
4 Niedziela Zwykła, B, Pwt 18, 15-20; Ps 95 (94), 1-2. 6-7c. 7d-9; 1 Kor 7, 32-35; Mk 1, 21-28 ; Winnica 28 stycznia 2018.
Bardzo wiele małżeństw w naszej parafii skojarzonych zostało na zabawach w Gołyminie. Do tego stopnia, że prowadząc w Gołyminie rekolekcje dziękowałem w ich kościele za te zabawy, bo gdyby nie one to mielibyśmy samych starych kawalerów i panny w parafii.
Przyznam się, że nigdy nie byłem na takiej zabawie. Przez co zostałem starym kawalerem. Wyobrażam sobie, że jest to jakaś sala do tańczenia, jest muzyka, jest jakiś bar.
No i są chłopcy i dziewczęta. Czasem przychodzą pobawić się pary, ale są i single. I pewnie jest tak, że ktoś komuś wpada w oko. Nie dojdziemy co komu się podoba, bo są tu naprawdę różne możliwości, ale musiało być na początku coś co przyciągnęło uwagę.
Spojrzenie, uwaga, miła powierzchowność to jednak nie wszystko. Trzeba poprosić do tańca. To taki następny, naturalny krok. Taniec to taka konwencjonalna sytuacja, która pozwala ludziom do siebie się zbliżyć. Normalnie przecież nie możemy wziąć kogoś za rękę, objąć, stanąć tak bardzo blisko. W tańcu możemy.
I może nam być z tym dobrze, tak sobie, lub fatalnie.
Jak jest dobrze, to trzeba pójść dalej. Przedstawić się sobie, porozmawiać, zaprosić na drinka. Będzie się kleić albo będzie porażka. To ważny etap zawierania znajomości. Rozmowa ujawnia nas, pozwala zobaczyć co jest w środku. Znajdziemy w środku coś cennego albo buraczaną sieczkę.
Nikt po zabawie nie proponuje poznanej dziewczynie czy chłopakowi zamieszkania razem. Choć dzisiaj należałoby dodać „raczej”. Przychodzi zatem rozstanie.
I co się wtedy dzieje? Czasem nic, a czasem wracają wspomnienia, myśli, serce żywiej bije. Czujemy tęsknotę. Tęsknota wiedzie nas ku sobie. Dzwonimy i umawiamy się. Może kolejna zabawa, może kino, spacer, kolacja?
Rodzi się miłość.
Zauważmy, że rodzi się z bliskości, ze spotkania, dotknięcia, rozmowy, czasu spędzonego razem.
Przez rok uczyliśmy się „słowa życia”: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.” (1J 4,7-8)
Miłość Boga także rodzi się z bliskości, ze spotkania, dotknięcia, rozmowy, czasu spędzonego razem.
Nie można Boga kochać teoretycznie, nie można się zakochać w katechizmowej regułce. Potrzeba spotkania, potrzeba doświadczenia bliskości.
Doświadczenie to badanie, sprawdzian, próba. To odkrywanie kto jest kim i co jest czym.
Czy zbadałeś, sprawdziłeś i spróbowałeś kim jest Bóg i co ma w sobie?
Ostatnio głośno było o doniesieniach Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego o kolejnej zniżce liczby osób uczęszczających w niedzielę do kościoła.
Statystyka to suche liczby. Idzie jednak o to jak je interpretować, co za tym stoi, co to znaczy?
Dla mnie jest to stosunkowo proste.
Jeśli mąż opuszcza żonę albo żona męża to znaczy, że miłość zgasła albo nigdy jej nie było. To znaczy, że przestali być sobie potrzebni, żywią przekonanie, że osobno będzie lepiej. I odchodzą.
Jeśli człowiek opuszcza Boga, to znaczy to dokładnie to samo. Znaczy to, że miłość zgasła albo jej nigdy nie było. Znaczy to, że Bóg jest niepotrzebny, znaczy to, że zwyciężyło przekonanie, że bez Boga jest lepiej.
Oczywiście zanim dojdzie do rozstania pielęgnuje się przez jakiś czas pozory. Można razem pójść na jakieś wesele, gdzieś się pokazać, pogrillować, choć w środku wszystko już się wypaliło.
Można, bardzo podobnie, chodzić jeszcze jakiś czas do kościoła, ale czuć przy tym w sercu nie żar miłości, tylko nudę.
Co czujesz teraz myśląc o Bogu? Żar miłości, czy nudę?
W Ewangelii widzimy Jezusa nauczającego. Ci, którzy Go słuchali mogli go poznać. Ci, którzy byli wtedy w synagodze mogli doświadczyć mocy Jezusa, który uwolnił opętanego. To było doświadczenie tego, kim On jest. Jezus dla tych ludzi przestał być zasłyszaną historią a stawał się wydarzeniem, którego doświadczyli.
Papież Benedykt XVI pisał: „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie.” (Deus caritas est, 1)
Jaki wniosek z tego płynie?
Szukajmy tego wydarzenia, szukajmy tej Osoby, szukajmy Boga.
To mogą być różne miejsca i czasy. Boga można również znaleźć na zabawie w Gołyminie, choć pewnie częściej znajduje się go na rekolekcjach. Szukajmy go w lekturze Biblii, w adoracji, w modlitwie, w sakramentach.
Ważne jest nastawienie serca, pragnienie, tęsknota.
Gdy ktoś bardzo pragnie znaleźć żonę i męża, to najczęściej znajduje.
Gdy ktoś pragnie spotkać Boga, to najczęściej spotyka.
Tylko czy mamy pragnienie?
Są tacy, którzy umiłowali samotność. Nie dla poświęcenia czy powołania, ale dla wygody. W taki sam sposób można umiłować samotność i nie zawracać sobie głowy Bogiem.
Masz pragnienie Boga, szukasz Go, tęsknisz za Nim?
Masz pragnienie Boga? To Boga znajdziesz i doświadczysz. Wcześniej czy później.
Przestałeś Go szukać? Może jeszcze nie umarłeś, ale na pewno już nie żyjesz. Bo i co to za życie?





Miłość najlepiej wyraża to, czego nie robisz.
Jeśli czegoś nie lubisz, nie rób tego komuś innemu.
Czego najbardziej nie lubisz?
Kiedy ktoś bada twoje wady
Podkreśla każdą czerwonym długopisem.
Naprawdę chcesz wyrazić miłość komuś innemu?
Nie patrz na jego wady.
Znajdź w nim to, co dobre i porozmawiaj o tym.
Dlatego mężczyzna wabi kobietę.
Bo dusza człowieka widzi to, czego mu brakuje.
Istotę, rdzeń bytu.
I widzi, że u kobiety można to znaleźć.
Ona dostarcza życie, pielęgnuje życie, podtrzymuje życie.
Potrzebuję Cię Panie ciągle i czuć ,że Ty jesteś blisko.Pragnę abyś mnie ciągle przytulał.W okresie Bożego Narodzenia wyobrażam sobie,że ja przytulam także Ciebie jako małe dziecko.Tak trwam chwilę po przyjęciu Eucharystii.Polecam ,bo to bardzo miłe uczucie.
Mnie bez Boga byłoby fatalnie! Z perspektywy lat, coraz bardziej widzę, jak Bóg mnie prowadzi, ochrania, jak się mną interesuje, opiekuje i kocha. W najtrudniejszych momentach życia, Bóg zawsze był i cały czas jest ze mną. Troszczy się nie tylko o kwiaty, ptaki i inne, ale także o mnie. Czyni to także przez ludzi dobrej woli. Jak nie kochać Boga, który JEST i jest tak wyrozumiały, cierpliwy, miłosierny, przebaczający, ofiarny aż po krzyż, łaskawy, Bóg, który zawsze czeka na grzesznika z otwartymi ramionami i cieszy sie z jego powrotu. Bóg, który nie zostawia nas samymi, poucza, jak kochający ojciec czy kochajaca matka – wskazuje, ostrzega, umacnia Swym Słowem i Swym Ciałem w Komunii, który pragnie naszego powrotu z drogi dalekiej od Niego. Ciągle tęsknię za Bogiem i pragnę Jego. Takie refleksje nasunęły mi się w związku z interesującym kazaniem Księdza. Każde kazanie powinno pobudzać do myślenia i szukania drogi, miejsca spotkania z Bogiem, a to i inne kazania Księdza właśnie zachęcają do tego.
Bóg zapłać!
P. S. Jak się pojawią błędy, to sorry.
Ważne kazanie potrzeba nauczyć się życia w obecności Boga,który jest miłością i ma plan dla naszego życia.Trzeba otworzyć się na Ducha Świętego,by doświadczać bliskości Boga.Tak mało mówi się o Duchu Świętym,który daje moc by pokonać wszelkie trudności.
Choć jestem sama zawsze czuję się szczęśliwa i kochana przez Boga,pomimo różnych cierpień i trudności.
Dziękuję za dobre kazania, lubię je czytać a chylę czoło za odpowiedzi do komentarzy. To piękny szacunek do czytających. Bóg zapłać
Nie zawsze odpowiadam, ale zawsze staram się czytać.
Tak to prawda. I my kaplani potrzebujemy na nowo odkryc ze jest ktos kto nas mocno ukochal i nauczyl kochać i gdzies kiedys sprowokowal to pierwsze bliskie spotkanie /a potem następne: )/ i On sam Jest , za tym co mówia przykazania, dogmaty …. Dziekuje wspolbracie w kapłaństwie za słowo!
Za Tobą mój Boże
teskni dusza moja.
Moja Winnica do (Nasza Winnica)
Miłość do… czy z Nią…, czyli „Doświadczanie bliskości”.
Napisałam do was pierwszego emaila, (2 stycznia „ O dojeniu cudzych krów”) gdzie stwierdziłam, że kościół w Winnicy jest „ doświadczeniem swego istnienia, jako tajemnicy przedmiotu tego miejsca, modlitwą miejsca”. Dostałam odpowiedz, że to, co piszę jest niezrozumiałe. Wcale nie byłam zawiedziona takim odbiorem, raczej smutna, że tego inni nie widzą. Nauczyłam się, że nie musisz mówić tym samym jeżykiem, aby uczyć się kochać, dzielić się i pokazywać, że naprawdę cię to obchodzi. Nauczyłam się, że szczęście nie zależy od tego, ile masz, co masz, ale jak bardzo doceniasz to, co masz. Dowiedziałam się, że możesz znaleźć podobieństwa i wyrosnąć na przyjaciół z ludźmi, z którymi myślałaś, że nie masz nic wspólnego.
Idąc na msze, na sumę czy różaniec, idę tymi samymi ścieżkami, przez które przechodzili moi przodkowie. Zawsze próbuję sobie wyobrazić ich życie kilka dekad temu. W wyobraźni próbowałam sobie wyobrazić, jak wyglądało codzienne życie, jak wyglądały ulice: odgłos śmiechu dzieci, nawoływanie do siebie sąsiadów, odgłosy melodii dnia świątecznego., Cisza i szacunek ich kroków na ulicy. Szlachetnych mężczyznach i równie szlachetnych i żon, które poświęcały więcej niż ktokolwiek z nas. Wojna, komunizm, braki, zwątpienia. Teraz oni to nagrobne płyty na naszym cmentarzu. A ulica, która oddziela kościół- nas tych żyjących od zmarłych, to krok w wyczuwalnym ruchu w górę po Jakubowej drabinie. Ten czas gdzie napis na grobie jest trwalszy od chwili, gdy tu przebywamy. Stałam i czułam czy potrafię zgłębić ich myśli, czy jedynie płakać tak wieloma emocjami. Oni te „cegły” w naszym kościele.
Widzę też siebie jak ja: wykrochmalona biała bluzeczka, wyprasowana granatowa spodniczka trzymająca się ręki ukochanego tatusia, dumna kroczę z mamą do kościoła. Ich miłość wzrastającą jak ja i moje rodzeństwo. Ich oczekiwania. Dzisiaj zaśpiewam na sumie Avę Maryja z chórem koleżanek. Zaśpiewam solo. Jaka ja byłam dumna… Z chóru śpiewałam a mój śpiew przebijał sklepienie, dach kościoła i unosił się wysoko, wysoko do samego Tronu Boga w podzięce. Często widzę w charakterze i oczach moich dzieci moją babcię dziadka. Widzę jak wywalam język na mszy starszej pani. Babcia – Ależ Uluniu tak nie można! A ja uważałam, że zbyt natarczywi mi sią przygląda ta pani. Widzę chrzest moich dzieci, ślub mojej siostry. Ramię mojego męża, na którym tak lubię się wspierać. Iść ulicą mego życia. Tak wędruję z nim w rytm miękkiej kołysanki, którą śpiewają fale chmur na niebie, nie mając pojęcia, dokąd lecą. To są chmury nad Moją Winnicą. Myślę sobie; nawet, gdy ta twoja Winnica jest na krańcu świata i nikt o niej nie wie, jeśli jesteś zagubiona, jesteś tu teraz i to wystarczy.
Nikt nie jest na tyle wszechpotężny, na tyle wszechmądry i na tyle bogaty by nie potrzebował czasem czyjeś pomocy. Wzajemnego wsparcia. Miłości z Golądkowa z zabaw Gołymina, miłości z łąk i lasów tutejszych.
Pięknie to Pani napisała 🙂
Dziękuję Pani Zosiu.
Czytam komentarze i same pochwały. Mnie jednak zabolało- stary kawaler, panna…gdyby nie zabawy to by ich dużo było…kategoryzowanie. Dlaczego niektórym ludziom Kościoła (księżom jakoś to się trafia) tak bardzo trudno pojąć, że ktoś moze wybrać życie w pojedynkę nie tylko dla wygody (, a już co do osób które decydują się na małżeństwo taki nie uważają- …smutne to…). Wyjście od ludzkiego doświadczania w kazaniu – relacji jest Oki – ale dlaczego zaraz ruszać te osoby żyjące w pojedynkę? Tak wiele osób żyjących w pojedynkę było w Kościele i jest zaangażowanych (i nie sa te osoby w instytutach, czy zakonach). Dobrze, że sa też księża tacy jak np. ks. Roman Rogowski.
Czy naprawdę w gołymińskim wątku nie widać przymrużenia oka?
Pragnę też zauważyć, że odróżniam różne motywy samotności „Są tacy, którzy umiłowali samotność. Nie dla poświęcenia czy powołania, ale dla wygody.”
Pani Bożeno
Jak skomentować to? Rdz 5,1-2: „Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę, (mężem i żoną ich stworzył) pobłogosławił ich i dał im nazwę «ludzie», wtedy gdy ich stworzył”.
W tym wywodzie zapominamy o jednym. Nie definiujemy „miłości”; przecież każdy potrafi określić co to jest miłość ale czy będzie to zbieżne ?
Bóg w związku z człowiekiem kocha bezwarunkowo ! Człowiek, jeżeli przyjmie tą miłość stanie się Dzieckiem Bożym, a więc Jego natury, będzie kochał tak jak ON. Wtedy każdy związek z innym człowiekiem oparty jest o tą miłość. Także związek małżeński; nie będzie rozczarowań !
Poszukajmy prawdy, co Bóg zrobił dla człowieka z miłości a wtedy odwzajemnienie i trwanie w tej miłości będzie łatwe !!! Na dobry początek mała podpowiedź: J 3,16.
Super, poraz kolejny excitujace kazanie. Bo i ja bylem zakochany w dziewczyne a teraz w naszym dobrym Bogu. Dzieky.
Bardzo trafne porównanie. Każdy moze przeanalizować swoje położenie, jaki jest jego stosunek do Boga. Dziękuję. Kazania księdza są bardzo pouczające i dobrze, że dzieli się ksiądz z większą grupą ludzi , nie tylko ze swoimi parafianami. Życzę zapału i nowych pomysłów ewangalizacyjnych.
Ku Tobie Panie wznoszę tęskną moją duszę,
mój Boże Tobie Ufam –
Ciebie szukam.
Wspaniale kazanie, Bog zaplac.
Cos wspanialego czytac takie kazanie, Bog zaplac.
jak zawsze czytam jednym tchem,to prawda Boga trzeba szukać ,chcieć go spotykać,większość ludzi uważa że to co nauczyli się tam kiedyś na religii to juz im wystarczy bo wiedzą o Bogu dużo
Dziękuję za piękne kazanie.