Opublikowano 6 komentarzy

Katecheza 3.0

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Czy potrafimy wyobrazić sobie (przynajmniej tego spróbować) jak będzie wyglądać katecheza dzieci za lat… powiedzmy trzydzieści?

[proszę ten tekst potraktować jako szkic]

Warto o tym pomyśleć nie dla ćwiczenia wyobraźni, ale dla przygotowania się do nowego modelu.

Bo jedno jest pewne – wszystko będzie inaczej.

Model obecny to podział dzieci na klasy-oddziały i posłanie do nich katechetów, księży lub świeckich. Od kiedy wymyślono i upowszechniono szkołę zrodziła się myśl, że tak jak uczymy polskiego i matematyki, tak można uczyć i religii.

Taka forma katechizacji może być realizowana w samej szkole jak i w oparciu o parafię. Ta ostatnia forma jest faktycznie stworzeniem małej, wyspecjalizowanej szkoły, w której uczymy jednego tylko przedmiotu. Te formy katechizacji nazwijmy katechezą 1.0 i katechezą 2.0. I pozostawmy na boku, której formie jaki przypiszemy numerek.

Co nas czeka?

Wieczne awantury szkolne, ministrowie z różnych opcji. Niektórzy będą chcieli pomagać a będzie to często niedźwiedzia przysługa. Inni, trzeba się z tym liczyć, katechezę w szkole będą sekować.

Kryzys kadrowy, który już się objawia a będzie się jeszcze pogłębiał i eksploduje, gdy młodzieżowy zaciąg roku 1990 roku odejdzie na emeryturę.

Utrwalanie mentalności rodziców, że sprawa katechezy to sprawa “posłania” ich dzieci na katechezę a reszta to już sprawa katechety, do którego będzie się zgłaszać pretensje jak do każdego nauczyciela.

Czy czeka nas wyprowadzenie religii ze szkoły? Może tak, może nie!

Coraz mocniej będziemy się jednak przekonywać o małych owocach takiej katechizacji, zwłaszcza w zestawieniu z ogromem środków i czasu na to poświęconym. Ani nie zatrzymuje ona procesów laicyzacji, ani nie stwarza jakiejś specjalnej “wartości dodanej” w sferze wiedzy i postaw dzieci i młodzieży.

Ewentualne wyprowadzenie katechezy ze szkoły ukaże mizerię możliwości Kościoła. Jest sporo małych parafii, na których terenie jest jedna mała szkoła. Wydaje się, że możliwe byłoby “ogarnięcie” katechezy przez proboszcza. Czy jednak za trzydzieści lat będzie gdzieś proboszcz z małą parafią i małą szkołą. Może raczej proboszcz z trzema małymi parafiami (i potrójnymi obowiązkami) i trzema szkołami. I mający lat 70!

A większe parafie, miejskie, ze szkołami średnimi? Pomijając logistykę nie stać będzie na płace i ubezpieczenia katechetów.

A nawet gdyby było stać, to czy mamy się o to bić?

Może warto pomyśleć o katechezie 3.0?

Na czym miałaby ona polegać?

Generalnie na powrocie do epoki sprzed upowszechnienia szkoły podstawowej. Katechezy (rozumianej w wersji współczesnej) wtedy nie było. Cieżar i odpowiedzialność za wprowadzenie dziecka w wiarę spoczywał na rodzicach. Pomoc księdza była raczej zdawkowa i objawiała się raczej na finiszu pewnych etapów. Rodzice i rodzina uczyli modlitw i modlitwy, prowadzili do kościoła, przekazywali zasady moralne. Tak jak umieli. Przed Pierwszą Komunią wołano dzieci na nauki do kościoła, ale była to raczej wisienka na torcie.

Katecheza 3.0 polegałaby na powrocie do tej naturalnej formy katechezy.

Czy to jest realne?

Trudne, nie dla wszystkich, ale to jedyne rozwiązanie.

Rodzić się mogą uzasadnione wątpliwości.

Czy rodzice z grupy mocno zaniedbanych religijnie, mało lub wcale praktykujących, będą chcieli i czy będą zdolni cokolwiek przekazywać swoim dzieciom?

Słuszna wątpliwość. Jednak spójrzmy na to z innej strony. Czy szkolna lub parafialna katecheza, godzina czy dwie spotkań dziecka z katechetą, w kontrze do obojętności rodziców a czasem ich wręcz niechęci do Kościoła, zdalna jest zostawić jaką wartość w dziecku? To mrzonki! To syzyfowa praca!

Wydaje się jednak, że jest wcale nie mała grupa rodziców, która sama kuleje mocno w religijnych praktykach, zaniedbała się duchowo bardzo, ale jednak widzi w wierze i Kościele jakąś wartość, którą chce prrzekazać dziecku. Gdy taki rodzic zderzy się ze świadomością: “albo wy sami zajmiecie się katechizacją waszego dziecka, albo nie zrobi tego nikt”, gotowi są do mobilizacji. To czego nie zrobią sami dla siebie, mogą zrobić dla swojego dziecka. Przy okazji – ich mobilizacja dla dziecka będzie miała też dobre skutki dla nich samych. Kto przekazuje wiarę sam się w niej umacnia.

Takie “zderzenie” rodziców z katechezą 3.0, wygląda tak:

To fragment rozmowy jaką przeprowadzam z każdą rodziną na rozpoczęcie rocznych przygotowań do przyjęcia Pierwszej Komunii. Całość rozmowy [TUTAJ]

Kolejna wątpliwość to heretyckie treści, które pojawić się mogą w “nauczaniu” rodziców. Wszak nie są oni teologicznie przygotowani.

Odpowiadając na tę wątpliwość warto najpierw zauważyć, że herezja bierze się raczej z pychy niż niewiedzy. Druga uwaga dotyczy “herezji” już istniejących, o którą można oskarżyć katechezę 1.0 i 2.0. Proszę zbadać “katolickość” wierzeń ludzi, którzy przeszli przez obecną katechezę. Spokojnie – gorzej nie będzie.

Warto jednak zauważyć, że rodzicom potrzebne byłyby jakieś pomoce.

I teraz pewna historia, z rodzaju banalnych rozmów o brzemiennych skutkach. Odkrycie dziesięciolecia!

Na spotkaniu kręgu Domowego Kościoła jedna z mam powiedziała coś takiego: “Niedługo moja córka przystąpi do Pierwszej Komunii. Bardzo byśmy chcieli zaangażować się, by jej pomóc w dobrym przygotowaniu. Jednak nie wiemy jak.”

Czy słyszycie? Czy czujecie i czy ROZUMIECIE!?

Małżeństwo bardzo wierzące, związane z Kościołem, po kilku latach w Domowym Kościele, ona po kilku latach młodzieżowej oazy, oczytani, inteligentni. I oni mówią: “NIE WIEMY JAK!”

Mogłem się spodziewać, że kto jak kto, ale oni będą wiedzieć. Okazuje się jednak, że nie wiedzą.

Jeśli oni nie wiedzą jak, to tym bardziej nie wiedzą ci, którzy w żadnej wspólnocie nie są, mniej czytają, czy są mniej bystrzy.

Oznacza to, że trzeba rodzicom pokazać jak mają to robić. Dać im pewną pomoc.

To zrodził się zamysł przygotowania pomocy dla rodziców i programu “Z mamą i tatą do Pierwszej Komunii”. Program jest jakąś pierwsza próbą realizacji koncepcji katechezy 3.0.

Pomoce dla rodziców nie muszą być opasłym tomem przewodnika metodycznego. Raczej chodzi o pewne wskazówki, potwierdzenie kierunku, przestrogi oraz pewne proste pomysły na religijne rozmowy z dzieckiem.

Nie należy zakładać poprzeczki zbyt wysoko, by rodzic w obliczu wysokości nie poczuł się zbyt mały.

Innym pomysłem na realizacje katechezy 3.0 jest książka “Dobra Nowina dla dzieci”. Naszym zamierzeniem jest nie tylko stworzenie wydania Pisma Świętego dla dzieci, ale próba uczynienia z ksiązki biblijnego podręcznika do rocznej pracy – samodzielnej dziecka z elementem mobilizacji i rodzicielskiego przypomnienia oraz katechezy rodzinnej, gdy dany fragment jest punktem wyjścia do rozmowy.

Fragment o Kanie Galilejskiej wygląda tak:

W przygotowaniu zeszyt ćwiczeń, który ma przeprowadzić przez książkę. Strona o Kanie wygląda (roboczo) tak:

Ostatnie zdanie: “Maryja poprosiła Jezusa, by zaradził potrzebom nowożeńców. A ty o co chciałbyś prosić Jezusa dla innych?” może być przedmiotem głębszej refleksji dziecka, ale to raczej mało realne. Jest to raczej punkt wyjścia do rozmowy rodziców z dzieckiem.

Przygotowanie się do katechezy 3.0 to opracowanie pomocy dla domowej katechezy od przedszkola do końca szkoły podstawowej. Zbieranie doświadczeń i ciągłe doskonalenie materiałów.

Przygotowanie się do katechezy 3.0 to także praca nad zmianą mentalności księży. Myślenia: “Ja to muszę zrobić, bo nikt nie zrobi tego lepiej”.

Przygotowanie się do katechezy 3.0 to praca pokoleniowa, powolna przemiana mentalności rodziców.


Bardzo się ucieszę z merytorycznej rozmowy, wymiany myśli.

Jeśli chcesz zapisz się na moją listę mailingową – wybierając intreresujące cię tematy:

6 komentarzy do: “Katecheza 3.0

  1. Szczęść Boże.
    Problem poruszony przez księdza Proboszcza Zbigniewa jak najbardziej trafny i trudny do rozwiązania. Pamiętam swoje lata dzieciństwa, gdzie po niedzielnej mszy świętej całymi rodzinami spotykaliśmy się przy obiedzie. Często były poruszane tematy religijne. Seniorzy rodu przekazywali nam informację jak to dawniej wyglądało życie religijne, jak należało się zachowywać w kościele i przestrzegać zasad oraz tradycji wiary. Dyskutowano min. na temat niedzielnych kazań. Często widziałem swojego dziadka modlącego się rano, wieczorem a nawet przerywał pracę i modlił się na Anioł Pański w południe gdy biły dzwony w kościele. Po nim mam modlitewnik. Ze strony ojca babcia czytała Pismo święte i tylko Pismo święte. Około 40 lat temu mogę stwierdzić, że w domu często rozmawiało się o wierze, o życiu parafii. Mama uczyła pacierzy, brat kanonów służby ministranta. Była większa wzajemna mobilizacja aby nikt z rodziny nie zaniedbywał życia religijnego – w domu, kościele, w pracy i na roli. Bardzo łatwo daje się zauważyć różnice w naszym obecnym życiu codziennym. Czy ktoś pozdrawia pracującą osobę tradycyjnymi słowami Szczęść Boże? Odmawia modlitwę przed posiłkiem? Jaki jest nasz szacunek do chleba? Jakie ilości jego wyrzucamy do kosza na śmieci? Gdzie wspólna modlitwa choćby przed kolacją wigilijną lub śniadaniem wielkanocnym? Gdzie wspólne śpiewy rodzinne kolęd czy pieśni religijnych? I na koniec – czy my jesteśmy w stanie rozmawiać o Panu Bogu w naszych rodzinach? A jak tak to ile poświęcamy na to czasu. Na pewno wszystkim nam jest potrzebna katechizacja, samokształcenie lub pogłębianie wiary w różnych wspólnotach . Sam wiem ile jeszcze nie wiem. Na przykładzie wykonywanej pracy mogę powiedzieć, że zdobytą wiedzę pomnaża się przez szkolenie nowych pracowników. Trzeba niejednokrotnie samemu poszukać informacji aby przekazać mu wiedzę i przygotować do jak najlepszego poznania obowiązków i umiejętności wykonywanego zawodu. Proponowane materiały przygotowane przez księdza Proboszcza Maciejewskiego i jego znajomych mogą służyć pomocą, ułatwić rodzicom nauczanie dziecka. Przecież jako rodzice podczas chrztu dziecka przyjęliśmy na siebie obowiązek ,,…wychowania go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowało Boga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus….” …,,Bo tam gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Moje imię , tam jestem pośród nich.” (Mt 18,20). Wiem jaki jest opór rodziców aby pomagać w nauce swoim dzieciom. Wielu nie sprawdza zeszytu uwag czy zeszytów z odrobionym zadaniem domowym. Łatwiej będzie nam wszystkim pielęgnować wiarę w obecnych warunkach, niż w przyszłości być może w katakumbach. Pozdrawiam

  2. Moim zdaniem ważna jest postawa ewangelicznego siewcy.
    Trzeba rozsiewać wartości , w które naprawdę wierzymy: słowem, czynem, postawą. Nie troszcząc się zbytnio o wzrost i procent (obfitość ) plonów, a już zwłaszcza nie oczekując widoku pięknych owoców tego siewu, bo – być może – zbierać je będą inni w swoim czasie – gdy dojrzeją. Mamy siać resztę pozostawiając Opatrzności Bożej – tak rozumiem postawę wiary w tym zakresie. Odnośnie szkolnictwa, to – być może – trzeba będzie wrócić do jakiejś jego sprawdzonej formy np. Mistrz-nauczyciel i jego dobrowolni uczniowie – naśladowcy.

    1. Trzeba siać, rzecz bezdyskusyjna. Jednak potrzeba namysłu jak to robić. Dzisiejsze sianie (choćby na katechezie) bardzo przypomina rzucanie ziarna na skałę, wględnie na drogę albo (nowość) na mur. I jest to ludzku frustrujące.

  3. Generalnie zgoda co do sposobu katechezy 3.0 dla dzieci. Jednak uważam, że główny problem jest w braku katechezy pogłębiającej dla tzw. niedzielnych katolików, która pogłębiła by ich relację z Bogiem i Kościołem.
    W tej kwestii zaproponowałbym tłumaczenie fragmentu Katechizmu na każdej niedzielnej Mszy Św. i spotkania dyskusyjne przy kawie po nabożeństwach i Mszach św. w dni powszednie.

    1. Dziękuję za głos. Były już takie pomysły w niektórych diecezjach. Czytano kilka lat przygotowane kilkuminutowe katechezy oparte o katechizm. Niczego to nie pogłębiło. Obrazowo mówiąc ludzi trzeba zapalić a nie uczyć. A jeśli uczyć to zapalonych. A ludzka natura okazuje się wyjątkowo ognioodporna.

  4. Kochany księże Zbigniewie.
    – Dla mnie, po mocnych perypetiach z diabłem, który robił ze mną co chciał, aż się kapnąłem, że coś tu jest nie tak, – postanowiłem podjąć Walkę. Zwróciłem się do Naszej Parafii, gdzie teraz mieszkamy,
    Do księdza, którego prawie nie znałem, bo do Kościoła chodziłem rzadziej niż w kratkę…
    Wyspowiadałem sie z całego życia, z grzechów które w ten czas dostrzegłem, po kolei…, Na każdym przykazaniu było po kilka cięzkich grzechów/przeiwnień, Lista była długa miała chyba ze 2 strony A4, a wydawało mi się że “Taki ze mnie Katolik” – Oddałem to Wszystko Chrystusowi – właśnie w sakramencie pojednania, a On mnie uwolnił. Na Prawdę!
    Piszę o tym – krótko- aby zaznaczyć jedną Ważną rzecz:
    – Umarłem wtedy dla grzechu – i Narodziłem się na nowo!
    Ja znam DATĘ swoich nowych Narodzin! Konkretnie!
    Tak Jak Jezus, Nasz Kochany i Miłosierny Pan, mówił o tym Nikodemowi “Trzeba się na nowo narodzić”.
    – Ja tą spowiedź nazywam Chrztem 2.0! Nowymi Narodzinami!, Pan Jezus pozwala wtedy popatrzeć na świat Jego Oczyma a wtedy Wszystko się Radykalnie zmienia!
    A po takim Chrzcie, Już nie pyta się człowiek “Jak mam to zrobić” tylko mówi “Chcę…”
    .
    (Znaczy – trzeba rodziców podpytać, czy znają datę swoich Nowych Narodzin (?), bo może się jeszcze nie Narodzili w Duchu i w Prawdzie, kryją coś przed Panem, Nie mogą spojrzeć w jego płomienne, pełne miłości oblicze… )
    .
    – Niech Chrystusowy Pokój mieszka w Księdza Sercu!
    I niech Pan Księdzu błogosławi,
    Ja ze swej strony, dziękuję za księdza kazania, filmiki, i miłość do Słowa Bożego,
    – Pozdrawiam
    Michał W

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *