Opublikowano 2 komentarze

Życie nie tylko po to jest, by brać

XXI Niedziela Zwykła, C; (Iz 66, 18-21); (Ps 117 (116), 1b-2); (Hbr 12, 5-7. 11-13); Aklamacja (J 14, 6); (Łk 13, 22-30); Winnica, 24 sierpnia 2025.

Chodzę do kościoła, staram się dobrze żyć, pracuję uczciwie, daję na tacę, nie jestem awanturnikiem, z ludźmi żyję w zgodzie. Czy czegoś mi jeszcze brakuje?

Gdy ktoś tak przedstawi swoje życie i postawi mi takie właśnie pytanie, to odpowiem, że brakuje mu najważniejszej rzeczy. Tak ważnej, że wszystko to co dobre w jego życiu przestaje się liczyć.

I można wtedy usłyszeć mocne słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Nie znam was”. Słowa, dodajmy, powtórzone dwukrotnie.

Te słowa padają w odpowiedzi na przytoczone fakty pewnej zażyłości z Jezusem „jadaliśmy i piliśmy z Tobą”. Żeby było jasne, to nie o dietę chodzi.

W innym fragmencie Ewangelii Jezus przytacza bardziej pobożne fakty w ludzkim wykonaniu: „Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” (Mt 7,22)

I Jezus nie neguje tego wszystkiego. Mimo to Jego odpowiedzią są te same słowa: „Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem.” (Mt 7,23a)

Można pilnie chodzić do kościoła, być dobrym człowiekiem, nawet cuda czynić, i usłyszeć od Jezusa słowa „kim jesteś, skąd się wziąłeś, bo ja ciebie nie znam?”

Jedynym sensem istnienia Kościoła jest ewangelizacja. Ewangelizacja, czyli wszelakie starania, by Jezus i Jego Ewangelia dotarła do ludzkich serc. Stała się ich uzdrowieniem, pociechą, światłem, sensem życia.

Jeśli Jezus jest twoim tylko uzdrowieniem, twoją pociechą i światłem, twoim sensem życia i uważasz, że to wszystko, że wszystko jest w porządku, że jesteś kompletnym chrześcijaninem, to… mylisz się.

Mylisz się, bo wokół są ludzie dla których Jezus i Ewangelia nie jest uzdrowieniem, pociechą i światłem. Jezus i Ewangelia nie nadają sensu ich życiu.

Oznacza to, że ci ludzie cierpią, że ci ludzie giną. Jeśli cię to nie obchodzi, jeśli uważasz, że to nie jest twoja sprawa, to możesz usłyszeć od Jezusa, pod twoim adresem, słowa „nie znam cię”, „nigdy cię nie znałem”.

Jedynym sensem istnienia Kościoła jest ewangelizacja. Bardzo dziękuję tym, którzy podjęli się zadania osobistego zaproszenia swoich sąsiadów na misje.

Jest taki zakon dominikanów – wielokrotnie ojcowie z tego zakonu prowadzili u nas rekolekcje. Swoją nazwę wzięli od św. Dominika Guzmána, swojego założyciela. (Franciszkanie od Franciszka, dominikanie od Dominika). Święty Dominik bardzo głęboko przeżywał fakt, że wielu ludzi nie znało prawdziwie Jezusa ani Jego Ewangelii. Zobaczmy co z tym zrobił.

Najpierw współczucie i łzy. Wspomnienia o nim mówią, że często płakał w samotności, wołając do Boga o miłosierdzie dla grzeszników. Miał zwyczaj modlić się nocami w kościołach, leżąc krzyżem i błagając: „Panie, co stanie się z grzesznikami?”.

Potem działanie. Święty rozpoczął życie wędrownego kaznodziei, wędrował od wioski do wioski, od miasta do miasta, ubogi i całkowicie oddany Słowu.

W tym wszystkim było zrozumienie, że trzeba dużo wiedzieć a żeby wiedzieć trzeba się uczyć. Stąd nastawienie na edukację, na studiowanie. Stąd wziął się chwilę później dominikanin św. Tomasz z Akwinu, największy umysł średniowiecza

Ważny był styl Dominika, który można wyrazić słowami radość i gorliwość. Święty miał w sobie szczególną zdolność łączenia żarliwej troski o zbawienie dusz z wielką pogodą ducha. Pierwsi dominikanie wspominali, że gdy głosił Jezusa, czynił to z takim przekonaniem i miłością, że ludzie czuli się naprawdę dotknięci przez Boga.

I wreszcie ubóstwo Dominika, i jego świadectwo życia. Ewangelia musi być wiarygodna, zatem Dominik żył prosto i ubogo. Chciał, by głoszenie było nie tylko słowem, ale i przykładem życia na wzór apostołów.

Te punkty życia Dominika powinny być drogowskazem dla nas. Oczywiście nie chodzi o kopiowanie, ale inspiracje. Zawsze gdy kogoś kopiujemy to wychodzi parodia.

Jednak współczucie i łzy, działanie, uczenie się, radość i gorliwość, prostota życia, umiejętność poprzestawania na małym jest dostępne dla każdego.

Czy to wszystko opisuje nasz kościół, nasze parafie? Przyznajmy, że nie do końca. Czasem nasze kościoły przypominają takie uwite, przytulne gniazdko. Piękny kościółek, równiutko przystrzyżony zieloniutki trawniczek. W kościółku księżulek. Grzeczny księżulek mówi kazanko, krótko, pogodnie, wesoło. W ogłoszeniach żarcik i życzenia smacznego rosołku. Taka jest nasza „wiara”.

A że na zewnątrz ludzie giną? Kogo to obchodzi? Przecież każdy tu może przyjść, drzwi nie zamykamy.

Za dwa tygodnie zaczynają się misje. Naszą troską powinien być nie tylko nasz udział w nich, ale udział innych, dotarcie do innych, do zagubionych, do tych którym ścieżka do kościoła zarosła.

Od wczoraj na parafialnym facebooku i na stronie internetowej, możemy posłuchać świadectwa Pawła, naszego parafianina. Świadectwa o tym co zmieniły w jego życiu misje sprzed dziesięciu lat. Na początku świadectwa powiedział takie słowa: „Wierzę, że każdy kto w życiu spotkał Boga jest zobowiązany do tego aby się tym doświadczeniem podzielić”.

Dla jasności – ani ja ani nikt nie napisał mu tych słów. To jego słowa i jego przekonanie. I bardzo łączą się z treścią tego kazania. „Wierzę, że każdy kto w życiu spotkał Boga jest zobowiązany do tego aby się tym doświadczeniem podzielić.”

Może ktoś inny chciałby się w podobny sposób podzielić swoim świadectwem? Jeśli misje sprzed dziesięciu laty były dla ciebie ważnym wydarzeniem, które coś istotnego i trwałego wniosły w twoje życie, to podziel się tym świadectwem. Nagramy je i wrzucimy w Internet, by przyciągnęły do tegorocznych misji niezdecydowanych i wątpiących.

A warto! Podzielę się taką historią… Pewna Pani miała do załatwienia sprawę w naszej kancelarii. Była i jest naszą parafianką, ale z tych, których absolutnie nie kojarzyłem z kościoła.

Po załatwieniu sprawy, przy wyjściowych drzwiach, wręczyłem jej ulotkę i powiedziałem: „zapraszam we wrześniu na misje”. Bez żadnych aluzji i wyrzutów.

I usłyszałem coś takiego: „Ksiądz mnie zapewne nie zna… Sama wcześniej pomyślałam patrząc na to co się na świecie dzieje, że warto o tych misjach pomyśleć”.

Za tydzień w naszym kościele znajdziemy misyjne ulotki. Będzie ich dużo, starczy dla każdego i więcej jeszcze.

Weź tę ulotkę nie tylko dla siebie, ale jeszcze dla kogoś. Zaproś go, serdecznie się za niego pomódl i śmiało oczekuj cudów.

Parę dni temu zmarł Stanisław Sojka. Nie mam zamiaru go kanonizować ani wciskać kitu, że był to kryształowy człowiek. Jest mi on jednak bliski, bo w swojej młodości był animatorem muzycznym na oazach i to w tej samej wiosce, w Brzegach na Podhalu, gdzie później i ja przeżywałem swoje rekolekcje.

Wierzę, że w sztuce, także w piosence, może tlić się Boża iskra i Boże objawienie, takie proste – prywatne, przypomnienie rzeczy istotnych.

Wielu pamięta i rozpozna największy chyba przebój Stanisława Sojki – Tolerancja. Jest w tym utworze iskra Boga.

Sojka śpiewał:

Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie?
Budować ściany wokół siebie – marna sztuka
Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczą
Czasami tylko tego pragnę, tego szukam

Na miły Bóg,..
Życie nie tylko po to jest, by brać
Życie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać (…)


Przeczytałeś? Skomentuj, dopowiedz, zapytaj. Dopowiadam i odpowiadam, ale nie toczę polemik w komentarzach.

ks. Zbigniew Paweł Maciejewski
Fundacja Nasza WInnica
Od Litery Do Wiary. Rzeczy Dobrze Pomyślane.

Pomagam księżom w ich pracy parafialnej,
przez dostarczanie publikacji, książek i pomysłów duszpasterskich,
ponieważ wierzę, że może to zmienić oblicze Kościoła.

2 komentarze do “Życie nie tylko po to jest, by brać

  1. Myślę, aby zrozumieć to co jest napisane trzeba czytać Pismo samemu.
    Ja dostałem kiedyś : Jak czytać i rozumieć Pismo Święte.
    Są osoby, które nie chodzą na msze, bo uważają, że to strata czasu i można ten czas lepiej wykorzystać. Pamiętam jak jeden ksiądz na koniec mszy mówił „Godzina dla Jezusa nie jestem czasem straconym”.

  2. Co prawda nie na Misjach a podczas Seminarium Odnowy Wiary spotkałam Boga. Miałam 49lat. Licząc czas od pierwszej Komunii św. 40 lat Go szukałam. Wydało mi się że wierzę, nie tylko niedzielna msza, nabożeństwa, pielgrzymki.
    Jednak mimo wielu spowiedzi kajdany były mocne.
    Dzisiaj właśnie wracając samochodem z wieczornej Eucharystii zaczęłam uwielbiać Boga, dziękować za tamten czas, za Seminarium, kapłana, tych wszystkich ludzi, biedak zawołał a Pan go wysłuchał. Poprosiłam tylko o uzdrowienie wewnętrzne , tak mi podpowiedział Duch św bo ja nigdy wówczas o czymś takim nie słyszałam. Dziękowałam za uwolnienie, pytałam w którym momencie Pan ściągnął te kajdany. To On mnie wybrał, wśród tylu grzeszników. Przyszedł pochylił się nade mną.
    Od tamtego czasu minęło 12 lat. Cudownych 12 lat życia z Panem choć nie wszystko układało się dobrze. Wypadek męża z wnukiem, zagrożenie życia u nowonarodzonej wnuczki, pierwszy atak epilepsji u niej, związek córki z narkomanem.
    Wiara w żywego Boga, który jest obok mnie, który nad wszystkim trzyma piecze, który działa sprawiała że włosów z głowy nie rwałam.
    Śmiało mogę powiedzieć że Bóg spełnia marzenia. Takie przyziemne, np. zakup auta. Poprosiłam w obecności męża o 3 konktrety w aucie. W przeddzień zakupu podczas nocnej adoracji uslyszałam markę auta. Nie wzięłam sobie tego do serca bo modliłam się w ważniejszych sprawach, polecałam Bogu pewnego alkoholika. Nazajutrz okazało się że w pierwszym komisie czeka auto z tym wszystkim co chciałam żeby w nim było.. to naprawdę przyziemne ale Bóg zadziałał. To nic że później okazało się że przyjechało na innych tablicach niż w papierach.
    Do 3 nad ranem szukałam w necie info o nim. Pytałam Pana Jezusa jak to jest ? przecież zakup omodlony co ja powiem rodzinie że trefne kupiliśmy. Umęczona otwieram Biblię na chybił a tu Iz 49,23 Wtedy przekonasz się że ja jestem Pan, kto we mnie pokłada nadzieję, wstydu nie dozna. Uśmiechnęłam się do Pana i poszłam spać. Autem jeżdżę już 6 lat i powiem że to nie jest auto do parady, z Panem Jezusem do chorych też księdza wiozłam, żywność do Caritasu, chorych do lekarza. Nie biorę pieniędzy , mówię Pan auto wybrał, pobłogosławił finansom to i na paliwo będzie.
    Wielkiego miłosierdzia jakiego dostąpiłam nie mogę ukrywać, głoszę Jego miłość wszystkim, których Pan stawia mi na drodze. Najtrudniej oczywiście wśród najbliższych.
    Dziś też przyszła mi na myśl kobieta którą Bóg postawił mi na drodze. Ona oprócz różnych łańcuchów które nosi na nadgarstkach, zniewolona jest alkoholizmem. Zaprosiłam ją na mszę, byłyśmy na czuwaniu przed Zesłaniem Ducha św. Wskazuję Sakrament Pokuty jako sakrament uzdrowienia, uwolnienia,twierdzi że nie może bo odeszła od męża. Nie żyje w konkubinacie ale nie chce.
    Miałam dziś wyrzut sumienia mogłam zaprosić ją na mszę, umknęło mi to. Jak dziecko poprosiłam Pana Jezusa, żeby poszedł do niej i nad nią się pochylił.
    Ufam, że był.

    Bo życie nie tylko po to jest by brać.

    Gdzieś kiedyś usłyszałam, jesteśmy kanałem. Dostajemy, przepływa przez nas i dajemy dalej.
    To też mój sposób zachęcania do przekazywania tzw. dziesięciny lub choćby skromnej jałmużny . Rozkładam ręce i pokazuję lewą ręką przyjmujemy od Pana co potrzebne dla nas zostaje a prawą oddajemy.

    Pod słowami Pana Pawła :
    „Wierzę, że każdy kto w życiu spotkał Boga jest zobowiązany do tego aby się tym doświadczeniem podzielić”.

    Podpisuję się obiema rękami bo ja umiem obiema pisać, nawet lewą w lewą stronę .

    Mój dopisek :
    nie da się siedzieć cicho temu kto w życiu spotkał Boga.

    Bóg niech będzie uwielbiony !!!

    Owocnych Misji życzę.

Skomentuj Lucyna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *