym i umęczonym Panu i prosić, aby On działał.

    1. Wszystko w tej jednej sekundzie?
      Oczywiście, że masz rację i jak umiem staram się to czynić.
      Rzecz jest jednak konkretna – omijać ludzi, którzy (według nas) w grzechu ciężkim przychodzą do Komunii?

      1. Nie omijać.
        Ja konkretnie zatrzymałabym się na 5 sekund – zanim podałabym takiemu człowiekowi Pana Jezusa.
        W tym czasie – sekund 5 – modliłabym się „Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunkowi memu! ” może nawet 2x – będzie 10sekund.
        Ale nie robić tego po to, aby dokuczyć osobie, która jest przede mną, ale aby wyznać Bogu swą totalną bezradność w zaistniałej sytuacji.

        1. Omijać to chyba nie, przecież nie wiadomo czy przypadkiem taka osoba właśnie się nie nawróciła 15 minut wcześniej. Ale jak najbardziej rozmawiać z parafianami o oraniu w niedzielę itp. Ogólnie i osobiście też. Rozmawiamy przecież z przyjaciółmi czy z dorosłymi dziećmi jeżeli schodzą na złą drogę, piją, zdradzają żonę – albo jak nie rozmawiamy, bo nas nie stać na ten dyskomfort, to mamy jakiś współudział na sumieniu. Nie chodzi o opieprzanie i potępianie tylko nazwanie rzeczy po imieniu. Niestety osoby te nie są wdzięczne za taką ocenę i ingerencję w ich spokój, bardzo trudno też ją przeprowadzić, i chyba nie każdy ksiądz nadawałby się do tej roli. Ale myślę sobie że gdyby mój własny proboszcz, który jest człowiekiem dobrym i życzliwym, powiedział „pani Joasiu, idzie pani w złą stronę, niech pani przestanie” nie byłoby może miło ale odczułabym że się o mnie zatroszczył.

  9. Ksiądz powinien do takiego człowieka podejść, ująć go za rękę i podnieść tak jak czynił to Jezus.

    1. Niektórych podnosił za rękę a innych nazywał „grobami pobielanymi” – to też Ewangelia.

  10. Ostrożnie, nie sadźcie, a nie będziecie sądzeni. Nigdy nie wiadomo, kiedy człowiek się nawróci, to Pan decyduje. Nie mniej jednak zło należy nazywać złem, potępiajmy złe czyny, człowieka . . .niekoniecznie? Dobrze, że nie jestem proboszczem:-))

  11. ” każdy człowiek osobiście odpowiada (odpowie) przed Panem Bogiem za swoje postępowanie.”
    z tym się zgadzam

  12. Ksiądz powinien pełnić swoją posługę. W końcu to nie księdza grzech, że ktoś był ślepy choć miał oczy. A groszek to trzeba podlewać. Pozdrawiam

  13. Pan Terlikowski (zacny człowiek) miewał trochę lepsze artykuły niż „Posłowie PO od dziś poza Kościołem”. Rzuca nośny temat i go uzasadnia. Wchodzi w rolę katona. Tyle tylko, że piętnuje posłów PO i przy okazji chce postawić księży w roli sędziów i wykonawców wyroku zawartego w tytule artykułu – tak mu wyszło. Zapomniał (?), że każdy człowiek osobiście odpowiada (odpowie) przed Panem Bogiem za swoje postępowanie. „Biedny Ksiądz Proboszcz” na szczęście nie jest Panem Terlikowskim i nie obowiązują Księdza tezy pana Redaktora, który tym razem troszkę „przedobrzył”.
    Swoją drogą kartki od spowiedzi za nadużywanie słowa pisanego (i nie tyko) to byłoby ciekawe. Już widzę jak np. Pan Poseł Niesiołowski biega z segregatorem pełnym takich kartek.

  14. Miłość jest darem,który należy pielęgnować.
    Co do pana TT chodzi mi o to,że ważniejsze jest dla niego Prawo,Miłości nie chce dostrzec

  15. No dobrze Izo ale miłość jest wymagająca.

  16. Co ma zrobić dziecko z in-vitro,które słyszy,że „ma bruzdę”,jest jakieś „połamane i chore”. Że narodziło się z metody „niegodziwej”. I tak by można wymieniać.Czy to nie stygmatyzacja?

    Dla pana Terlikowskiego
    1Kor 13
    1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1,
    a miłości bym nie miał,
    stałbym się jak miedź brzęcząca
    albo cymbał brzmiący.

Skomentuj Zdzisław Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *