O pewnym błędzie w przygotowaniu do bierzmowania, przed którym chcę cię przestrzec…
[timed-content-client hide=”0:30:2000″ display=”div”]Obejrzyj wideo
Miło mi będzie, gdy napiszesz komentarz.
Wdzięczny będę za udostępnienie tej stony. Przycisk masz po lewej.
[/timed-content-client] [timed-content-client show=”0:40:2000″ display=”div”]
Prawdopodobnie najlepszy program przygotowujący młodzież do bierzmowania.
KLIKNIJ TERAZ: [TUTAJ] I ZOBACZ SZCZEGÓŁY





Trudno tu z czymś się nie zgodzić.
Bolączką wszelakich przygotowań do przyjęcia sakramentów są raczej różne „standardy” (zasady) udzielania tych sakramentów w parafiach, czyli tu mnie nie dopuszczą, to pójdę do parafii „obok” a tam jest fajny ksiądz, który nie robi problemów…stąd ludzie często mają mętlik w głowie i nie bardzo wiedzą dlaczego i po co od nich cokolwiek wymagają w tym Kościele – „przecież Pan Jezus jest taki fajny”. Dorzucimy do tego nasze urzędnicze podejście „nie zaliczyłeś, nie stosowałeś się do zasad” to nie mamy o czym rozmawiać i mamy owoc naszych duszpasterskich wysiłków a właściwie jego brak. Przypomina mi się w tym momencie rozmowa Jezusa z Samarytanką przy studni, jej zdziwienie, że Jezus chce z nią porozmawiać, przecież ona też nie stosowala się do ówczesnych zasad…Taki religijny „radykalizm” przeżywa(czyt.stosuje) chyba każdy kto zaczyna swoją pracę katechetyczną.
Z drugiej strony brak wymagań jest chyba jeszcze czymś gorszym, stąd rozmowa czyli spotkanie dwóch osób jest warunkim podstawowym do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu duszpasterskiego…(„skoro nie dałeś rady przygotować się w grupie do bierzmowania, to może spróbujemy jeszcze raz? może w mniejszej grupie?”itp)