Wirtualna Ambona; I niedziela Adwentu, B; Iz 63,16b-17.19b; 64,3-7; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; 1 Kor 1,3-9; Ps 85,8; Mk 13,33-37
W Starym Testamencie terminem, którym określa się nawrócenie jest słowo SzUBh. Występuje ono w Biblii 1061. Widocznie musi być ważne.
Widzimy w nawróceniu, zwłaszcza na progu adwentu powinność człowieka. I tu niespodzianka. W czytaniach na I niedzielę adwentu nawrócić się ma… Pan Bóg.
Co prawda w kościele usłyszymy: „Odmień się przez wzgląd na Twoje sługi i na pokolenia Twojego dziedzictwa.” (Iz 63,17c) Niemniej czcigodny ksiądz Jakub Wujek tłumaczył tutaj: „Nawróć się.” (inne tłumaczenia: gdańska – „Nawróćże się”; warszawska – „Zwróć się”; warszawsko-praska – „Wróć”)
Czy Bóg potrzebuje nawrócenia? Oczywiście nie! Jest stały i niezmienny w swojej świętości. Tego nawrócenia potrzebujemy my, choć subiektywnie wydaje się nam, że to Bóg o nas zapomniał, odwrócił się. Widać to w tej izajaszowej skardze, ale widać to także w tym co sami mówimy, czy słyszymy u innych.
Samo proroctwo Izajasza wyjaśnia o co tu tak naprawdę chodzi: „Nie! Ręka Pana nie jest tak krótka, żeby nie mogła ocalić, ani słuch Jego tak przytępiony, by nie mógł usłyszeć. Lecz wasze winy wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem; wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze przed wami tak, iż was nie słucha. Bo krwią splamione są wasze dłonie, a palce wasze – zbrodnią. Wasze wargi wypowiadają kłamstwa, a przewrotności szepce wasz język.” (Iz 59,1-3)
To trochę tak jak z obserwacją słońca z perspektywy ziemi. Wyraźnie widać, że słońce „pojawia się i znika”, wschodzi i zachodzi. Prawda jednak jest inna – to ziemia się kręci. To ziemia musi się „nawrócić”, by jakiś jej punkt został oświetlony.
Czytanie z Izajasza mówi bardzo dobitnie o kondycji nas ludzi: „Oto Tyś zawrzał gniewem, bośmy grzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher.” (Iz 64,4b-5)
Zobaczmy, że skrwawioną szmatą zostały nazwane nie są jakieś nasze grzechy, nieprawości, ale nasze dobre czyny. Taka już nasza natura, że nawet pod płaszczykiem dobra siedzi egoista i grzesznik.
Dodajmy jeszcze jedną ciekawą rzecz. Ta skrwawiona szmata to nie jest bandaż z rany dzielnego żołnierza, ale coś co stanowi spore tabu obyczajowe. Hebrajski oryginał należałoby przetłumaczyć jako „wszystkie nasze dobre czyny jak zużyta podpaska”.
To nie jest żadne naciąganie. Znów odwołam się do przekładu Wujka, który w tym miejscu tłumaczył: „I staliśmy się jako nieczysty wszyscy my, a jako szmat miesięcznej niewiasty wszystkie sprawiedliwości nasze: i opadaliśmy wszyscy jako liście, a nieprawości nasze jako wiatr zniosły nas.” I o to właśnie tu chodzi biblijnemu autorowi.
Pójdźmy jednak dalej. List do Koryntian (1Kor) pokazuje grzesznikowi jego nadzieję. Tą nadzieją jest łaska. Bóg darmo udziela się temu, kto o tę łaskę prosi – „zbawia zużytą podpaskę”. A dalej umacnia człowieka i prowadzi aż do końca, do objawienia się Jezusa Chrystusa: „Oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa.” (1Kor 1,7b)
To kolejny adwentowy temat – przyjście Jezusa. Dla mnie to jest jeden z przykładów prawdy wiary, która absolutnie w praktyce niemal nie funkcjonuje w dzisiejszym Kościele.
To znaczy teoria jest idealna, liturgia też – znamy na pamięć: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu; wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale.” A gdyby on faktycznie przyszedł? Czy faktycznie byłby oczekiwanym gościem?
Spójrzmy na psalm. Ile tam wołania o przyjście Boga: „usłysz…, zbudź potęgę…, przyjdź…, powróć…, wejrzyj…, chroń…, wyciągnij rękę…” (por. Ps 80)
A gdyby on faktycznie przyszedł?
Sięgnijmy do Apokalipsy – tam jest napisane (w nawiązaniu do Oz 10,8), co będzie, gdy rozpocznie się Jego przyjście: „Królowie ziemscy, wielmoże i wodzowie, bogacze i możni, i każdy niewolnik, i wolny ukryli się do jaskiń i górskich skał. I mówią do gór i do skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem Zasiadającego na tronie i przed gniewem Baranka, bo nadszedł Wielki Dzień Jego gniewu, a któż zdoła się ostać?” (Ap 6,15-17)
Niech to pytanie: „któż zdoła się ostać?” będzie następnym punktem naszych rozważań.
Wydaje się niektórym, że ostaną się „sprawiedliwi”. Mają rację, ale tylko w pewnym sensie. Jeśli ktoś myśli, że sprawiedliwość to coś, co może sobie sam załatwić – zmobilizuje się, napręży, oczyści i już… to jest w wielkim błędzie.
Biblia wzywa do wysiłku, mobilizacji i starania się o sprawiedliwość, ale w ten sposób sprawiedliwości się nie zdobywa. Sprawiedliwość to dar, który dostajemy od Boga. To On nas usprawiedliwia.
Czy Jezus jest zbawicielem? Znowu – w teorii i liturgii tak, ale w praktyce? Śmiem twierdzić, że panuje coś w rodzaju pelagianizmu – człowiek zbawia sam siebie.
To trochę kontrowersyjna teza, więc może dobrze zasłonić się biskupem. Biskup Kiernikowski w swoim wywiadzie dla KAI zauważył ciekawą rzecz: „Przy okazji przygotowania do pierwszej komunii dzieciom mówi się często: trzeba uprzątnąć serduszko, jakby jakiś kącik, żeby Pan Jezus dobrze tam się czuł. To są sformułowania, które nie mają wiele wspólnego z właściwie pojętą katechezą inicjacyjną wprowadzającą w życie jako historię zbawienia. W istocie Chrystus przychodzi w nasze zepsute czy zwichnięte, egoistyczne wnętrze, żeby właśnie w nim być i w tym życiu uczyć to życie tracić dla innych.”
[ Cały wywiad przeczytasz tutaj: Bp Kiernikowski: Można być człowiekiem religijnym i jednocześnie niewierzącym https://ekai.pl/bp-kiernikowski-mozna-byc-czlowiekiem-religijnym-i-jednoczesnie-niewierzacym/]
Czy nie jest to ciekawa obserwacja?
Czy nasze serduszko (życie) jest zepsute, zwichnięte i egoistyczne? Z pewnością. Kto ma się tym serduszkiem zająć? Każdy z nas sam czy Jezus? Kogo wskażemy – tego czynimy zbawicielem. Z tym, że jeśli wskażemy na siebie, to wskażemy zbawiciela fałszywego.
Czas teraz na Ewangelię. Pokazuje ona, że Jezus ma być nie tylko naszym Zbawicielem, ale i Panem.
Jeśli toniemy w bagnie, to wyciągnięcie z niego jest zbawieniem. Gdy już jesteśmy zbawieni to „nie powracanie do bagna” jest uczynieniem z Jezusa także Pana, któremu dajemy autorytet i którego słuchamy, żyjemy według Jego wskazówek.
Jezus daje konkretne zadania – zostawia swój dom (kościół?), każe nam czynić starania o wszystko i każe… czuwać. Mamy czuwać bo nie wiemy, kiedy przyjdzie.
W tym momencie warto wspomnieć wszystkich Grzegorzów, bo imię to pochodzi od słowa γρηγoρεω (gregoreo), które właśnie znaczy „czuwać”.
Czuwanie ma jednak różne oblicza. Jeden z uczniów może czuwać przy drzwiach, gdy klasa szaleje. Ostrzeże przed przychodzącym nauczycielem. Jeden z bandytów będzie czuwał, by reszta obrobiła sklep. Ostrzeże przed policją. Nie o takie czuwanie chodzi.
Chodzi o zachowanie pewnej wrażliwości, o właściwe pragnienia, nastawienia. Chodzi o pewną tęsknotę.
Dlatego podoba mi się znowu zmysł Jakuba Wujka, który te miejsca tłumaczył: „czuj…, czujcie…”. Mamy… „czuć…”!
Czego ma dotyczyć nasze czucie? Ma dotyczyć drzwi – w Ewangelii jest mowa o odźwiernym (albo wrotnym – u Wujka). Drzwi służą do dwóch rzeczy – do zamykania i do otwierania. I musimy to czuć.
Bóg mówi do Kaina: „Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować.” (Rdz 4,7)
Jeśli grzech leży u drzwi, to czucie polega na zamknięciu tych drzwi.
A co było z arką noego? „Gdy już weszły do arki samiec i samica każdej istoty żywej, jak Bóg rozkazał Noemu, Pan zamknął za nim [drzwi].” (Rdz 7,16)
Jak jest potop, to warto czuć i zamknąć drzwi.
A co było w Sodomie? „Wtedy ci dwaj mężowie, wsunąwszy ręce, przyciągnęli Lota ku sobie do wnętrza domu i zaryglowali drzwi.” (Rdz 19,10) Jak zbliża się gwałt dobrze jest mieć nie tylko zamknięte, ale zaryglowane drzwi.
Trzeba nam jednak czuć tę chwilę, gdy drzwi trzeba otworzyć. „Bramy, podnieście swe szczyty i unieście się, prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały.” (Ps 24,7)
Oczywiście nie sposób pominąć teraz fragmentu Apokalipsy mówiącego o Jezusie stojącym u drzwi. „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.” (Ap 3,20)
I co teraz?
Teraz koniec teorii i czas na życie. A życie zna różne przypadki. Augustyn, późniejszy biskup i święty, który miał związek z kobietą modlił się: „nawróć mnie – ale jeszcze nie dzisiaj”.
To nie jest jakiś ewenement. To jest bardzo częsta postawa. Może nie do końca uświadamiana, rzadko wyrażana, ale… coś w tym jest.
„Nawróć mnie – ale jeszcze nie dzisiaj.” „Przyjdź do nas – ale jeszcze nie w tym roku.” „Zbaw nas – ale jeszcze nie w tym adwencie.”





Rewelacja!!! Przydatne do rozważenia nie tylko na adwent.
Bóg zapłać za to kazanie! Bardzo mocne, ale, przynajmniej dla mnie, bardzo potrzebne. Przeczytałam wczoraj dwa razy, dzisiaj jeszcze raz i jakbym zaniemówiła. Nie jest łatwo publicznie bić się w piersi. Jest nad czym rozmyślać. Bardzo to wszystko trudne.
Pozdrawiam 🙂
Czytam to dzisiaj, a przed tym czytałem godzinę czytań. Drugie czytanie św. Cypriana, składa się się z tym tekstem idealnie. Przypadek. Przyjdź Duchu Święty.
Myślę, że cały kłopot polega na tym, że my źle odbieramy przyjście Pana w chwale. Niemal 100% wiernych kojarzy to z tzw. końcem świata. Czyli: jest to jakiś straszliwa, potworna, nieuchronna chwila, która przyjdzie nie wiadomo kiedy. Strach, groza, obezwładnienie tymże „końcem świata” powoduje, że często podchodzimy do tego tak, aby sobie jeszcze poużywać zanim można. Bo i tak wszystko przepadnie, ziemia pójdzie na zagładę – więc carpe diem – chwytaj dzień, bo jutro możesz już nie zdążyć zrobić tego, tego, tamtego itd. Tymczasem w Ewangelii nie ma słowa o tym, że jak Jezus przyjdzie w chwale to rozwali cały świat w drzazgi i nas pozabija oczywiście przy tym, no bo jak przeżyjemy tak niewyobrażalny kataklizm, no jak przeżyjemy?
Brakuje tłumaczenia w kościele Dnia Pańskiego. To nie my mamy zginąć, ufający Jezusowi, tylko Szatan i jego wyznawcy, wtedy wszelkie cierpienie zostanie unicestwione, łzy będą otarte i jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć, a na Imię Jezusa zegnie się każde kolano, wszelkich istot. Jeśli tak, to czekamy z ufnością na przyjście Pana. Bo On nas wybawi. A to Przeciwnik stale podsuwa strach przed Bogiem, żeby nie ufać Panu Bogu. Strach przed Bogiem to diabelska sztuczka, sam się boi i chce żebyśmy sie okropnie bali tego „końca świata”. A tu nie! Zaufajmy Panu Jezusowi. To On jest Panem i wierzymy, że On sam nas przeprowadzi przez to doświadczenie. Jak? Nie nasza sprawa. My mamy ufać i tyle. I aż tyle. Czyli korzystać z sakramentów, bo mamy w Polsce bezproblemowy do nich dostęp. I nie odkładajmy na później naszego nawrócenia, Spowiedź jest dla każdego w zasięgu ręki. Żyjmy tak jakby przyjście Pana miało nastąpić za parę godzin. Inspiracją tu jest dla mnie Św. Jan Bosko grający w piłkę i zapytany – cobyś zrobił jakbyś wiedział, że po południu będzie koniec świata? Dalej bym grał w piłkę. To znaczy, że był przygotowany w KAŻDEJ CHWILI na przyjście Pana.
Tak ja rozumiem przyjście Pana i odkładanie nawrócenia – jeśli źle to proszę mnie poprawić. Dziękuję Ojcze Zbigniewie za piękne prowadzenie po tym trudnym temacie.
W listach św Pawła występuję słowo ,,usprawiedliwić” , co to znaczy ?
uczynić sprawiedliwym
Bóg mówi do Kaina: „Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować.” (Rdz 4,7)
Świadoma jestem grzesznej natury człowieka, Ulegam jej wpływowi i tak będzie do końca życia.
W dzisiejszych czasach , można z pomocą Boga postępować dobrze i mieć smutną twarz. Jak b.boli postępowanie ludzkie, egoizm, zazdrość , odrzucenie.Co raz mniej mówię, częściej słucham , słucham. Dobrze ze jest Bóg. Tak b. oddalam się od człowieka, zamykam się . Nie jestem ” swiętą”, jestem ciągłym dłużnikiem Boga, po śmierć
Czytam życiorys ks. Dolindo. I w takich sytuacjach, kiedy ludzie potrafią mocno zdołować, ks. Dolindo pisał: zawierz to Jezusowi. Wykrzycz: „Jezu Ty się tym zajmij”. Kiedyś mój ojciec tak mówił, że ludzie go dobijają. W takim razie, mówiłem Mu – to mnie wyrzuć, skoro Cię dobijam. Nie – mówił nie ty, tylko ludzie. Ale ja też jestem jednym z nich, a przecież chcesz bym Cie odwiedził, byśmy pogawędzili – więc jak to jest z tymi ludźmi. Czy wszyscy są źli. Nie osądzajmy innych i nie uciekajmy od nich. Pamiętam zdanie naszego Wielkiego Świętego Jana Pawła: nie ma nic lepszego dla człowieka – od człowieka. To dlatego Jezus stał się człowiekiem, dla nas ludzi, słabych, grzesznych, przecież On doskonale o tym wie, jacy jesteśmy. Miliardy ludzi ma do zbawienia i bardzo tego pragnie, by nas wszystkich zobaczyć i obdarować niewyobrażalnie pięknym mieszkaniem wiecznym i jeszcze dać nam w niebie władzę o której nie mamy bladego pojęcia. Ufaj Jezusowi!
Dziękuję za Słowo i komentarz.