Opublikowano 9 komentarzy

Grzech zapiekłej nienawiści

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

24. Niedziela Zwykła, A; (Syr 27, 30 – 28, 7); (Ps 103 (102), 1b-2. 3-4. 9-10. 11-12); (Rz 14, 7-9); Aklamacja (J 13, 34); (Mt 18, 21-35); Winnica 13 września 2020.

Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Każdy zapewne jest tym grzesznikiem w swoim indywidualnym i niepowtarzalnym stylu. Ta unikatowość grzeszenia nie przeszkadza jednak w tym, by budować pewne kategorie grzeszników, dzielić ich i grupować, klasyfikować.

Zacznę od kategorii grzeszników, której cechą wyróżniającą jest to, że… mają oni pecha.

Ten pech polega na tym, że wszyscy widzą grzech tego grzesznika. Ci grzesznicy mają grzechy nie do ukrycia. Nie muszą się nawet martwić o szept w konfesjonale, bo i tak wszyscy ten grzech znają. Zna proboszcz, znają sąsiedzi, zna cała wioska i zapewne wioski okoliczne.

Na przykład parafianie, którzy nie chodzą do kościoła. Zdrowi, nie mają żadnych przeszkód a nie chodzą. Wszyscy to widzą, jest to wiedza powszechnie wiadoma.

Inny przykład to konkubenci, czyli para, która żyje na kształt małżeństwa a małżeństwem nie jest. Ci też mają pecha. Nie da się konkubinatu utrzymać w konspiracji. Znowu wszyscy o tym wiedzą.

Największego pecha, pecha „do kwadratu”, mają konkubenci, którzy nie chodzą do kościoła.

Zdałoby się powiedzieć, „że gorzej być nie może”.

Czy jednak rzeczywiście? Czy niepraktykujący konkubenci, mający pecha do kwadratu, rzeczywiście, tym samym, są największymi grzesznikami?

Przykro mi, jeśli kogoś rozczaruję, ale chyba nie.

Są inni, zdecydowanie lepsi.

Są lepsi w grzeszeniu, ich grzechy są poważniejsze, ale mają szczęście. W sumie trochę pozorne, ale jednak szczęście. Ich grzechów, bowiem, często nie widać.

Mogą wyglądać bardzo porządne, prezentować się znakomicie, praktykować (w sumie to okropne słowo) w każdą niedzielę.

Będą jednak, prawdopodobnie, większym grzesznikami niż owi niepraktykujący konkubenci.

Chodzi o grzech opisany w dzisiejszych czytaniach. Można go nazwać grzechem „zapiekłej nienawiści”. Wyraża się on w postawie: „nie daruję”, „nie odpuszczę”, „zniszczę”.

Wiele może być obiektów takiej zapiekłej nienawiści – detalicznych i hurtowych. Do detalicznych należeć będzie teść, synowa, brat, sąsiad, konkretny ksiądz, konkretny polityk, lider czy celebryta. Do hurtowych wszyscy księża, Kościół cały z wyjątkiem papieża Franciszka, Kościół łącznie z Franciszkiem, oczywiście Żydzi, oczywiście PIS, oczywiście PO, oczywiście ruskie onuce i LGBT.

Każdy i wszystko, wzdłuż i wszerz może być obiektem nienawiści.

I każdy może nienawidzić.

I dużo jest tego. Dużo za dużo. Za dużo tej zapiekłej nienawiści. Za dużo tego „nie daruję”.

Nienawiść wcale nie musi toczyć piany z gęby. Nienawiść potrafi być subtelna. Nienawiść może powiedzieć „módlmy się wszyscy za nich, oni bardzo potrzebują naszej modlitwy”.

Jednak każda forma nienawiści pozostaje nienawiścią.

Jeśli Kościół w Polsce przeżywa agonię, to wcale nie przez tych, którzy do kościoła nie chodzą i na kocią łapę żyją, choć wcale im się to nie chwali i niech nie czerpią z tych słów usprawiedliwienia. I niech się nawracają.

Słabość, powierzchowność, płycizna naszego Kościoła bierze się bardziej z nienawiści, zapiekłej nienawiści.

Jezus miał i ma słabość do grzeszników. Ci, którzy go obserwowali, wielokroć byli zgorszeni tym, że rozmawia z grzesznikami, ucztuje z nimi, nocuje u nich.

Trudno jednak wyrwać z Ewangelii dzisiaj odczytany fragment. Trudno zamazać prawdę o tym, że przypowieść o niemiłosiernym słudze ma nam pokazać i nas i Boga. Prawdę o nas i prawdę o Bogu!

Król w dzisiejszej ewangelii to Jezus. Słudzy to my!

Król odpuszcza słudze, daruje i puszcza w niepamięć niewyobrażalne długi. Można powiedzieć, że daje nowe życie. Robi to „za nic”. Sługa prosi jedynie o cierpliwość. Król daje więcej, skreśla wszelkie długi, puszcza wolno.

I co ten nieszczęsny sługa robi z tym darem? Wychodzi na zewnątrz i rzuca się zaraz na drugiego, który winien był mu jakiś marny grosz, w porównaniu z tym, co temu przed chwilą darowano.

Chwyta go, dusi i woła: „Oddaj coś winien”. I nie słyszy, o co tamten prosi, wtrąca do więzienia.

I puenta całej historii: „Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.” (Mt 18,32-35)

Jeśli ten tekst nie niepokoi, nie powala, nie miażdży, nie boli, jeśli nie rodzi w tobie łez, jeśli nie wywraca wszystkiego w środku, to… nie wiem co może być jeszcze bardziej sugestywnego, przekonującego, prostego.

„Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.”

Mam przekonanie, pełne rozpaczy, że bardzo wielu ludzi te słowa zupełnie nie niepokoją, nie powalają, nie miażdżą, nie rodzą łez, niczego nie wywracają.

Słowa jak słowa. Amen i idziemy dalej. Swoje wiemy, żadnych pouczeń nie potrzebujemy.

Nie odpuszczę, nie przebaczę, nie ustąpię, zniszczę. To też ewangelia, tylko że ewangelia diabła.

Tylko po co te nasze kościoły? Tylko po co te nasze krzyże? Tylko po co portrety Jana Pawła?

Miałoby to sens, gdyby dotarły do nas wreszcie słowa papieża z 13 maja 1981, wypowiedziane zaraz po zamachu: „Modlę się za brata, który zadał mi cios, i szczerze mu przebaczam.”

Miałoby to sens, gdy docierały do naszych serc słowa Jezusa, gdy modlił się do Ojca za tych, którzy go ukrzyżowali: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” (Łk 23,34a)

Miałoby to sens, gdyby głoszona w kościele ewangelia dotykała naszych serc.

Dotyka? Nie wiem!

Nigdy bym się nie ośmielił stojąc przed kimkolwiek powiedzieć: „twojego serca nie dotyka”.

Sam sobie to pytanie zadaj! Czy ewangelia dotyka twojego serca? Czy ewangelia dotyka i zmienia twoje życie? Czy ma w sobie siłę, by rozluźnić pięści?

Czy ewangelia dotyka naszego życia, czy tylko my w tę ewangelię się bawimy?

Bóg ci odpuścił, Bóg ci darował, Bóg ci daje nowe życie.

I cóż ty, nieszczęsny sługo, zrobisz z Bożym darem?


Wszystkie tomy kazań serii “Pod prąd”, autorstwa ks. Zbigniewa Pawła Maciejewskiego.

Prostytutka idzie do nieba 
Kochaj mnie
Kup tego byka
Tnij mieczem – raz i dwa 
Wyjrzyj przez okno

5 tomów, 1068 stron, 271 kazań

KLIKNIJ: https://fundacjanaszawinnica.pl/pl/p/Kazania-Pod-prad-ks.-Zbigniew-Pawel-Maciejewski-zbior-wszystkich-tomow/187

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

9 komentarzy do: “Grzech zapiekłej nienawiści

  1. Czasem emocje utrudniają przebaczenie. Bardzo ważna jest decyzja woli “chcę przebaczyć”. Emocje nie są najważniejsze. Przebaczenie nie jest też tanią pobłażliwością dla każdego zła i zgodą na każde zło.

  2. A co zrobić z takimi, którzy sądzą/są przekonani, że już się uporali z “katechizmowymi” grzechami? Czy koniecznie trzeba ich wpisać do faryzeuszów?

    1. Wpisywać kogokolwiek do czegokolwiek nie ma potrzeby. Natomiast weryfikować ich sądy i przekonania – jak najbardziej.

  3. Jeszcze długa droga przede mną, jak strasznie jestem mały i nędzny, czy Bóg Wszechmogący będzie miał tyle miłosierdzia by mi wybaczyć?

    1. Będzie miał

  4. Tak, porusza i miażdży. Chwała Bogu najwyższemu!

  5. Nienawiść. Ja tego słowa nie znam i nie rozumiem.

  6. FLP 4, 13 “Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”, więc jeśli chcesz (ja bardzo pragnęłam) – to będziesz zdolny do przebaczenia. Przebaczyłam – mam pokój serca. Nie muszę udawać, że nie widzę i przechodzę na druga stronę ulicy, bądź sztucznie wyjmować z torebki telefon. Mocno wierzę, że moje przebaczenie dało też pokój serca tej drugiej osobie, a w przyszłości zbawienie. Serce z kamienia trudno było mi toczyć przez życie. “Proście, a otrzymacie” – prosiłam- otrzymałam. Moje serce teraz jest lekkie. Chwała Panu

  7. Bogu niech bedą dzieki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *