Opublikowano 8 komentarzy

O bezsensie święconki [w obecnej postaci]

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Zanim się zbulwersujesz – przeczytaj do końca i pomyśl.

Jest taki dzień w roku, kiedy nieprzeliczone tłumy ciągną do kościoła. Jest ich na pewno więcej niż w przeciętną niedziele. Być może nawet więcej niż w czasie niedzieli Wielkanocnej i Bożego Narodzenia.

Ten dzień to Wielka Sobota. Idący zaś wtedy do kościoła niosą koszyk ze święconką. Można wtedy zobaczyć bardzo wielu parafian, którzy pojawiają się tylko wtedy.

Cieszyć się z ich obecności? Witać z uśmiechem, przemówić ciepło i… pożegnać na rok? Nie jest to takie proste.

Wizyta w kościele zawsze powinna nam się dobrze kojarzyć i być traktowana jako szansa. Niemniej mam obawy, że wielu nawiedzających wtedy kościół nawet nie zauważy Grobu Pańskiego i wystawionej monstrancji. Tak, po każdym poświęceniu zapraszamy do modlitwy, ale mówić to jedno, usłyszeć to drugie.

To co się słyszy to radosny gwar będący odbiciem licznego uczestnictwa dzieci, które (to naturalne) będą miały pytania, na które trzeba odpowiedzieć, upuszczą wszystko co się da upuścić i prychają, gdy jakiś ksiądz obficie je pokropi razem z ich święconką. 

Z natury rzeczy święci się pokarmy w innym miejscu kościoła niż jest grób. Zatem potem mamy przechodzenie, wracanie, rozgardiasz. A to przecież Wielka Sobota, Jezus w grobie. To inne klimaty, inne rejestry wrażliwości.

I inne zapachy.

Tak właśnie – zapachy. Do istoty koszyczka należy kawałek kiełbasy. I powiem szczerze uwielbiam ten zapach, ale… nie w kościele, nie w Wielką Sobotę. To taka obca nuta, z innej tonacji.

Kto wymyślił święconkę i dlaczego tak nieszczęśliwie trafił?

Czy jemy, czy pijemy, wszystko czynimy na chwałę Boga. Zatem modlitwa przed posiłkiem, pobłogosławienie pokarmów to nic dziwnego. Nic dziwnego, że prosimy o to księdza i idziemy z tym do kościoła. Jednak tak samo NIE-DZIWNE powinno być to, że pokarmy (albo w koszyczku albo hurtowo cały stół) poświęci ojciec w domu, albo matka.

Tak, do tej modlitwy nie trzeba święceń. Może to zrobić każdy wierzący, także ten, który księdzem nie jest.

Sam to robiłem w kleryckich czasach, gdy wysyłano nas do płockich kościołów, byśmy święcili pokarmy. Mieliśmy sutanny, ale święceń jeszcze nie.

(Wtedy to właśnie widziałem przejaw “świeckiej świadomości”, gdy do płockiej fary zajrzał mężczyzna z koszyczkiem, rozejrzał się po kościele i stwierdził, że akurat święcenia nie ma i trzeba poczekać parę minut. Rozejrzał się czujnie raz jeszcze, wsadził palce do kropielnicy przy drzwiach i skropił swój koszyczek “z palca”. I zrobił w tył zwrot. Przypuszczam, że w domu przysięgnie żonie, że poświęcone.)

A z czasem święconki to wielka parada omyłek. Święcenie pokarmów bowiem to znak świętowania niedzieli zmartwychwstania, to wielkanocne śniadanie, to radość, którą wyrażamy bardziej wyrafinowanym jedzeniem niż zwykle (ale weź i zaskocz dzisiaj kogokolwiek czymkolwiek, gdy na okrągło się zażeramy i na okrągło mamy wszystko).

I wszystko było formalnie w porządku, bo święcono pokarmy po obchodach Wigilii Paschalnej, które nie miały specjalnego wzięcia u ludzi i odprawiane były… w sobotnie przedpołudnie. Totalnie bez sensu.

Jednak, skoro już Pan Jezus zmartwychwstał, to poświęćmy pokarmy.

Ten bezsens zmieniono jakiś czas temu i Wigilia Paschalna świętowana być powinna w nocy.

Parada omyłek polega zaś na tym, że Wigilię Paschalną przeniesiono a święcenia pokarmów już nie. I zostało w to wielkosobotnie przedpołudnie – ni przypiął, ni przyłatał,

Najlepiej byłoby poświęcić je po Wigilii Paschalnej, ale jest tu problem logistyczny – co z tymi koszykami? Postawić w jakimś miejscu kościoła? Zajmują miejsce. Trzymać przy sobie cały czas? Nieporęcznie.

No i te zapachy…

Tylko po co głowić się nad trudnościami, skoro można wszystko samemu zrobić w domu. Do czego zapraszam.

Nie zapraszam do walki ze święconkami. Byłaby beznadziejna i skazana na przegraną. Wykorzystujmy ją jak możemy. Oprócz samej modlitwy może jakieś krótkie kazanie?

=========================================

Uzupełnienie: List czytelniczki i odpowiedź

W nawiązaniu do tematu święconki mam pytanie. Kilka razy spotkałam się, że śniadanie świąteczne rodziny organizują w sobotę, po powrocie ze święconką.My sobotę spędzamy “postnie” i świąteczne śniadanie spożywamy w niedzielę, kiedy tez dzielimy się poświęconym jajkiem.

Serdecznie proszę o kilka słów wyjaśnienia.

To jest kolejny przykład parady omyłek. Kiedyś takie śniadanie było czymś oczywistym, skoro należało do “przestrzeni zmartwychwstania” – było przecież PO wigilii paschalnej. Wigilię przeniesiono, śniadanie zostało. Nie tylko w mentalności zostało. W Prawie Kanonicznym nie znajdziemy żadnego obowiązku postu w Wielką Sobotę. Kościół jedynie zachęca do tego postu. Literalnie więc rzecz ujmując można wcinać kiełbasy i szynki do oporu. Tylko jaki to ma sens?

Wystarczy pomyśleć i poczuć, by wiedzieć, że należy poczekać do Zmartwychwstania.

=========================================

A na koniec obrzędy wielkanocnego śniadania ściągnięte z: http://parafia-honorata.pl/userfiles/file/Pliki%20PDF/OBRZ%C4%98D%20%C5%9ANIADANIA%20WIELKANOCNEGO.pdf

OBRZĘD ŚNIADANIA WIELKANOCNEGO

W Niedzielę Wielkanocną po Mszy św. rezurekcyjnej gromadzimy się wszyscy na uroczystym śniadaniu przy odświętnym stole, przybranym gałązkami, baziami wierzbowymi, zieloną pszenicą, rzeżuchą albo bukszpanem, które symbolizują nowe życie otrzymane na Chrzcie św. Na środku stołu umieszczamy paschał rodzinny, baranka wielkanocnego oraz „święcone”. Spożywanie pokarmów winna poprzedzić wspólna modlitwa o Boże błogosławieństwo, o dary Ducha Świętego dla naszego papieża Benedykta XVI, o łaskę nawrócenia dla niewierzących, o pokój na ziemi, o pociechę dla cierpiących i samotnych.

Zapalając paschał rodzinny, głowa rodziny podnosi go, mówiąc:

Ojciec: Zmartwychwstał Pan prawdziwie. Alleluja.

Wszyscy: Bogu niech będą dzięki. Alleluja.

Ojciec: Z radością gromadzimy się dzisiaj w naszej wspólnocie rodzinnej, aby uroczyście świętować pamiątkę Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Życzę nam wszystkim tu obecnym, aby pokój i radość zagościły w naszych sercach. Życzę, byśmy wszyscy byli świadkami Zmartwychwstałego Chrystusa w dzisiejszym świecie i gdziekolwiek będziemy, byśmy oznajmiali, że Pan rzeczywiście zmartwychwstał. Ogarnijmy myślą i sercem wszystkich naszych krewnych i przyjaciół, żyjących i zmarłych, ogarnijmy cały świat i prośmy:

Wszyscy: Ojcze nasz, któryś jest w niebie…

Modlitwa przed posiłkiem

Módlmy się.

Z radością wysławiamy Ciebie, Panie, Jezu Chryste, który po swoim z zmartwychwstaniu ukazałeś się uczniom przy łamaniu chleba. Panie, bądź z nami, kiedy z wdzięcznością spożywać będziemy te dary i dzisiaj w braciach przyjmujemy Ciebie w gościnę, przyjmij nas kiedyś jako współbiesiadników w swoim królestwie, który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

W. Amen.

Modlitwa po posiłku

P: Uczniowie poznali Pana. Alleluja.

W. Przy łamaniu chleba. Alleluja.

Módlmy się. Boże, źródło życia, napełnij nasze serca paschalną radością i podobnie jak dałeś nam pokarm pochodzący z ziemi, spraw, aby zawsze trwało w nas nowe życie, które Chrystus nam wysłużył przez swoją śmierć i zmartwychwstanie i w swoim miłosierdziu nam udzielił. Który żyje i króluje na wieki wieków.

W. Amen.

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

8 komentarzy do: “O bezsensie święconki [w obecnej postaci]

  1. Niepotrzebne, bez sensu kazanie.
    Są tematy stokroć ważniejsze, i wierni czekają by w kazaniu kapłan próbował je omówić, i odpowiedzieć na wiele wątpliwości.

    Pozdrawiam

    1. Jurku z Ligoty Pięknej – to pod czym napisałeś komentarz NIE jest kazaniem.

  2. W tym roku spędzam Święta w Hamburgu.To prawda ludzi do święcenia pokarmów tłumy,tego nie ma w Kościołach Niemieckich.Nie ma także wiernych.To cudowne pomyślałam,że mamy także piękne tradycje,dzięki temu Koscioły nie będą pustoszały jak na zachodzie.Ta święconka to rodzaj przynęty,by wejść odwiedzić grób Pański,nie bez powodu Pan Jezus uczynił Apostołów rybakami ludzi.Tak to jest,że trudno złowić rybkę bez przynęty.Dobrze,że jest właśnie w sobotę przed południem,wtedy gdy paradoksalnie w Liturgii nic się nie dzieje.Dzieje się wiele.Modliłam się za tych ludzi,którzy przychodzili,by Pan dotykał ich serc.Podobało mi się,że zanim było poświęcenie pokarmów Księża krótko ewangelizowali.Nie wiemy czy kogoś dotknęło kazanie,ale myślę,że Wielka Sobota w Kościele to jakby sianie ziarna Słowa Bożego,na rózne gleby naszego życia,dlatego święconka jest bardzo potrzebna.Ponadto przygotowanie koszyka angażuje całą rodzinę,szczególnie dzieci,co jest też piękne,buduje jedność.Błogosławionych Świąt

  3. Swieconka to nasza polska tradycja . Z calym szacunkiem dla Ksiedza mysle, ze wszelkie wielowiekowe tradycje powinnismy pielegnowac , a nie je osmieszac . Mozna je troche korygowac , udoskonalac , ale nigdy likwidowac . Prosze pamietac, ze wiara nie przetrwa bez tradycji ( powiedzieli to juz wczesniej troche madrzejsi niz ja). Mieszkajac w Kanadzie juz 30 lat pielegnuje nasze polskie tradycje niezaleznie od tego czy sa bardzo madre czy tez po prostu smieszne jak np dyngus. Te tradycje , w ktorych sie wychowalam nie tylko podtrzymuje , ale przekazalam moim dzieciom, a teraz wnukom. To wyroznia nas w tej masie roznych narodowosci . Kocham Polske , Jej tradycje i ciagla wiernosc Bogu.

    Pozdrawiam serdecznie
    zycze blogoslawionych Swiat Wielkiej Nocy
    Halina z London Otario

    1. Pani Halino – “wiara nie przetrwa bez tradycji”? To co to za wiara? Chyba że ma Pani na myśli Tradycję, przez duże “T”, Tradycję Kościoła – ale nie FOLKLOR! Zgadzam się, folklor to rzecz godna (najczęściej, bo przecież nie zawsze) szacunku, to sprawa kultury narodu, to często sztuka (artyzm), to zwyczaje, to pamięć o przodkach, etc. Ale to nie jest istotą wiary. Dobrze jest pielęgnować tradycyjne zwyczaje, polskość, ale myślę – z całym szacunkiem do Pani- że wiara jako więź i przynalezność do Jezusa to nie folklor. Nazbyt dużo mam wokoło ludzi praktykujących zwyczaje, taki właśnie folklor, polskie zwyczaje, ciekawe, i ci ludzie kochają Polskę, sa goracymi ptariotami – ale gdy rozmowa zejdzie na Boga (nie w sensie “bo my tradycyjnie to jesteśmy katolikami”), na znajomość Słowa Bożego, a nawet podstawowe prawdy wiary, to juz gorzej bywa… Galimatias, wierzenia w gusła, niezrozumienie istoty chrześcijaństwa. Myślę, że najlepiej byłoby rozdzielać te dwie sfery: folklor i tradycje przodków to jedno (i to cenne!), ale wiara w Jezusa Zbawiciela to coś osobnego, i ważniejszego od tradycji przez małe “t”. Podstawą wiary chrześcijanina jest co innego niż folklor. Wierzę, bo uwierzyłam Jezusowi, Jego Słowu, uwierzyłam, że On mnie kocha i dlatego umarł na Krzyżu, żebym mogła być zbawiona. Prawdziwa wiara chrześcijanska nie ma “narodowości”. Jest jeden Bóg, jeden Zbawca, jeden Pan wszystkiego, ten sam dla Polaka, Francuza, Niemca, Japończyka, Żyda… Folklor każdej z tych narodowości co najwyżej może pomóc głębiej i ciekawiej przeżywać wiarę w Boga, ale nie jest i nie powinien być jej podstawą ani warunkiem. Może pomóc, ale nie musi – może zaszkodzić… Bo gusła i zabobony przeszkadzają w relacji z Bogiem, są przekroczeniem I przykazania.
      Ja np. nigdy nie przykladałam wagi i planowo nie przykładam i nie będę jej przykładać do zawartości koszyczka wielkanocnego. Pamiętam z dzieciństwa, że moja babcia i mama zachowywaly się tak samo. Nigdy nie miałam w koszyku tego, co moje koleżanki – każda pzrechwalała się a to kawałkiem kiełbasy, a to wymyślną malutką babką drożdżową, a to cudownym fikuśnym naczynkiem na sól i masło, itd. W moim koszyczku zawsze był tylko baranek, jajka (po jednym na domownika), kawałeczek masła i kromka chleba. To wszystko potem przy śniadaniu wielkanocnym dzieliło się między domowników i składało życzenia, dzieląc się jajkiem jak opłatkiem. Choć dzieci mają prawo cieszyć się zawartościa koszyka jak zabawką, jakoś to mogę zrozumieć, to jednak moim zdaniem nie jest dobrze zajmować się (i przejmować) tym, co oznacza w tym koszyku i czego jest symbolem każda potrawa. Po co to? Dla mnie to ociera się o magię. Bo jak mam to rozumieć inaczej, jeżeli znajoma martwi się, że nie włożyła do koszyka tego czy owego i co to teraz będzie? Bo nie będzie jej sprzyjać szczęście, będzie pech, zdrowia nie będzie, pieniędzy nie będzie, bo sólsię rozsypała, bo jajko się stłukło, bo o chrzanie zapomniała (a musi być ponoć! o rety!), i tak dalej takie głupoty i bzdury. Czy to jest zachowanie chrześcijanina? Czy szczęście i pomyślność daje chrzan, jajka i sól, czy Jezus Ukrzyżowany i Zmarwtychwstały?
      Mierzi mnie zawsze to mieszanie folkloru (skądinąd ważnego i ciekawego) z WIARĄ chrześcijanina.

  4. U nas od dziecka pamiętam jest tak, że pościmy od czwartku wieczora, kiedy to wracamy z mszy świętej. W Wielki Czwartek Pan Jezus został uwięziony i wtedy “zawiazuje” się dzwony. W Wielki Piątek wiadomo – cały dzień i dodatkowo w Wielką Sobotę do “rozwiązania” dzwonów, których dźwięk ogłasza Zmartwychwstanie Jezusa, czyli późnym wieczorem. Kto ma ochotę częstuje się już po powrocie z kościoła, ale z reguły świąteczne jedzenie czeka do niedzieli. Tak mnie wychowano, tak praktykuję i mam nadzieję, że moje dzieci tak będą praktykować w swoich rodzinach.
    Z koszyczkiem do święcenia nigdy nie lubiłam chodzić – to ciągłe porównywanie kto ma lepsze, ładniejsze, droższe, wymyślniej przystrojone…. I nareszcie w tym roku z czystym sumieniem będę mogła sobie to odpuścić. Bardzo dziękuję księdzu za uświadomienie, że to zupełnie niepotrzebne.

  5. Dziękuję ,serdeczne Bóg zapłać

  6. Nic dodać ale stosujemy się do zaleceń księży, a ze oni raz tak raz tak top co mamy robić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *