Opublikowano 25 komentarzy

I co z tą Pierwszą Komunią?

Głęboka komuna, wczesne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Młody, gorliwy proboszcz staje przed zadaniem ogarnięcia katechizacją w punktach wszystkich szkół swojej parafii. Jednej szkoły „nie może dopiąć” – brakuje dnia.

Mijają tygodnie, sytuacja nie do rozwiązania, a Pierwsza Komunia za pasem. Wreszcie decyduje się na desperacki gest – zwołuje rodziców i ogłasza im: „Nie daję rady, sami widzicie. Tu są podręczniki, sami przygotowujcie dzieci jak potraficie”. Okazało się potem, że były to w całej grupie komunijnej najlepiej przygotowane dzieci.

I ten model należałoby zachować – to rodzice przygotowują do Komunii. Zrobią to lepiej niż ksiądz i katecheta, bo mają niesłychaną przewagę – są rodzicami.

Pewnej części należy pomóc, ale nie wyręczając, ale pokazując jak mają pracować z dzieckiem – konkretnie, prosto, na obrazkach wręcz.

Czy to się może udać? Zapewne nie we wszystkich przypadkach, ale jest szansa.

Z czego wynika mój optymizm? Z jednej strony wiem, że statystyczna religijność rodziców dzieci pierwszokomunijnych jest mizerna – jak całości społeczeństwa. Nie widać ich w kościele na niedzielnej Mszy Świętej, Nie ma rodzinnej modlitwy. Osobistej często też nie ma – dziecko nie widzi modlącego się ojca, modlącej się matki. Nie rozmawia się o Bogu. Czasem zadania religijnej edukacji przejmują babcie.

Oczywiście opisuję tendencje i problemy. Na pewno można pokazać wiele rodzin, gdzie jest zupełnie inaczej. Sam je znam.

No i gdzie ten optymizm? Optymizm wynika z tego, że rodzice kochają swoje dzieci. Dzieci są dla nich skarbem. Rodzice chcą ich dobra. Chcą także wychowania religijnego, widząc w tym jakąś wartość, nieokreśloną może, ale wartość.

I to warto wykorzystać.

Wyobrażam to sobie tak:

Zapewne we wrześniu chciałbym się spotkać z każdą mamą, tatą i dzieckiem, którzy mają zamiar przygotować się do Pierwszej Komunii Świętej.

Chciałbym, żeby przyszli do mnie, ale nie do kancelarii. Kancelaria jest problematyczna, ze względu na jej kancelaryjność. Stojące tam biurko od razu ustawia rozmowę na osi – urzędnik i petenci, trzeba „załatwić” jakąś sprawę. Mam na dole plebanii pokój, który można do tego wykorzystać.

I kilka minut rozmowy. Serdecznej i przyjacielskiej. I koniecznie trzeba dziecku dać jakiś prezent. Na pewno jakiegoś cukierka (i co z tego, że niezdrowe?) i coś jeszcze. Może jakąś książeczkę? Może różaniec?

W rozmowie chciałbym zapytać rodziców:

1. Czy kochają swoje dzieci?

2. Czy chcą dla swoich dzieci religijnego wychowania?

3. Dlaczego to wychowanie jest dla nich takie ważne?

Pierwsze pytania są proste a odpowiedzi zaskakiwać nie będą. Ważne jednak, by taka deklaracja przed księdzem padła. Trzecie pytanie jest otwarte i może wypełnić chwilę naszej rozmowy.

Wszystko to jednak prowadzi do puenty, która powinna choć trochę zaskoczyć rodziców:

„Cieszę się, że jesteście zainteresowani religijnym wychowaniem swojego dziecka. Jest to piękny wyraz waszej miłości do dziecka i odpowiedzialności za niego. Cieszę się, że chcecie, by przyjęło w naszej Parafii Pierwszą Komunię Świętą. Jest jednak pewien problem, muszę was niestety zmartwić. Nie mogę dać waszemu dziecku religijnego wychowania. Nie chodzi o to, że nie chcę. Problem polega na tym, że jest to niemożliwe. Oczywiście dalej będą mówił do dzieci kazania, dalej będą miały katechezę w szkole, ale klucz do religijnego wychowania dziecka leży gdzieś indziej.

Ten klucz wy macie. To od was zależy, czy dacie dziecku religijne wzorce, czy dziecko patrząc na was będzie uczyć się wiary? Jesteście dla swojego dziecka największym autorytetem. W porównaniu z wami mój autorytet jest żaden.

Szczególnie w tym czasie przygotowań do Pierwszej Komunii wasza rola jest absolutnie wyjątkowa. Chcecie przygotować dziecko do Pierwszej Komunii? Wy musicie to zrobić. Nikt was nie zastąpi. Ani proboszcz, ani babcia.

Ja natomiast chętnie wam pomogę. Wiem, że czasem można nie wiedzieć jak, czuć jakąś niezręczność. Pomogę wam w przezwyciężeniu tych trudności. Jeśli będziecie chcieli.”

W tym momencie należałoby otrzymać jakąś informację od rodziców. Wyczuć ich nastawienie, może opór, może obawy. Rzadko się uda szczera rozmowa, ale warto spróbować.

Z rozmowy należałoby przejść do konkretów.

„Chciałbym wam coś zaproponować. Każdej niedzieli dostaniecie kartkę na której znajdziecie pomysł na chwilę rozmowy z dzieckiem na jakiś religijny temat. Czasem trzeba będzie coś wspólnie wykonać. To będzie zadanie na kilka minut w ciągu tygodnia.”

I próba rozmowy.

Generalnie chciałbym, by wszystko zakończyło się jakimś porozumieniem, kontraktem. Rodzice zobowiązują się do pracy z dzieckiem, ja zobowiązuję się do pomocy rodzicom.

Czas teraz na aneks finansowy. Być może w różnych diecezjach jest różnie. W diecezji płockiej, prawo partykularne, nie wskazuje, by Pierwsza Komunia Święta była okazją do jakiś dochodów księdza. Tego się trzymamy. Jest składka zbierana przez rodziców w wysokości 50 zł, z moim jasnym oświadczeniem, że nie jest to wymóg – jeśli ktoś złoży mniej, to będzie mniej, jeśli nie złoży wcale, to dziecko w niczym pokrzywdzone nie będzie. Ze składki opłacana jest dekoracja kościoła, książeczki do nabożeństwa i różańce. Zwykle zostaje kilkaset złotych na jakiś dar ołtarza. Wszystkim zarządzają rodzice – ja jedynie organizuję zakup książeczek i różańców (dając rodzicom paragon).

Na rodzicach ciąży też zakup strojów – są to alby szyte przez miejscową krawcową. Dla dziewczynek trochę dziewczęcy krój. Zobacz Natalkę:

Od paru lat jest ten sam krój, więc zachęcam do odkupywania – oddawania strojów. Zapewniam też, że można złożyć jakąkolwiek albę – także z innej parafii. Nic się nie stanie.

Wracając do finansów. Taka forma katechezy będzie kosztować. Niech to będzie chociaż jedna kartka A5 raz na tydzień. Dając sobie czas od października do kwietnia jest to ok 28 kartek. Do tego dochodzi jakaś okładka. A może druga kartka powinna być dla dziecka, które może powinno mieć własną okładkę?

Trudno oszacować koszt – może to kosztować 10-15 zł na rodzinę. Chciałbym, by to był prezent parafii dla rodziny. W perspektywie moich dzieci – zwykle 50 osób – będzie to 500 – 750 zł. Żaden zatem pieniądz.

Zapewne jest to żaden pieniądz dla bardzo wielu rodzin, ale chodzi mi o zabranie okazji do szemrania. Sądzę też, że ta inwestycja w rodzinę się zwróci w inny sposób.

Zwróci się choćby w większej tacy. Taki system zaowocuje bowiem lepszym uczestnictwem rodzin w niedzielnej Mszy Świętej – trzeba przecież wziąć tę kartkę.

W dystrybucji chciałbym postawić na samodzielność. Kartki będą podpisane imieniem i nazwiskiem dziecka, ułożone alfabetycznie w 3 – 4 pudełeczka, w ogólnie dostępnym miejscu. Każdy bierze sobie sam.

A jak ktoś za kogoś weźmie? No to weźmie.

Tę kwestię należy wyjaśnić rodzicom. Ja bym to zrobił tak:

„Każdego tygodnia dostaniecie kartkę z pomocą do religijnej rozmowy z dzieckiem. Będą one bezpłatne, ale waszym obowiązkiem będzie każdej niedzieli odebrać tę kartkę. Będą te kartki podpisane i każdy sam je będzie sobie brał.

W religijnej formacji ważna jest systematyczność. Można wszystkie kartki spiąć razem i od razu wszystko przerobić, ale nie o to chodzi. Dlatego co niedziela będzie kolejna mała porcja. Zmotywuje to was też do lepszego uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej.

Ja nie będę sprawdzał waszej obecności. Dla mnie to jakieś obce zupełnie duchowi Ewangelii. Ja nauczam i przypominam Boże przykazanie i kościelne. „Pamiętaj abyś dzień święty święcił”, „W niedziele i święta we Mszy Świętej uczestniczyć”. Reszta należy do was – to wy macie sumienie.

Każdy z was podejmie jakąś decyzję – albo dobrą – dotyczącą mobilizacji. Albo złą – polegającą na tym, że kartkę zabierze babcia albo przyjaciółka.

Jeszcze raz – nie będę sprawdzał niczyjej obecności. Ufam, że będziemy się spotykać na niedzielnej Eucharystii nie dlatego, że proboszcz patrzy, ale dlatego, że uznacie, ze jest to bardzo ważne dla waszego dziecka. Nawet jeśli sami własne sprawy z Bogiem macie pokomplikowane.”

Wizyta rodziny i spotkanie na plebanii będzie także okazją do złożenia deklaracji. Potrzebne są dane osobowe dziecka – kontakt do rodziców, telefon. Może w czasie spotkania wspólnie zajrzeć do księgi chrztów – jest to okazja do rozmowy (kiedy to było, jak, kto był chrzestnym) i spisania daty chrztu (za jednym zamachem.

A jeśli już mamy telefony rodziców to dlaczego każdej niedzieli rano (soboty wieczorem) nie wysłać rodzicom jakiejś myśli na niedzielę, dyskretnego przypomnienia o niedzielnej Mszy Świętej? Są systemy do zbiorczej wysyłki sms-ów, planowania ich wysyłki. Ok 6 groszy za sms. Przy 50 rodzinach to 3 złote na każdą niedzielę.

To nieuczesany zarys wstępu do ogólnej koncepcji.

Czekaj na ciąg dalszy.

Włącz też swoje marzenia, doświadczenia i wyżywaj się w komentarzach.


25 komentarzy do “I co z tą Pierwszą Komunią?

  1. Bardzo mi sie podoba ten pomysl ksiedza na Pierwsza Komunie SW: Tak to ma byc. Dziekuje i pozdrawiam
    marietta

  2. a co z tymi kartkami? Pojawia sie w pdf?

    1. a i owszem, a i tak
      proszę sprawdzić tag http://funawi.pl/tagi/program-przygotowania-do-pierwszej-komunii-swietej/
      z tym, że nie gwarantuję ani pełni, ani systematyczności

  3. Czy mógłby ksiądz publikować również tutaj te kartki dla rodziców? Moje dzieci są już dawno po I Komunii ale za jakiś czas będę miała wnuki, mam nadzieję 🙂

    1. Świta mi, że powinny to być dwie wersje. Jedna dla proboszczów a druga indywidualna – dla rodziców.

      1. a beda te kartki dla rodzicow do pobrania?

  4. Ciekawy pomysł.Trudno mi sobie wyobrazić, że ksiądz spotyka się z każdą rodziną i tłumaczy sposób przygotowania do komunii świętej. Wydaje mi się że można to zrobić na wspólnym spotkaniu wszystkich rodziców z dziećmi. Potem zaproponowałabym spotkania indywidualne rodziny z księdzem do ponownego omówienia planu, wysłuchaniu uwag, propozycji, oczekiwań, spisania danych z chrztu św., krótkiej modlitwy i błogosławieństwa rodziny. Podoba mi sie pomysł z materiałami do pracy w ciągu tygodnia. Trochę mnie zastanawia po co one mają leżeć gdzieś w kościele. Może lepiej wysyłać je do każdego drogą mailową? Proszę,żeby od razu z błogosławieństwem. Dla mnie i dla mojej rodziny byłoby to ogromnie ważne otrzymać co tydzień specjalne błogosławieństwo dla dziecka i rodziny przygotowującej się do pierwszej komunii świętej. Może jeszcze lepiej by było gdyby te przygotowania były w formie małej książki tak jak to Ksiądz drukuje inne pozycje książkowe. Tak myślę, że dobrze byłoby się jednak spotkać w całęj grupie komunijnej raz w miesiącu i też na podstawie wspólnych materiałów zrobić podsumowanie miesiąca i dalej wyznaczyć zadania. Marzyłabym aby na takich spotkaniach była adoracja Najświętszego Sakramentu z błogosławieństwem każdej rodziny osobno. tak to sobie wyobrażam. Mój syn ma 14 lat i tradycyjnie był przygotowywany do Pierwszej Komunii Św w wiejskiej parafii, gdzie było 19 dzieci. Spotkania organizacyjne były od stycznia i dotyczyły głownie wyjaśnienia struktury liturgii mszy św i zachowania podczas niej, gestów i słów. To też było zupełnie dobre, bo dzieci wspólnie uczyły się wykonywać starannie i pobożnie np. znak krzyża, a było to też przypomnienie dla wielu rodziców. Dziękuję za troskę o wiarę, pobożność i bliską relację z Jezusem w rodzinie i w Sakramentach. Pozdrawiam. Mariola

  5. Znam to ze do komunii sw idzie sie po spowiedzi tylko raz i to po spowiedziach wielkanocnych i bozonarodzeniowych W moim regionie jest to czeste Mysle ze jest mala swiadomosc wiernych ze komunia gladzi grzechy lekkie lub po prostu wierni wracaja do swoich grzechow ciezkich i ida do spowiedzi dopiero przy okazji nastepnych swiat To jest smutne Jezus czeka z miloscia i przebaczeniem a my tym gardzimy i odrzucamy taki ogrom lask

  6. Uważam,że jest to wspaniały pomysł.Będzie okazja dla rodziców,(którym zależy na szczęściu swoich dzieci i przeżywaniu życia w rodzinie z wiarą i przestrzeganiu przykazań Bożych w pełnym zrozumieniu),do pogłębienia swojej wiedzy religijnej,bo większość ludzi zakończyła swoją edukację religijną na poziomie podstawowym.Ważne jest,że ksiądz będzie czuwał nad właściwym przygotowaniem dzieci do Komunii Świętej i rodzice nie pozostaną sami z bardzo odpowiedzialnym zadaniem.Oby Duch Święty oświecił umysły rodziców. Księdzu życzę zdrowia,kolejnych pomysłów do rozwiązywania pokomplikowanych relacji z Panem Bogiem, jak ksiądz sam to nazwał.

  7. Chciałam podzielić się jeszcze świadectwem wiary w mojej rodzinie. W momencie gdy zawierzyłam swoje dzieci Maryi, oddałam je w Jej opiekę, zaczęłam odmawiać różaniec za dzieci, nałożyłam dzieciom Cudowny Medalik Matki Bożej Niepokalanej w rodzinie panuje radość, miłość, problemy jeżeli się pojawiają to czuć interwencję Bożą. Starsza córka chodzi do 5 klasy i dopiero gdy włączyłam córkę do Wspólnoty Żywego Różańca i odmawia codziennie 1 cząstkę różańca jej nauka zmieniła się o tzw. 360 stopni. Jest jedną z najlepiej uczących się dzieci, ma niesamowitą pamięć w nauce, wszystko sama się uczy bez pomocy rodziców, bardzo jest zaradna i aktywna w szkole. Tak kiedyś nie było wszystko się zmieniło od czasu gdy wszystko zawierzam Maryi i wspólnie zaczęliśmy się modlić.

  8. Bardzo mi się podoba pomysł Księdza, bardzo angażuje całą rodzinę i ją bardziej jednoczy i scala. Takie doświadczenie spotkania z Żywym Bogiem podczas I Komunii Świętej jest zbudowane na prawdziwym fundamencie wiary. Z serca Księdzu błogosławię i aby duszpasterska praca przyniosła wiele dobrych owoców.

  9. To prawda to rodzice powinni pielegnowac duchowosc swego dziecka, nauczyciele-katecheci to ewentualnie pomoc. Oczywiscie sa tacy rodzice co posylaja swe dziecko do Komunii a potem koniec nie ma w kościele, nie chodza do kosciola nawet w niedziele. Tak jest u nas w parafii. Tragedia. Musimy sie tez modlic za dzieci bo ona jest im bardzo potrzebna szczegolnie w tych tudnych czasach.

  10. Jestem matką trójki dzieci (wszyscy już po I Komunii Św.), ale zainteresował mnie artykuł. Po przeczytaniu pierwszych zdań stwierdziłam, że ten pomysł to totalna porażka. Mam znajomych, którzy mają młodsze dzieci (jeszcze przed, albo tuż po I Komunii Św.) i widzę co oni wyprawiają – ogólnie kościół omijają szerokim łukiem, dopiero rok przed uroczystością stają się „aktywni”, bo w naszej parafii jest sprawdzana obecność, zarówno przed Komunią jak i Bierzmowaniem. Jednak już po „białym” tygodniu wszystko wraca do stanu „sprzed”. Nawet mały delikwent coraz rzadziej bywa na niedzielnej mszy, aż w końcu w ogóle przestaje chodzić…. Ręce opadają. Niektórzy pamiętają jeszcze dwa razy w roku o Świętach, ale nawet nie wszyscy. Bardzo to smutne, ale niestety prawdziwe. W dodatku mieszkam na wsi i tu nie jest jeszcze tak źle, bo mam znajomych z miasta i tam jest jeszcze gorzej.
    Oczywiście nie wszyscy tak robią i jest jeszcze wiele „wzorowych” rodzin i dlatego też czytając dalej propozycję księdza, powoli zaczęłam zmieniać zdanie. Nawet gdyby część rodziców przygotowała swoje dzieci byle jak, albo wręcz wcale, niewiele by się to różniło od stanu teraźniejszego. Z kolei na pewno pomogłoby to rodzicom, którzy na co dzień dbają o wychowanie swoich pociech w wierze. Myślę też (co najważniejsze), że sposób taki mógłby sprawić „ocieplenie” niektórych „letnich” rodzin, które trochę „kuleją” w spełnianiu praktyk religijnych. Jeżeli na każdą parafię co roku ociepliłaby się choćby tylko jedna rodzina – to zdecydowanie warto!

  11. i pierwszy raz w życiu słyszę o pomyśle, że po spowiedzi do komunii idzie się tylko raz.. naprawdę panuje takie przekonanie?

  12. a co do projektu działań to bardzo pozytywnie.
    jedna refleksja – czy na pewno najlepszą wersją jest prowadzenie tej rozmowy przy dziecku? czy na większą autentyczność rodziców, zdjęcie maski (lub jej nie przywdziewanie przed dzieckiem), nie będzie można liczyć jeśli dziecka przy tej pierwszej rozmowie nie będzie (pierwszej, ale niekoniecznie jedynej przecież – w kolejnej mogłoby uczestniczyć już).

  13. a ja, tak w temacie, podzielę się dzisiejszym doświadczeniem spod kościoła.
    smutnym doświadczeniem i jakąś ilustracją stanu rzeczy..

    trwa biały tydzień, o 18 nabożeństwo majowe, o 18:30 msza. jest 18:45. w kościele dzieci właśnie słuchają skierowanej do nich homilii księdza proboszcza. przed kościół podchodzi dwoje dorosłych – prawdopodobnie rodzice któregoś z dzieci. wygląda na to, że właśnie byli w domu katechetycznym zamówić/odebrać zdjęcia z niedzielnej uroczystości. idą i rozmawiają. kobieta kieruje się w kierunku drzwi kościoła. mężczyzna woła:
    – Gdzie Ty idziesz?!
    – Do kościoła.
    – Zgłupiałaś?! Jest dopiero za piętnaście..
    kobieta, wyglądając raczej na wdzięczną za ratunek niż na nieszczęśliwą, zawraca i stojąc przed kościołem wznawiają rozmowę..

    🙁

  14. Brawo!!!

  15. Katechizuję od 25 lat i podpisuję się pod pomysłem x.Pawła, ale mój x. za nic nie zgodzi się na rozmowy z wszystkimi rodzinami – niestety!!! Mimo „instrukcji” biskupa o „odszkolnieniu” katechezy sakramentalnej nie udało mi się przekonać u nas nikogo, do tego aby weszło to do praktyki parafialnej. Chyba tak jest wygodniej.
    Natomiast wpisu x.Andrzeja nie rozumiem, może dlatego, że mieszkam w woj. zachodniopomorski i tu takich problemów/zwyczajów nie zauważyłem. Nie bardzo rozumiem co ksiądz chce łamać schematem spowiedzi bez komunii? Jaki jest tego sens? Trochę to tak jakby syn marnotrawny z przypowieści wracając do domu rodzinnego obrócił się na pięcie przed samym spotkaniem z Ojcem i zawrócil tylko po to by tą sam przebyć powtórnie?

    1. Nie, nie, Syn nie zawrócił. Ojciec go nawet uściskał, ale z ucztą muszą poczekać miesiąc.

  16. Świetny pomysł! Jestem jak najbardziej za:)

  17. A ja chciałem dodać na temat spowiedzi – dlaczego jednak spowiedź „pusta” na miesiąc przed.
    W przeważającej przestrzeni kraju istnieje niekwestionowana mentalność ludowa, że po spowiedzi idzie się do Komunii św. jeden raz. Następny raz, po następnej spowiedzi. Czyli 2x spowiedź w roku na święta (albo trzy) no i tyleż razy u Komunii św. Są też bardziej gorliwi – co dwa miesiące u kratek i może ze 2x/spowiedź u Komunii św.
    Jednym z powodów tego stanu mentalnego (duszpastersko zauważonego w skali kraju) jest właśnie przez wiele lat prowadzona wersja przygotowania – spowiedź sobota, niedziela 1 Komunia św.
    Spowiedź bez Komunii św. łamie ten schemat bardzo skutecznie.
    Ta mentalność wryta jest w ludzi (w zależności też od rejonu kraju) mniej lub bardziej ale jednak niezwykle powszechnie. Co roztropniejsi duszpasterze przełamują to, powoli, długo i pracowicie. Pozostaje jednak wciąż to jako znaczący problem.
    Przez kilkanaście lat nauki dzieci i kontaktu z rodzinami, rodzicami, ludźmi w duszpasterstwie i w konfesjonale zauważam jednak sensowność takiej wersji podwójnej spowiedzi.

    Oczywiście istnieją dzieci (i Rodzice/rodziny), które powinny iść do Komunii św. zupełnie poza tym przygotowaniem, ale w większych miastach (i na obrzeżach – napływowa ludność „znikąd”) problem bywa wręcz podwójny (głęboka niewiara dorosłych, czasem pomieszana z wściekłą pobożnością).
    W Parafiach, gdzie roztropni duszpasterze są już kilkanaście lat i wytrwale wychowują ludzi do realnej bliskości z Bogiem ten problem może być marginalny. Niestety odsetek takich proboszczów jest mały, w niektórych diecezjach wręcz tragiczny.

    1. Przepraszam, ale dalej pojąć tego nie mogę.

  18. Bardzo bym chciała rozmowę z proboszczem zamiast paraliżującego komitetu rodziców-dekoratorów.

  19. super pomysł, jeszcze a propos poprzedniej burzy wokół tekstu o likwidacji pomyślałam że możnaby niejako rozbić te I komunie na cały okres wielkanocny – co niedzielę kilkoro dzieci mogłoby przystępować, wtedy będzie i czas na przygotowanie (jesień, zima) i czas na zakup strojow (od lutego;) a uniknie się tej jednej wielkiej zbiorczej imprezy
    życzę powodzenia w tym ambitnym przedsięwzięciu!!

    1. Przyznam się, że myślałem o tym – 4 Pierwsze Komunie w maju.
      A czerwiec na Uroczystości Odnowienia Przyrzeczeń Chrztu Świętego. Od myślenia jednak do realizacji czasem jest długa droga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *