Opublikowano 6 komentarzy

Ćwierćchrześcijaństwo

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

4. Niedziela Wielkanocna; (Dz 2, 42-47); (Ps 118 (117), 2-4. 13-15. 22-24); (1 P 1, 3-9); (J 20,19-31); (J 20,19-31); Winnica 3 maja 2020.

Słowo Boże pokazuje nam drogę, jaką przejść ma chrześcijanin. Jest to droga powszechna, dla wszystkich. W chrześcijaństwie nie ma elit, przynajmniej być nie powinno. Ewangelia jest jedna, dla wszystkich taka sama.

Czytanie z Dziejów Apostolskich to fragment wydarzeń opisujących Pięćdziesiątnicę, czyli Zesłanie Ducha Świętego. Duch Święty zstępuje – szum i ogień, zbiegają się ludzie, otwierają się drzwi wieczernika, apostołowie wychodzą, Piotr głosi kazanie.

Słuchacze, przynajmniej niektórzy, zapewne słyszeli coś o Jezusie, ale to nie byli uczniowie. Byli to pobożni żydzi, którzy przybyli z pielgrzymką do Jerozolimy.

Z tych słuchaczy trzy tysiące przyłączyło się do rodzącego się Kościoła.

Na ich przykładzie chciałbym pokazać tę konieczną dla chrześcijanina drogę do przebycia. Drogę dla ciebie, drogę dla mnie, dla każdego.

Czytamy w Biblii: „Gdy [żydzi] to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: Cóż mamy czynić, bracia? – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego.” (Dz 2,37-38)

Tu mamy wszystko! I idziemy po kolei.

Pierwsza rzecz to przejąć się do głębi serca.

Druga rzecz to nawrócenie.

Trzecia to chrzest.

Czwarta do wzięcie Ducha Świętego.

Każdy z tych punktów to konkretne pytania pod adresem naszego życia.

Pierwsze pytanie, jak bardzo się przejmujemy Bogiem, Jezusem, Ewangelią, Kościołem? Nie stawiamy pytanie „czy”, bo zapewne „jakoś tam” na pewno. Jednak nie chodzi tu o „jakoś tam”, ale o poruszenie „do głębi serca”. Czy to wszystko wypełnia i przenika głębię naszego serca?

Drugie pytanie dotyczy naszego nawrócenia. Nawet jeśli jesteś bardzo porządnym człowiekiem, naprawdę na wysokim poziomie moralności, to potrzebujesz przeżyć swoje nawrócenie i przeżywać je każdego dnia.

Nawrócenie bowiem to zmiana myślenia. Myślisz po ludzku, po ziemsku, po światowemu. Masz zacząć myśleć po Bożemu.

Przykład z drugiego czytania, apostoł Piotr pisze o Jezusie: „On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie.” (1P 2,23)

To jest przykład co to znaczy „po Bożemu”.

Po ludzku, po światowemu, jest tak, że jak nam złorzeczą, to chętnie odpłacamy tym samym. Jak cierpimy ucisk, to chcemy się odegrać. Oko za oko, ząb za ząb. Liczymy na siebie, nie na Boga. A jeśli na Boga, to tylko w ostateczności.

Trzecie pytanie, względnie najprostsze, czy jesteśmy ochrzczeni?

Czwarte dotyczy Ducha Świętego. Otrzymujemy go w chrzcie, w bierzmowaniu, ale tu raczej chodzi o dar Ducha Świętego, który odnosi się do tego co Biblia nazywa chrztem w Duchu Świętym.

Pięćdziesiątnica była chrztem w Duchu Świętym. Są inne miejsca w Dziejach Apostolskich, które opisują to zjawisko. Przede wszystkim zaś jest zapowiedź Zmartwychwstałego Jezusa: „Wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym.” (Dz 1,5b)

Chodzi o takie otrzymanie Ducha Świętego, że widać to, słychać i czuć.

Czy jesteś przejęty Ewangelią do głębi serca?

Czy nawróciłeś się i nawracasz?

Czy jesteś ochrzczony?

Czy Ducha Świętego w Tobie widać słychać i czuć?

Każdy sam, znając siebie najlepiej, może siebie ocenić i dać odpowiedzi na te pytania.

Ja, patrząc na siebie, dochodzę do wniosku, że dużo w nas „ćwierćchrześcijaństwa”.

Daleką drogę mamy przed sobą.

Na razie jesteśmy w przedszkolu, w zasadzie to w żłobku.

Rzeczywistość żłobka nie powinna nas jednak prowadzić do postanowień: „Będę pracować jeszcze więcej”.

Jest przed nami długa droga, ale to nie jest droga wewnętrznej mobilizacji, wzięcia się za siebie, pracy nad sobą, dobrych postanowień i samozaparcia.

To nie my Bogu budujemy dom, ale Bóg buduje dom nam.

Od czego się zaczyna?

Od głosu i relacji. Prosty, bardzo znany, bardzo ewangeliczny obraz pasterza i owcy. Jezus jest pasterzem, ty jesteś owcą.

Tylko czy On jest TWOIM Pasterzem, czy ty jesteś owcą z jego stada?

W ewangelicznym opisie słyszymy:

„Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych.” (J 10,2-5)

Trzeba słuchać głosu, znać te głos, iść za głosem, za pasterzem, za Jezusem. Iść za nim i mieć z nim relację.

Trzeba być z jego stada, ale raczej nie o stado chodzi, bo stado to masa. A On zna swoje owce po imieniu. On ciebie zna po imieniu.

Chrześcijaństwo nie zaczyna się od ćwiczenia w pobożności, ale od usłyszenia Boga i pójścia za nim.

To początek.

A potem trzeba się przejąć do głębi serca, nawracać, ochrzcić i przyjąć Ducha Świętego w Jego darach.


“100 x więcej do kochania” – zbiór krótkich, treściwych komentarzy do Ewangelii

KLIKNIJ [TUTAJ]

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

6 komentarzy do: “Ćwierćchrześcijaństwo

  1. Bóg zna moje imię. Woła mnie… jeśli słucham, usłyszę. Jeśli kocham, pójdę za Nim. Wszystko w wolności, bo nie ma MIŁOŚCI bez wolności. I tu , tak ważna jest uwaga, czuwanie, czy ja jestem przy swoim pasterzu, czy się oddaliłam. Czy pobiegłam za jakimś “barwnym motylem”. A dużo jest takich “barwnych motyli”, które potrafią tak zamącić w głowie, że się człowiek nawet nie spostrzeże jak popada w grzech, smutek, przygnębienie. STOP KLATKA. I tu jest dla mnie informacja, dlatego muszę się zatrzymać. Najlepiej jak codziennie się zastanawiam 🙂 tzn. robię rachunek sumienia.
    Bo pragnę wrócić do Tego, który mnie kocha, i daje ZYCIE. I wracam czym prędzej bo tylko przy Moim Pasterzu czuję, że naprawdę żyję. I kocham bo On kocha, i śmieję się bo On Jest przy mnie, i nie muszę nosić maski bo On kocha mnie taką jaką jestem, bo na Jego miłość nie muszę zasługiwać, jestem bo On tak chciał. Oto ja służebnica Pańska…

  2. Tak jest. Kościół powinien być domem radości! Co się stało , że tak nie jest?

  3. Mając dziesiąt lat ciągle proszę Pana o łaskę prawdziwego nawrócenia by móc stać się takim
    przedszkolakiem takim małym dzieckiem.
    Ufam że Pan zna moje pragnienie i któregoś dnia da mi tą łaskę .

  4. Pierwszym człowiekiem, którego mam szansę mam szansę zmienić – i to tylko z pomocą Pana Boga -jestem ja sam. Gdy poznałem świętego kapłana, całe moje życie się zmieniło. Promieniował taką miłością do Boga i ludzi, że zrodziło się we mnie ogromne pragnienie naślądowania go.
    Tym, który rozpala serca jest Duch Święty. Mamy jednak paradoks – po sakramencie bierzmowania wielu młodych ludzi odchodzi. Dlaczego? To nie Duch Święty jest winien. Może zabrakło decyzji uznania Jezusa Panem i Zbawicielem? Może zabrakło właściwego przygotowania? Może świat bardzo intensywnie odciąga? Może rodzina nie sprzyja trwania w wierze? Może bezradność wobec grzechu?
    Czasem dopiero jakieś rekolekcje ewangelizacyjne pomagają wrócić. Mnie Pan Bóg odnalazł, gdy chodziłem po górach. Najpierw był zachwyt dziełem stworzenia. Potem decyzja o spowiedzi. Potem Msza św w Krościenku. Trafiłem na zakończenie rekolekcji oazowych. Po Komunii św doświadczyłem tak mocno miłości Pana Boga, że zapragnąłem na każdej Mszy przyjmować Komunię św. Potem duszpasterstwo akademickie, Odnowa w Duchu Świętym. Ciągle się nawracam i ciągle się uczę. Wszystko jest łaską!

  5. A ja myślę, że nawet w żłobku, ani w przedszkolu nie jesteśmy. Dziecko ze żłobka reaguje na to co rodzice mu pokazują i chcą rodziców naśladować. Robią to uważając by tak samo odzwierciedlać ich postawy. Przyglądają się bacznie i słuchają. Pokazujemy im obraz na ścianie , krzyż, czynimy znaki. Ono też. Dzieci z przedszkola- mam z nimi do czynienia. Przyjmują z wiarą wszystko co im o Bogu powiemy. Nie filozofują. Potrafią rozmawiać z aniołami wykorzystując czasem tylko kącik w przedszkolu by tam niejako w ukryciu tworzą modlitwy. Są przejęte tym co im się w sprawach wiary przekazuje. “Jeśli się nie staniecie jak dzieci…” Coś w tym jest. I potem coś się dzieje, że nie pogłębia się ta wiara, tylko poprzez dorastanie i ciekawość ziemskiego życia wypieramy tą wczesną miłość i zauroczenie Bogiem. Co dalej? Wymagania, próby, przygotowania do komunii, goście, prezenty, świecidełka -mieć- zastępuje nam być. I cały świat przed nami. Tyle okazji do grzechu. A kiedy powrót do Bóg, jeśli w ogóle? Może jak się zorientujemy, że minęło już ileś lat i więcej nie nawojujemy? I wtedy też może nie z miłości, ale z rozsądku trochę chrześcijańskich praktyk wróci.
    Ile w nas chrześcijaństwa, a ile praktykowania? Księża tez sprawdzają w kartotekach czy praktykujący chrześcijanin. A cóż to znaczy ten praktykujący chrześcijanin? To ten co księdza po kolędzie przyjmuje i daje składki i to jest zaznaczone w kartotece. Ilu takich jest? Czy oni kochają Boga. Czy się Nim zachwycają? Czy na wszelki wypadek ubezpieczają się” na życie, bo gdyby tak…”
    Nie chcę uogólniać, ale i pasterz nie ten i owca nie ta – też tak bywa. Gdzieś po drodze są błędy.
    I jesteśmy niejako zawieszeni w próżni, czy to z różańcem w ręce czy bez. I nie ma w nas radości chrześcijańskiej, ani zawierzenia. Jest smutek na twarzach, jest narzekanie, a teraz jest maska. Maska przed ludźmi i maska przed Bogiem, widzialna i niewidzialna.

  6. To jest piękne , wspaniałe , że Jezus zna moje imię ,ma je wyryte na swoich dłoniach, chwała Panu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *