
29 Niedziela Zwykła, C; Wj 17,8-13; Ps 121,1-8; 2 Tm 3,14-4,2; Hbr 4,12; Łk 18,1-8; Winnica 16 października 2016 roku.
Co byś pomyślał o mężu, który przychodzi do swojej żony tylko w konkretnych sprawach: odczuł głód i ciekaw jest kiedy kolacja, oderwał mu się guzik, szuka skarpet albo zachciało mu się seksu?
Zapewne uznasz taką relację za przedmiotowe traktowanie kobiety. I słusznie.
Oczywiście w podobny sposób może żona traktować swojego męża i generalnie – człowiek człowieka.
Pomyślmy jednak czy czasem, w podobny sposób, my nie traktujemy Boga?
I coś jest na rzeczy, gdy przypominamy sobie o Nim, kiedy jest jakaś potrzeba. Przychodzimy do Niego, bo potrzebujemy uzdrowienia, zgody, szczęśliwego rozwiązania – zaradzenia takim czy innym potrzebom.
Tak jak człowieka nie można traktować przedmiotowo, tak nie można traktować przedmiotowo Boga.
Czego chcą od siebie ludzie, którzy się kochają? Chcą ze sobą być. Owszem – pomagają sobie, troszczą się o siebie, zaradzają swoim potrzebom, nawet tym banalnym, ale generalnie to chcą być ze sobą. To jest dla nich najważniejsze.
Dokładnie tego samego chce od ciebie Bóg. On chce być z tobą. Chce być z tobą, bo pragnie tego jak każdy, kto kocha.
I tak właśnie powinniśmy spojrzeć na modlitwę. Modlitwa to nie jest system załatwiania trudnych spraw, ale sposób na przebywanie z Bogiem.
Owszem – w czasie tego przebywania będziesz mówił Bogu o twoim życiu, także o tym co trudne, co jest jakimś problemem, ale to jest punkt drugi.
Punkt pierwszy to przebywanie z Bogiem.
Nie masz za dużo chęci przebywania z Bogiem? To pomyśl o swojej relacji do Niego. Pomyśl czy masz dwie rzeczy – wiarę i miłość. Jeśli tego brakuje, to brakuje ci wszystkiego.
Jeśli patrzysz na modlitwę tylko przez pryzmat pewnych obowiązków i dyscypliny kościelnej, że trzeba rano i wieczorem, że trzeba w niedzielę do Kościoła, to twojej relacji do Boga brakuje czegoś istotnego.
W relacji do Boga dominować powinno określenie „chcę” a nie „muszę”.
Jak mąż kocha żonę to CHCE ją całować, czy MUSI?
Gdy myślę o przebywaniu z Bogiem w kontekście naszej parafii to mam wrażenie, że tracimy trzy okazje.
Pierwszą jest Msza Święta w tygodniu. Jakoś wbiło się nam w myślenie, że ta Msza Święta jest dla tych tylko co zamówili intencję lub dla tych tylko co mają intencję pogrzebową.
Nie tak! Każda Msza Święta jest zaproszeniem dla ciebie. Zaproszeniem do przebywania z Bogiem, chociaż nie masz konkretnej intencji, nie modlisz się za ojca czy babcię.
Niech będzie więcej w nas takiego myślenia: mam chwilę czasu, mam możliwość – pójdę na Mszę Świętą. Nie dlatego, że niedziela i przykazanie, nie dlatego, że intencja i wypada (bo co ludzie powiedzą), ale dlatego, że się chcę spotkać z ukochanym… Bogiem.
Takie samo myślenie powinno być przy adoracji Najświętszego Sakramentu. Przychodźmy na adoracje nie tylko, gdy chcemy z Bogiem coś „załatwić”, ale przede wszystkim, by z Nim pobyć.
I podobnie jest z różańcem. Coraz mniej nas w kościele. Czy dlatego, że nauczyliśmy się doskonale radzić sobie bez Boga?
Przychodź na różaniec. Przychodź, by pobyć z Bogiem. Przychodź i bierz ze sobą dzieci i wnuki. Ucz je od małego radości przebywania z Bogiem.
Gdy mąż i żona chcą i potrafią być ze sobą to buduje się i umacnia więź między nimi.
Gdy ty potrafisz i chcesz być z Bogiem w modlitwie, umacniać się będzie i budować twoja więź z Bogiem.
Wszystkie więzi wymagają pielęgnacji.
Pielęgnuj modlitwą twoją więź z Bogiem.
Ludzi zatrzymują się i myślą. Dobrze, gdy zostawiają jakiś ślad i udostępniają to kazanie innym.





Mam pewien problem. Kiedy czytam/słyszę tę dzisiejszą ewangelię: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę”, zawsze przychodzą mi na myśl: pobożni chasydzi zamordowani w Treblince, chrześcijanie w Syrii, miliony pobożnych ludzi cierpiących na różne sposoby, którzy na pewno wołali dniem i nocą… Wiem, Bóg nie opuszcza, ale też nie zawsze daje taką pomoc o jaką prosimy. Na razie godzę się z tym że to jest sprawa której nie potrafię pojąć. Boję się jednak że jeśli kiedyś dotknie mnie osobiście takie straszne doświadczenie lub moich bliskich, nie zdołam zachować wiary.
Ja daje sobie z tym radę przywołując trzech młodzieńców (tych z pieca):
Dn 3:17-18
17. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu!
18. Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś.
(BT)
Kiedyś bedac z żona na mszy niedzielnej wieczorem , naszly mnie takie bolesne myśli: „po co tu przyszliscie, kogo szukacie?”Poczulem sie dziwnie, (jak pytanie do żołnierzy w Ogrojcu),zabolało,zabolalo bardziej kiedy zdalem sobie sprawę z tego , ze piesni(o ile sa spiewane),modlitwy , czesto są obraźliwe i nie szczere przepełnione tylko pustymi frazesami ,nie mającymi nic wspólnego z wiara i miłością do Boga. Co gorsza ,czesciej odnosze wrazenie , ze dla wielu Pan jest nadal przbity do krzyza i jeszcze nie zmartwychwstal. Milosc jest martwa ,a Kościół stal sie wspólnota samotnych, smutnych ludzi i opuszczonego Boga.Tradycja, wyuczone prawo bez refleksji, pelne pustych slow,tyle dajemy Panu w ofierze plus dwa zlote jak za wc. Może za mocno, ale żal mi Pana….bo taki jestem- chciałbym inaczej.Dziękuję Księdzu za wysiłek i obecność w moim zyciu
dziękuję
No tak – to trudny temat. Po pierwsze-zalezy jak zostalismy wychowani , w jakim duchu w stosunku do Boga. Jesli tylko własnie tak jak Ksiadz napisał to takie mamy relacje. Wychowano nas raczej po rzymsku- obowiązek, nakaz, modlitwa . Obowiazek zdania tego cyz tamtego do zaliczenia do komunii do bierzmowania. Musisz. Chodzenie do koscioła – w niedzielę. Na roraty, na różaniec bo musisz. Nikt nie mówił o miłości do Boga. Raczej straszył, ze „Bozia” ukarze. I jak tu było pokochać Boga? Niewiele sie z tego rozumiało, ale nie pamiętam by mi kto mówił, ze mnie Bóg kocha. Przynajmniej w rodzinie.Czy mam wiarę i miłośc? Chyba nie. Chyba za mało. Za mało prawdziwej wiary , wiecej wiary ze strachu. Miłość? Trudno mi powiedzieć. Czuję łączność. Ale czy to miłość? Czy to czasem nie więcej jest obowiązku? A traktowanie ludzi, drugiego cżłowieka. Dzisiaj tak mało człowieka w człowieku. Tak mało prawdy, a tak dużo tajemnicy , niedomówień, skrytości, mało otwartości. Oj co za temat Ksiądz wymyślił. Nawet w małżeństwie – jeśli sie nie rozpadło jest różnie. I wraz z wiekiem różne myśli sie plączą po głowie. I jeszcze jak sie przeczyta list św Pawła do Rzymian w temacie wiary to też sie jast nad czym zastanawiać. Dlaczego ją mamy lub dlaczego jej nie mamy. To tyle bo wiem, ze nic nie wiem.