
Kiedyś w Winnicy kazanie wygłaszał zaproszony ksiądz. Był akurat chrzest dzieci i dokładnie po Ewangelii zaczął się „koncert”. Ksiądz próbował mówić, ale nie mógł. Skapitulował… Powiedział: „Przepraszam, ale nie mogę”. I zaczął „Wierzę w jednego Boga…” Nie było w tym złości ani pretensji, raczej bezradność.
Kościół się nie zawalił, ani księdza nie ukamienowano ani rodziców płaczącego dziecka. Czy jednak można było inaczej? Może można było, warto pomyśleć.
Gdy pisze się o zachowaniu dzieci w kościele i reakcjach rodziców, ludzi i księży, zapomina się o potrzebie rozróżniania.
W zasadzie każda sytuacja jest inna, ale można je pogrupować w sytuacje, które będą diametralnie różne. Czym innym jest płacz nowodka, bo głodne, czym innym sekwencyjny i długotrwały naskok obunóż na kratę ogrzewania przez czteroletniego, niewychowanego sierotę. Sierotę, bo nikt w kościele się do niego nie przyznaje.
Czym innym bezradność księdza a czym innym jego chamstwo.
(A przy okazji sprawy karmienia piersią w miejscach publicznych – tu też warto wprowadzać rozróżnienie. Czym innym jest ewidentny ekshibicjonizm jakiejś matki a czymś zupełnie innym dyskretne podanie piersi, tak, że przeciętny facet nawet się nie zorientuje.)
Może w komentarzach rzecz sie rozwinie, ale na razie nakreślmy kilka myśli.
Czy ksiądz jako gospodarz miejsca ma prawo oczekiwać określonego zachowania ludzi? Zapewne tak – zarówno od tych, którzy są w pełni odpowiedzialni za siebie, jak i tych, którzy odpowiedzialni nie są (dzieci), ale pozostają pod opieką tych odpowiedzialnych.
Czy człowiekowi, z tego powodu, że jest dzieckiem, przysługuje prawo robienia wszystkiego na co ma ochotę, wszędzie gdzie mu się zachce? Przypuszczam, że nie. Przenieśmy się na chwilę z kościoła do kina, gdzie przed ekranem (Epoka lodowcowa 5: Mocne uderzenie) biegać będzie nasz czterolatek sierota. Czy będzie to tolerowane w imię ekspresji dziecka i poszanowania jego potrzeb? Przypuszczam, że wątpię. Podobnie rzecz ma się w kościele. I w każdym miejscu.
Służby kina jak i ksiądz w kościele mają prawo oczekiwać określonego zachowania. Z tym, że łatwiej i bezboleśniej jest wyrazić to wcześniej – przed kryzysową sytuacją.
Można te oczekiwania wyrazić w przypominanych ogłoszeniach, gazetce parafialnej czy ulotce, do której można się odwołać.
Spróbujmy teraz taką ulotkę napisać:
Drodzy rodzice!
Wasze dzieci są wielkim skarbem. Nie tylko waszym – także Pana Boga i Kościoła.
Wiedzcie, że zawsze jesteście mile widziani w świątyni. Widok dziecka zawsze będzie dowodem, że Kościół żyje i rozwija się.
Chylimy głowy i zdejmujemy nisko czapki przed waszym trudem rodzicielstwa, troski o dziecko i wychowania. To wielkie i odpowiedzalne zadanie. Jeśli w czymkolwiek możemy pomóc – zgłaszamy naszą gotowość.
Nie bójcie się zachowań waszego dziecka w kościele. Normalną rzeczą jest to, że zapłacze, głośno o coś zapyta, ruszy w ekspedycję poznawczą. To naturalne i wiedzcie, że zawsze będziemy stać po waszej stronie.
Prosimy jednak bardzo, by obecność dziecka w kościele wykorzystać do jego wychowania. Wy jesteście dla dziecka największym autorytetem i od was najwięcej zależy.
Waszym najważniejszym zadaniem jest pomóc dziecku, by zauważyło, że świątynia jest INNYM miejscem niż każde inne. Dziecko nauczy się tego patrząc na wasze zachowanie, ale także przez waszą reakcję na ich zachowanie.
Jasną rzeczą jest to, że specjalne miejsca wymagają specjalnego zachowania. Pamiętajcie też, że w świątyni są także inni, którzy chcą czerpać z tego miejsca. Pomóżmy im w tym.
Od chwili gdy dziecko was rozumie i na ile rozumie – rozmawiajcie z nim o Bogu i kościele. Wy jesteście pierwszymi katechetami. Nie bójcie się tego. Tak jak potraficie mówcie, że jest Bóg (nie używajcie, prosimy, nigdy słowa „bozia”), mówcie, że Bóg stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie, mówcie o tym, że kościół to dom Boga.
Oprowadźcie dziecko po kościele – i zachowujcie się tak jak goście kogoś ważnego. Przyjdźcie wcześniej na Mszę Świętą i pokażcie dzieciom wszystkie miejsca. Możecie spokojnie wejść do prezbiterium, podejść do tabernakulum. Możecie pokazać dziecku obrazy, rzeźby.
Sami się pomódlcie przez chwilę i wytłumaczcie dziecku co robicie i dlaczego: „Modliłem się do Boga. Bóg słyszy nawet nasze myśli i możemy z Nim rozmawiać”.
Jeśli w czasie Mszy Świętej wasze niemowlę będzie chciało jeść – nie krępujcie się go nakarmić, czy to dyskretnie podając pierś, czy to w inny sposób. Jeśli chcecie to zrobić w kościele – zróbcie to. Jesli chcecie skorzystać z zakrystii – czujcie się zaproszeni. Zwróćcie jednak uwagę, by większe dzieci, bardziej samodzielne i lepiej rozumiejące nie jadły i nie piły w kościele. Uwierzcie, że nie padną z głodu a ta zasada (nie jemy i nie pijemy w kościele) pozwoli im szybciej pojąć, że jest to inne miejsce niż wszystko inne.
Uczmy dzieci zachowania w kościele. Nie biegamy i nie rozmawiamy głośno. Nasze zachowanie wpływa na innych ludzi. Może im przeszkadzać i trzeba to uszanować. Nie jesteśmy sami na tym świecie.
Nie przejmujcie się jakąś „wpadką” dziecka. Normalną sprawą jest to, że dziecko zapłacze, zapyta o coś głośno, nagle gdzieś pobiegnie. To znaczy, że żyje. Reagujmy jednak, gdy sytuacja się przeciąga i staje się trudna dla innych uczestników liturgii. Jeśli pomoże wyjście do zakrystii – zapraszamy was tam.
Czasem, w sytuacji dziecięcego buntu wychowawczego, nie ma sensu toczyć w kościele boju z dzieckiem w sprawie jego zachowania. Warto wtedy rozważyć, czy nie lepiej wyjść z kościoła. Komunikując zaraz dziecku całą sytuację: „Nie umiesz się zachować w kościele i dlatego wyszliśmy. Jest mi smutno z tego powodu, bo bardzo chciałem być na całej Mszy Świętej – to dla mnie ważne. Nie mogę jednak pozwolić na takie zachowanie.”
W takim przypadku rodzice nie zaciągają winy z powodu nieobecności na Mszy Świętej. Chcieli przecież, podjęli próbę, ale obiektywne czynniki im to uniemożliwiły.
Formalnie rzecz biorąc małe dziecko nie ma obowiązku uczestniczenia we Mszy Świętej. Nie oznacza to, że jego zetknięcie z kościołem ma się dokonać w okolicach Pierwszej Komunii Świętej. Trzeba podejmować próby wprowadzania dziecka w życie kościoła, ale nie należy tego robić na siłę. Zawsze bądźmy mądrzy i roztropni.
Drodzy rodzice!
Szczególnie zachęcamy was do udziału we Mszy Świętej dla dzieci. Jej oprawa tworzona jest z myślą o naturze i wrażliwości dziecka. Jest krócej, dynamiczniej, są wspólne aktywności ruchowe, kazanie skierowane jest głównie do dzieci, ogłoszenia ograniczone do minimum.
Msza dla dzieci to także szerszy margines zachowań dzieci, który powinien być zaakceptowany. Nie oznacza to pozwolenia na wszystko. Proszę zachęcać dziecko, by podchodziło do dzieci prze ołtarzem. Gdy jednak widzimy, że dziecko mocno psoci, to reagujmy biorąc je do siebie. Dawkujmy wtedy samodzielność dziecka. Jak zawsze – mądrze i roztropnie.
Dzieci to nasz wspólny skarb.
Bądźmy wspólnie odpowiedzialni za ich wychowanie i wprowadzenie w wiarę.
Duszpasterze
Po sytuacji z przerwanym kazaniem na chrzcie świętym staram teraz robić rzecz następującą. Przed Mszą Świętą podchodzę do rodziców i dzieci i „witam” się z dziećmi. Jak nie są całe zabecikowane jak mumia (a często nie są, bo niestety chrzci się zbyt „stare” dzieci) to podaję dzieciom palec, który one automatycznie zaciskają w swojej dłoni. W ten sposób przywitanie jest bardziej osobiste. Jest to też okazja, by ciepło „zagadać” do rodziców. I jest to okazja, by powiedzieć: „Jak zacznie mocno płakać, to nie bójcie się pójść do zakrystii. Może trzeba będzie przewinąć czy nakarmić. Sami będziecie najlepiej wiedzieć.”
Chciałbym też, by udało się zrobić oddzielne pomieszczenie w kościele (w Winnicy mamy coś takiego w wieży), które mogłoby służyć jako miejsce ewakuacji. Z podsłuchem (a najlepiej takze podglądem) tego co dzieje się w kościele. Z toaletą i miejscem na przewinięcie dziecka.
Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku byłem w sali królestwa Świadków Jehowy w Płocku. Już wtedy były tam takie udogodnienia dla matek. Czasem trzeba nam się uczyć i od Świadków Jehowy.
I jeszcze w kwestii Mszy Świętej dla dzieci – ogromne znaczenie ma jak jest ona prowadzona. To jednak temat na osobny tekst.





Hałasy w kościele wkurzają mnie i przeszkadzają. Odbieram je jako inwazję przed którą nie mogę się bronić, bo przecież nie zatkam sobie uszu. Dotyczy to zarówno hałasów dzieci jak i gadania dorosłych, oraz uporczywego kaszlu (do tego jeszcze te zarazki!) i fałszywych śpiewów.
Jeśli dziecko bardzo płacze albo z nudów szaleje to są problemy którymi trzeba się zająć, tak samo w kościele jak w każdym innym miejscu. Mam na myśli zajęcie się potrzebami dziecka, a nie spacyfikowanie go żeby nie zakłócało świętego skupienia. Szkoda że w kościołach przeważnie nie ma „miejsca ewakuacji” i pozostaje wyjście na dwór. Natomiast mnie zupełnie nie przeszkadzają normalne oznaki życia, np. ruchy dzieci w kościele. Pan Bóg tak już je stworzył, więc nie ma w tym nic złego, że kilkulatki chodzą albo cicho się czymś bawią. Można nie patrzeć w tym kierunku, jeśli ktoś się rozprasza. Nie powinny jednak fikać przed ołtarzem, nie jest przecież konieczne żeby akurat w tamtym miejscu przebywały. Podejrzewam, że odczuwana uciążliwość dziecięcych zachowań może być wprost proporcjonalna do krytycznego nastawienia odbiorcy.
Myślę że bycie dzieci od maleńkiego w kościele jest bardzo ważne i potrzebne. Na początek po prostu bycie, jeszcze zanim się dowiedzą i zrozumieją, co się tam odbywa. Jest to potrzebne dzieciom, ich rodzinom i całej wspólnocie: nie powinno być tak, że znajomość terminologii, liturgii i tajemnicy Eucharystii jest przepustką do kościoła dla kogokolwiek. Jeśli wykluczać nierozumne dzieci to dlaczego nie zdziecinniałych staruszków? Też niekoniecznie rozumieją, przysypiają, a jeszcze brzydko pachną.
Jest taka opowiastka chyba o o. Joachimie Badenim: ktoś go zapytał , dlaczegóż to na mszy u dominikanów dzieci biegają po całym kościele – „Bo one wiedzą że Bóg jest wszędzie!”
Są rodzice, którzy dzieci pilnują i rodzice, którzy nie zwracaja uwagi na to jak sie dzieci zachowują. U mnie w kosciele jest msza sw dla dzieci o 10.00. Wtedy jest kazanie dla dzieci i nie ma problemu na innych mszach. Poza tym jak zył poprzedni proboszcz to mówił, ze dzieci nie moga wchodzić na ołtarz bo to nie jest miejsce do spacerów i ze rodzice maja dzieci słuchac. I było Ok. Poza tym te długie pisaniny niczego nie wniosą bo nikt tego nie bedzie czytał. Trzeba mówić w kosciele o co chodzi. Ostatniej niedzieli ksiadz przepytywał dzieci co zapamietały z ewangelii a one nic. To zacżł od nowa Pan z wami i przeczytal jeszcze raz Ewangelię z tej niedzieli. Teraz już wiedziały co było czytane. I też nikomu nic sie nie stało.
A ks. Olszewski – egzorcysta – gdy dzieci szalały na mszy podszedł do nich po cichu diabła wygonil i był spokój. Cos w tym jest – diabeł rożne ma sposoby na to by przeszkadzać.
Treść ulotki fantastyczna. Szkoda że takiej nie spotkałam w parafiach do których należałam w ostatnich 20 latach mojego macierzyństwa. Niestety spotykałam się z różnymi reakcjami naszego byłego proboszcza na chodzące (nie hałasujące) po kościele dzieci. Potrafił na przykład przerwać Mszę św. i poprosić mamę (swoją drogą dlaczego nie tatę) o „..zabranie sprzed ołtarza tego zbyt aktywnego delikwenta”. Jestem mamą 3 dzieci (dwoje już dorosłych). Każde z nich zachowywało się zupełnie inaczej w kościele w swoich pierwszych latach życia, a wychowywane w ten sam sposób. Charakter i temperament ma ogromne znaczenie w sposobie zachowywania malutkich dzieci. To rodzic najlepiej zna swoje dziecko i wie na co je „stać”:) W moim przypadku z jedną z córek mogłam spokojnie uczestniczyć we Mszy św. dopiero jak skończyła 3 lata. Próby podejmowane wcześniej (odliczam okres kiedy jako niemowlę szczęśliwie przesypiała całą Mszę św.) kończyły się fiaskiem. Jak to potocznie mówią nosiło ją niemiłosiernie. Inna córka była niesamowicie ciekawa tego co się dzieje przy ołtarzu wiec wystarczyło być zawsze w pierwszych rzędach aby jej ciekawość była zaspokojona. Rozbawiała za to wszystkich wokół gdy zabawnie kręciła małym „kuperkiem” przy śpiewie na „baranku Boży….”. Za to syn był uosobieniem spokoju. I znajdź tu receptę na wszystkie dzieci. Nie ma jednej recepty, tak samo jak nie ma takich samych dzieci. To my rodzice musimy wnikliwie obserwować nasze pociechy i oddziaływać w sposób, który będzie skutkował na nasze konkretne dziecko. Życzę wszystkim rodzicom „aktywnych dzieci” owocnie przeżytych Mszy św. 🙂
Kocham i wymagam od siebie proporcjonalnie od dzieci=constans.
Miejsce święte jest święte,a jak zachowują się dorośli???????????????????Gdyby wiedzieli w czym uczestniczą !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! bo nie wiedzą
Pierwsza sprawa to msza dla dzieci, podczas której dzieciom można zapewnić właściwy przekaz wiary stosowny dla ich wieku – myślę, że podczas takich mszy wiele informacji można kierować pod adresem dzieci, o czym często się zapomina. U nas są też rozmowy księdza z dziećmi zamiast kazania.
Dzieci powinny brać udział w takiej mszy po przez proste posługi – szczególnie te, które potrafią już czytać mogą czytać dwa pierwsze czytania, mogą również czytać modlitwę wiernych. Warto też stopniowo w krótki sposób omawiać co będzie się działo podczas części Eucharystycznej, aby skupić uwagę dzieci na ołtarzu uwzględniając im że podczas każdej części potrzebna jest cisza. Dla tych bardziej swawolnych potrzebna jest obecność rodziców – tutaj sami rodzice powinni poczuwać sie do odpowiedzialności za swoje pociechy a jak bardzo rozrabiają – cóż, trzeba wtedy z nimi wyjść na zewnątrz i wyjaśnić im jak mają się zachowywać. Ja wychodziłem kilka razy już i po takim wyjściu dziecko trochę się uspokajało i było blisko nas. Trzeba tylko chcieć i reagować. Bezczynność rodziców świadczy niestety o ich braku szacunku do takiego świętego miejsca jak i do własnego dziecka, bo uczą go złego zachowania w Kościele (trzeba stawać w prawdzie o sobie, o swoich poważnych błędach).
Druga sprawa to pomoc osób konsekrowanych a więc mam tutaj na myśli siostry zakonne – jeśli takowe blisko parafii są, względnie można też wziąć do pomocy osoby ze wspólnot parafialnych, aby były bliżej dzieci i pilnowały tych najbardziej szalejących. Myślę, że dwie siostry poradziłyby sobie z gromadką dzieci, ale tez rodzice muszą być otwarci na ich działanie a nie reagować w sposób, jakby siostry miały dzieciom krzywdę zrobić a jeśli nie chcą aby siostry pilnowały ich dzieci to niech sami się zajmują swoimi pociechami.
Trzecia sprawa to przygotowanie dzieci przez rodziców i ich kontrola nad zachowaniem: to rodzice już w domu powinni przygotować dziecko do mszy świętej mówiąc jak mają się zachowywać.
Dzieciom trzeba wszystko wyjaśnić, zainteresować wydarzeniami, które mają miejsce podczas mszy świętej i to jest w dużej mierze rola rodziców. Lekceważenie tego skutkuje często złym zachowaniem dzieci, które nie rozumiejąc jak mają się zachowywać i tego co się dzieje nudzą się i przeszkadzają innym.
Trudno jest utrzymywać pociechy w stanie posłuszeństwa, gdy nie poświęcamy dzieciom czasu na rozmowy o mszy świętej, dlatego potem gdy księża zwracają uwagę dzieciom rodzice czują się albo urażeni na księdza albo jest im wstyd za zachowanie dziecka, szczególnie wtedy, gdy dziecko coś przewróci, zniszczy.
RODZIC PRZY DZIECKU TO SZANSA NA WŁAŚCIWE ZACHOWANIE.
I trzeba przed rozpoczęciem mszy przypominać rodzicom o zatroszczeniu się o swoje dzieci podczas mszy. Można również uwzględnić rodzicom, że gdy rodzice nie będą reagować na zachowanie dziecka to dziecko zostanie wyprowadzone przez lektora lub innego księdza na zewnątrz a to nie będzie dl rodziców przyjemne. Myślę, że po takiej uwadze kapłana przed mszą rodzice zdadzą sobie sprawę z powagi miejsca w jakim się znajdują i nie dopuszczą aby dziecko przeszkadzało.
I tak na koniec: myślę, że za mało jest w Kościele różnych katechez dla rodziców na różne tematy, w tym także na temat przekazywania wiary dzieciom, właściwego zachowania dzieci w Kościele.
Warto takie katechezy dla dorosłych przeprowadzać, organizować. Ludzie o wielu sprawach zapominają, czują się tak jakby byli w swoim domu gdzie wszystko wolno lub żyją tak jakby Boga nie było, jakby grzech był czymś z czym można sobie spokojnie żyć. Wiele tematów można przekazać wiernym, aby ich uświadomić w wielu sprawach. To lepsze niż aby siedzieli przed telewizorem oglądając durne seriale.
Może warto takie katechezy wprowadzić do parafii.
O maluchach
„Tylko maluchom nie nudziło się w czasie kazania, stale mieli coś do roboty. Oswajali sterczące z ławek zdechłe parasole z zawistnymi łapkami, klękali nad upuszczonym przez babcię futerałem jak szczypawką, pokazywali różowy język. Grzeszników drapali po wąsach sznurowadłem, dziwili się, że ksiądz nosi spodnie, że ktoś zdjął koronkową rękawiczkę i ubrał tłusta ręką w wodę święcona. Liczyli pobożne nogi pań, urządzali konkurs: kto podniesie szpilkę za łepek, niuchali co w mszale piszczy. Pieniądze na tacę odkładali na lody, tupali na zegar, z którego rozchodzą się osy minut, wspinali się jak czyżyk na sosnach, aby zobaczyć co się dzieje w górze, pomiędzy rękawem, a kołnierzem. Wymawiali jak fonetyk otwarte, zdziwione „O”, kiedy ksiądz zaciął się na ambonie.
Ale Jezus brał je z powagą na kolana…;)”
ks. Jan Twardowski
…z innej beczki….spójrzmy na zabawki dla dzieci…pokemony , na lalki …czasem patrzę na lalki w marketach-przyjrzyjcie im się dobrze:(to są monstra, nie wszystkie , ale przeważnie.Jestem babcią , byłam na Mszy z wnukami, które żyją w Anglii…zachowywali się strasznie.Rodzice nie rozróżniają dobra od zła teraz.Siedzą godzinami na fb….i nie tylko .Dzieci są takie jak rodzice je kształtują…chociaż nie do końca….coś nie trybi
Księże -nie wszystko jest w Twojej mocy, nie na wszystko mamy wpływ.
Oczywiście, że nie wszystko jest w mojej mocy.
To, do czego chce przekonać jest stosunkowo proste – jeśli chcesz, by ludzie zachowywali się w określony sposób to trzeba im powiedzieć, by zachowywali się w określony sposób.
Nie rozwiąże to wszystkich spraw, ale zdecydowanie pomoże.
🙂
Miałam 4 dzieci ale zachowywały się zawsze bardzo cicho w kościele.Póki były malutkie w wózeczku stałam zawsze w przedsionku,pózniej przychodziłam w zwykły dzień na Msze Św.i obserwowałam jak się zachowują,jak zaczynały marudzić kładłam palec na ustach i dziecko wiedziało,że musi być cicho.Nigdy nie miałam problemów z dziećmi jak przebywały w miejscach publicznych ale będąc w domu mogły sobie pofolgować.
Mój komentarz jest komentarzem osoby, która jako dziecko była zabierana do Kościoła i nie jest przeciwna obecności dzieci w Świątyni, wręcz przeciwnie. A jednak …
Jak samo słowo świątynia wskazuje jest to miejsce święte. Nie mają tu zatem zastosowania zasady takie, jak w markecie czy innym miejscu publicznym. Powinno to być wiadome dla osób, które przychodzą z dziećmi na Msze, że w tym samym czasie najprawdopodobniej gdzieś obok nich modlą się osoby, które przeżywają jakieś trudności, może tragedie. Sama obecność maszerującego po Kościele malucha z mamą, czy bez, nie jest żadnym problemem. To, że nagle dziecko zapłacze też nie jest problemem. Problemem są natomiast dzieci, które protestują przeciw konieczności zachowania ciszy i spokojnego zachowania. Oczywiście każdy rodzic może być zaskoczony, że dziecko nagle się rozpłakało i zaczyna „szaleć”. Ale w takich wypadkach można przecież wyjść przed Kościół. Ludzie jednak tego nie robią. W moim Kościele jest nawet duża salka, w przejściu do Zakrystii, z oknem, krzyżem i nagłośnieniem. Niektórzy rodzice, (zwracam uwagę niektórzy), zabierają tam swoje pociechy i nadal uczestniczą w Mszy – są przecież nadal w świątyni, okazując szacunek miejscu, miłosierdzie modlącym się ludziom i wreszcie Kapłanowi. Niestety wielu tego nie robi. Pamiętam Mszę, na której młody człowiek, ledwo się jeszcze trzymając na nogach wchodził i schodził ze schodków przed ołtarzem. I wszyscy, chyba włącznie z wygłaszającym Kazanie Kapłanem, ale chyba z wyłączeniem rodzicielki, skupieni byli nie na Słowie Bożym, a na tym czy dziecko spadnie i uderzy się, czy nie. Dość szybko jednak jakiś mężczyzna podszedł, wziął na ręce malucha, który zrobił awanturę, a następną zrobiła mama, która nagle się objawiła. Bo to jej dziecko i ona sobie nie życzy, itd. W czasie Kazania!!!
Kompletnie nie rozumiem związku tej sprawy z celibatem. Przecież to proste. Ksiądz wybiera celibat i nie musi się „męczyć” z wychowaniem dziecka – bo tak wybrał. Ale nie może również cieszyć się z rosnącej pociechy – bo tak wybrał. Człowiek świecki może wybrać, że chce mieć dzieci i wówczas „musi męczyć” się ich wychowaniem, bo tak wybrał. Może też cieszyć się, ze swojej pociechy – bo tak wybrał. Szanowna Aleksandro nikt nie może zjeść ciastka i mieć ciastka. A przerzucanie na innych, zwłaszcza w czasie gdy się modlą ciężarów własnych decyzji jest nie w porządku. Proszę mi wskazać miejsce w Biblii, gdzie jest napisane, że pod pozorem modlitwy ktokolwiek jest upoważniony do odpoczywania kosztem innych osób.
Proszę zwrócić uwagę, że Jezus powiedział „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” Mk. 10.14, a nie „ciągnijcie dzieci do Kościoła, choć jeszcze nie chcą, byście w czasie ofiary z Mego Życia i modlitwy innych mogli sobie odpocząć”. Jeżeli dziecko jest głodne to się je karmi, jak chore to się je leczy, jak się nudzi, to trzeba się nim zająć. Matka nie mówi przecież teraz odpoczywam, więc masz nie być głodny, mam projekt w pracy, więc masz nie być chory. Dlaczego miałaby powiedzieć, skoro się nudzisz, gdy ja jestem na Mszy – to możesz zakłócić innym modlitwę? Proste, oczywiste.
Będąc we Wspólnocie Neokatechumenalnej co tydzień jestem na Eucharystiach, gdzie rodzice przyprowadzają dzieci. Taka reguła. I okazuje się, że są ludzie, którzy wspaniale rozumieją, jak postępować z dzieckiem, gdy to się nudzi. Na podłogach jest masa zabawek, a rodzice wiedzą, że gdy dziecko w danym dniu jest źle usposobione, lepiej po prostu wyjść, bo w ten sposób lepiej siebie i dziecko włączają w modlitwę wspólnoty, niż przeszkadzając wszystkim i epatując tym, jak bardzo się męczą ze swoim dzieckiem.
Ostatecznie: dzieci w Kościele – tak. Ale te dzieci, które są w stanie zachować się w miarę spokojnie. Jeżeli nie, rodzic powinien wyjść z dzieckiem, a jego zasługa wobec innych modlących się będzie wielka i objęty zostanie ich modlitwą.
Witam.
To może od raz mu na drzwiach przybijmy tabliczkę z treścią : „dziecią poniżej siódmego roku życia wstęp wzbroniony „?
Drugie pytanie ( bardziej do księdza ) co to i po co jest CELIBAT?
….
Rodzice poświęcają bardzo dużo uwagi, czasu i sił na zajmowanie się pociechami chociaż po paru latach widać błędy (nie mnie oceniać ) i momentami jest tak, ze tacy ludzie w kościele po prostu zbierają siły, mówiąc prosto odpoczywają. Nie jest miło sie znaleźć w takiej sytuacji bo sama jestem…ciocią ale chodzę z dzieckiem do kościoła. I jakie rady mam?! :
Dla rodziców :
By przed pójściem do kościoła pomyśleli chwilę : czy dziecko koniecznie tam ciągnąć? Weźmy pod uwagę jego samopoczucie i to że chyba chcecie „odpocząć”
Po drugie jeśli juz bierzemy dziecko do kosciola to trzeba:
– powiedzieć mu gdzie jest, co sie dzieję, jak sie zachowywać. ( nawet gdy ma ono rok i nie rozumie )
– pilnować go a nie nie przyznawać się do dziecka ( i nie mówić : niech sobie pobiega)
– jeśli dziecko kręci sie w lawce lub biega po kościele to prosze wziąć za rękę lub..pod pachę i wyjść bo dziecko niestety sie nudzi.
Ostatnia możliwość, droga czy metoda jest zarówno dla księży jak i wszytkich :
MODLITWA
Np. Aniele mój dodaj mi sił i cierpliwości, a dziecko uchroń bo nie wszystko pojmuje.
Pozdrawiam.
co to i po co jest CELIBAT
https://www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&rlz=1C1GPCK_enPL368PL369&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=co+to+i+po+co+jest+CELIBAT
Dziękuję za informacje. Jednak nie prosiłam o podanie definicji tylko o to by ksiądz trochę pomyślał…..
Jak trudne jest wychowywanie pociech i przekazywanie im to co mogą a czego nie w jasny prosty sposób, ale ze jest celibat to księża w takiej sytuacji nie będą. I dla księdza istotby byłby sposób : modlitwy
Pozdrawiam
Hmmm…Przypomniał mi się proboszcz z mojej parafii, który przekazał mojej koleżance wiadomość dla mnie. Brzmiała ona tak: Proszę przekazać Pani ….., że ma grzech ciężki i nie powinna przystępować do komunii, gdyż jej dziecko zachowywało się niewłaściwie na mszy św.
Co robiło moje dziecko? – pewnie was zaciekawi. Nie hałasowało, nie jadło, nie biegało. Po prostu było na mszy i nie stało pod linijkę przy mnie przez godzinę. Zdarzało mu się robić krokk w przód, w tył i na bok. Ale i to nie za często. Dodam, że miało chyba ze 3 lata.
Co wy na to?
Nie tylko na Mszę
Mój ksiądz proboszcz Marcin Węcławski ma taką doskonałą radę dotyczącą przygotowania dzieci do udziału we Mszy Świętej. Proponuje, aby najpierw zabierać małe dzieci do kościoła poza Mszami. Po prostu wprowadzić do kościoła, pokazać Tabernakulum, pokazać ołtarz, wytłumaczyć, że tutaj jest Pan Jezus, pomodlić się z nimi. W ten sposób od samego początku uczymy pewnego szacunku do miejsca, do kościoła i przy okazji widzimy, czy dziecko potrafi na przykład powstrzymać się przed bieganiem po tej wielkiej, pustej przestrzeni.
Jeżeli potrafi zachować się w miarę spokojnie, to możemy na przykład dziecko zabierać na krótsze nabożeństwa. Czyli nie od razu na całą Mszę Świętą tylko na półgodzinne czy nawet krótsze nabożeństwo i sprawdzamy, na ile ono już czuje, rozumie specyfikę miejsca, czy potrafi wytrzymać ten czas. To jest dobre przygotowanie do udziału we Mszy Świętej.
Tłumaczyć co się dzieje na Mszy Świętej
Warto jest tłumaczyć wpierw poszczególne części Mszy Świętej. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu rodziców, na przykład dla mnie, to wymaga, żeby sobie samemu przypomnieć, jakie są kolejne części Mszy Świętej, dlaczego one są w takiej kolejności, jakie są symbole, dlaczego tak, dlaczego inaczej. Trzeba sobie przypomnieć przebieg Mszy Świętej i tego, co jest ważne w poszczególnych momentach.
Nie ma niestety za bardzo, dobrych do tego materiałów, ponieważ wszystkie książeczki tłumaczące, czym jest Msza Święta, dedykowane dla dzieci, które miałam w ręku, są tak zinfantylizowane, że nawet moje dzieci się z tego śmieją. Widziałam jedną, bardzo dobrą książeczkę tłumaczącą, co się dzieje na Mszy Świętej, ale była ona wydana w latach pięćdziesiątych: były to obrazki i bardzo krótkie modlitwy czy wierszyki. Świetny pomysł, dość dobra realizacja, choć niedoskonała. Brakuje takiej pomocy, która z szacunkiem do Mszy, z szacunkiem do kościoła, z szacunkiem do Pana Jezusa tłumaczy w kilku prostych słowach, o co chodzi.
Dobrą rzeczą jest przemyślenie sobie, jak w kilku słowach w czasie Mszy Świętej na uszko dziecka powiedzieć, co akurat się dzieje i co jest najważniejsze. To wymaga od nas jako rodziców przygotowania, ale to się da zrobić. Pozwala to z jednej strony utrzymać uwagę w dziecku a z drugiej strony też tłumaczy te tajemnicze rzeczy, które się dzieją dookoła.
Droga Mamo, drogi Tato – pamiętaj, że dziecko uważnie Cię obserwuje w czasie Mszy świętej! Jeżeli Ty się modlisz – ono także tego zapragnie. Jeżeli ulegasz ciągłemu rozproszeniu, a nawet wykorzystujesz „maniery” dziecka do unikania skupienia i modlitwy w kościele – dziecko nigdy nie nauczy się miłości do Boga!
Błędy:
• pozwolenie na to, aby dzieci przychodziły ze swoimi zabawkami: większość dzieci nie chce się modlić, ale przekształca posadzkę kościoła w plac zabaw,
• pozwolenie na to, aby dzieci w trakcie Liturgii mogły swobodnie poruszać się po kościele (tak samo błędem jest chodzenie rodziców z dzieckiem),
• brak reakcji rodziców, gdy ich małe dziecko hałasuje (krzyczy, rozmawia, gaworzy) w czasie Mszy świętej przez co ci, którzy chcieliby wysłuchać homilii nie mają szans na właściwe jej przeżycie.
Konsekwencje błędów:
• traktowanie Mszy świętej w sposób udziecinniony przez co zapominamy, że Eucharystia nie jest zwyczajnym spotkaniem przy udziale gitary i wesołego księdza, ale Ofiarą Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa,
• małe dziecko może się wręcz zniechęcić do chodzenia na Mszę świętą; dziecko w wieku przedszkolnym potrafi skupić uwagę przez 15 minut, w kościele pełnym ludzi czuje się obco, przeżywa wręcz stres,
• brak duchowego wzrostu rodziców! (koniecznego do przekazania wiary dzieciom),
• Eucharystia staje się przedszkolnym placem boju i bieganiem za dzieckiem przy jednoczesnym rozpraszaniu siebie i innych.
W sprawie Mszy z udziałem dzieci i innych Mszy świętych:
• ze Mszy świętej z udziałem dzieci niektórzy uczynili „ankietę” na najbardziej wyluzowanego księdza w okolicy, który podczas rozmowy z dziećmi w czasie kazania wyciąga z najmłodszych zabawne historie i anegdoty nigdy nie dotykając spraw ważnych, którymi na co dzień żyją dorośli,
• Msza święta „dla dzieci” staje się w wielu miejscach najkrótszą Eucharystią w parafii, bez stawiania wymagań, gdzie wszyscy mile spędzili czas, gdzie „nikt się nie czepiał, że nie udaje się nam żyć Ewangelią w życiu codziennym; nikt nie wspomniał, że wiara nie ma przełożenia w sprawach zawodowych, rodzinnych, wszyscy na nowo dowiedzieli się, że Pan Bóg nas wszystkich kocha i dlatego dzieci powinny słuchać rodziców…”. A kiedy rodzice dowiedzą się, że muszą bardziej słuchać Pana Boga?
Jak uniknąć błędów?
• Ucz dziecko szacunku do miejsca świętego. Pójdź z nim w wolnym czasie do kościoła, aby nie tylko pokazać świątynię, ale i nauczyć pobytu w sakralnej przestrzeni. Jeżeli celem rodziców zachodzących do kościoła będzie modlitwa, a nie muzealna przechadzka – dziecko szybko to zauważy.
• Przed pójściem z dzieckiem na Eucharystię warto wcześniej przyprowadzić je do kościoła poza Mszą świętą. Jeżeli potrafi zachować odpowiednie skupienie – jest to sygnał, że można je zabierać na Mszę świętą.
• W czasie Mszy świętej dziecko powinno siedzieć między rodzicami.
• Jeżeli dziecko w wieku przedszkolnym wymaga tak wielkiego wysiłku w pilnowaniu go na Eucharystii, że rozprasza rodziców lub innych wiernych, zostawcie dziecko pod właściwą opieką w domu lub wymieniajcie się w pilnowaniu dziecka – zachowując przy tym niedzielny obowiązek uczestniczenia w Eucharystii – dziecko ma taki obowiązek dopiero od 7 roku życia.
• Zabierajcie czasem dziecko na Mszę świętą dla dorosłych. Wbrew pozorom dzieci lubią tradycyjne pieśni liturgiczne i szybko się ich uczą. Potrafią się też zachwycić atmosferą skupienia „dorosłej” liturgii. Dodatkowo, gdy brak „nakręcających” ich rówieśników, zachowują się spokojniej.
• Bądźcie wrażliwi na potrzeby duchowe dziecka. Niektóre dzieci tak bardzo pragną osobistego spotkania z Chrystusem, że warto posłać je do wczesnej Komunii Świętej. Zainteresowanych odsyłamy
Szacunek do Eucharystii uczy szacunku do własnych rodziców i dzieci!
Bogna Białecka*
ks. Daniel Wachowiak**
* żona, matka 4 dzieci, psycholog, publicystka Przewodnika Katolickiego , autorka szeregu poradników poświęconych wychowaniu dzieci
** W czasie pisania artykułu wikariusz parafii Maryi Królowej w Poznaniu