Opublikowano Dodaj komentarz

Co ci w duszy gra – wieczory skupienia dla bierzmowanych

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Ostatnie dni przed bierzmowaniem wykorzystuję jako ostatnią szansę na głoszenie Słowa budzącego wiarę. Są próby, ale minimalistyczne, to co naprawdę potrzeba. Pozostałą część wieczoru wykorzystuję na kazanie – konferencję.

Wieczór 1 – Trzy sita

Zacznę od przytoczenia dwóch historii opowiedzianych mi przez katechetów. Rzeczy wydarzyły się „dawno i nie w naszej diecezji”.

Historia pierwsza wydarzyła się tuż przed rozpoczęciem Mszy Świętej, na której miało być udzielone bierzmowanie. Wiecie jak to wygląda – sukienki, garnitury. Wszyscy wystrzyżeni, wyczesani, wypachnieni. Wszystko przygotowane, za chwilę dzwonki, hukną organy i wyjdzie biskup z asystą.

Nagle z ławki wstaje matka kandydata do bierzmowania i za kołnierz wyciąga z ławki swojego syna, głowę od niej wyższego, i wyprowadza go z kościoła.

Nie będzie bierzmowania, przynajmniej dla niego. Pozwolił sobie, ów synek, w oczekiwaniu na bierzmowanie, na niewybredne komentarze pod adresem księży, Kościoła i samego bierzmowania.

Historia druga. Przygotowania do bierzmowania w dużym mieście. Księża szaleją, by wszystko wypadło jak należy, by biskup, a może arcybiskup, a może nawet kardynał, dokładnie nie wiem kto miał tam bierzmować, był zadowolony.

Zatem ćwiczenie i powtarzanie w nieskończoność, żeby równo, żeby ładnie, jakby po sznureczku. Musztra i musztra, by zabłysnąć przed kościelnym celebrytą. I bądźmy szczerzy poniżanie młodzieży, wyzywanie ich i gnojenie.

I trafiła kosa na kamień. Młodzież umówiła się, że zniosą to wszystko, ale na bierzmowaniu nikt z nich nie podejdzie do bierzmowania. Umówili się, że „wystawią” swoich księży i tak zrobili.

Wszystko szło po sznureczku aż do chwili, gdy mieli podchodzić do biskupa, który już czekał przed ołtarzem z olejem. Nikt nie podszedł. Nie wiem, czy biskup był zadowolony ze swoich księży.

Historie te łączy podobny błąd – zwrócenie uwagi na to, co zewnętrzne, troska o formę, o opakowanie, z jednoczesnym zaniedbaniem tego co w środku, tego, co w sercu, tego co w duszy gra, albo nie gra.

Temu chcę poświęcić te wieczory skupienia, temu, co wam w duszy gra albo temu co jeszcze nie stroi, co daje fałszywą nutę.

Zacznę od tego, że ja tego nie słyszę. Nie mam na to szans, jestem zbyt daleko, zbyt na zewnątrz. Może ktoś bliżej was ma jakąś szansę, ale na dobrą sprawę jest to ukryte nawet przed najbliższymi. Czasem można się z tym zdradzić, jak ów chłopak przed swoją matką, ale łatwo się kamuflować.

I jestem z tym pogodzony. W sumie to nie o to chodzi, bym ja słyszał, co ci w sercu gra. Chodzi o to, byś ty usłyszał głos swego serca.

To co ja mogę zrobić, to jedynie jakoś ci pomóc.

Pozwól zatem, że przesieję każdego z was przez trzy sita. I umówmy się o rzecz następującą. Jeśli przelecisz przez nie, to idź do bierzmowania. Jeśli zostaniesz na jakimś sicie, to, proszę cię, zrezygnuj.

Sita są trzy. Nazywają się „wolność”, „poznanie” i „pragnienie”.

Najpierw wolność.

Wiara to przestrzeń wolności. Bóg chce mieć synów a nie niewolników. Istotą i sensem wiary jest miłość i przyjaźń z Bogiem. W niewoli zaś niemożliwe są takie więzy. Może być posłuszeństwo, może być strach, może być nawet jakiś szacunek, ale nie będzie przyjaźni i miłości.

Twoje bierzmowanie to powinien być twój wolny wybór. Nie dlatego, że kazali ci rodzice, albo nawet nie kazali wprost, ale pokazali, że takie jest ich oczekiwanie.

Nie presja środowiska – koledzy i koleżanki w moim wieku przystępują, to i ja muszę.

Nie jakieś nieokreślone wypadanie, jakaś tradycja. Nie wyrachowanie, bo jest to jeden z warunków, by zostać ojcem czy matką chrzestną, a za chwilę ktoś mnie może o to poprosić, i co ja zrobię.

Wszystko co z zewnątrz pcha cię do przyjęcia bierzmowania masz obowiązek odrzucić. Bo masz obowiązek być człowiekiem wolnym.

Jeszcze raz podkreślam – przyjęcie bierzmowania to musi być twoja własna, osobista decyzja. Nie masz jej – nie przyjmuj, proszę bierzmowania, nie rób z siebie niewolnika. W tak przyjętym bierzmowaniu nie będzie ani chwały Bożej, ani pożytku dla ciebie i dla kogokolwiek.

Kolejne sito to poznanie.

Bierzmowanie to kolejny krok twojej wiary. Wiara nie jest ślepa, jest rozumna, wymaga tego, by wiedzieć w co się wierzy.

Zobacz zatem jak wygląda twoje poznanie Boga, poznanie Jezusa. Zobacz jak wyglądało twoje zaangażowanie, twoje staranie, twoje przygotowanie.

Przyłożyłeś się, czy ślizgałeś się po powierzchni. Byłeś zaangażowany, czy robiłeś wszystko na „odwal”.

Nie chodzi o żadne sprawdziany i egzaminy, bo dobrze wiesz, że tego nie było. Gdy rozmawiałeś ze mną, to inne sprawy bardziej mnie interesowały.

Oceń zatem swoje przygotowanie. Bardzo konkretnie. Oglądałeś katechezy, które ci udostępniano? Czytałeś streszczenia? Wykonywałeś zadania – zarówno te pisemne jak i te polegające na modlitwie? Przeczytałeś Ewangelię Łukasza?

Zrozum, że masz się spotkać z Bogiem. Bierzmowanie to nie jakiś tam obrzęd, ryt, jakieś czary mary. Masz rozum, to go używaj!

Powiem wprost i dosadnie – jeśli okazałeś się zwykłym nieukiem i leniem śmierdzącym, to, proszę cię, nie podchodź do bierzmowania. Nie podchodź, bo twoje nieuctwo to okazanie braku szacunku dla Boga. Pokazałeś, że nie jest On wart twojej fatygi, twojego zainteresowania. Po prostu Go „olałeś”.

Trzecie sito to pragnienie.

Czy ty w ogóle pragniesz Boga? Czy jest w tobie jakaś tęsknota, jakaś myśl za Bogiem? Czy On zajmuje chociaż ułamek twego serca? Ułamek twojego czasu?

Czy On w ogóle jest?

Jeśli nie ma tam nic, jeśli nie ma pragnienia, umiłowania, tęsknoty… to daj sobie spokój z tym całym bierzmowaniem.

Jeśli wszystko zgasło i nawet nie ma pragnienia, by zapaliło się na nowo… po co ci to? Kogo tym uradujesz? Kogo ucieszysz? Daj sobie spokój.

Trzy sita, trzy pytania – o twoją wolność, o twoje poznanie, o twoje pragnienie.

Zobacz, że wcale nie pytam cię o twoją osobistą świętość i doskonałość. Nie pytam, bo nie musisz być idealny. Więcej, powiem ci szczerze, nigdy idealny nie będziesz.

Niektórym wydaje się, że muszą wejść na szczyty doskonałości, by zasłużyć sobie, w dowód uznania, na bierzmowanie.

A jest dokładnie odwrotnie – idziesz do bierzmowania, byś miał w sobie moc wejścia na szczyty.

Bierzmowanie to nie medal za bohaterstwo ale lekarstwo dla słabych.

Musi jednak w tym wszystkim być wiara.

Wiara, że jest Bóg, że ten Bóg przychodzi do człowieka, że możemy się z Nim spotkać, że ten Bóg przychodzi do nas z miłością i mocą.

Coraz mniej tej wiary. To co zostaje to pewne formy, tradycje, przyzwyczajenia, pielęgnowanie jakiegoś sentymentu, jakiś może podświadomy lęk „a może coś tam jest?”

To za mało!

Nie róbmy z Kościoła skansenu i cepelii. Jeszcze bardziej, nie róbmy cyrku.

Kościół jest dla słabych i grzesznych, poranionych i zagubionych. Jednak potrzeba we wszystkim wiary. Choćby ziarnka gorczycy. To wystarczy.

Daleki jestem od traktowania przygotowania do bierzmowania jako toru przeszkód, jako poligonu, gdzie zastawia się na kandydata pułapki.

Twoje życie to twoje życie. Ty podejmujesz decyzje i ty za nie jesteś odpowiedzialny.

Proszę cię tylko – szanuj się. Niech to co robisz będzie prawdziwe i uczciwe.

Chcę dzisiaj podzielić się tylko jednym fragmentem z Pisma Świętego. To słowa Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28)

Chciałbym, byś usłyszał to jedno zdanie. Jezus woła, ciebie woła. Zna ciebie, twoje trudności, lęki, niezaspokojone pragnienia. Chce pomóc, podźwignąć, ukoić, uzdrowić. Dać swoją siłę i moc. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28)

Czy słyszysz to wołanie Boga?


Chcesz teksty (PDF i plik edytowalny) wszystkich trzech konferencji i chcesz pozostać ze mną w kontakcie?

Zapisz się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *