Niedziela Zesłania Ducha Świętego, (Dz 2, 1-11); (Ps 104 (103), 1ab i 24ac. 29b-30. 31 i 34); (1 Kor 12, 3b-7. 12-13); Aklamacja; (J 20, 19-23); Winnica 24 maja 2026.
Powiedzenie, że człowiek wierzący to taki, który w niedzielę jest na Mszy Świętej, każdego dnia zrobi znak krzyża a na Wielkanoc pójdzie do spowiedzi to bardziej niż skromne kryteria wiary.
Jednak nawet przyjmując te skromne i niewystarczające kryteria okaże się, że wyłoniona w ten sposób grupa jest nader mała.
Mała jest i ciągle się zmniejsza. Nie nazwałbym tego jednak upadkiem wiary a raczej jej oczyszczeniem. Odchodzą ci, którzy raczej nigdy do końca nie byli przekonani. Ich wiara była raczej trudnym spadkiem po rodzicach, zwyczajem, tradycją, folklorem.
Nie ma ich, ale tak naprawdę nigdy ich nie było. Owszem można było kiedyś policzyć ich ciała w kościele, ale duch i serce fruwały zawsze gdzieś indziej.
Mała jest grupa wierzących i dalej się będzie zmniejszać.
W dzisiejszym kazaniu chciałbym ci powiedzieć o dwóch warunkach, dwóch rzeczach, które muszą się w tobie zadziać, byś pozostał w kościele, pozostał przy Bogu.
Dwa warunki, jeśli ich nie spełnisz to wywieje cię z Kościoła. Prędzej czy później i raczej prędzej.
Pierwszym jest doświadczenie Ducha Świętego. Podkreślam – doświadczenie, przeżycie. Doświadczeniem nie będzie kazanie o Duchu Świętym, lekcja religii, przeczytanie książki.
To nie może być teoria, to musi być praktyka.
W Dziejach Apostolskim mamy opisane zesłanie Ducha Świętego. To było doświadczenie. To nie była teoria.
Nie można powiedzieć, że to zesłanie Ducha Świętego było jedyne, wyjątkowe i niepowtarzalne.
Sama księga Dziejów Apostolskich jest tego dowodem. Mamy kilka miejsc na opisanie tego jak Duch Święty zstępuje.
Dwa rozdziały dalej, po odczytanym dzisiaj opisie, mamy zesłanie Ducha, któremu towarzyszy trzęsienie ziemi. Czytamy: „Po (…) modlitwie zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże.” (Dz 4,31)
Gdy Duch Święty zstępuje na Szawła (Pawła) to ten odzyskuje wzrok. Czytamy: „[Ananiasz] wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony.” (Dz 9,17b-18)
To się może dziać na wiele sposobów – przeżyć, doświadczeń, cudów, znaków, proroctw.
Wszystkie te momenty ludzie, którzy ich doświadczyli określają mianem spotkania z Bogiem. Tu zaczyna się wiara człowieka – w momencie osobowego spotkania z Bogiem.
Papież Benedykt pisał w swojej encyklice Deus caritas est: „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie.” [1]
Spójrzmy na to uważnie. Chrześcijaństwo to nie jest decyzja etyczna: „będę dobrym człowiekiem”. Chrześcijaństwo to nie jest idea: „wszyscy ludzie są braćmi a pokój jest wartością”. Chrześcijaństwo to spotkanie i doświadczenie Boga.
To jakieś wydarzenie z życia, to jakaś chwila wszechogarniającej modlitwy, to jakieś słowo, które okazało się Słowem, takim przenikającym do szpiku kości. To jakieś spotkanie z kimś.
Każdy będzie miał własną historię, ale uwaga… trzeba ją mieć. Jak nie będziesz jej miał, to… wywieje cię z Kościoła, prędzej czy później, i raczej prędzej.
Teoria, idea, kultura czy tradycja nie będą miały w sobie siły, by cię zatrzymać.
Doświadczenie spotkania z Bogiem to nie jest jedyny warunek pozostania w wierze.
Święty Jan Paweł II pisał w encyklice Fides et ratio (Wiara i rozum): „Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy.”
Wiara i rozum, wiara i rozum, wiara i rozum. Dwa skrzydła. Wiara jest, czy raczej powinna być, rozumna.
Mówię „powinna”, bo ten aspekt wiary jest poważnie zaniedbany. Zadowalamy się jakimś Małym Katechizmem i to „po łebkach”. Wystarcza nam jakiś kompletnie dziecięcy poziom naszej formacji.
I wtedy, nawet jak mamy doświadczenie spotkania z Bogiem, to przypominamy ptaka z jednym tylko skrzydłem. Jakbyś się nie starał – nie polecisz.
Bez umeblowania głowy mamy różne dziwne teologie, czasem wręcz zabobony. Mamy sekty, mamy nadużycia, mamy też totalną nawalankę, nie tylko w Internecie, ale i w życiu.
Poznałeś dwa warunki, dwie rzeczy, które muszą się w tobie zadziać, byś pozostał w Kościele, pozostał przy Bogu. Pierwsze to doświadczenie spotkania z Bogiem, drugie to gruntowna formacja.
Reszta należy do ciebie – żaden ksiądz ci tego nie da ani cię wyręczy. To musi być twoje.
Ktoś powie: Wydaje mi się, że nigdy nie doświadczyłem spotkania z Bogiem, w takim sensie, w jakim ksiądz mówi. Co mam robić?
Co masz robić? Szukaj! Ale tak szukaj jak chory na raka lekarstwa dla siebie. I w jednym i drugim przypadku chodzi o życie. Zatem tak szukaj jakby chodziło o życie.
Co masz robić? Módl się! Ale nie chodzi o odmówienie pacierza, ale o coś więcej. Poezja to dobrze wyraża… Ernest Bryll napisał kiedyś: „Ja się modlę, jak gdybym darł palcami ziemię”. O to chodzi!
A co zrobić z moją dziecięcą wiedzą religijną? Ucz się! Podstawowy podręcznik to Katechizm Kościoła Katolickiego. Ucz się, czytaj, słuchaj. Dzisiaj jest tyle możliwości.
A jak będziesz oponował, że nie masz czasu, to weź swoją komórkę, pogrzeb w niej i sprawdź ile czasu spędzasz w mediach społecznościowych. I zamień to na magisterium z teologii.
Co robić, gdy tak mało się wie? Ucz się! Możesz to robić sam albo bardziej oficjalnie, strukturalnie, wspólnotowo. W Płocku po wakacjach rusza następna tura studiów dla świeckich. Przygotowanie dla katechistów, lektorów, akolitów i stałych diakonów. Zapraszam!
Są też inne propozycje – onlajnowe i w realu. Nigdy nie było tylu możliwości w zasięgu ręki.
Tylko trzeba chcieć i trzeba przestać oszukiwać samego siebie.
Skończyły się czasy pospolitego ruszenia. Dzisiaj potrzeba raczej jednostek Grom.

Przeczytałeś? Skomentuj, dopowiedz, zapytaj. Dopowiadam i odpowiadam, ale nie toczę polemik w komentarzach.
ks. Zbigniew Paweł Maciejewski
Fundacja Nasza WInnica
Od Litery Do Wiary. Rzeczy Dobrze Pomyślane.
Pomagam księżom w ich pracy parafialnej,
przez dostarczanie publikacji, książek i pomysłów duszpasterskich,
ponieważ wierzę, że może to zmienić oblicze Kościoła.





Wreszcie znalazł się Ksiądz, który wierzy i któremu się chce !
Bardzo dziękuję za ten piękny wpis. Szczęść Boże.
No No Szacun